Pochodzą z Turcji, Francji, Portugalii, Hiszpanii. Przebywają na Politechnice Koszalińskiej w ramach międzynarodowego programu wymiany edukacyjnej Erasmus+. Kształcą się, poznają nasz kraj i zwyczaje. Niektórzy przyjechali do Koszalina na jeden semestr, inni spędzą u nas cały rok. Co ich w Polsce dziwi? Co zaskakuje? Za co polubili nasz kraj?

 

Większość przed przyjazdem niewiele słyszała o Polsce. – Wiedzieliśmy tylko, że leży w pobliżu Niemiec – przyznaje Julien Maurel, student INSA Centre Val de Loire, uczelni technicznej działającej w środkowej Francji. Do Koszalina przyjechał z kolegą ze studiów Thomase Hyvrierem. Nadrabiają zaległości: poznają polskie zwyczaje i przeszłość. 11 listopada pojechali do Krakowa. Zwiedzili Wawel, oglądali uroczystości patriotyczne na Rynku Głównym. – Próbowaliśmy nawet śpiewać polskie pieśni patriotyczne – chwali się Thomas.

Utku Akçay, który studiuje inżynierię mechaniczną w jednej z największych uczelni w tureckim Stambule, wspomina, że kiedy wybierał się do Polski, ludzie ostrzegali, że to bardzo zimny kraj, a Polacy są wrogo nastawieni do cudzoziemców. – Okazało się, że nie jest aż tak zimno, a ludzie są przyjaźni – zapewnia. Przyznaje jednak, że kiedy w Koszalinie wybrał się do pubu z koleżankami z Turcji, które miały na głowach tradycyjne muzułmańskie okrycia, kilku podchmielonych gości wykrzykiwało antyislamskie hasła. – Ale to może zdarzyć się w każdym innym miejscu świata – bagatelizuje.

Byli i tacy, którzy do pobytu w Koszalinie solidnie się przygotowywali. Alberto López del Amo Gorgojo, student Wydziału Nauk Ścisłych Uniwersytetu w Grenadzie (Hiszpania) w czasie ubiegłorocznych wakacji z rodzicami podróżował po Polsce. Zobaczył Wrocław, Gdańsk, Kraków i Warszawę. – Sporo czytałem też o historii Polski. Wiedziałem, że Niemcy i Rosja napadli na wasz kraj, a w wyniku wojny Warszawa legła w gruzach – opowiada. – Teraz stolica jest taka nowa i duża. Byłem pod wrażeniem. Miasto wstało z kolan, bo ludzie starali się zapomnieć o przeszłości.

 

studenci-6848

 

Gdzie jest śnieg?

W Polsce wiele rzeczy jest innych niż tam, skąd pochodzą. Przyroda, klimat, miasta, ludzie. Co zaskoczyło ich najbardziej? Oczywiście pogoda i to, że jest tak ciemno. Przyjechali do Polski w październiku ubiegłego roku. Kolejne miesiące to czas, kiedy przez większość doby panuje u nas noc, na co my właściwie nie zwracamy uwagi. – W stosunku do Francji tracimy jakieś dwie godziny. W Koszalinie w środku zimy o 15.30 robiło się ciemno, a u nas 17.30 – objaśnia Julien Maurel.

Jose Carlos Abreu Santos, student z Porto w Portugalii, liczył na to, że w Polsce zobaczy śnieg: – Bezśnieżna zima wprawia w przygnębienie – mówi.

Bardzo zdziwiło ich także to, że tak mało osób – szczególnie w mniejszych miastach – mówi po angielsku. Tak jest na ulicy i w urzędzie. Młodzi, nawet jeśli znają język, wstydzą się mówić, boją się, że się ośmieszą.

– I kiedy mówię, że nie znam polskiego, ludzie powtarzają jakieś słowo po polsku coraz głośniej i wyraźniej, wierząc, że dzięki temu je zrozumiem – tłumaczy Utku Akçay, student z Turcji. – Czekam przed drzwiami i kilka razy słyszę: „Otwarte, otwarte, otwarte!”. A i tak nie rozumiem.

I na odwrót: Polacy promienieją z radości jeśli obcokrajowiec powie kilka słów po polsku. – W sklepie albo w akademiku mówię „dzień dobry”, „cześć” albo „sie ma” i od razu widzę uśmiechy na twarzach – dodaje.

A o uśmiech u Polaka nie jest tak łatwo. – Hiszpanie są zawsze uśmiechnięci. Na ulicy uśmiechamy się do siebie tak zwyczajnie, po koleżeńsku – przyznaje Alberto, student z Grenady. – Wiem, że to zasługa słońca. Bardzo mi tego w Polsce brakuje, dlatego przed Bożym Narodzeniem na miesiąc pojechałem do rodziców. Bez słońca byłbym bardzo smutny.

Studenci zgodnie przyznają, że Polacy są zamknięci i przynajmniej w pierwszym kontakcie mniej bezpośredni. – Ludzie, których mijamy na ulicy, są skupieni. Nie patrzą dookoła – ocenia Francuz Julien Maurel. – Mają jakiś cel, do którego zmierzają i starają się nie stracić go z oczu.

Dodaje, że na początku w relacjach z Polakami była zima. Ale taka nieprzystępność to tylko zewnętrzna powłoka. – Znajoma zaprosiła nas na imprezę z okazji przeprowadzki do innego mieszkania. Po pół godzinie wszyscy traktowali nas jak przyjaciół.

