Paweł Tkaczyk to jeden z najbardziej rozpoznawalnych ekspertów od budowania marki w Polsce. Założyciel firmy MIDEA. Jego książki „Zakamarki marki” oraz „Grywalizacja” są bestsellerami i lekturą obowiązkową na najlepszych polskich uczelniach. Od 18 lat buduje silne marki, współpracował m.in:. z HBO, Orange czy Google. Współtworzył lub konsultował marki pracodawcy dla Capgemini, Objectivity czy Orange. Z Pawłem Tkaczykiem rozmawia Mateusz Sudoł, współwłaściciel koszalińskiej Agnecji Social Media wypisz wymaluj.

 

 

Mateusz Sudoł: – Gdybyś miał wybrać jedną działalność, to co by to było: Midea czy Paweł Tkaczyk na scenie?

Paweł Tkaczyk: – Midea, przy założeniu że ja bym tam nie pracował, tylko pobierał profity. Chętnie będę sobie leżał do góry „wentylem”, ale tego się nie da zrobić. Dlatego, że gdybym leżał do góry „wentylem” przez 3 tygodnie, to by mi się znudziło i zacząłbym robić to co robię teraz.

 

– Gdybyś miał wybrać jedno?

– Mideę, bo ona mi przynosi pieniądze, a ja mogę robić co chcę. Natomiast Paweł Tkaczyk na scenie, wbrew pozorom jest niewolnikiem kalendarza i mam zaplanowany każdy dzień z dokładnością do godziny. Dzisiaj mamy luty, a ja mam kalendarz do końca czerwca zaplanowany. To daje mi bardzo dużo satysfakcji, ale mam czasami ochotę rzucić to w diabły.

 

– Co w sobie byś zmienił, gdyby było to za pstryknięciem palca?

– Jestem kimś, kogo nazywa się mianem startera, jestem dobry w rozkręcaniu projektów. Nie mam cierpliwości do skalowania, mam do tego ludzi w zespole i to jest super, ale gdybym mógł dołożyć jakąś cechę, to byłaby to cierpliwość do skalowania projektów.

 

– Jakie zachowanie, przekonanie albo zwyczaj wpłynęło najlepiej na Twoje życie w ciągu ostatnich 5 lat?

– Urodziłem się doskonały (śmiech). Ale poważnie, uważam, że cały czas się uczę, cały czas się rozwijam, nie potrafię wskazać jednej takiej rzeczy. Bardzo dużo daje mi to, że uczę się jak opowiadać historie, wiedza na temat psychologii i zachowań ludzkich, którą wykorzystuję w mojej pracy zawodowej. To jest ścieżka, którą idę, świadomie bądź mniej świadomie.

 

– Dlaczego częściej kupujemy rzeczy, które wzbudzają emocje, ale nie są dobre jakościowo?

– Bo jesteśmy, ogólnie rzecz biorąc, zwierzętami i nasze mózgi są zaprojektowane w taki sposób, że to co widzimy przed sobą staje się naszą rzeczywistością. Emocje bardzo mocno wpływają na takie zawężenie przestrzeni, a my je lubimy i dlatego to tak wygląda. Do podjęcia świadomej decyzji trzeba jednak „spiąć poślady” i pomyśleć, a nasz mózg nie lubi myśleć. Daniel Kahneman wyjaśniając proces myślenia, użył bardzo fajnej metafory o kotach i pływaniu. Koty potrafią pływać, ale wolałyby nie. Nasze mózgi potrafią myśleć, ale wolałyby nie.

 

– Błąd zawodowy, który nauczył Cię najwięcej?

– Nie umiem liczyć pieniędzy. Pieniądze nie są czymś do czego przywiązuję jakąś wielką wartość. Na początku działania mojej firmy, to był 2001 rok, miałem jednego klienta. Miałem do niego przydzielonego pracownika. Po 18 miesiącach, kiedy policzyłem pieniądze, to ja na tym kliencie traciłem. Im więcej pracowałem, tym więcej traciłem pieniędzy. Od tamtej pory stwierdziłem, że nie będę zajmował się pieniędzmi w mojej firmie, mam ludzi którzy się tym zajmują i to działa dobrze.

