Fot. Artur Wejnerowski

Rafał Nagórski: „Z Darłowa zawsze wracam z dobrą energią”

Od nieco ponad pół roku funkcję zastępcy burmistrza Darłowa pełni koszalinianin Rafał Nagórski. Tym samym długoletni dziennikarz stał się samorządowcem. Rozmawiamy z nim o tym, jak wygląda Darłowo z tej nowej perspektywy.

 

181343234_2559777160985937_1054212915165072113_n– Przez 10 lat był Pan w redakcji „Głosu Koszalińskiego” dziennikarskim opiekunem Darłowa. Poznał Pan dobrze miasto i lokalne uwarunkowania?

– Bardzo dobrze poznałem miasto, ale wciąż dowiaduję się czegoś nowego. Jedno się od początku nie zmienia: niezależnie w jakim charakterze i celu jeżdżę do Darłowa, wracam do Koszalina z pozytywną energią. Poznałem w Darłowie wielu ciekawych ludzi, mających niekonwencjonalne pomysły i masę energii. Poznałem również wielu mieszkańców, z ich zwyczajnymi codziennymi kłopotami. Czasami zresztą jako dziennikarz interweniowałem w ich imieniu w urzędzie albo w lokalnych instytucjach.

 

– Jak się czuje osoba, która była przez całe życie zawodowe opisującym, a teraz jest opisywanym?

– Zdaję sobie sprawę z faktu, że obecnie inaczej jestem postrzegany. Ale jeśli chodzi o sprawy, którymi się zajmuję, istnieje wielkie podobieństwo do tego, co robiłem wcześniej. Ludzie z tymi samymi problemami chodzili do gazety i przychodzą do burmistrza lub jego zastępcy. Są to sprawy mieszkaniowe, dziury w drodze, brak kanalizacji…. Rzeczywiście, kiedyś odpytywałem, a teraz jestem odpytywany, dlaczego jest tak a nie inaczej. W innej już roli ale nadal szukam rozwiązania problemów. Istnieją oczywiście ograniczenia. Teraz łatwiej mi zrozumieć, dlaczego nie wszystko da się załatwić od ręki. Staram się to mieszkańcom wyjaśniać.

 

– W jakich okolicznościach usłyszał Pan propozycję pracy w darłowskim ratuszu?

– Burmistrz Arkadiusz Klimowicz wyczuł moje zmęczenie pracą w zawodzie dziennikarskim. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że Internet pożera tradycyjną prasę. Rzeczywiście poczułem, że zbliżam się do zawodowej ściany. Kocham dziennikarstwo, jest ono moją pasją, ale miałem potrzebę zmiany. Wtedy padło pytanie, czy nie myślałem o pracy w samorządzie.

 

– Szybkie pytanie i szybka odpowiedź?

– Ależ skąd. Wątek powracał w naszych rozmowach przez wiele miesięcy, aż przyszedł sprzyjający moment, bo pojawił się konkurs na stanowisko pełnomocnika do spraw współpracy z inwestorami i instytucjami publicznymi. Burmistrz potrzebował kogoś do pomocy w kontaktach głównie z firmami i innymi gminami. Dla osoby znającej realia darłowskie i sąsiednich gmin, a także całego powiatu sławieńskiego, to była ciekawa perspektywa. Tym bardziej, że stanowisko to w strukturze urzędu podlegało bezpośrednio burmistrzowi. Przyznam szczerze, że bardzo długo zastanawiałem się, co zrobić. Ale ostatecznie przeważyła potrzeba zmiany.

 

– Chyba się Pan sprawdził, skoro padło kolejne pytanie: czy chciałby Pan zostać zastępcą burmistrza?

– Taką propozycję dostaje się raz w życiu. (śmiech) Długo się nie zastanawiałem i w ten sposób od września 2020 roku jestem zastępcą burmistrza Darłowa.

 

IMG_7959

 

– Jak rodzina zareagowała na Pana decyzję o zmianie miejsca pracy z Koszalina na Darłowo?

– Długo o tym z żoną rozmawialiśmy, ona mnie wspierała w tej decyzji. Baliśmy się trochę reorganizacji życia, jeżeli chodzi o dojazdy do Darłowa, bo jest to jednak 40 kilometrów. Dużo czasu spędzam w aucie, ale można spożytkować ten czas na telefony i coś załatwić. Dzieci są już w takim wieku, że uznaliśmy, że jedna osoba może spędzać dużo czasu poza domem.

 

– Pojawiła się myśl, żeby się przeprowadzić do Darłowa?

– Na razie wszystko tak szybko się dzieje, że nie było czasu, żeby się nad tym poważnie zastanowić. Pochodzę z Nowej Wsi Lęborskiej, przyjechałem do Koszalina na studia, bardzo dobrze się nam tu żyje. Jestem osobą, która bardzo szybko się dostosowuje do nowych warunków i do otoczenia, i niczego nie wykluczam w życiu. Nauczyłem się, że nie można mówić „nie, bo nie”. Wszystko jest dynamiczne.

 

– Jakie widzi Pan największe szanse dla Darłowa, jeżeli chodzi o jego rozwój?

– Choć byśmy się dwoili i troili, chcąc ściągnąć inwestorów z branż niezwiązanych z turystyką, to i tak w oczach inwestorów będziemy postrzegani jako miasto turystyczne. W tym kierunku Darłowo się rozwija i będzie się rozwijać dalej. Charakter turystyczny bywa obciążeniem – jak obecnie, w czasie pandemii, która mocno uderzyła w branżę hotelarską i gastronomiczną, a pośrednio w budżet miasta. Dlatego warto szukać mimo wszystko inwestorów nieturystycznych. Ale najważniejsza pozostaje wciąż turystyka i poszukiwanie atrakcji, które będą w stanie przyciągać coraz liczniejszą rzeszę nie tylko wakacyjnych gości.

