Periodontologia – trudne słowo określające stosunkowo świeżą ale dynamicznie rozwijająca się dziedzinę stomatologii. Zajmuje się ona chorobami przyzębia nazywanymi w uproszczeniu parodontozą. Dotychczas pacjenci z Kołobrzegu czy Koszalina borykający się z problemem ruszających się lub wypadających samoistnie zębów oraz chorobami błony śluzowej jamy ustnej po specjalistyczną pomoc zmuszeni byli jeździć do Szczecina i innych dużych ośrodków. Od września mają ją na miejscu. W Kołobrzegu ruszył gabinet periodontologa, dr n. med. Łukasza Wilczyńskiego, pod nazwą PERIODENTAL, oferujący również specjalistyczną opiekę stomatologiczną w innych obszarach.

 

Andrzej Mielcarek: – Periodontologia zaczyna się od krwawienia dziąseł…

Dr Łukasz Wilczyński: – Kiedy myjąc zęby, dostrzegamy krwawienie dziąseł, powinniśmy to potraktować jako sygnał ostrzegawczy. Kiedy zaś ktoś zgłasza się do lekarza, bo ruszają mu się zęby, to znaczy, że choroba jest już zaawansowana. Skłonność do chorób przyzębia może mieć podłoże genetyczne albo wiązać się z chorobami ogólnoustrojowymi czy paleniem tytoniu.

 

– Jaki jest mechanizm schorzenia?

– To co usuwamy podczas codziennego szczotkowania zębów to tak zwana płytka nazębna. Organizm niektórych osób jest nadreaktywny, co oznacza, że ta sama płytka, której istnienie u kogoś nie wywołuje szczególnych reakcji, u nich powoduje silne. W niektórych postaciach choroby przyzębia, szczególnie u osób młodych, za powstanie choroby odpowiadają wyspecjalizowane bakterie, tak zwane periopatogeny. Pogłębiają się kieszonki przyzębne, dochodzi do zaniku kości i tkanek miękkich. W tych kilkumilimetrowych kieszonkach bakterie beztlenowe mają raj. One doprowadzają do zaniku kości, w której osadzone są zęby. Wtedy zęby zaczynają się ruszać.

 

izabela rogowska-1

 

– Bakterie beztlenowe nawet laikowi kojarzą się z przykrym zapachem z ust. Czy taki zapach, utrzymujący się mimo mycia zębów, to również sygnał ostrzegawczy?

– Tak, to powinna być przesłanka do wizyty w gabinecie periodontologicznym. Trzeba pamiętać, że mamy nie tylko kamień nazębny, który osadza się na widocznej części zęba, ale również ten poddziąsłowy. Ten jest szczególnie niebezpieczny. Zazwyczaj idąc na zabieg usuwania kamienia nazębnego, pozbywamy się tego naddziąsłowego, widocznego. Periodontolog koncentruje się na kamieniu poddziąsłowym.

 

– Problemy, o których mówimy, dotyczą osób w dojrzałym i starszym wieku?

– Skąd. Często dotykają nawet 18- czy 20-latków. Dla efektu leczenia istotne jest, by te zjawiska zauważyć możliwie prędko. W tym wieku już widać powiększone kieszonki i dla mnie to znak, że coś złego się dzieje i że w przyszłości może być duży kłopot. W przypadku tych osób periodontolog jest w stanie utrzymać zęby w takim stanie, że obywa się bez interwencji chirurgicznej czy innych ciężkich zabiegów, jak u ludzi starszych wiekiem. Tacy pacjenci utrzymują własne zęby do końca życia.

 

– W jakim wieku najczęściej trafiają do pana pacjenci zagrożeni wypadaniem zębów.

– Najczęściej w średnim i starszym wieku. Na szczęście od kilku lat dynamicznie rozwijają się techniki leczenia periodontologicznego i mamy coraz więcej środków zaradczych. Wiąże się to z rozwojem implantologii i faktem, że mamy do dyspozycji coraz więcej preparatów kościozastępczych, którymi możemy odbudowywać kości nie tylko wokół implantów, ale również wokół zębów własnych pacjenta. Nie wszyscy lekarze a tym bardziej pacjenci wiedzą, że takie możliwości istnieją.