Julien podkreśla, że Polacy są bardzo przywiązani do religii. Na ulicach widać dużo pomników upamiętniających ludzi związanych z Kościołem. Tego we Francji się prawie nie spotyka. Twierdzi także, że święta w Polsce nie są aż tak skomercjalizowane jak w jego kraju. W sklepach we Francji w grudniu nie ma takiej rzeczy, której nie sprzedaje się pod kątem zbliżających się świąt.

W opinii zagranicznych studentów bardzo cenimy sobie tradycję. Zauważyli to szczególnie właśnie w okresie Bożego Narodzenia. – Na ulicach było wtedy pusto, wszyscy jechali do swoich rodzin. To bardzo miły zwyczaj – zauważa Utku Akçay. Studenta z Turcji zdziwiła jeszcze jedna rzecz: kiedy wybrał się z kolegą do pubu, ochroniarz upewniał się, czy nie są z Ukrainy albo Rosji. Kazał nawet pokazać paszporty. – Zrozumieliśmy, że za Rosjanami i Ukraińcami Polacy nie przepadają. Zdziwiło nas to, bo przecież wszyscy jesteście Słowianami. My bardzo lubimy narody spokrewnione z Turkami. Jeśli spotykamy kogoś z Azerbejdżanu albo Kazachstanu, to cieszymy się tak jakbyśmy spotkali przyjaciela.

 

Pomorze i Koszalin

Jose Carlos Abreu Santos, student z Portugalii wspomina, że kiedy jechał busem z Berlina do Koszalina ze zdziwieniem oglądał wielkie połacie lasów i pól, między którymi czasem wyrastały małe miasta. – Portugalia jest mniejsza i ma bardziej zwartą zabudowę.

Sam Koszalin studenci opisują jako małe, ciche i spokojne miasto. Politechnika Koszalińska też jest bardzo kameralna (w Stambule na jednym kierunku jest nawet 400 osób). Polscy wykładowcy są wyrozumiali i traktują studentów po przyjacielsku.

Koszalin nie ma tak dużo do zaoferowania, jak największe polskie ośrodki. W naszym mieście brakuje przytulnych miejsc i historycznej zabudowy. – Jest dużo domów w stylu sowieckim. Ale tak wygląda dużo osiedli w Polsce – ocenia student z Hiszpanii.

Jest mniej kolorowo niż na południu czy zachodzie Europy, wieczorem na ulicach życie zamiera. – We Francji łatwiej znaleźć bar czy restaurację, bo na zewnątrz jest mnóstwo stolików, przy których przesiadują ludzie. U was często z ulicy widać tylko mały szyld, trzeba zejść schodami w dół, by gdzieś w podziemiu odkryć duży pub. W lokalach gwarno jest głównie w weekendy – zauważa Julien.

Thomas Hyvrier przyznaje jednak, że jeśli ktoś się stara, znajdzie w Polsce to, co go interesuje. On na przykład nawiązał kontakt z koszalińską drużyną rugby i regularnie chodził na treningi. Z kolegą pomagał też w prowadzeniu lekcji francuskiego dla uczniów Liceum im. Dubois.

 

studenci-6835

 

Kraj pierogów ruskich

No i jeszcze kuchnia, która jest zupełnie inna niż ta w Hiszpanii, Francji czy Portugalii. W Polsce nie je się tak dużo warzyw i nie używa tak wielu przypraw jak np. w krajach śródziemnomorskich. Najpopularniejsze danie to, zdaniem cudzoziemców, pierogi, które nie wiadomo dlaczego w Polsce noszą miano ruskich. – Można je zamówić prawie w każdym barze – dodaje Julien. Zagraniczni studenci bezbłędnie wymieniają także nazwę polskiej przekąski („zapiekanka”) i najpopularniejszych zup: pomidorowa, żurek, flaki. – A ja kocham pączki – zachwyca się Alberto z Grenady.

Żałują, że w Koszalinie nie ma barów mlecznych, w których można tanio zjeść tradycyjne polskie posiłki (bary mleczne widzieli np. w Krakowie i Warszawie). Ale są miejsca z dobrą pizzą i piwem.

Utku Akçay cieszy się, że w Polsce tak popularny jest też kebab. Tęskni jednak do innych tureckich potraw: dolmy (faszerowanych warzyw) i sarmy (rodzaj gołąbków – farsz zawija się w specjalnie przygotowane liście winogron). Zauważa, że w polskich restauracjach przeważają dania z wieprzowiny. Dla muzułmanów jest to kłopotliwe. – Ja akurat nie jestem zbyt religijny. Mnie wieprzowina po prostu nie smakuje.

Jose Carlos Abreu Santos ma inną trudność – jest weganinem. Stara się unikać nawet nabiału (czasami skusi się na żółty ser). – Kupić danie, w którym nie ma składników pochodzenia zwierzęcego? To jest trudne nie tylko w Polsce – przyznaje.

Nie żałują przyjazdu do Polski. Odkryli część Europy, o której wcześniej wiedzieli bardzo mało.

 

studenci-6840

 


Erasmus+ to program Komisji Europejskiej w dziedzinie edukacji, szkoleń, młodzieży i sportu na lata 2014-2020. Jego całkowity budżet wynosi 14,7 mld euro. Studenci uczelni wyższych mogą zarówno studiować za granicą, jak i odbyć praktyki w innym kraju. W programie uczestniczy 28 państw należących do Unii Europejskiej oraz 2 kraje kandydujące (Turcja i Macedonia), a także państwa należące do Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu i Europejskiego Obszaru Gospodarczego (Islandia, Liechtenstein, Norwegia, Szwajcaria).