Zadrukowana kartka cienkiego papieru sprzed blisko stu lat to pamiątka po jednym z najlepiej prosperujących przedsiębiorstw Koszalina. Niewielka wędzarnia z czasem przekształciła się w potężną wytwórnię spożywczą, a wędzony w niej łosoś trafiał na stoły całego kontynentu. Ryba ta w dwudziestoleciu międzywojennym stała się prawdziwym symbolem miasta.

Rozpoczynając serię artykułów skupioną na dziejach Koszalina opowiedzianych przez pryzmat zachowanych, często bardzo drobnych pamiątek, sięgamy do tematu, który znany był prawdopodobnie wszystkim mieszkańcom miasta w pierwszej połowie XX wieku.

W zbiorach koszalińskiego kolekcjonera Grzegorza Kruka, który na co dzień prowadzi Studio Reklamy Kruart i swego czasu zainicjował narodziny Pomorskiego Produktu Markowego, znaleźliśmy z pozoru niczym nie wyróżniający się rachunek. Na nieco pożółkłej kartce papieru, formatem zbliżonej do formatu A4 udokumentowani zakup, jakiego dokonano 15 listopada 1926 r. w Fabryce Carla Waldemanna. Zamawiającym była firma Braci Flucke z niewielkiego Dingelstädt w Turyngii, a przedmiotem transakcji trzy puszki konserwowego, bałtyckiego łososia, za którą zapłacono łącznie 24 marki niemieckie. Za sprawą dokumentu księgowego sprzed blisko stu lat cofamy się do czasu, gdy ta szlachetna ryba była, oprócz oficjalnego herbu, symbolem ówczesnego Köslina.

 

Rachunek, który dał początek niniejszej opowieści. Dokument został wystawiony przez Fabrykę Carla Waldemanna 15 listopada 1926 r. i potwierdza zakup puszek z konserwowym łososiem (ze zbiorów Studia Reklamy Kruart).

Rachunek, który dał początek niniejszej opowieści. Dokument został wystawiony przez Fabrykę Carla Waldemanna 15 listopada 1926 r. i potwierdza zakup puszek z konserwowym łososiem (ze zbiorów Studia Reklamy Kruart).

Koszaliński łosoś

Carl Waldemann był rodowitym koszalinianinem, który całe życie związanym z miastem. W 1878 r. otworzył niewielki zakład przetwórstwa ryb i drobiu. Ważną jego część stanowiła wędzarnia. Choć pierwotnie znakiem rozpoznawczym firmy zatrudniającej na starcie dziesięć osób były wędzone gęsie piersi i uda, to właśnie skarby Bałtyku przynieść miały jej zasłużoną renomę w całej Europie.

Popyt na produkty Waldemanna był tak duży, że zakład rozrósł się do rozmiarów prawdziwej fabryki. Na działce zlokalizowanej u zbiegu dzisiejszych ulic Adama Mickiewicza i Adama Asnyka (wówczas odpowiednio: Junkerstrasse i Badstuberstrasse) powstał kompleks o powierzchni 4,5 tys. metrów kwadratowych.

W 1897 r. schorowany Carl Waldemann zdecydował się odsprzedać dochodowy biznes pochodzącemu z Berlina Gustawowi Schlitingowi, od którego rodziny siedem lat przed wybuchem II wojny światowej odkupił go Herbert Scholtz, jak miało się okazać – ostatni właściciel wytwórni.

Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego stulecia fabryka pracowała z pełną wydajnością, a firma posiadała oddziały w Kolonii i Stralsundzie. Oferowane przez nią wyroby od początku XX w. cieszyły się uznaniem na całym kontynencie. Nagradzali je nie tylko smakosze, dzięki którym koszaliński zakład odbierał prestiżowe nagrody między innymi podczas zorganizowanych w 1907 r. wielkich targów spożywczych w Berlinie czy na koszalińskiej Wystawie Przemysłowo-Handlowej (1912 r.), ale także koronowane głowy. Wędzony łosoś bałtycki – sztandarowy element oferty Carla Waldemanna – jadany był na dworze cesarskim w Berlinie; zachwycili się nim także przedstawiciele austriackiej dynastii Habsburgów oraz carskiej rodziny Romanowów. Europejskie rynki stały dla wytwórni otworem. Miesięczna sprzedaż przetworów rybnych sięgnęła w tym czasie prawie 30 tys. kilogramów, a rekordowe wyniki dziennie przekraczały ponad tysiąc sztuk przerobionych ryb.

Walory smakowe, ale też promocyjne łososia dostrzegły ówczesne władze samorządowe. Na początku lat trzydziestych wystarano się o to, by wizerunek ryby trafił na oficjalny stempel pocztowy. Adresaci na całym świecie mogli odczytać na nim hasło: „Koszalin miastem wędzonych, szlachetnych łososi” (w oryginalnym brzmieniu: „Köslin – die Stadt geräucherte Edellachse”). W ten sposób stała się ona, obok spoczywającej na złotej paterze głowy św. Jana Chrzciciela, niemal drugim, herbowym symbolem miasta.

 

Winieta rachunku oraz logo Fabryki Carla Waldemanna z drugiej połowy lat dwudziestych ubiegłego stulecia. W tym czasie koszalińskie przedsiębiorstwo miało swe oddziały w Kolonii i Stralsundzie (ze zbiorów Studia Reklamy Kruart).