 

– Zawsze da się kość odbudować?

– Niestety, nie zawsze, a zależy to od rodzaju ubytku kostnego. Niektóre ubytki są podatniejsze na interwencję, ale są i takie (najczęściej ubytki płaskie), których odbudować się nie da. Wtedy zadaniem leczenia jest powstrzymanie procesu utraty kości.

 

 

– Czy zjawisko zaniku kości dotyczy tylko zębów własnych?

– To samo może dziać się wokół wszczepionych implantów. Pacjenci myślą czasem: są kłopoty, więc usuńmy wszystkie zęby i wstawmy „nowe”. To nie takie proste. Jeżeli ktoś ma taką odziedziczoną genetycznie skłonność, to ten sam proces rozwinie się wokół implantów, a czasami nawet wokół implantów postępuje on szybciej.

 

– Implant również musi się zrosnąć z kością i mieć w niej oparcie…

– To osteointegracja, czyli zintegrowanie implantu z kością. Jeśli proces zaniku kości będzie postępował, implant straci oparcie. Różnica między nim a zębem własnym jest taka, że on nie będzie się ruszał aż do momentu, kiedy ostatni gwint nie zostanie otoczony stanem zapalnym.

 

– Periodonotologia to jednak nie tylko choroby przyzębia.

– Chirurgia śluzówkowo-dziąsłowa to kolejna dziedzina, którą zajmuje się periodontologia. Chodzi o takie anomalie, jak zbyt wysoko umieszczone wędzidełka warg czy policzków, albo zaburzenia tkanek miękkich, co część lekarzy nazywa chirurgią plastyczną przyzębia. Dla przykładu mamy recesję, czyli odsłonięte szyjki zębowe, kiedy metodą leczenia staje się przeszczep tkanek z podniebienia, żeby ząb był prawidłowo osłonięty, a więc nie był zagrożony uszkodzeniami i nie było bolesny.

Trzecia dziedzina, którą się zajmujemy w ramach naszej specjalizacji są choroby błony śluzowej. Tu mowa o zmianach na śluzówkach, które pacjentom odbierają komfort – zapalenia na tle bakteryjnym, grzybiczym czy wirusowym (np. brodawczaki), choroby autoimmunologiczne a w najgorszych przypadkach nawet zmiany przednowotworowe czy nowotwory. Generalnie można mówić tutaj o profilaktyce nowotworowej. Część pacjentów nie wie, że w obrębie jamy ustnej może dochodzić do powstania nowotworów. Mamy podpisane umowy z dwoma szpitalami w Szczecinie, co umożliwia zaawansowaną diagnostykę. Szpital przy ulicy Unii Lubelskiej będzie badał wysyłane przez nas wycinki histopatologiczne. Z kolei wymazy z jamy ustnej będziemy wysyłać do analizy do Zakładu Mikrobiologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego.

 

– W przypadku terapii tkanek miękkich zapewne częściej wkracza farmakologia jako metoda leczenia?

– Najczęściej. Ale podstawą jest prawidłowa diagnoza. Musimy więc wspierać się konsultacjami u dermatologów, często reumatologów czy gastroenterologów, bo zmiany dostrzegane na śluzówkach stanowią częstokroć pierwszy etap schorzeń ogólnoustrojowych. Jama ustna jest pierwszym odcinkiem układu pokarmowego. Na podstawie zmian w jej obrębie możemy przypuszczać, że coś złego dzieje się w dalszych odcinkach tego układu. Ale są to zmiany wskazujące również często na problemy reumatologiczne lub związane z występowaniem innych chorób.

 

 

– Co dzieje się, gdy stwierdzi pan występowanie choroby ogólnoustrojowej?

– Można wtedy odpowiednio pokierować pacjenta i umożliwić mu leczenie specjalistyczne. Bywają sytuacje, kiedy ludzie chorują i latami nie wiadomo, jaka jest przyczyna tego stanu. Czasami udaje się postawić prawidłową diagnozę, wychodząc od niepokojących zmian w jamie ustnej.

 

– Leczenie w każdym z tych trzech zakresów, które pan wymienił zajmuje zapewne dużo czasu?