 

– Cenna lekcja.

– Droga (śmiech). Zawsze jak ludzie pytają mnie jak zacząć, to mówię im: idź pracować do kogoś przez pierwsze kilka lat swojej kariery, bo wtedy uczysz się na błędach za cudze pieniądze. Ja założyłem firmę na czwartym roku studiów, jakimś cudem ona przetrwała, ale za wszystkie błędy które popełniłem, musiałem zapłacić sam.

 

– Jaki masz niezwykły, bądź absurdalny nawyk?

– Moi rodzicie mieli wydawnictwo i z wykształcenia jestem typografem. Bardzo dużo wiem o literkach, literki są moją niespełnioną miłością. Zakładałem firmę z założeniem, że będę projektował typograficzne rzeczy. Jest taka książka, nazywa się „Mit Przedsiębiorczości” i ona mówi, że jak coś kochasz, to nie zakładaj firmy z tym związanej, bo przestaniesz to robić. To dokładnie mnie spotkało. Przestałem projektować, bo jak założyłem firmę to się zająłem zarządzaniem. Potrafię rozpoznać po odstępach między literkami, w jakim programie została zrobiona ta grafika, to się nazywa kerning, ale nie będę Ci o tym opowiadał (śmiech). Jak bym zaczął opowiadać o literkach, to jest tak wielka pasja, że pół godziny by mi to zajęło.

 

– Czy więcej wydajesz na koszulki czy nowe książki?

– Zdecydowanie wydaje więcej na nowe książki. Koszulki wbrew pozorom, tak szybko się nie zużywają, mam z 10 w ciągłym użyciu. Koszulka wpada raz na kilka miesięcy, natomiast książki… to mam kilka na tydzień. Co dla mnie zbawienne, mam dobre relacje z wydawnictwami i czasem dostaję książki za darmo. To jest super, ale kupuję również regularnie. Dostaję książki w formie fizycznej, a kupuję e-booki. Mam za sobą iPada zawsze więc książki mogę mieć zawsze przy sobie.

 

– Najczęściej słuchasz czy czytasz książki?

– Słucham. Mam taki tryb życia, że dużo czasu spędzam w podróży. Jeśli jadę pociągiem to czytam, w momencie, w którym jadę samochodem to słucham. Słucham książek zawodowych, czytam w formie papierowej – dla przyjemności.

 

– Kto w Polsce jest obecnie najbardziej wpływową osobą, jeśli chodzi o temat marketingu?

– Nie ma jednego marketingu. Jest bardzo wiele narzędzi do marketingu i jeśli miałbym wybierać Influencer Marketing, to powiedziałbym Magdalena Urbaniak i Jakub Biel, jeśli miałbym mówić o marketingu Social Media, powiedziałbym że goście z Socjomanii. Jeślibyś mnie spytał o analitykę, mówię Janina Bąk i Maciej Lewiński. Tych ludzi, którzy w różnym stopniu rozwijają marketing, jest bardzo dużo i bardzo ciężko jest powiedzieć o jednej osobie, która ma największy wpływ.

 

– Jaki ostatni zakup o wartości mniejszej niż 500 zł wpłynął najbardziej a twoje życie?

– Nie wiem ile AirPods kosztują (śmiech). Widzisz, ja nie umiem mówić o pieniądzach (śmiech). One kosztują więcej niż 500?

 

– Chyba więcej niż 500.

– Kurczę, a to jedna z fajniejszych rzeczy jakich ostatnio używam. Można w nich biegać, jeździć na rowerze, rozmawiać przez telefon. Wczoraj, zanim do Was przyjechałem, miałem dzień napakowany konsultacjami. Między nimi miałem półgodzinne przerwy – dla zdrowia psychicznego i podładowania słuchawek.

 

Q&A Paweł Tkaczyk Artykuł Ilustracja Śródtekstowa

 

– Gdybyś miał wybierać, wybierasz zdrowie psychiczne czy podładowane słuchawki?

