Gdzie chciałabyś/chciałbyś znaleźć się, gdyby nagle – jak pod wpływem czarodziejskiej różdżki – pojawiła się taka możliwość? To pytanie zadaliśmy 11 koszalinianom. Jak się okazuje, wielu nie tyle myśli o konkretnych miejscach, a raczej sytuacjach – głównie spotkaniach z ludźmi: klientami, teatralnymi widzami, przyjaciółmi czy rodziną. O wspólnie wypitej kawie, zwiedzaniu, rozmowach.

 

Adriana StyrenczakAdriana Styrenczak – z pasji fotograficznej i sztuki makijażu wziął się jej pomysł na życie; działa pod szyldem Studio Klasyka

Od jakiegoś czasu moje specjalne, wymarzone miejsce to studio wizażu i fotografii, które tworzę w Koszalinie. Niestety aktualna sytuacja mocno ograniczyła moje działania i możliwości swobodnych spotkań. Gdybym, nie patrząc na wszystko, mogła wybrać się gdziekolwiek, to właśnie byłoby to miejsce. Takie jakie chciałam, mocno zasilane kreatywnymi działaniami, kobiecą energią, niejednokrotnie rozmowami, uśmiechami.

A na moje trzydzieste urodziny, które zbliżają się wielkimi krokami, zabrałabym moich najbliższych do leśnego spa na Mazurach. Od kilku lat skradam się myślami, aby w końcu realizować ten cel. Dzikość lasu, śpiew ptaków, natura, zapach ziemi i my stający się częścią tego miejsca. Mam nadzieję, że niedługo mi się to uda i zanurzę się w balii pełnej borowinowej wody pośrodku leśnej polany.

A gdyby było już tak zupełnie normalnie, to z mężem i dziećmi poleciałabym do Hiszpanii, sprawdzić, czy pamiętam jeszcze ten język, którego uczyłam się na studiach. Może wracając, zahaczyłabym o Manchester, gdzie mieszka moja siostra? Znów mogłybyśmy wyskoczyć na koncert, jak kiedyś, jak zawsze…

 

Adrianna NowickaAdrianna Nowicka – piłkarka ręczna, kapitan drużyny Młyny Stoisław Koszalin

Jeśli miałabym wskazać moje wymarzone miejsce, w którym chciałabym się znaleźć za sprawą jakiegoś cudownego zrządzenia losu, to byłby to mój dom rodzinny podczas świąt.

Uwielbiam Boże Narodzenie, to najważniejszy dla mnie czas, który dotychczas w całości zawsze spędzałam z rodziną. Niestety, pandemia położyła się cieniem na nasze spotkania i w minione święta nie dane było mi się spotkać z dziadkami i rodziną, która na co dzień mieszka w Anglii. Było mi przykro, już zupełnie nie tak samo. Jednak dbając o nasze wspólne zdrowie, taką podjęliśmy decyzję. Żyję tym, że kolejne święta będą już inne, spotkamy się i nadrobimy stracony czas. A patrząc za okno, na pluchę i resztki śniegu, kiedy dzień kończy się szybciej niż się zaczął, marzy mi się jakieś ciepłe miejsce. Włochy, mogłabym właśnie tam pojechać z narzeczonym i paczką przyjaciół, jak gdyby nigdy nic. Wygrzewać się na słońcu, ale i zwiedzić piękne i ciekawe miejsca. Bardzo to lubię. W taki sposób ładuję baterie na każdy nowy sezon sportowy. W głębi serca wierzę, że wszystko wróci do normy i te małe marzenia będzie można wkrótce normalnie zrealizować.

 

Alina Szymańska_Alina Szymańska – projektuje i aranżuje przestrzenie, prowadzi w Koszalinie Fabrykę Wnętrz

Podróże to dla mnie doznawanie uroku architektury, smaków, zapachów oraz atmosfery, którą tworzą ludzie. Niejednokrotnie skrzętnie wyznaczone cele z Google Maps ewoluowały i przeistaczały się w spontaniczne tułaczki szlakiem ruin, monumentalnych budynków sakralnych, precyzyjnych konstrukcji inżynierskich ubiegłego wieku. Cóż, skrzywienie zawodowe projektanta wnętrz. Kocham genialne knajpki reprezentujące smaki z całego świata, zatapianie się w aromatach i poznawanie nowego. To coś, co bardzo lubię.

