Ostatni rok nie był łaskawy dla teatrów. Spektakle co prawda powstawały, ale nie miały premier albo jedynie kilka odsłon z udziałem publiczności – tak było i w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym. Dzięki poluzowaniu obostrzeń pandemicznych, w marcu widzowie obejrzą trzy premierowe przedstawienia.

 

Najdłużej na powrót widzów czeka „Kazuko” w reżyserii Laury Sonik. Premiera miała odbyć się w marcu 2020 roku! Baśń o małej rybce inspirowana kulturą japońską, legendami o morskich stworzeniach i „przyjaźni ponadgatunkowej” w magicznej scenografii to propozycja dla dzieci w wieku przedszkolnym oraz wszystkich osób zafascynowanych kulturą Dalekiego Wschodu. Premiera zaplanowana jest na 13 marca.

Wcześniej, 6 marca, premierę będzie miała farsa z wątkiem kryminalnym „Kochane pieniążki” w reż. Zdzisława Dereweckiego, która pierwotnie miała uświetnić Sylwestra 2020 roku. Widzowie doskonale znają twórczość autora farsy, Raya Cooneya i jego evergreena „Mayday” (również w reż. Zdzisława Derebeckiego), który od dwóch sezonów święci triumfy na scenie BTD. „Kochane pieniążki” to farsa tak samo śmieszna, grana w równie szalonym tempie, z przezabawnymi dialogami i piętrzącymi się komicznymi sytuacjami – czytamy w zapowiedzi. Na scenie pojawią się: Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska, Małgorzata Wiercioch, Marcin Borchardt, Artur Czerwiński, Piotr Krótki, Adam Lisewski, Wojciech Rogowski i Jacek Zdrojewski.

Obecnie trwają próby do nowego spektaklu, który będzie gratką nie tylko dla miłośników teatru, ale i polskiej muzyki „Kora. Falowanie i spadanie” w reżyserii Aliny Moś-Kerger. Kilka lat temu zrealizowała ona dla BTD spektakl „Dziękuję za różę”. – Długo zastanawiałam się, jak podejść do formuły spektaklu – mówi o najnowszym. – Wiedziałam od początku, że nie chcę, żeby to był spektakl biograficzny, musical czy recital. Najlepiej moją koncepcję obrazuje określenie „teatralny teledysk”. Złożą się na niego dynamiczny montaż, abstrakcyjne formy ruchowe autorstwa Bartosza Bandury i scenografia Natalii Kołodziej.

Tekst napisał Tomasz Ogonowski, dramaturg BTD. – Opierałem się na różnych materiałach: książkach, artykułach, wywiadach – mówi. – Oglądałem koncerty, teledyski, program Must Be The Music (Kora była jednym z jurorów tego talent show – dop. red), tworząc swój „twórczy śmietnik”, z którego potem wyłoniła się opowieść. Jaka? Jak podkreśla autor, nie będzie to pomnik Kory, ale portret artystki-człowieka targanej skrajnymi emocjami. – Kora miała niezwykłe, pełne sprzeczności, życie – zaznacza Tomasz Ogonowski. – Była buntowniczką, od zawsze szukała transcendencji i miłości, miała tragiczne doświadczenia i targały nią różne emocje i siły; to był punkt wyjścia dla tekstu.

Koncepcja przedstawienia Kory doskonale współgra z wizją reżyserki: – W jej życiu wydarzyło się wiele rzeczy, o których nie wiemy. Musimy je sobie dopowiedzieć, „dowymyslić” i to pozwala tworzyć impresję sceniczną – mówi Alina Moś-Kerger. – Nie opowiemy chronologicznie jej biografii, nie będzie to też wycinek z historii muzyki rozrywkowej. Chcemy opowiedzieć o Korze nie z perspektywy tabloidu, ale prawdziwego człowieka, który doznał traum, potrafił się odnaleźć, by móc zaistnieć na scenie i w życiu. Odwołujemy się m.in. do trudnych wątków jej życiorysu w szlachetny, teatralny sposób. Kiedy zaczęłam zgłębiać postać Kory, złapałam się na tym, jak bardzo jest mi bliska pod wieloma względami. Myślę że to wybrzmi w spektaklu. Nie ma w tym hołubienia, ale ogromne zadowolenie z możliwości pracy związanej z tą niezwykłą osobowością.

Spektakl – według zapowiedzi – jest przeznaczony zarówno dla miłośników Kory i jej twórczości, ale i tych, którzy chcą dowiedzieć się o niej czegoś więcej. W tytułowej roli zobaczymy Żanettę Gruszczyńską-Ogonowską, jako mężczyzn Kory – Marka Jackowskiego i Kamila Sipowicza – odpowiednio Artura Czerwińskiego i Wojciecha Kowalskiego. Poza tym aktorki: Dominikę Mrozowską, Adriannę Jendroszek, Beatę Niedzielę, Katarzynę Ulicką-Pydę oraz Bernadettę Bursztę. Piosenki Maanamu usłyszymy w aranżacjach Macieja Osady-Sobczyńskiego. „Kora. Falowanie i spadanie” ma być gotowa na Międzynarodowy Dzień Teatru, 27 marca.

W repertuarze marcowym pojawią się zagrane zaledwie trzy razy „Piosenki Neapolitańskie”. Recital w wykonaniu i reżyserii Żanetty Gruszczyńskiej-Ogonowskiej oraz Katarzyny Ulickiej-Pydy.

W planach artystycznych na ten sezon Bałtycki Teatr Dramatyczny ma jeszcze dwie premiery: „Akompaniatora” – „komedię z elementami makabreski, nagłymi zwrotami akcji i mistrzowskimi pojedynkami aktorskimi”, będącą trzecią odsłoną dwójkowej współpracy Żanetty-Gruszczyńskiej-Ogonowskiej i Wojciecha Rogowskiego oraz monodram „Mój boski rozwód” – „komedię, która w charakterystyczny dla Brytyjczyków sposób miesza ze sobą wzruszenie, zaskoczenie i genialny, choć nieco sarkastyczny dowcip” w reżyserii i wykonaniu aktorki. Brzmi obiecująco. Terminy nie są jeszcze znane.

Miejmy nadzieję, że w tym roku na afisz powróci monodram Piotra Krótkiego „Audiencja IV” z tekstem Bogusława Schaeffera. Autorskie dzieło aktora BTD dotychczas pokazane zostało tylko w czasie 11. Koszalińskich Konfrontacji Młodych „m-teatr”, we wrześniu 2020 roku. Niestety, przeszkodą są obostrzenia obowiązujące BTD. Spektakle mogą być grane wyłącznie na Dużej Scenie, a ta propozycja jest przeznaczona na mniejszą Scenę na Zapleczu, podobnie jak „Żeby umarło przede mną” w reż. Darii Wiktorii Kopiec.

Wszystkie spektakle odbywają się na Dużej Scenie, przy połowie zapełnionej widowni (widzowie zajmują co drugie miejsce). Obowiązują maseczki oraz dezynfekcja rąk, a także złożenie oświadczenia o dobrym stanie zdrowia.

 

Repertuar oraz informacje na stronie: btd.koszalin.pl