– W przypadku chorób przyzębia „wyprowadzamy” pacjenta, co oznacza, że powstrzymujemy rozwój schorzenia. Taki pacjent najczęściej musi być pod kontrolą periodontologiczną do końca życia, odwiedzając gabinet kilka razy w roku, a co najmniej raz na pół roku. Jeśli chodzi o choroby błony śluzowej jest różnie. W przypadku chorób wirusowych, bakteryjnych czy grzybiczych jesteśmy w stanie sobie szybko poradzić, posługując się lekami albo laserem. Jednak są też takie choroby – jak na przykład liszaj płaski – wymagające długiego leczenia i stałej kontroli lekarskiej, bo czasami ta choroba może przejść w fazę nowotworową.

 

– Wśród stomatologów funkcjonują dwa zasadnicze podejścia do implantów. Jedni są zdania, że warto nawet w przypadku stosunkowo niedużych kłopotów założyć implanty, inni odwrotnie – uważają, że nawet wywołujący kłopoty, ale własny ząb zawsze ma przewagę nad implantem. Jaki pan ma pogląd w tej kwestii?

– Wszystko zależy od sytuacji. Periodontolog walczy o każdy ząb, stara się go zachować jak najdłużej. Podobnie pacjenci periondotologiczni chcą zachować zęby jak najdłużej. Ale trzeba popatrzeć szerzej. Zdarzają się sytuacje, że warto usunąć własny ząb i zrobić miejsce dla implantu po to, żeby cała praca protetyczna miała sens. Nie sztuką jest pozostawić jeden ząb i wykonać ładną odbudowę całej szczęki czy żuchwy z pozostaniem tego jednego czy dwóch zębów które kompletnie do tej pracy nie będą się nadawały a wręcz ograniczą jej żywotność. Dlatego czasami tłumaczymy pacjentowi, że warto ten ząb usunąć ze wskazań protetycznych, żeby uzyskać rozwiązanie stosunkowo trwałe i dla pacjenta komfortowe. Ale podkreślam: każda sytuacja jest wyjątkowa i każdorazowo bardzo uważnie trzeba ją przeanalizować w poszukiwaniu optymalnej metody leczenia i zabezpieczenia protetycznego. Inaczej mówiąc, nie warto wybierać rozwiązań na rok czy dwa, kiedy można rozwiązać problem na długie lata, przywracając pacjentowi względny komfort życia.

 

– Mówił pan o coraz doskonalszych metodach odbudowywania kości. Jak się taki proces odbywa? Jaką postać mają używane materiały?

– Najlepszym materiałem zawsze jest kość własna pacjenta. Nie zawsze jednak jesteśmy w stanie przeprowadzić przeszczep autogenny. Firmy biotechnologiczne oferują rozmaite materiały kościozastępcze, pochodzące od zwierząt (bydła albo świni) lub materiały sztuczne, alloplastyczne. Najlepiej gdyby materiały kościozastępcze po jakim czasie się zresorbowały, czyli zaniknęły i zostały całkowicie zastąpione własną kością pacjenta. To przyszłościowy kierunek zarówno periodontologii jak i implantologii. Jedne materiały szybciej, inne wolniej się resorbują, ale zawsze zajmują przestrzeń umożliwiająca krwi pacjenta odbudowę kości własnej. Tak więc nie tyle chodzi o to, aby materiał kościozastępczy pozostał w ubytku kostnym, co raczej wspomógł jego odbudowę. Ale w tej pracy można wykorzystywać również preparaty odwirowane z krwi pacjenta. My takie możliwości posiadamy. W procesie tym, chodzi o uzyskanie czynników wzrostu, które przyspieszają odbudowę kości.

 

 

– Jakie są przyczyny wypadania zębów?

– Przyczynami są między innymi obciążenia genetyczne, współwystępujące choroby ogólne oraz palenie papierosów. Ogromnie dużo zależy od pacjenta. Jeśli w gabinecie usuniemy płytkę nazębną, a pacjent w domu będzie zachowywać higienę, stale starannie czyszcząc zęby, jesteśmy w stanie zapanować nad tym kłopotem. Bez zaangażowania pacjenta jesteśmy bezradni.