Dlatego właśnie w dobie covidu podróże uskuteczniam w dziedzinie smaków. Wspólne gotowanie z przyjaciółmi może okazać się inspirujące. Chciałabym na nowo poczuć muzykę, wolność i wspólnotę. Gdybym miała możliwość wybrania się właśnie teraz w dowolne miejsce, to z pewnością byłby to koncert Red Hot Chilli Peppers, po którym z chęcią zaszyłabym się w góralskiej chacie z kominkiem na bezkresnym odludziu w głębi Bieszczad z kieliszkiem wytrawnego wina z dala od szarej codzienności.

 

Anna SawickaAnna Sawicka – Dziecięca Strefa Kreatywnej Zabawy BABAKUBA w Kołobrzegu

Od roku świat stoi na głowie. Pandemia sprawiła, że w naszym życiu wiele się zmieniło – trzeba było przeszeregować priorytety, nauczyć się funkcjonować w rygorze sanitarnym, zapomnieć o podróżach, koncertach, teatrze, spotkaniach towarzyskich.

Natłok złych wiadomości może przyprawiać o ból głowy i totalny spadek nastroju, ale okazuje się, że są na to sposoby – czasami wystarczy wyłączyć telewizor.

Mój sposób to ucieczka w kolory i w działanie. Dużo pracuję, jestem w ciągłym ruchu i jak tylko sytuacja pozwala – prowadzę warsztaty dla dzieci i dla dorosłych.

Gdybym teraz mogła teleportować się w dowolne miejsce na świecie, wybrałabym Maroko – podobno najbardziej kolorowe miejsce na ziemi. Uwielbiam etniczne wzory i faktury, egzotyczne połączenie barw i ciepło. Przeczuwam, że znalazłabym tam mnóstwo inspiracji do działań kreatywnych, które mogłabym wprowadzić do pracy z dziećmi i przetransponować je na nasz szaro-bury grunt.

Zimy w naszym rejonie są nieprzyjemne – zazwyczaj bez mrozu, wilgotne i paskudne. Tak też widzę ostatnio nasz grajdołek – nic pozytywnego. Odskocznią jest dla mnie praca z dziećmi – dzieci „oczyszczają” atmosferę, zmuszają do spojrzenia z innej perspektywy, skupienia się na „tu i teraz”. Poza tym mają umiejętność, która często zanika w dorosłym życiu – patrzenia na świat z zachwytem i prawdziwą ciekawością. Dzieci z natury są ciekawe, już dawno udowodniono, że gdy się czymś pasjonujemy, o wiele łatwiej (i przyjemniej!) się uczymy. Chętniej się także uczymy, gdy lubimy nauczyciela.

Dlatego drugi przystanek zrobiłabym w Finlandii – trochę zimno o tej porze roku, ale ciekawi mnie ich system edukacyjny, uznawany za najlepszy na świecie. Szkoła bez rywalizacji, testów, egzaminów, prac domowych, nastawiona na współpracę i dobrą atmosferę – brzmi jak marzenie. Szkoła, która skupia się też na umiejętnościach miękkich, a nie na zakuwaniu „od-do”. W polskiej szkole nie uczy się dzieci kreatywnego podejścia do rozwiązywania problemów, mam także wrażenie, że zabija się indywidualność. W Babakubie staramy się raczej towarzyszyć w procesie tworzenia, sprawić, aby dziecko miało odwagę i wiarę we własną moc sprawczą oraz stwarzać bezpieczną przestrzeń do działań artystycznych. No i budzimy wyobraźnię, być może nieprędko dane nam będzie podróżować w realu, ale podróże w wyobraźni można uskuteczniać bez limitu.