 

– Zmienia się krajobraz Darłówka, nadmorskiej dzielnicy Darłowa. Budowane są apartamentowce. Jak na nie reagują lokalni przedsiębiorcy? Nie widzą w tym zagrożenia dla swoich interesów?

– To jest stały temat dyskusji w mediach społecznościowych. Kiedy burmistrz pokazuje, gdzie pojawiły się lub pojawią się apartamentowce, padają czasami zarzuty, że betonujemy Darłowo i nie będzie ono już spokojną miejscowością, miejscem wypoczynku rodzinnego. Ale z drugiej strony słychać również głosy doceniające fakt, że przybędzie miejsc pracy, a podatki zasilą budżet miejski. Jestem zdania, że musimy iść w tym kierunku. Chciałbym oczywiście, by było więcej hoteli niż apartamentowców, bo od nich wpływają wyższe podatki, ale rynek decyduje o tym, że kupno mieszkania na wynajem staje się popularniejszym pomysłem niż wybudowanie hotelu. Rozumiem głosy tych, którzy są zawiedzeni, że powstają duże budynki nad samym morzem. Nie każdemu musi się to podobać. Przed laty podobnie było na zachodzie Europy. Turyści oczekiwali coraz wyższego standardu bazy wypoczynkowej, powstawały więc w linii brzegowej luksusowe apartamentowce i hotele. Krajobraz się zmieniał.

 

– Darłowo zawsze chciało zaproponować letnikom coś więcej niż może zaproponować zwykłe nadmorskie miasteczko. Na przykład prestiżowy Festiwal Media i Sztuka.

– Z wielkim żalem podjęliśmy decyzję o odwołaniu, już drugi rok z rzędu, tego festiwalu. Wcześniej był on imprezą doroczną, niekonwencjonalną i niepowtarzalną. Pierwotnie planowaliśmy to wydarzenie na koniec czerwca bieżącego roku, ale obawialiśmy się, że w takiej formie, w jakiej sobie to wyobrażaliśmy, w warunkach wciąż trwającej pandemii nie da się go zorganizować. Po cichu liczymy na rok 2022 i na dziesiątą edycję, jubileuszową.

 

– Darłowo jest na Środkowym Pomorzu liderem, jeżeli chodzi o zdobywanie funduszy unijnych. Czy są jakieś projekty, które czekają na decyzję o realizacji w oparciu o takie pieniądze?

– Teraz te fundusze są na wyczerpaniu, ale wciąż korzystamy z pojawiających się możliwości. Wciąż w ramach Zachodniopomorskiego Programu Antysmogowego wspieramy wymianę pieców i termomodernizację budynków, na co otrzymaliśmy łącznie ponad 2 miliony złotych. Kilka dni temu dotarła wiadomość, że dostaniemy dofinansowanie na budowę fontanny w Parku Rekreacji przy ulicy Traugutta. Oczywiście przygotowujemy się do składania wniosków z nowej puli unijnej na lata 2021-2027.

Jeśli chodzi o fundusze zewnętrzne, to można również ubiegać się o wsparcie projektów w ramach konkursów krajowych, w tym rządowego programu budowy dróg albo o środki antycovidowe. O ile jednak przy składaniu wniosków o fundusze unijne są jasne kryteria i można łatwo sprawdzić, dlaczego jeden projekt dostał dofinansowanie, a inny nie, to w konkursach rządowych mających wspierać rozwój gmin po pandemii już tak klarownie nie jest. Na początku każda gmina dostała pieniądze na inwestycje i rozruszanie rynku inwestycyjnego, ale później były konkursy i wtedy już nie wszyscy otrzymali wsparcie. Składaliśmy pięć wniosków, między innymi na modernizację znajdującego się przy zamku budynku po przedszkolu, żeby urządzić tam nową siedzibę miejskiej biblioteki i nie dostaliśmy pozytywnej decyzji.

 

– A inne pomysły na inwestycje przy udziale finansowania zewnętrznego?

– Oprócz wspomnianej nowej siedziby biblioteki, o której dofinansowanie chcemy powalczyć z funduszy unijnych, na liście jest bulwar w Darłówku Wschodnim, w okolicy tak zwanej Patelni. W pobliżu tego bulwaru jest pomysł na wieżę widokową. Po drugiej stronie portu przewidujemy atrakcję w postaci oceanarium, licząc na to, że znajdzie się prywatny inwestor zainteresowany realizacją i prowadzeniem takiego obiektu. Poza tym chcemy rozbudowywać infrastrukturę związaną z aktywnym wypoczynkiem – między innymi o skate park i pump truck. Nie zwalniamy tempa, nadal chcemy być liderami w pozyskiwaniu finansowania zewnętrznego. Mamy sprawny zespół, który potrafi o nie zabiegać w interesie Darłowa.

 

IMG_7977

 


Rafal Nagórski (42 lata), absolwent wydziału Ekonomii i Zarządzania Politechniki Koszalińskiej, specjalizacja Media i Komunikowanie. Z niewielką przerwą ma za sobą prawie 20 lat pracy w gazecie. Żona, Dorota, ukończyła ekonomię na PK. Pochodzi ze Szczecinka. Państwo Nagórscy poznali się podczas studiów. Mają dwoje dzieci: Bartłomieja (16 lat) i Olę (10 lat).

Pan Rafał mówi: – Prywatnie jestem zapalonym kibicem sportowym, spędzam aktywnie wolny czas – na siłowni, biegam, gram w piłkę. Sport i turystyka to moja pasja. Przynajmniej raz w roku wyjeżdżam w góry, żeby dać sobie w kość i porządnie się zmęczyć. Zaraziłem tym dzieci i żonę oraz znajomych.