Ciepło i przytulnie, widok na park i obłędny zapach cynamonu. To dom Marty Klim, jej męża Rafała oraz trójki dzieci – pięcioletniej Blanki, trzyletniego Marcela i najmłodszej, dwuletniej Neli.

 

Marta KlimJak ty to ogarniasz? To pierwsze pytanie, które ciśnie się na usta, na widok zawsze pozytywnie nastawionej Marty, z którą spotykamy się tuż przed świąteczną zawieruchą. Małe dzieci zawsze tworzą rozgardiasz. To co zatrzymuje je na dłuższą chwilę, to wspólne pichcenie z mamą. A taka mama, która pozwala mieszać, dosypywać, przelewać i ozdabiać to skarb.

– Kiedy gotuję, piekę, dzieci są zawsze koło mnie. Uwielbiają być w kuchni i brać czynny udział we wszelkich działaniach. Mimo że jeszcze wychodzi im to nieporadnie, pozwalam mojej trójce na dużo. Sama pamiętam ze swojego dzieciństwa, że babcie niekoniecznie dopuszczały mnie do mieszania w garnkach. Wolały same, bo to szybciej i bez bałaganu. U mnie w domu jest zupełnie inaczej, a najstarsza, Blanka, już wykazuje zainteresowanie kuchnią i co chwilę dopytuje, co znów zrobimy.

Świąteczną atmosferę u Marty i Rafała czuć na długo przed Bożym Narodzeniem. Zakładając swoją własną rodzinę, odeszli od tradycji ubierania drzewka w wigilię i robią to na dobre kilka tygodni przed Gwiazdką. W domu czuć zapach czaju, specjalnie przygotowanego mocno korzennego, kardamonowo-cynamonowego napoju. Wieczorami oglądają świąteczne, familijne filmy. Maluchy z szaf wyciągają kolorowe swetry z reniferami i codziennie z przedszkola przynoszą kolejne listy do świętego Mikołaja.

Marta Klim w ubiegłorocznej edycji Master Chefa, popularnego programu kulinarno-rozrywkowego w stacji TVN, weszła do piętnastki najlepszych zawodników.

 

Serce jury podbiła swoim curry z kurczakiem; również to danie okazało się klęską, bo przez nie pożegnała się z telewizyjnym show. Paradoks? To po prostu mechanizmy programów rozrywkowych, choć doświadczenie, pyszną zabawę i emocje na najwyższym poziomie Marta zapamięta na zawsze:

– Lubiłam gotować wytrawnie. Makarony, potrawki, pieczyste, dipy i sosy. Czułam się w tym dobrze, z tym też poszłam do programu. Jego formuła jest zdecydowanie rozrywkowa, a wartością są świetni ludzie, którzy tworzą ten projekt „od kuchni” oraz oczywiście uczestnicy. Ku mojemu zdziwieniu, tuż po moim odpadnięciu z programu podeszła do mnie pani Magda Gessler, mocno przytuliła i szepnęła do ucha: „Marto, Ty powinnaś piec. Piecz dla swoich dzieci, od tego zacznij”. Przyznam szczerze, że na początku zupełnie jej nie zrozumiałam. Do tej pory w moim repertuarze były raptem dwa ciasta i to pieczone raczej na wyraźną prośbę, niż z mojej potrzeby. Ten szepnięty na ucho komunikat, musiał chwilę się we mnie ułożyć. Zaczęłam od wypieków bardzo domowych. Szukałam przepisów i ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu zaczęłam „czuć” wszystkie słodkie połączenia. W dość krótkim czasie, byłam w stanie stworzyć własne autorskie przepisy i receptury. Swoimi przepisami i wypiekami „dzieliłam się” w świecie online, co bardzo szybko spotkało się z pozytywnym odzewem. Dalej historia potoczyła się piorunem. Moje słodkie wypieki najpierw testowałam na najbliższych, potem na dalszych znajomych, a już niedługo otwieram swoje własne miejsce, w którym mam nadzieję, zaproszę na słodkie delicje, jakich koszalinianie jeszcze nie próbowali.

 

 

W rodzinnym domu Marty gotowanie zawsze było pretekstem do spotkań. Przy kuchennym blacie stawały różne pokolenia, a przyrządzanie potraw nigdy nie było koniecznym obowiązkiem, a zawsze przyjemnością. – Nasza wigilia, jak i całe święta, wymykają się nieznacznie ze znanego wszystkim schematu. Całą rodziną przynależymy do kościoła Woda Życia. Nasze święta to przede wszystkim spotkanie i zawsze chcemy, aby przy stole było nas jak najwięcej. Spotykamy się wielopokoleniowo, a pracę przy świątecznych przygotowaniach rozdzielamy równo pomiędzy siebie. Naszą tradycję i zwyczaje kształtujemy cały czas, dopasowując je do nas. Staramy się nie być więźniami konwenansów czy przyzwyczajeń. Tak więc oprócz ukochanych pierogów z kapustą i grzybami przygotowywanych przez babcię, na stole lądują potrawy, które po prostu lubimy. Każdy przygotowuje coś co potrafi zrobić i coś co zasmakuje pozostałym. Z racji, że nie przepadamy za rybami, za to wszyscy kochamy krewetki, nie raz na wigilijnym stole pojawiały się właśnie one. Była też wigilia z sushi, choć chyba to się już nie powtórzy – uśmiecha się Marta.