– Zdecydowanie podładowanie słuchawki (śmiech). Bo to widać. Jak jesteś niezdrowy psychicznie, to jeszcze jest jakaś szansa to schować, w przypadku rozładowanych słuchawek to od razu widać.

 

– Kiedy ostatni raz kłóciłeś się zażarcie i o co to było?

– Kłócę się regularnie w moim zespole o coś, co nazywam podział kompetencji. Jeśli klient zadaje pytanie o projekt, to to pytanie składa się z trzech części – „czy i jak to zrobić?” Druga część to jest “na kiedy?”, trzecia część “za ile?”. U mnie w firmie jest to tak zorganizowane, że trzy inne osoby, odpowiadają za części tego zadania. Ja jestem gościem który odpowiada “czy i w jaki sposób?”, Magda odpowiada “na kiedy?”, a Patrycja odpowiada “za ile?”. Każdy ma swój obszar kompetencji i my się kłócimy o to, bo chcemy dla klienta jak najlepiej, ale każdy broni swojego. Kłócę się z Magdą bo ona jest moim przeciwieństwem, co uwielbiam. Ja tak jak mówiłem, jestem starterem. Nie mam głowy do detali. Magda jest genialnym Project Managerem, doskonale planuje, zna detale i szczególiki, co samo w sobie też nie jest dobre, bo ona jest perfekcjonistką. Nigdy by niczego nie oddała, gdyby to nie było w pełni skończone. My się żremy i na styku tego żarcia powstają fajne rzeczy. Mówię “real artist ship” czy “done is better than perfect”, a Magda twierdzi że wszystko musi być idealne w każdym szczególe. Wtedy powstają rzeczy których ani ja sam bym nie zrobił, ani Magda.

 

– Albo nie w tym czasie?

– Nie, nie. Wiesz co, podam Ci bardzo fajny przykład. Książka “Narratologia”. Skończyłem książkę, nacisnąłem enter i wysłałem do wydawnictwa, mówię „okej, skończone. Dziękuję bardzo.” Magda przychodzi i mówi „Nie zaprojektowałeś okładki?” Ja na to: „Nie, ja to zostawiam wydawnictwu”, na co Magda powiedziała, że ona tego tak nie puści. Magda negocjowała z wydawnictwem zmianę papieru, zmianę okładki, zawarcie skrzydełka w książce, wszystko.

 

– Aplikacje bez których nie mógłbyś przeżyć?

– Things, Spark, Evernote, Audible. Things to aplikacja do zarządzania czasem, Spark to aplikacja do e-maili, Audible to jest moja aplikacja do audiobooków, w Evernote robię sobie notatki – głosowe i różne inne. Ostatnia nazywa się Ulysses i jest to edytor tekstu, distraction free, który nie ma „przeszkadzajek”. W Ulysessie jedyny element interfejsu to migający kursor.

 

– Czy masz taki projekt, którego do dzisiaj się wstydzisz?

– Wydaje mi się że nie, ale kiedyś, dawno dawno temu, przyszła do mnie Liga Polskich Rodzin, jeszcze za Romana Giertycha. Zapytali, czy nie moglibyśmy zrobić im identyfikacji wizualnej. Ja się wtedy zacząłem zastanawiać, czy pieniądz naprawdę nie śmierdzi, bo ja się nie podpisuję pod ich ideologią. Nie mam specjalnie ideologii, ale pod tą się nie podpisuję. Bardzo szybko rozwiali moje wątpliwości, bo powiedzieli, że chcą za darmo. Więc ja powiedziałem – „spadajcie na drzewo, dziękuję bardzo”. Zastanawiam się, czy gdybym to zrobił, to bym się tego wstydził. Tak normalnie, dla klientów, raczej robię fajne rzeczy.

 

– Może dzisiaj polityka wyglądałaby inaczej.

– Myślałem nad tym, co by było gdybyśmy zrobili naprawdę dobrą robotę. I to jest ten moment, w którym zacząłem się zastanawiać, czy chcę to robić. Mam taką firmę w której skalujemy dochody, nie skalując zespołu, ona rośnie z roku na rok, natomiast robimy to, wybierając sobie klientów i z każdego projektu mogę być dumny.