Foto: Michał Kozłowski

 

Bartosz WarzechaBartosz Warzecha – architekt, asystent na wydziale Architektury i Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej, prezes Stowarzyszenia Architektów Polskich Oddział Koszalin

Jest takie powiedzenie „Nieważne, gdzie ważne z kim” i właśnie teraz w czasie pandemii ma ono szczególne znaczenie. Nie brakuje mi specjalnie miejsc, brakuje mi spotkań z ludźmi. W związku z sytuacją na świecie wraz z żoną zdecydowaliśmy się na ograniczenie kontaktów do najbliższej rodziny oraz kontaktów służbowych. Przez ostatni czas nie spotykaliśmy się z przyjaciółmi. W zeszłym roku mieliśmy 20. rocznicę ślubu, która miała być świętowana w gronie przyjaciół, a tak się oczywiście nie stało. Marzył nam się wyjazd do Grecji, który oczywiście nie doszedł do skutku.

Oczywiście można podróżować. W ograniczonej wersji, ale jak ktoś bardzo chce, to może. Ja nie mam potrzeby odwiedzenia jakiegoś konkretnego miejsca akurat w tym czasie. Dyskomfort powodowany strachem przed ewentualnym zakażeniem czy oglądanie wyludnionych ulic niegdyś tętniących życiem skutecznie odbierają mi ochotę na podróżowanie. Oczywiście chciałbym teraz jeść bajgla w Bryant Parku w Nowym Jorku, pić kawę w na którymś z zacisznych mikro placów Rzymu (uciekając przed tłumem turystów) czy wałęsać się bez specjalnego celu po ulicach Trójmiasta. Ale z rodziną i oczywiście nikogo niepotrzebnie nie narażając.

Foto: Alla Boroń

 

Damian Zydel Fot Jacek ImiolekDamian Zydel – na co dzień w Zarządzie Obiektów Sportowych w Koszalinie, niezastąpiony organizator Trio Basket Koszalin

Czas pandemii to okres, który dał nam wszystkim w kość. Na długo musieliśmy zapomnieć o wszelkiego rodzaju rozrywkach, w tym także podróżach, które dla wielu osób są oderwaniem od codzienności, dla mnie także. Tuż przed rozprzestrzenieniem się koronawirusa poza Chiny spełniłem swoje największe marzenie o wylocie za ocean na mecze NBA. Miałem okazję być na dwóch spotkaniach koszykarskich drużyn w kanadyjskim Toronto. Dwadzieścia tysięcy widzów na trybunach, fantastyczna atmosfera, sportowy spektakl na najwyższym poziomie. Coś pięknego! Pozostawiło to we mnie wrażenia niesamowite, a jak to się mówi: apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc kolejnym miejscem, w którym chciałbym być, jest Los Angeles. Tam właśnie chciałbym być teraz. Oczyma wyobraźni widzę wypełnioną po brzegi halę Staples Center, a w niej największą gwiazdą światowej koszykówki, LeBron James’a. Na razie to marzenia, a jak wiadomo wiara czyni cuda, dlatego mocno wierzę, że jeszcze będzie normalnie.

Foto: Jacek Imiołek

 

Katarzyna Glomb – florystka, od lat prowadzi kwiaciarnię z duszą „Kwiatkowo”

Gdybym mogła być teraz gdziekolwiek, to na pewno byłyby to góry, na pewno w chatce, gdzie wieczorami skwierczałoby drewno w kominku, w kuchni pachniałoby świeżym chlebem i niedzielnym ciastem. Moje serce bije w Beskidach, zakochałam się w tym miejscu podczas wakacyjnych wyjazdów do Przegibka. Wypiłabym tam teraz kawę na tarasie… A gdybym została tam dłużej, do lata, to pewnie grzebałabym w ogródku otoczona moimi ukochanymi kwiatami. Mogłabym odetchnąć pełną piersią, chodzić na spacery bez maski i bez lęku. Obecna sytuacja, zakazy i nakazy, pokazały mi jak niewiele potrzebuję do życia. I co naprawdę sprawia, że jestem szczęśliwa i w zgodzie ze sobą. Potrzebuję do tego tylko moich najbliższych, paru złotych na koncie na bieżące potrzeby, powietrza i poczucia wolności. Przydały by się też wygodne buty… Na pewno jak minie ten ciężki czas i wszystko wróci do normy, będę się starała dążyć do stworzenia dla siebie takiego miejsca. Chyba właśnie wymyśliłam swoje marzenie dotyczące emerytury.

