Przedsiębiorcy szukający lokalizacji dla nowych zakładów produkcyjnych biorą pod uwagę przede wszystkim dostępność komunikacyjną danego miejsca, koszty gruntów i możliwość znalezienia potrzebnych kadr. O tym, jak to wygląda w praktyce, w rozmowie z „Prestiżem” mówi Beata Ostrowska, prezes zarządu spółki Białogardzki Park Inwestycyjny Invest-Park.

 

 

Beata Ostrowska (2)– Zamieniła Pani pracę w Trójmieście na Białogard i objęła stanowisko prezesa zarządu tutejszego Invest Parku. Przekonuje Pani, że region ma „paradoksalny potencjał”? Jak to rozumieć?

– Od kilku lat rośnie atrakcyjność inwestycyjna mniejszych ośrodków. Wcześniej liczyła się głównie „złota piątka”, czyli Warszawa, Śląsk, Mazowieckie, Poznań, Wrocław i jego okolice. Zmiany na rynku zatrudnienia, stale zmniejszające się bezrobocie, niedobór rąk do pracy to czynniki, które zmieniły sposób patrzenia potencjalnych inwestorów na mniejsze miasta. Zaczęli oni dostrzegać ich atrakcyjność i rozważać jako miejsce swych nowych przedsięwzięć. Duże aglomeracje, które dynamicznie się rozwijały przez ponad 20 lat, są już wydrenowane z pracowników. Przyszedł czas na mniejsze ośrodki, takie jak Koszalin i Białogard. To oddalenie od tradycyjnych centrów najszybszego rozwoju staje się paradoksalnie atutem.

 

– Potencjalne zasoby kadrowe decydują o lokalizacji inwestycji?

– Zdecydowanie. Podam przykład z własnego podwórka. Firma Korpo, nasz nowy klient, produkuje od 25 lat na Dolnym Śląsku przekładnie do wózków widłowych. Produkcja idzie tak dobrze, że właściciele postanowili ją rozbudować. Pierwsza ich myśl: rozwijać się wokół istniejącego zakładu, bo to jest logistycznie najłatwiejsze, ekonomicznie najbardziej efektywne. Ale zrezygnowali z tego pomysłu i zainteresowali się naszą lokalizacją, gdy uświadomili sobie, jak trudno będzie im rywalizować o pracowników m.in. z Mercedesem, który ogłosił, że obok ich miejscowości wybuduje fabrykę. Pogodzili się z tym i wybrali nas.

 

– Czyli nadszedł dobry czas dla mniejszych ośrodków?

– Bezsprzecznie. To nie jest tylko moja opinia. Wynika to z rankingów, badań i opinii ekspertów, a nawet z ostatniego raportu Small Town Big Deal, który wykonały trzy duże firmy deweloperski i consultingowo-doradcze. Z raportu wynika, że w Polsce szczególnie trzy czynniki decydują o tym, gdzie przedsiębiorstwo się ulokuje: dostępność komunikacyjna, dostępność siły roboczej oraz niższe koszty gruntów i w ogóle działalności.

 

– Białogardzki Invest Park idealnie spełnia te kryteria.

– Przy ocenie dostępności komunikacyjnej liczy się na przykład to, ile czasu potrzeba na dojechanie do lotniska. Dzięki nowej drodze krajowej S6 z lotniska w Goleniowie do nas można dojechać w godzinę, góra w godzinę i dziesięć minut. To zachęcający czynnik. Białogard jest także jednym z głównych węzłów komunikacji kolejowej w kraju, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę. Ma połączenia z każdym większym miastem w Polsce, odchodzi stąd 70 pociągów na dobę. Nie wszystkie bocznice są obecnie używane, ale istnieją i w każdej chwili mogą być przywrócone do użycia. Towarowy transport kolejowy będzie zyskiwał na znaczeniu wobec coraz bardziej zatłoczonych dróg.

 

– Grunty u Państwa są na pewno tańsze niż na Śląsku albo pod Warszawą?