Ale jest szereg innych przyczyn omawianego problemu. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że zarówno część chorób ogólnoustrojowych może przyczyniać się do powstawania i rozwoju chorób przyzębia, ale i w drugą stronę – parodontoza wpływa negatywnie na przebieg innych chorób. Powinniśmy mieć świadomość, że zapalenie przyzębia ma potencjalnie zły wpływ zdrowie ogólne. Przyczynia się do powstania i pogarsza przebieg istniejących chorób, takich jak choroba miażdżycowa i jej powikłania w postaci udaru mózgu czy zawału serca, cukrzyca, reumatoidalne zapalenie stawów, zaburzenia metaboliczne, Choroba Alzheimera a nawet nowotwory. Ogółem jest 10 jednostek chorobowych, na których rozwój wpływ mają schorzenia przyzębia.

 

– Pewnie mało kto poza lekarzami ma tego świadomość?

– Zgadza się. Pacjenci często trafiają do nas na tzw. sanację, kiedy są przygotowywani do operacji na sercu, przeszczepu lub wszczepienia stawu biodrowego. Wtedy konieczne jest zaświadczenie od stomatologa, że jest przygotowany do zabiegu od strony higieny jamy ustnej i że nie ma w niej żadnych ognisk zapalnych. To ważne, bo zaawansowane zmiany w kościach, których nie widzimy przecież gołym okiem uaktywniają się, kiedy człowiek ma obniżoną odporność – jak w przypadku przeszczepów. I wtedy taki ukryty stan zapalny może zniweczyć wysiłek chirurga a nawet zagrozić życiu pacjenta.

Warto uświadomić sobie, że cała powierzchnia korzeni zębów ma łącznie około 50 centymetrów kwadratowych. Można obrazowo powiedzieć, że kiedy chorujemy na parodontozę, mamy w organizmie ukryte owrzodzenie tej wielkości. Gdybyśmy mieli coś takiego na udzie, brzuchu albo klatce piersiowej, z pewnością natychmiast szukalibyśmy pomocy lekarza. Tymczasem kiedy tego nie widać, pacjenci stosują półśrodki – na przykład płukanki. Nie leczą one przyczyny, a jedynie eliminują objawy, jak na przykład przykry zapach z ust.

 

 

 


Dr n. med. Łukasz Wilczyński, specjalista periodontolog, absolwent Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Doktoryzował się w wieku 27 lat. W Kołobrzegu w gabinecie PERIODONTAL przyjmuje od poniedziałku do czwartku. W piątki prowadzi zajęcia dydaktyczne w Zakładzie Periodontologii i prowadzi konsultacje w Klinice Uniwersyteckiej PUM. Poza periodontologią zajmuje się również implantologią.

PERIODENTAL: lekarze i ich specjalizacje
Łukasz Wilczyński – periodotologia, implantologia
Artur Nowak – chirurgia szczękowo-twarzowa,
Bartosz Łuszczyński – chirurgia stomatologiczna, implantologia
Jadwiga Rychterowicz – stomatologia dziecięca
Sebastian Łopato – medycyna estetyczna
Beata Dziewałtowicz – dyplomowana higienistka stomatologiczna


PERIODONTAL dysponuje nowoczesnym tomografem stożkowym CBCT. Obraz, który uzyskuje się za pomocą tomografii 3D zębów, jest niezwykle precyzyjny – można go dowolnie obracać, wyostrzać, przybliżać, co umożliwia wykrycie nawet bardzo małych zmian w żuchwie lub szczęce. Podczas jednego obrotu urządzenia wykonywane jest kilkaset zdjęć, które, po przetworzeniu, tworzą jedną, niezwykle dokładną całość w trójwymiarze. Badanie trwa zaledwie kilkanaście sekund. Tomograf CS 8100 3D można łatwo regulować. Jest dostosowany dla pacjentów w pozycji stojącej lub siedzącej oraz dla osób niepełnosprawnych.

Laser w stomatologii jest stosunkowo nową technologią. Zainteresowanie leczeniem z użyciem lasera stopniowo wzrasta, przez co usługi wykorzystujące laser diodowy są coraz łatwiej dostępne – także w gabinecie PERIODENTAL. Współczesne lasery cechują się precyzją, a dodatkowo oferują szybszy efekt i wysoki poziom bezpieczeństwa. Leczenie większości zaburzeń z zastosowaniem lasera diodowego jest bezbolesne.