Tegoroczny, 38. Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych (10-15 czerwca br.) wygrał
I Wielkiego Jantara za pełnometrażowy debiut fabularny otrzyma film „Moja polska dziewczyna” w reżyserii Ewy Banaszkiewicz i Mateusza Dymka. Jak podali w uzasadnieniu jurorzy: „Za przejmujący opis samotności współczesnego człowieka, za film spełniony”. W konkursach zmierzyło się 75 filmów, a program – nie tylko filmowy – był naprawdę okazały.

Nie ma wątpliwości, że KFDF to obecnie jedno z najważniejszych wydarzeń dla polskiej branży filmowej i obowiązkowy adres dla początkujących filmowców: studentów i świeżo upieczonych absolwentów szkół filmowych, młodych aktorów i aktorek, reżyserów, scenarzystów, operatorów i montażystów. To tutaj mogą – często naprawdę po raz pierwszy – wystawić swoje dzieła na ocenę publiczną i skonfrontować się z nią na żywo w czasie dyskusji „Szczerość za szczerość” przy jednoczesnym wsparciu i życzliwości nie tylko widzów, ale również organizatorów i starszych kolegów z branży. To właśnie integracja środowiska filmowego wydaje się cenną zdobyczą festiwalu.

W konkursie debiutów długometrażowych zmierzyło się dziesięć filmów, a wśród nich nagradzana „Nina” w reż. Olgi Chajdas (bez nagród – zaskoczenie), komercyjny „Juliusz” w reż. Aleksandra Pietrzaka i „Underdog” w reż. Macieja Kawulskiego, czy goszcząca już na festiwalach „Dziura w głowie” w reż. Piotra Subbotko. Trzy filmy w Koszalinie miały swoje premiery: „Eastern” Piotra Adamskiego, „Nic nie ginie” Kaliny Alabrudzińskiej i „Zgniłe uszy” (wszystkie otrzymały nagrody w różnych kategoriach).

Janusz Kijowski, dyrektor programowy Młodych i Film wskazywał, że gdyby szukać dla tych obrazów wspólnego mianownika, byłaby nim samotność, co zdaje się potwierdzać zacytowane wcześniej uzasadnienie werdyktu dla najlepszego debiutu. Pozostałe (można je przeczytać na stronie młodziifilm.pl) dowodzą, że jury w składzie Joanna Kos-Krauze (przewodnicząca), Grzegorz Damięcki, Radek Ładczuk, Joanna Rożen-Wojciechowska oraz Krzysztof Rak poszukiwała w ocenianych obrazach odwagi w przełamywaniu schematów, bezkompromisowości w pokazywaniu rzeczywistości, zaskoczenia i umiejętności wywracania odbioru dzieła filmowego do góry nogami. Kandydatów nie zabrakło. Warto wspomnieć, że laureaci Wielkiego Jantara za „Moją polską dziewczynę” poza 40 tysiącami złotych otrzymali także 200 tysięcy złotych na kolejny film – nagrodę ufundował Państwowy Instytut Sztuki Filmowej.

Jury krótkiego metrażu kierował Piotr Domalewski (reżyser, aktor), a poza nim pracowali w nim Emi Buchwald, Alicja Gancarz, Julia Mirny, Adam Palenta. Jantary powędrowały do Huberta Patynowskiego za film fabularny „Nie zmieniaj tematu”, Grzegorza Paprzyckiego za film „Mój kraj taki piękny” (dokument) oraz Julii Orlik za film „Mój dziwny starszy brat”. Jurorzy mieli zadanie wybitnie trudne, bo wybierali spośród 65 produkcji.

Poza 75 w sumie pokazanymi filmami konkursowymi w kinie Kryterium i Alternatywa (Koszalińska Biblioteka Publiczna) miały miejsce projekcje w ramach sekcji specjalnych poświęconych między innymi debiutom zagranicznym, teatralnym i aktorskim, do tego seanse mistrzowskie. Do najciekawszych spotkań branżowych należał debata „Cicha szarża: kobiety w polskim kinie”, która odbyła się ostatniego dnia festiwalu. Pozostałe poświęcone były krytyce filmowej, udźwiękowieniu i prawom autorskim. Wieczorami festiwalowe życie przenosiło się do Teatru Variete Muza, pełniącego funkcję klubu festiwalowego, a tam z widzami spotkali się w cyklu „Zawód: aktor” kolejno Joanna Brodzik, Maria Peszek i Andrzej Seweryn. Finałem każdego wieczoru były koncerty. Na scenie pojawili się Maja Kleszcz&Incarnations, Bokka i Grubson.

W tym roku do Koszalina przyjechało 600 gości. Rekordowa była też ilość zgłoszeń do obu konkursów – 215. Zarówno w opinii widzów, jak i krytyków, oba miały niezwykle wysoki poziom, a przede wszystkim zaskoczyły zróżnicowaniem form i spectrum tematów, od bliskich życiu i rzeczywistości, po eksperymentalne i surrealistyczne – dotyczy to zwłaszcza konkursu krótkiego metrażu. Jedno jest pewne – młodzi twórcy nie boją się mówić swoim językiem, także ostrym. Piotr Szulkin, którego szeroką retrospektywę można było obejrzeć podczas festiwalu, byłby dumny.