 

– Bez zastanowienia zaakceptowałbym współpracę z marką/osobą…?

– Z Apple, gdyby przyszło. Ale ja myślę o tym inaczej w odwrotny sposób. Jest kilka marek, których nie chciałbym robić, bo ideologicznie się z nimi nie zgadzam, ale pozostałe spokojnie mogę robić. Za to jestem wielkim fanem marki z jabłuszkiem, uważam że robią niesamowity marketing, poza tym nie obraziłbym się, gdyby przyszło Nike i na pewno jest jeszcze kilkadziesiąt takich marek, z którymi chciałbym współpracować. Cudowność polega na tym że z częścią już pracuję (śmiech).

 

– Co robisz jak dopada Cię brak koncentracji?

– Idę na spacer. Nauczyłem się, że brak koncentracji oznacza, że mózg musi odpocząć albo zmienić środowisko na coś innego, więc po prostu zmieniam środowisko. Idę na spacer, biorę prysznic, wychodzę z psem. Jeśli wykonuję pracę kreatywną, to ja nie muszę ciągle pracować. Tu raczej nie ma konkretnego deadline’u, oczywiście, zdarzają się, ale nie musisz tego robić teraz, w tym momencie. Jeśli prowadzisz warsztaty, tam nie możesz pozwolić sobie na brak koncentracji. W momencie, w którym siadam przy komputerze, muszę coś napisać i stwierdzam, że to nie to, idę na spacer – zmieniam środowisko.

 

– To bardzo ciekawe. W ostatnim czasie oglądałem “The Abstract” – dokument Netflixa i jeden z rysowników powiedział tam, że wena jest dla amatorów, profesjonalista siedzi i robi.

– Też tak uważam. To, że nie dowiozłeś czegoś tłumacząc brakiem weny, jest absolutnie nędznym usprawiedliwieniem. To, że właśnie usiadłeś i to robisz, ale nie jesteś w stanie, oznacza, że twój mózg potrzebuje zmiany środowiska. Zmień je, ale dowieź zadanie na czas. Jesteśmy rzemieślnikami, mamy dowozić, nie jesteśmy artystami.

 

– Czy w Polsce opłaca się pisać książki?

– Tak samo, jak w każdym innym miejscu. To zależy dlaczego chcesz to zrobić. Jeśli chcesz zarobić, absolutnie da się to zrobić. Michał Szafrański to udowodnił. Jeśli chcesz stworzyć na jej podstawie swój autorytet, da się to zrobić. Ludzie dalej inaczej traktują człowieka, który wydał książkę, niż człowieka, który ma blog. Zauważyłem ten skok w zapytaniach od klientów, inaczej patrzy się na Pawła Tkaczyka, autora bestsellera, a inaczej na Pawła Tkaczyka, autora bloga.

 

– Co nauczyłeś się ostatnio skutecznie odrzucać?

– Ostatnio to może nie, ale jakiś czas temu nauczyłem się mówić „nie”, to jest bardzo ważna umiejętność w biznesie czy w ogóle w życiu. Mam straszny problem z tym, że przychodzą do mnie organizacje, które nie mają pieniędzy, a potrzebują umiejętności. Ja podpisuję się pod ich celami i ideologią i chciałbym to robić, ale nie mam tyle czasu. Mam umowę sam ze sobą, że jeden dzień w miesiącu robię za totalną darmochę, na przykład występuję na jakiejś konferencji, robię doradztwo dla jakiegoś hospicjum. To mi bardzo pomogło w odmawianiu z w miarę czystym sumieniem.

 

– Marketing której marki zasługuje na wygwizdanie?

– Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to Poczta Polska z ich ostatnim filmem, ale ja jestem wielkim fanem powiedzenia “po efektach ich poznacie” i jeśli to jest film, który viralowo kopie tyłki innym filmom, to kurczę, to jest dobry marketing. Ja to szanuję. Na Facebooku robisz marketing oparty o rozrywkę. W kategoriach, w których mierzy się marketing, masz dobre wyniki, to niezależnie co było twoją intencją, zrobiłeś dobrą robotę. Może to nie zasługuje na wygwizdanie?