 

Mariusz Puszczewicz- fot. Izabela RogowskaMariusz Puszczewicz – wokalista zespołu Bacteryazz

W tych trudnych czasach mam na szczęście w miarę nieskrępowaną możliwość kontaktów z rodziną i bliskimi, chociaż nie w stopniu jak bywało to jeszcze do niedawna. Mam nadzieję, że obecny rok odciśnie się w historii jako czas powrotu do normalności pod wieloma względami. Oczywiście odczuwam brak możliwości koncertowania i już nie mogę się doczekać, kiedy wrócimy do grania z udziałem publiczności, bo to nakręcało niesamowicie i napędzało do dalszego działania i spełniania się w naszej pasji. Przed samą pandemią zeszliśmy ze sceny z cieszącego się sporą popularnością przedsięwzięcia Tarantino Unplugged oraz naszych Bacteyazzowych projektów.

Teraz jednak najchętniej wróciłbym do Barcelony – oczywiście tej letniej. Wprost na mecz mojego ukochanego klubu FC Barcelona z wypełnionym przez kibiców stadionie Camp Nou i do samego miasta. Szalenie brakuje mi tych skąpanych w słońcu endorfin, palm, tej niczym nieskrępowanej wszechobecnej wolności: bez maseczek, przyłbic i dystansu. Samo wspomnienie nieco przygotowuje już wewnętrze baterie do przestawienia się w tryb ładowania.

Foto: Izabela Rogowska

 

Marta Żebrowska_Marta Żebrowska – zawodowo, jako Lukrecja, tworzy piękne pierniki

Ostatnio temat wyjazdów, planów i pomysłów jest u mnie bardzo żywy. Zamknięcie, ograniczenia z jednej strony dołują, bo ileż można pić kawę w domu, a z drugiej strony rozbudowują wyobraźnię. Po miesiącach, w których za wiele się nie działo, jeśli chodzi o naładowanie baterii, przyszedł czas na rozwinięcie skrzydeł, przynajmniej w planowaniu. Jak tylko będę mogła wyjechać z kraju, to jeden pomysł mocno tupie mi po głowie.

Całkiem niedawno moja przyjaciółka wymyśliła nam kreatywny wyjazd. Tym razem nie będzie to ciepła wyspa, o której zwykle marzymy w zimowe poranki, ale wyjazd życia, aby „odbić” sobie te ostatnie ponure miesiące.

Plan jest następujący: podróż zaczynamy od trasy pociągiem relacji Warszawy – Praga. Na miejscu dwa dni zwiedzania śladami Franza Kafki przy akompaniamencie złotego trunku, następnie dalej pociągiem przeniesiemy się na dwa dni do Budapesztu (podobno Polak i Węgier dwa bratanki – sprawdzimy to na miejscu). Stamtąd pociągiem do Sofii, a później do Stambułu. Powrót samolotem! Od samego planowania można dostać zawrotu głowy. Takie wariackie pomysły proszę Państwa powstają w zamkniętych (tymczasowo) sercach Polaków. I choć nie wiem, czy wyjazd się nam uda w całości, czy może uda się zrealizować tylko jego część, ale przyjemnie się o nim myśli, planuje i czuje wolność na samą myśl, że trzymam w ręku bilet do przygody. Na taką przygodę bardzo czekam!

 

Rafał Wołyniak_Rafał Wołyniak – specjalista ds. promocji i marketingu BTD Koszalin

Gdzie chciałbym być teraz, gdybym znów mógł podróżować? Odpowiedź może kogoś zaskoczyć, ale najchętniej znalazłbym się na pobliskiej plaży, niedaleko Koszalina, gdzie byłoby słonecznie, ciepło, sucho, po prostu fantastycznie. W takim miejscy relaksuję się, mogę patrzeć w otchłań morza i oczywiście się opalać. Lubię szczególnie te plaże, gdzie jest mało ludzi, jest spokojnie i cicho, a nasze wybrzeże jest pełne takich właśnie kameralnych miejsc. Będąc sam na sam ze słońcem odpoczywam i ładuję baterie.

