Rozegrany 19 września br. szosowy wyścig kolarski Tour de Koszalin okazał się sukcesem organizacyjnym i frekwencyjnym. Jego pomysłodawcy idą za ciosem i zapowiadają na przyszły rok cykl takich imprez w regionie, z drugim Tour de Koszalin jako swoistym jego finałem.

 

Tour de Koszalin zorganizowała grupa pasjonatów kolarstwa, których skrzyknął do wspólnego działania mieszkający w Koszalinie Jarosław Marycz, ośmiokrotny mistrz Polski oraz wicemistrz Europy w kolarstwie szosowym, który w 2018 r. zakończył karierę sportową. W wydarzenie zaangażowali się członkowie grup CyclingKoszalin, Koszalin Cycling Club, pedaluje.pl, Koszalińskie Kolarstwo Szosowe, Stowarzyszenie Kolarzy Zawodowych w Polsce. Istotnej pomocy udzielił koszaliński samorząd, z Piotrem Jedlińskim, prezydentem Koszalina. Data 19 września nie była wybrana przypadkowo – miała związek z Europejskim Tygodniem Zrównoważonego Transportu.

Jarosław Marycz relacjonuje: – Jesteśmy zadowoleni z efektu naszej pracy. W planach mamy kolejne wyścigi w Koszalinie, ale rozmawiamy również z Kołobrzegiem, Białogardem, Słupskiem, żeby w przyszłości i tam organizować takie wydarzenia. Zapotrzebowanie na nie jest duże. Odnotowujemy wielu chętnych do amatorskiego śścigania się, bo przybywa ludzi jeżdżących rekreacyjnie na rowerach. Jesteśmy na ostatniej prostej, by powołać nowy podmiot, który odtąd zajmowałby się organizacją takich wydarzeń na terenie Koszalina i Polski północnej.

Nasz rozmówca podkreśla nie tylko sportowy, ale i rekreacyjny charakter rozegranego wyścigu: – Ludzie jechali na rozmaitych rowerach. Sprzęt nie jest ograniczeniem: wystarczył sprawny rower i kask ochronny. Nie zawsze chodzi przecież o miejsce na mecie. Każdy, kto przekroczył linię mety, odebrał pamiątkowy medal, a nagrody rzeczowe były losowane między uczestnikami, a nie przyznawane za zajmowane miejsca na mecie. W ten sposób wszyscy mogli się poczuć zwycięzcami.

Marcin Bachtiak komentuje: – Liczba osób jeżdżących na rowerach szosowych w Koszalinie, popularnie nazywanych „kolarzówkami”, rośnie wykładniczo. Parę lat temu były to pojedyncze przypadki, a w tym roku na tzw. „ustawce” można było się doliczyć grubo ponad 50 kolarzy amatorów.

Jakub Głuszko, od lat pasjonujący się kolarstwem, dodaje: – Naszym celem jest popularyzacja kolarstwa szosowego i każdego innego. Jarek Marycz jednoczy różne grupy, które się porozumiały i przygotowały udaną imprezę. Wyścig pokazał, że powstaje silne kolarskie środowisko i dlatego chcemy podobnych imprez przygotowywać więcej.

Być może z czasem aktywność wspomnianego środowiska doprowadzi do tego, że kolarstwo stanie się jedną z dyscyplin sportowych trenowanych przez koszalińską młodzież w sposób systematyczny. Obecnie nie ma w mieście żadnego ośrodka szkolenia kolarskiego – ani klubu, ani sekcji. O tym, że można go zbudować a potem osiągać sukcesy nie tylko w skali krajowej, przekonuje przykład Klubu Kolarskiego Ziemia Darłowska. Jego zawodniczki należą do polskiej czołówki.