Winieta rachunku oraz logo Fabryki Carla Waldemanna z drugiej połowy lat dwudziestych ubiegłego stulecia. W tym czasie koszalińskie przedsiębiorstwo miało swe oddziały w Kolonii i Stralsundzie (ze zbiorów Studia Reklamy Kruart).

 

Miejsce dla biznesu idealne

Lokalizacja fabryki Carla Waldemanna była nieprzypadkowa. Kwartał, w którym się znalazła, praktycznie sąsiadował z rynkiem miejskim, gdzie regularnie gromadziły się tłumy. Było stąd również niedaleko do miejsca, gdzie wyroby z Junkerstrasse stanowiły przedmiot prawie codziennego obrotu, czyli do targu rybnego przy dzisiejszej ulicy Władysława Laskonogiego (Schulstrasse).

Wychodząc z głównej bramy zakładu, wystarczyło skręcić w lewo, by pokonawszy kilkadziesiąt metrów, znaleźć się na Bergstrasse, czyli środkowym odcinku współczesnej ulicy Zwycięstwa. Do 1938 r., kiedy to patronem najważniejszej arterii w mieście (podobnie jak w setkach innych na terenie Niemiec) został wódz III Rzeszy, Adolf Hitler, tworzyły ją trzy odcinki noszące indywidualne nazwy. Wschodni, rozciągający się od Rokosowa do skrzyżowania z obecną ulicą Józefa Piłsudskiego (wówczas: Danzigerstrasse) stanowiła Rogzower Alee, a zachodni, od rynku do wysokości dworca kolejowego – Neue-Torstrasse.

To właśnie tutaj toczyła się większość urzędowego, biznesowego i towarzyskiego życia koszalinian. Wzdłuż obecnej ulicy Zwycięstwa rozlokowanych była znaczna część spośród 129 funkcjonujących w mieście do marca 1945 roku sklepów, banki (w tym uruchomiony już w 1821 r. bank miejski) i inne instytucje finansowe oraz dwa największe spośród sześciu koszalińskich hoteli: „Zum Kronprintz” (zbieg z ulicą 1 Maja – wtedy Hohe-Torstrasse) oraz „Hotel Schumacher”, którego miejsce dziś zajmuje hotel „Gromada”. Tłoczną zazwyczaj aleją w latach 1911-1937 sunęły dostojnie koszalińskie tramwaje. Ostatecznie zastąpiła je miejska komunikacja autobusowa. Jej pierwszą linię, łączącą Plac Kilińskiego (Nikolai Platz) z cmentarzem przy ul. Gnieźnieńskiej (Büblitzerstrasse), uruchomiono w 1935 roku

 

 Koszaliński rynek w połowie lat trzydziestych XX w. Fabryka Carla Waldemanna była oddalona od tego głównego miejsca handlowego o zaledwie kilkaset metrów (archiwum prywatne).

Koszaliński rynek w połowie lat trzydziestych XX w. Fabryka Carla Waldemanna była oddalona od tego głównego miejsca handlowego o zaledwie kilkaset metrów (archiwum prywatne).

 

Dziedzictwo Waldemanna

Zdobycie Koszalina przez Armię Czerwoną w marcu 1945 roku zakończyło okres prosperity fabryki i zamknęło niemiecką historię miasta. Mimo celowego zniszczenia przez Rosjan (m.in. do celów realizacji propagandowej kroniki filmowej dokumentującej działania wojenne na Pomorzu) blisko osiemdziesięciu procent zabudowy śródmieścia, kompleks gdzie powstawały słynne przetwory rybne zachował się nienaruszony. Produkcję konserw, korzystając z niemieckich maszyn, kontynuowano do lat pięćdziesiątych XX wieku. Wtedy pod widocznym do obecnych dni szyldem „Bogusławka” w dawnej przetwórni ryb rozpoczęto wytwarzanie słodyczy. Część obiektów zostało wyburzone krótko przed końcem Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. W ich miejscu najpierw funkcjonował parking, a ostatecznie powstał apartamentowiec.

Idea „miasta wędzonego łososia” wróciła w 2016 r. właśnie za sprawą właściciela dokumentu księgowego, który skłonił nas do opowiedzenia niniejszej historii. Z inicjatywy Grzegorza Kruka i Studia Reklamy Kruart słynną rybę dosłownie wydobyto z mroków historii. Przez ponad rok trwała intensywna kampania pod hasłem „Koszaliński łosoś – strzał w 10-tkę”, mająca przywrócić łososiowi należyte mu miejsce w świadomości już polskich mieszkańców. Dania nim inspirowane, wraz z informacjami na temat działalności Carla Waldemanna trafiły do menu restauracji Club 2CV. To właśnie w jej sąsiedztwie, tuż obok Parku Książąt Pomorskich, przy ul. Piastowskiej, najpierw planowano odsłonięcie niewielkiego pomnika łososia, a potem – ławki uzupełnionej jego wizerunkiem. Niestety oba pomysły nie wyszły poza stadium koncepcji.

Produkt, dzięki któremu o Koszalinie mówiła cała Europa, nadal czeka na ponowne odkrycie. Jego historia jest zdecydowanie tego warta.

Autor jest doktorem nauk humanistycznych ze specjalnością historia wojskowości, kierownikiem ds. naukowych Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu. Jest również popularyzatorem historii, dziennikarzem i regionalistą, organizatorem lub współorganizatorem blisko 200 wydarzeń promujących historię Polski i Europy.