– Niższe ceny gruntów mają duże znaczenie, ale liczy się jeszcze coś. W Invest Parku mamy naprawdę dobrze przygotowane tereny posiadające sieć dróg wewnętrznych. Pod potrzeby konkretnego inwestora możemy szybko wydzielić działkę, doprowadzając odpowiednie media. Bez specjalnej dotąd akcji promocyjnej z naszej strony inwestorzy sami się zgłaszają, bo widzą potencjał tego miejsca.

 

– Czy dobrze zrozumiałem: przychodzi inwestor i mówi „potrzebuję półtora hektara ziemi”, a Park jest w stanie ze swego zasobu dokładnie tyle wyciąć? Działki nie są z góry podzielone?

– Są podzielone geodezyjnie, ale ten podział nie oznacza, że tylko w takiej konfiguracji mogą być udostępniane. Jesteśmy elastyczni. Podział geodezyjny to jedynie pomoc. Jeżeli komuś odpowiada jakaś działka, ale potrzebuje jeszcze fragmentu innej, umożliwimy mu to.

 

– Państwo oferują nie tylko tereny inwestycyjne, ale również pomoc przy inwestycjach.

– Inwestor może sam budować na zakupionej działce, ale może ciężar prowadzenia tego procesu przenieść na nas. Wtedy to my występujemy o wszelkie pozwolenia budowlane, przeprowadzamy uzgodnienia branżowe, załatwiamy inne formalności. Dla inwestora to wygodne, bo to my znamy lokalne środowisko, wiemy konkretnie z kim określone sprawy się załatwia, mamy wydeptane ścieżki działania. Dzięki bardzo przychylnym samorządom miejskiemu i powiatowemu czas załatwiania formalności skraca się o połowę. O ile wzniesienie hali produkcyjnej wraz z projektowaniem, formalnościami i wszelkimi pracami gruntowymi zajmuje nam 9-10 miesięcy, inwestorom budującym samodzielnie zajmuje to nawet półtora roku.

 

– Na co jeszcze mogą liczyć przedsiębiorcy z Państwa strony?

– Niezależnie od tego czy budują samodzielnie, czy też powierzają nam rolę generalnego wykonawcy, zapewniamy im opiekę poinwestycyjną, infrastrukturę z dogodnym dojazdem i pętlą komunikacji autobusowej, co ułatwia dojazd pracowników. Służymy doradztwem i biznesowymi kontaktami.

 

– W Białogardzkim Parku Inwestycyjnym zlokalizowany jest nowoczesny obiekt Inkubatora Technologicznego, w którym biura mają również Państwo.

– To kolejny atut. Obiekt należący do Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno-Gospodarczych ma osiem tysięcy metrów kwadratowych powierzchni produkcyjnej i biurowej. Działa tu fundusz pożyczkowy, mnóstwo małych i średnich firm. Jest dostęp do sal konferencyjnych, agencja celna na miejscu. Wszystko, czego potrzeba, żeby zaoszczędzić czas i pieniądze.

 

– Państwo stawiają sobie ambitny cel, żeby być swoistym centrum przedsiębiorczości.

– Rzeczywiście, nie ograniczamy się do pozyskiwania nowych inwestorów i kontaktów z nimi. Wspieramy również tych, którzy już tu funkcjonują. Chcemy być hubem łączącym wszystkich przedsiębiorców – kimś, do kogo wszyscy mogą się zwrócić o pomoc.

 

– Na czym to polega?

– Znów posłużę się przykładem. Znajdujący się w pobliżu Invest Parku Zakład Energetyki Cieplnej w Białogardzie to prężnie działająca prywatna spółka, która zamierza zbudować farmę fotowoltaiczną. Niewykluczone, że stanie ona na kilku hektarach naszego terenu, a klientami Energetyki mogliby być nasi inwestorzy. Co ciekawe, ZEC w Białogardzie już teraz zaczyna proponować usługi dystrybucji energii elektrycznej. Buduje własne sieci konkurencyjne wobec sieci monopolistycznych spółek skarbu państwa. Proponuje stawki bardzo konkurencyjne, bo nawet o kilkanaście procent niższe niż monopoliści. Chcemy zainteresować naszych przedsiębiorców tą ofertą.