Innym miejscem, w którym bardzo chciałbym być właśnie teraz, jest teatr. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie podczas spektaklu z udziałem publiczności! Widzieć uśmiech i wzruszenie. Uczestniczyć w tej podniosłej chwili, w której unosi się kurtyna, padają pierwsze słowa, a widownia oddaje się artystycznej kreacji tworzonej przez aktorów. Bardzo mi tego brakuje. Brakuje mi rozpędu – i wydarzeń, i premier. Od dziesięciu lat pracuję w miejscu, w którym zawsze chciałem pracować, w którym spełniam swoje marzenia i w mieście, które kocham. Bo Koszalin stał się moim miastem, pełnym wspaniałych ludzi, a bliskość morza sprawia, że to jest to właśnie miejsce, w którym chcę być.

Foto: Agnieszka Orsa

 

Sara BetkierSara Betkier – projektantka mody

Piszę te słowa w moje 31. urodziny. Będąc właścicielką Pracowni Ubioru w Koszalinie czas o tej porze roku spędzałam od rana do nocy na wykonywaniu zamówień sukni karnawałowych moich klientek. W momencie, kiedy założyłam sklep internetowy i weszłam w produkcję seryjną, rezygnując jednocześnie z prowadzenia pracowni, obiecałam sobie, że każde moje urodziny będę spędzać w górach, ciesząc się życiem i pięknymi górskimi krajobrazami. Właśnie teraz powinnam siedzieć gdzieś pośrodku stoku, ubrana w moją ulubioną kolorową kurtkę oraz pomarańczowe gogle. Moją twarz powinny muskać promienie słońca odbijające się od śniegu, a narciarze i snowboardziści, zjeżdżający obok powinni krzyczeć „stok nie jest do siedzenia!” Właśnie teraz powinnam się zastanawiać, czy moi przyjaciele już czekają na mnie przy wyciągu, popijając grzane wino z pomarańczami i goździkami, oraz czy już zaczęli fałszować „sto lat”. W tym roku niestety tego nie doświadczę. Przyjaciele, owszem, będą pić grzane wino i śpiewać „sto lat”, ale nie przy wyciągu ani na stoku, a przy biurku lub na kanapie, przed laptopem.

 

Olga KurennaOlga Kurenna – stylistka, właścicielka agencji marketingowej Wzerunek-marketing.pl

Czy właśnie teraz chciałabym wygrzewać się w słońcu na sycylijskiej plaży podczas upragnionego urlopu? Być może. Ale bardziej właśnie teraz chciałabym być w Grodnie – moim rodzinnym mieście na Białorusi. Powód jest banalny, ale niesamowicie ważny w aspekcie tego dziwnego czasu, w którym teraz się znajdujemy: moi bliscy. Zawsze doceniałam wartość rodziny, jednak teraz mam jeszcze większą potrzebę kontaktu i bycia razem. Widujemy się bardzo rzadko – raz albo dwa razy w roku, a pandemia i sytuacja polityczna na Białorusi bardzo mocno pokrzyżowały nam plany.

Gdy jestem w Grodnie odczuwam niesamowitą wdzięczność, miłość, przypływ pozytywnej energii i spokój jednocześnie. Jest to wyjazd, na który zawsze czekam z niecierpliwością. Spotykam się z moją rodziną, chrześniakami i przyjaciółmi, doceniając każdą wspólną chwilę. Spaceruję pięknymi ulicami Grodna z zachwytem, jak gdyby to był pierwszy raz, za każdym razem odkrywając coś innego. Z nostalgią odwiedzam ulubione kulinarne miejsca, przypominam smaki dzieciństwa i poznaję zupełnie nowe dania. To są momenty radości i szczęścia, których tak bardzo wszyscy pragniemy.

Jestem niepoprawną optymistką, zawsze szukam pozytywów i mogę śmiało powiedzieć, że trudny, miniony rok przewartościował moje życie w dobrą stronę. I myślę, że wiele osób ze mną się zgodzi.

Foto: Małgorzata Chrzczonowicz