Jarosław Marycz wspomina: – Był kiedyś klub Spółdzielca Koszalin, ale upadł. Brakuje działaczy, którzy by dźwignęli szkolenie na nowo. Inna rzecz, że młodzież również się specjalnie nie garnie, bo trening wymaga dyscypliny a jeżdżenie długich odcinków jesienią czy zimą, w nieprzyjemnej pogodzie, nie każdemu się podoba. Jest jeszcze kwestia bezpieczeństwa, z którym jest źle. Swoją rolę widzimy więc także w tym obszarze – w pobudzaniu do uprawiania sportu kolarskiego, ale również w propagowaniu zasad bezpieczeństwa, żeby rodzice nie bali się wysyłać dzieci na szkolenie. Kiedy skończyłem kursy trenerskie, miałem myśl, żeby otworzyć szkółkę kolarską w Koszalinie, ale póki co zacznę od organizacji wyścigów, a może w przyszłości uda się zbudować podwaliny pod klub rowerowy. Tym bardziej, że kolarstwo jest obecnie wspierane przez Ministerstwo Sportu. Powstał specjalny program rządowy. Dzieci trenujące w szkółkach kolarskich mogą liczyć na sprzęt: rowery, kaski, stroje. Klimat wokół kolarstwa się poprawia. To ważne, bo wielu rodziców nie byłoby stać na rower szosowy. Dobry kosztuje od 5 do 20 tysięcy złotych, a cena tych dla zawodowców to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Pan Jarosław przekonuje, że na początku nie ma znaczenia, na jakim rowerze dziecko jeździ. Najważniejsze, żeby chciało to robić i miało frajdę. – Ja sam zaczynałem od kolarstwa górskiego, jeżdżąc po Górze Chełmskiej. Dobrym przykładem jest wspomniane Darłowo. Oni jeżdżą w wyścigach górskich, torowych, przełajowych i szosowych – wszędzie tam, gdzie można zdobyć punkty rankingowe, które przekładają się później na wsparcie z rozmaitych źródeł. Specjalizacja zaczyna się na poziomie juniorskim, kiedy można określić predyspozycje i preferencje zawodnika. Od tego momentu jego trening jest ukierunkowany.

Marcin Bachtiak dodaje: – Na początku to ma być zabawa. Chodzi o to, by dzieci polubiły jeżdżenie na rowerze, żeby nauczyły się techniki jazdy, ale również obsługi sprzętu.

Jak już wspomnieliśmy, nasi rozmówcy chcą, żeby Tour de Koszalin było finałem cyklu imprez. Pierwsza odbyłaby się w kwietniu, a kolejne co miesiąc, z wrześniowym drugim Tour de Koszalin jako zwieńczeniem. – Szukamy sponsorów i sponsorów tytularnych. Organizacja kosztuje, a priorytetem jest bezpieczeństwo. Zabezpieczenie drogowe jest najważniejsze i tutaj musimy podziękować koszalińskim firmom drogowym, bez których zaangażowania i pracy nie udałoby się tak sprawnie i bezkolizyjnie zamknąć drogi krajowej nr 6, a było to wielkie wyzwanie logistyczne. Poza tym potrzebne jest również wsparcie ze strony Policji, Straży Pożarnej, Straży Miejskiej, które aktywnie przyczyniło się do bezpieczeństwa zawodników, kibiców i kierowców podczas trwania wyścigu, a także zaplecze medyczne – mówi Jakub Głuszko. – Bez fałszywej skromności możemy powiedzieć, że stanęliśmy na wysokości zadania. Odbieraliśmy dużo pozytywnych sygnałów na temat naszego wyścigu. Chcemy utrzymać ten poziom organizacyjny, dlatego potrzebujemy wielu życzliwych partnerów.

Łukasz Kaszuba, który należy do grona twórców Tour de Koszalin, komentuje: – Dobre opinie uczestników i obserwatorów mają również związek z tym, jaką wybraliśmy trasę. To, że była to pętla: ulica Rolna, ulica Słupska, Kłos, trasa S6, ulica Gdańska, z metą znów przy Rolnej sprawiło, że widzowie mieli szansę przyglądać się rywalizacji kolarzy. Oczywiście pandemia spowodowała, że kibiców było mniej niż mogło być, ale jednak się pojawili. Wrażenie robiło na nich zwłaszcza to, z jaką prędkością potrafią jechać kolarze.

 

Organizatorzy pierwszego Tour de Koszalin podkreślają, że bez życzliwości wielu instytucji, osób i firm, nie byłoby tej imprezy. Dlatego wszystkim im oraz wolontariuszom składają serdeczne podziękowania.

 

 


 

tour-logos-123STATYSTYKI WYŚCIGU

Zawody odbyły się na dwóch dystansach: Mini (jedna pętla, 13 km) i Maxi (cztery pętle, 54 km). Liczba uczestników była ograniczona przepisami antycovidowymi. Gdyby nie one, lista startowa byłaby znacznie dłuższa. Na krótszym dystansie wystartowało 68 zawodników (12 pań, 56 panów). Najmłodszy miał 14, a najstarszy 75 lat. Na dystansie dłuższym ścigało się 190 kolarzy: 15 pań i 175 panów. W obu grupach dominowały osoby w wieku 30-40 lat – najmłodsza miała 16 lat, najstarsza 73 lata. Oprócz Polaków w wyścigu wystartował również jeden Hiszpan.

 

Kontakt dla sponsorów i w innych sprawach:
wyscig@marycz.com

Fotografie:

Rafał Kopacz

oraz MK FOTO – Fotografia sportowa (FB: @MK Foto – Fotografia sportowa)