Czarni, czyli księża w języku współczesnych polskich antyklerykałów. Tytuł podziałał na mnie zniechęcająco. Wydał mi się efekciarski i wręcz niesmaczny w kontekście powszechnego – i łatwego – hejtu skierowanego przeciw duchownym. Za to nazwisko autora zachęcało, by zajrzeć do środka. Warto było. To nie jest przyjemna lektura, ale ma ważny walor: pokazuje środowisko duchownych od wewnątrz, nie ocenia, prowokuje ważne pytania.

 

CC_RESZKA_Czarni_okladkaPaweł Reszka to doświadczony reporter. Ostatnio jego znakiem firmowym są „wcieleniówki”. Takim sposobem, zatrudniając się w roli sanitariusza w pogotowiu ratunkowym, pokazał w książkowym reportażu zatytułowanym „Mali bogowie”, jak polscy lekarze podchodzą do pacjentów, których mają leczyć w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia.

Tym razem założył sutannę. Jego książka to jednak nie jest zapis tego eksperymentu; stanowi on raczej element poboczny. Zasadniczym jest mozaika opublikowanych anonimowo wypowiedzi księży. Rozmówcy Pawła Reszki reprezentują cały przekrój środowiska: są wśród nich młodzi i starzy, zakonnicy i księża diecezjalni, pracujący w małych wsiach w różnych regionach Polski oraz w mniejszych i większych miastach.

Mówią anonimowo, więc można założyć, że szczerze. Wychodzi z tego obraz bardzo złożony. Wiele rzeczy już nie zaskakuje po głośnym filmie „Kler”. Ale oprócz katalogu grzechów głównych (pycha, chciwość, nieczystość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew, lenistwo) ilustrowanych przypadkami powtarzających się zachowań, jest w tej książce świadectwo samoświadomości mężczyzn, którzy zrezygnowali z normalnego życia rodzinnego i przyjęli wraz ze święceniami kapłańskimi celibat.

Gdyby zapytać każdego z nich oficjalnie o bezżeństwo, usłyszelibyśmy zapewne wzniosłe uzasadnienia zalet tego stanu. Ponieważ jednak czytamy wypowiedzi niepozwalające zidentyfikować autorów, słyszymy coś innego – zgodnie z obserwacją hinduskiego jezuity, wybitnego spowiednika i psychoterapeuty Anthony’ego De Mello. W „Przebudzeniu” napisał on, że ilekroć spowiadał księży, słyszał o seksie, a kiedy przed konfesjonałem klękały prostytutki, centralnym tematem wyznań stawała się tęsknota do Boga.

Nasza polska tradycja ma na to własne określenie: „głodnemu chleb na myśli”.

Głód miłości – nie tej mistycznej, ale zwykłej, ludzkiej, jest powszechnym doświadczeniem katolickich duchownych. Nie jest go w stanie stłumić pracoholizm ani inne formy nadaktywności. Stąd romanse, a czasami wieloletnie ukrywane związki, kompulsywna masturbacja i uzależnienie od pornografii. Niektórzy, jak młody wikary Mariusz, łatwo się rozgrzeszają („Celibat to nie jest czystość, tylko bezżeństwo. Proste?”), inni jednak przeżywają bolesne rozdarcie, żyjąc w dwóch światach jednocześnie, tkwiąc notorycznie w kłamstwie.
Jeśli nie „baba na boku”, to co? Najczęściej pustka i piekielna samotność bez perspektywy zmiany. Młody chłopak, zaraz po maturze (często pod wpływem środowiska – rodziny, matki) wstępuje do seminarium. Przez sześć lat jest pod kloszem, bez kontaktu ze zwykłym światem. Później trafia jako wikariusz do parafii. Jest na łasce i niełasce starszego o 20-30 lat proboszcza. Niczego nie ma na własność, każdy grosz w jego kieszeni zależy od tamtego. Na dokładkę jeśli się nie podporządkuje, w każdej chwili może być przeniesiony w inne miejsce. Bez dania racji, bo przecież Kościół to twór hierarchiczny, którego zasadą jest bezwzględne posłuszeństwo. Tak mija 10,20 lat i „młody” nie jest już młody, sam zostaje proboszczem. I znów tak naprawdę nie ma niczego wyłącznie dla siebie. Na plebanii pojawia się ktoś przysłany z przypadku (jeden albo kilku), kto wiecznie się kręci w jego „domu”. Na użeraniu się mijają kolejne lata, aż wreszcie nadchodzi czas emerytury (najczęściej po ukończeniu 75 lat życia). Nie ma nikogo: żony, własnych dzieci; dzieci rodzeństwa nim również się nie zaopiekują, bo niby dlaczego miałyby to robić? I ląduje stary człowiek w Domu Księży Emerytów. Czeka na koniec. W zupełnej samotności, wśród podobnych sobie samotnych staruszków, bez więzi z kimkolwiek, często z poczuciem goryczy.
Paweł Reszka napisał kapitalną opowieść o samotności. Nie pisał jej po to, by skandalizować. Rozmawiał z katolickimi księżmi jako praktykujący katolik, chcąc ich zrozumieć. Nie ocenia i nie moralizuje. Wnioski pozostawia czytelnikowi. Warto zostać czytelnikiem „Czarnych”.

 

Paweł Reszka: „Czarni”. Wydawnictwo Czerwone i Czarne. Premiera: 4 września 2019 roku.