 

– Państwa obecni klienci to firmy duże…

– Są to głównie firmy z kapitałem zagranicznym, ale nie tylko duże. Mamy teraz bardzo atrakcyjną ofertę dla małych i średnich przedsiębiorstw. Zresztą chcemy bardziej się skoncentrować na firmach z tego sektora. Szukamy rozwiązań, które im przysporzą wzrostu i ułatwią im działalność. Ale wspieramy i tych większych inwestorów. Na przykład firma BG Production zasygnalizowała na przykład, że potrzebuje dużych powierzchni chłodniczych. My nie podejmujemy się realizacji takiej mroźni, bo nie czujemy się kompetentni. Za to staramy się pozyskać inwestora z branży chłodniczej, który ma doświadczenie i dla którego budowanie obiektów chłodniczych na wynajem to główny biznes. Niewykluczone, że kiedy taki obiekt powstanie, znajdą się kolejni klienci zainteresowani wynajmem.

 

– Czy inwestorzy z Parku mają jakieś ulgi typu podatkowego?

– Mogą liczyć na ulgi w podatkach lokalnych. Współpracujemy ze Słupską Specjalną Strefą Ekonomiczną, której działaniem jesteśmy objęci. Ktoś, kto będzie chciał tu zainwestować, będzie mógł skorzystać z naszej pomocy i pośrednictwa w uzyskiwaniu wsparcia inwestycji oferowanego przez Słupską SSE w ramach Polskiej Strefy Inwestycji, czyli możliwość zwolnienia z podatku dochodowego przez okres 12 lat.

 

– Przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych elementy czysto biznesowe ważą najwięcej, ale rolę grają również inne. Jak przekonałaby Pani kogoś z centralnej albo południowej Polski do samego Białogardu jako miasta?

– Podzieliłabym się swoimi wrażeniami, jako osoba znająca Białogard od niedawna. Kiedy przyjechałam tutaj pierwszy raz, byłam bardzo miło zaskoczona. Życie w dużym mieście otwiera wiele możliwości, ale na dłuższą metę męczy. Wyższe są koszty utrzymania, wyższe ceny, traci się czas w korkach. Z biegiem lat zaczynamy sobie uświadamiać, jak dużo życia tracimy na dojazdy. Pod tym względem małe miasta gwarantują większy komfort. Kończę pracę i po kwadransie jestem już w swoje przestrzeni prywatnej… Do tego miasto jest bardzo zielone. Jest w nim wszystko co potrzebne do komfortowego życia, a także urzędy i instytucje otoczenia biznesu, co z kolei potrzebne jest do komfortowej pracy.

 

– Niebagatelne znaczenie ma również otoczenie.

– Ktoś, kto tutaj mieszka na stałe, zapewne nie zdaje sobie sprawy z faktu, jakie to błogosławieństwo. Wokół mnóstwo lasów, przepiękna dzika Parsęta i morze w zasięgu kwadransa jazdy samochodem. Proszę mi wierzyć, inwestorzy z zewnątrz wybierając lokalizacje coraz częściej doceniają tego typu atuty, bo wiedzą, że oni będą tam mieszkać czy choćby pomieszkiwać, ich dzieci będą tam chodzić do szkół. Firmy, które składają się z pracowników młodego pokolenia, dla których work life balance ma duże znaczenie, bardzo na to zwracają uwagę.

 

– Jak się promuje takie przedsięwzięcia jak park inwestycyjny?

– Promocja jest koniecznością, ale musi ona mieć wiele wymiarów. Już nie wystarczają tradycyjne media, dołączył do nich Internet i media społecznościowe. Musimy być obecni na targach inwestycyjnych, w specjalistycznych publikatorach, w materiałach polskich przedstawicielstw dyplomatycznych i agencji promocji przemysłu. Docieramy też do deweloperów przemysłowych, którzy mają banki takich terenów jak nasze. To konieczność, bo nie wystarczy mieć atrakcyjną ofertę dla inwestorów, trzeba im jeszcze o tym powiedzieć.