Trudno sobie wyobrazić lepszy początek 10. Koszalińskich Konfrontacji Młodych m-teatr – „Like Fake. Historia, której nie było” to brawurowy spektakl w założeniu dla młodzieży, ale wart uwagi każdego widza. Bez taryfy ulgowej, cenzury i upiększeń, w rewelacyjnej oprawie wizualnej i z przesłaniem, które każdy może sformułować na własny użytek. Wydarzenie nie tylko festiwalowe.

Inscenizacja „Like Fake” to perfekcyjne zgrane i zagrane kombo słowa, dźwięku, obrazu, ruchu fundujące widzom teatralną ucztę w nowoczesnym, nieobecnym na deskach BTD, wydaniu. Spójna intelektualnie i artystycznie koncepcja, przykuwająca uwagę od pierwszego słowa do ostatniej scenicznej kropki i zostawiająca widza w kropce, bo sugestia, że „Nic nie jest takie, jakim się wydaje” ziszcza się w finale w złowieszczy i zaskakujący sposób, choć podpowiedzi, by tego co na scenie nie brać za prawdę, jest kilka: przewrotny tytuł – fragment wyliczanki, czytany dosłownie oznaczający podróbkę, scenografia poprzez zmieniające się wizualizacje wrzucająca widza co chwilę w nowe, płynne dekoracje, nielogiczne decyzje bohaterów itp. Internet nie ma kształtu, czasu i przestrzeni. W sieciowej pulpie może zawisnąć wszystko, pojawić się, zniknąć; każdy fakt może zmienić się w zmyślenie, nie ma reguł, sprawiedliwości, a jeśli coś rządzi tym nietrwałym, mrocznym uniwersum to jedynie przypadek.

W spektaklu uosabia go Demiurg (Marcin Borchardt) – chimeryczny, karykaturalny i wszechmocny, zmieniający bieg zdarzeń i losy bohaterów słowami kolejnych wyliczanek. Daje, zabiera, upokarza, karze, ośmiesza. W tle – postaci bez twarzy, bezpłciowe, zunifikowane i sprowadzone do ról, idei, pojęć, internetowych komentarzy, bełkoczące, klepiące formułki, przyjmujące wystudiowane pozy. Nieprawdziwe. Dorośli – zajęci sobą, okopani na pozycji autorytetów, życiowo bezradni lub niezdolni do dialogu. Rówieśnicy – jurorzy wyglądu i przydatności do życia towarzyskiego. Komunikacja – sprowadzona do językowego skrótu, slangu, emotikony, mema. W tych ramach rozgrywa się (lub nie) koślawy i pełen zaskakujących zwrotów akcji romans patostreamera Mariusza/Metyla (Karol Donda) i enigmatycznej Zosi/Soni (Magdalena Zabel), Romea i Julii internetowego czatu.

Oglądając „Like Fake. Historię, której nie było”, nie mogłam uwolnić się od skojarzeń z „Euforią”, znakomitym amerykańskim serialem sprzed kilku miesięcy będącego porażającą diagnozą pokolenia Z – samotnego, bezbronnego, uwikłanego w wirtualną rzeczywistość, która nie jest już światem do jakiego się ucieka, ale światem zastanym, w którym trzeba znaleźć sobie miejsce. Bohaterowie serialu robią to desperacko, brnąc w narkotyki, toksyczne relacje, pornografię, przemoc i nielimitowaną imprezę. Choć w efekcie zmagają się z problemami zarezerwowanymi dla dorosłych i trudno rozpoznać w nich nastolatków, w głębi – bardzo czasem poranionej – duszy wciąż dzieci, pragnące bliskości, opieki, bezpieczeństwa miłości i przyjaźni. Serialowa i teatralna puenta jest jak cios w podbrzusze: to my, dorośli, zgotowaliśmy dzieciom piekło i zostawiliśmy je samym sobie.
Mam wrażenie, że twórcy „Like Fake” – Arkadiusz Buszko (reżyser) i Tomasz Ogonowski (autor) – wyszli z podobnego założenia: zamiast wygodnie oskarżać młodzież o pustkę i próżność, postanowili dotrzeć do niej innym kanałem – postawić przed nią lustro, wierząc że sama wyciągnie z tej konfrontacji wnioski. Mało tego – posłużyli się równie wyrazistymi, środkami artystycznymi, doskonale rozumiejąc, to co reżyser „Euforii”, Sam Levinson – jeśli chcesz powiedzieć coś młodym ludziom – pozbądź się dydaktycznego tonu, nie pouczaj, nie wymądrzaj się, nie mów „jak żyć”, nie próbuj kumplować się na siłę, nie oceniaj. Po prostu spójrz na świat ich oczyma i bądź przygotowany, że widok może nie być piękny.

Obraz w „Like Fake” jest największą ozdobą spektaklu i elementem kluczowym, nie tylko dlatego, że zacierając granice między prawdą a złudzeniem, akcentuje wspomnianą „fejkowość” opowieści. Przede wszystkim odtwarza naturę współczesności, zwłaszcza internetowej: głośną, agresywną, przebodźcowaną, cukierkową, powierzchowną, wulgarną. W bliskim kadrze atrakcyjną, na dłuższą metę męczącą. Trudno w niej funkcjonować dorosłym, a co dopiero młodym ludziom pozbawionym mechanizmów obronnych wobec emocji nieskrojonych na młode głowy.

Za stworzenie tego wizualnego cacka odpowiadają: Grupa Mixer (kostiumy/scenografia), kolektyw .wju: Mikołaj Ludwik Szymkowiak, Grzegorz Leszczyński, Arkadiusza Zub (wizualizacje, multimedia, animacje) oraz Arkadiusz Buszko, który poza reżyserią opracował przedstawienie choreograficznie, a jego wieloletnie doświadczenie widać w każdym ruchu i geście aktorów.

Nie wiem, co z „Like Fake” zabierze ze sobą młody widz. Jeśli przekonanie, że warto w sztucznym świecie pozostać sobą i zainwestować w prawdziwe uczucia – to świetnie. Czy dotrze do wszystkich poziomów interpretacji tego wielokrotnie złożonego, nieoczywistego tworu? Nie wiem.
Czy doceni próbę rozmowy bez patetycznych wtrętów i natrętnych morałów – myślę, że tak. Poza wszystkim to po prostu ponad godzinna przyjemność oglądania na wskroś współczesnego spektaklu i ogromna satysfakcja, że powstał w Koszalinie.

 

„Like Fake. Historia, której nie było”. Premiera: 14 września 2019 r.

Reżyseria/plastyka ruchu: Arkadiusz Buszko; Autor: Tomasz Ogonowski; Teksty piosenek: Tomasz Ogonowski; Obsada: Adrianna Jendroszek, Dominika Mrozowska-Grobelna, Beata Niedziela, Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska, Magdalena Zabel, Marcin Borchardt, Karol Donda, Wojciech Kowalski, Wojciech Rogowski; Scenografia: Grupa Mixer; Muzyka: Maciej Osada-Sobczyński; Kostiumy: Grupa Mixer; Multimedia i wizualizacje: Mikołaj Ludwik Szymkowiak, Grzegorz Leszczyński z wykorzystaniem animacji Arkadiusza Zuba