– Ja przygotowuję ukochany przez wszystkich wieniec. Na potrzeby naszej rodziny zawsze szykuję dwa, bo jeden to za mało. Obowiązkowo, piekę ciasto marchewkowe ze słonym karmelem, wszyscy je uwielbiają i już od dawna kojarzy nam się bardzo świątecznie – opowiada Marta. – W naszym domu nie dzielimy się opłatkiem, ale po kolacji, a tuż przed rozpakowywaniem przez dzieci prezenty, stajemy przy choince i śpiewamy. Choć nie ma wśród nas muzyków, słowa płyną same, zawsze przy tym jest sporo śmiechu i zabawy, to wszystko rusza nas od stołu i swobodnie wędrujemy na sofy. Na stopy zakładamy ciepłe skarpety, pijemy gorący czaj, wspominamy, a dzieci cieszą się z podarunków znalezionych pod choinką.

 

Marta wprowadza nas głębiej w swoje święta: – Nie mamy też w zwyczaju stawiania pustego nakrycia dla zbłąkanego wędrowca, ale pomimo braku tego symbolu, niemal zawsze ktoś spoza rodziny jest gościem przy naszym świątecznym stole. Są to osoby samotne, nie mające z kim spędzić tego wieczoru, często należący również do kościoła Woda Życia. W zeszłym roku była dziewczyna z Ukrainy, która na święta została w naszym kraju zupełnie sama, z dala od domu rodzinnego.

Na pytanie, czy państwo Klimowie próbowali świąt w innych okolicznościach niż domowe, zapada chwila milczenia i pojawia się uśmiech. – Tak, na początku naszego małżeństwa mieliśmy idylliczny plan spędzenia świąt razem, rodzina moja i męża, nasze rodzeństwo, dziadkowie, gdzieś w górach, tak aby tylko cieszyć się sobą. Zabukowaliśmy pokoje w hotelu i cieszyliśmy się jak dzieciaki na te święta. Na miejscu okazało się, że choć kolacja wigilijna pyszna, to tylko w restauracyjnej stołówce, a ile można siedzieć przy stole? Każdy pokój był zbyt mały, aby pomieścić wszystkich. Miejsce w lobby też były tak podzielone, że komplet nasz nie miał co ze sobą zrobić. Skończyliśmy wszyscy we własnych pokojach. Miało być pięknie i bez kłopotu z szykowaniem, okazało się, że jest też bez magii świąt, wspólnego spędzenia czasu i w bardzo usztywnionej atmosferze. Po powrocie postanowiliśmy, że to nasz ostatni raz „na wyjeździe”, zdecydowanie bardziej wolimy domową atmosferę i luz.
Lubimy być ze sobą, smacznie zjeść, zaskoczyć siebie czymś nowym. To jest nasza tradycja, której się trzymamy i którą mam nadzieję uda nam się przekazać naszym dzieciom.

 

 

Wieniec świąteczny Marty Klim
na Pierwszy Dzień Świąt

Składniki:
3 piersi z kurczaka
sól, pieprz, czosnek
3 łyżki oleju rzepakowego

2 opakowania serka śmietankowego typu Almette
1 pęczek szczypiorku
1 pęczek kopru
300g sera żółtego
2 opakowania gotowego ciasta francuskiego
1 żółtko

Przygotowanie:
Wcześniej upieczone piersi z kurczaka kroimy bardzo drobno, dodajemy serki śmietankowe, zioła, przyprawy do smaku i połowę ilości tartego sera. Mieszamy dokładnie wszystkie składniki. Blaty ciasta francuskiego dzielimy na 8 trójkątów i układamy po okręgu na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Następnie układamy łyżka po łyżce pastę z kurczaka, posypujemy pozostałym serem żółtym i zawijamy do środka pozostałą część ciasta. Smarujemy wieniec żółtkiem i pieczemy 40 min. w 180st. Podajemy na ciepło, najlepiej z sosem jogurtowym.

Specjał – Słony Karmel
idealny dodatek do ciast i deserów

Składniki:
200 g cukru
50 ml wody
120 g śmietanki 30%
30 g masła
1 płaska łyżeczka soli

Przygotowanie:
Do rondelka wsypujemy cukier, zalewamy wodą i czekamy aż cukier się rozpuści i zmieni kolor na bursztynowy. Nie mieszamy! Następnie dodajemy śmietankę, zdejmujemy z palnika i zaczynamy mieszać do uzyskania jednolitej konsystencji. Na koniec dodajemy masło i sól.

Cynamonowa czekolada do picia

Składniki:
250 ml mleka
50g dobrej czekolady deserowej
30g śmietanki 30 %
szczypta świeżo startego cynamonu
odrobina soli

Przygotowanie:
W małym rondelku podgrzewamy mleko ze śmietanką, dodajemy kostki czekolady, cynamon i odrobinkę soli. Mieszamy do rozpuszczenia się czekolady. Przelewamy do kubka, możemy podawać z bitą śmietanką.

 

Świąteczne ciasteczka migdałowe Marty

Składniki:

125 g mąki pszennej
12 5g mąki migdałowej
125 g siekanych migdałów
125 g zimnego masła
70 g cukru pudru
szczypta soli
1 żółtko

Przygotowanie:
Wszystkie składniki zagniatamy ręcznie lub mikserem, formujemy rogaliki i pieczemy w 160 stopniach Celsjusza około 18 minut. Po wystudzeniu posypujemy obficie cukrem pudrem. Przechowujemy w suchym szklanym pojemniku.