Nie wiadomo, czy George Orwell i Gareth Jones znali się osobiście. Obaj swoimi tekstami obnażali prawdziwe oblicze komunizmu, obaj doświadczyli działania „długich rąk” tych, przed którymi ostrzegali. Z tym, że Jones zapłacił za swoją reporterską uczciwość życiem.
Dla Orwella stał się on prawdopodobnie inspiracją do napisania „Folwarku zwierzęcego”. Wielka chwała Agnieszce Holland, że przywołuje z europejskiej niepamięci tę postać. I chwała Mirosławowi Wlekłemu, że do filmowej opowieści dopisuje kontekst nasycony nieznanymi faktami z życia bohatera.

 

„Hołodomor” (ukr. Голодомор, dosł. zamorzenie głodem) – słowo nowotwór, powstałe z dwóch innych: „głód” i „mór”, dla Ukraińców oznacza wspomnienie zbrodni popełnionej przez bolszewików na ich narodzie w latach 1932-1933, kiedy skazali oni miliony ludzi na śmierć głodową, żeby złamać ducha oporu wobec kolektywizacji wsi.

Liczbę ofiar tej zbrodni na Ukrainie i w południowej Rosji ocenia się na od 6 do 10 milionów (łącznie w trzech falach głodu w okresie 1921-1936 zginęło 10 mln Ukraińców; wszystkich ofiar głodu w ZSRR w okresie międzywojennym mogło być nawet 20 mln).

W Rosji i na Ukrainie ludzie ginęli z głodu, a na zachodzie Europy nikt praktycznie o tym nie wiedział. Ba, nawet w z natury konserwatywnej Wielkiej Brytanii dominował ton życzliwości wobec eksperymentów gospodarczych dokonywanych przez komunistów. Zachód, od 1929 roku, dusił Wielki Kryzys a Sowieci budowali w tym czasie nowe fabryki, linie kolejowe, wielkie zapory i elektrownie wodne. To imponowało, kiedy patrzyło się tylko na liczby. Kosztów ludzkich nie było widać.

Jak to możliwe, że w mediach zachodnich i świadomości elit trwał fałszywy obraz „raju na ziemi”? Były trzy podstawowe powody tego stanu rzeczy. Zachód sprowadzał z Rosji żywność i surowce, które były tańsze od importowanych z innych źródeł. Z kolei bolszewicy po carskiej ochranie przejęli umiejętność postępowania z tymi, którzy mogli „przemycić”, wracając do swych krajów, prawdziwy obraz rzeczywistości. Dziennikarzom i pisarzom udzielali wiz niechętnie, najczęściej tym, których sympatii mogli być pewni (jak na przykład George Bernard Shaw). Podejmowali ich po królewsku, pokazywali im co chcieli, najczęściej rzeczy zainscenizowane – np. wzorcowe kołchozy, fabryki, osiedla robotnicze, sierocińce. Innych, jak nieliczni stali korespondenci mediów europejskich i amerykańskich, zwyczajnie korumpowali albo szantażowali wydaleniem lub ujawnieniem na przykład występków obyczajowych.
W takiej sytuacji obraz płynący z Rosji Radzieckiej był mniej więcej taki, na jakim bolszewikom zależało. Wyłamał się tylko Gareth Jones.

Kiedy w 1932 roku mimo wszystko przeciekały do Europy sygnały o wielkim głodzie, władze radzieckie zaradziły temu po swojemu: wydaliły część dziennikarzy, a tym którzy mogli pozostać (najczęściej w Moskwie, a „Moskwa to nie Rosja” – jak to udowodnił wkrótce Jones), nie wolno było się poruszać po kraju bez specjalnego zezwolenia i „opieki” funkcjonariuszy policji politycznej. Dlaczego więc udało się Jonesowi zobaczyć i zrelacjonować prawdziwy obraz sytuacji?

Czujność Rosjan uśpił fakt, że będąc wcześniej dwukrotnie w ZSRR nie występował on oficjalnie jako dziennikarz, ale sekretarz i osobisty doradca Davida Lloyd George’a, byłego premiera Wielkiej Brytanii, bardzo życzliwie nastawionego wobec bolszewików. Udzielili mu więc wizy i pozwolili pojechać do Charkowa.

Na kilkadziesiąt kilometrów przed miastem, Jones wysiał z pociągu (trzeciej klasy, z twardymi ławkami, którymi jeździli zwykli obywatele) i poszedł dalej na piechotę. To co zobaczył, było nie tylko przerażające, ale trudne do wyobrażenia. W regionie czarnoziemów, które karmiły dawniej pół Europy, ludzie ginęli upodleni głodem. Upodleni, bo zanim zmarli, z ludzi normalnych stawali się często szaleńcami, bestiami gotowymi zabić za kęs chleba, uciekającymi się nawet do praktyk kanibalizmu. Dlatego wielokrotnie odradzano Garethowi Jonesowi dalszą pieszą podróż, bo mógł stać ofiarą napaści, w końcu był dobrze ubrany i niósł plecak a w nim coś do jedzenia…

Jones jednak dotarł do Charkowa cały, wrócił do Moskwy, a znalazłszy się w Berlinie od razu podczas odczytu podzielił się tym, co widział. Jego rewelacjom natychmiast dawali odpór ci, którzy oglądali Rosję tylko w Moskwie a swoje wyobrażenia kształtowali na podstawie tego, co słyszeli od funkcjonariuszy reżimu.

Najbardziej znany i obdarzany na Zachodzie zaufaniem skorumpowany dziennikarz, Walter Duranty, wymyślił taki oto eufemizm: „Nie można powiedzieć, że panuje głód: powszechna jest tylko śmiertelność wskutek chorób spowodowanych niedożywieniem”. Podobnie kłamali inni. Nieliczni po latach przyznawali, że zaszczuli Garetha Jonesa i sprzeniewierzyli się etyce zawodu dziennikarskiego.

Niszczenie młodego idealisty to ich wielka wina, ale prawdziwa zbrodnia to wytworzenie fałszywego obrazu, który rozgrzeszał sumienia przywódców i społeczeństw Zachodu. W odnalezionym w 1972 roku szkicu „Wolność prasy” Orwell notował: „Inteligencja brytyjska, czy też jej znaczna część, wykształciła w sobie poczucie nacjonalistycznej lojalności w stosunku do ZSRR; ludzi tych opanowało niezachwiane wewnętrzne przeświadczenie, iż wątpienie w mądrość Stalina graniczy ze świętokradztwem”. Jeszcze gorzej było we Francji, w której komunizm miał wielu zdeklarowanych zwolenników. Warto o tym pamiętać, kiedy analizujemy stosunek aliantów do sprawy polskiej w drugiej połowie II wojny światowej i po jej zakończeniu.
Gareth Jones zginął w do końca niewyjaśnionych okolicznościach w dwa lata po powrocie z Ukrainy, kiedy reporterska ciekawość zaniosła go do Mandżukuo, marionetkowego państwa stworzonego przez Japończyków na terenie Mandżurii graniczącej z ZSRR. Wiadomo tyle, że został porwany przez „nieznanych sprawców”, wywieziony w niewiadomym kierunku i po dwóch tygodniach zamordowany. Wiadomo również, że po latach ludzie otaczający Jonesa w Mandżukuo okazali się agentami NKWD.

 

Mirosław Wlekły: „Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo.” Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2019