Nie ma już chyba w Koszalinie osoby, która nie słyszałaby o Małgorzacie Hołub-Kowalik. Nasza lekkoatletka z sezonu na sezon osiąga coraz większe sukcesy. Jak sama mówi – osiągnęła więcej, niż kiedykolwiek marzyła.

 

 

Małgorzata Hołub– Spacerując ulicami Koszalina czujesz na sobie wzrok przechodniów?

– Muszę przyznać, że w Koszalinie ludzie kojarzą moje nazwisko. Nie jest tak jak kiedyś, że Małgorzata Hołub jest sportowcem, o którym nikt nie słyszał. Nie zawsze jednak rozpoznają mnie na ulicy. Ludziom się wydaje, że ja zawsze chodzę w dresach, a tak nie jest. Czasami pojawiam się w stroju bardziej eleganckim. Natomiast gdy się przedstawiam, to bardzo dużo osób wie, kim jestem. To jest bardzo miłe, ponieważ nie spotkałam się jeszcze z jakimś negatywnym odbiorem swojej osoby.

 

– Które osiągnięcie było dla Ciebie najważniejsze w tym sezonie?

– Na pewno był to złoty medal, który zdobyłyśmy w Jokohamie podczas nieoficjalnych Mistrzostw Świata. Pierwszy raz udało nam się zwyciężyć z Amerykankami, co było do tej pory nie do zrobienia. Cały czas były one poza naszym zasięgiem, a teraz udało nam się je pokonać. Było to ponad szczyt marzeń, a jednak się udało. W dodatku wywalczyłyśmy kwalifikację na Mistrzostwa Świata w Katarze.

 

– Amerykanki były chyba mocno zaskoczone przegraną.

– Chyba nie brały pod uwagę, że mogą z nimi wygrać Polki. Dla nas ten medal to potwierdzenie, że cały czas liczymy się w tej stawce. Nie jesteśmy bezimienne, jesteśmy sztafetą, z którą reszta państw się po prostu liczy. Ciężko pracowałyśmy na ten sukces i nie była to droga usłana różami. Sztafetę budowałyśmy od dłuższego czasu. W obecnym składzie biegamy już niemal 10 lat. Przeżyłyśmy wiele wzlotów, ale także upadków. Były gorsze i lepsze dni, ale to tylko nas wzmocniło.

 

– Podczas poprzedniego wywiadu dla „Prestiżu” mówiłaś, że nie myślisz jeszcze o Igrzyskach Olimpijskich. Jak jest teraz?

– Powoli ten temat zaczyna się przewijać w rozmowach z trenerem. Przygotowania, które mamy w tym roku są też tak skonstruowane, by przetestować różne możliwości i skład sztafety. Główne treningi są jednak skierowane pod Mistrzostwa Świata, które odbędą się na przełomie września i października w Doha. Na tym obecnie się skupiam. Mam nadzieję, że powalczymy tam z dziewczynami o medal, ponieważ jesteśmy świetnie przygotowane.

 

– Rywalizujecie między sobą o miejsce w sztafecie?

– Zdecydowanie jest między nami rywalizacja, ale jest ona zdrowa, sportowa. Każda dziewczyna chciałaby biegać w głównym składzie sztafety, która coraz bardziej liczy się na świecie. Dlatego dla wszystkich nas lipiec i sierpień to okres wymagających treningów. Jestem jednak typem, który bardzo lubi słońce i taka pogoda jeszcze bardziej motywuje mnie do pracy. Śmieję się wręcz, że działam na baterie słoneczne.

 

– Czyli ostatnio nie brakuje Ci energii na treningach. Zawsze masz taki zapał do ćwiczeń?

– Nie ma chyba takiej osoby, która zawsze ma dobre dni. Większość osób zna mnie z tego, że bardzo dużo mówię, jestem pogodna i pozytywnie podchodzę do życia. Natomiast często zdarzają mi się chwile zwątpienia. Mój trener żartuje, że ja kończę karierę średnio dwa razy w miesiącu, bo mam wszystkiego dosyć. Trener twierdzi, że jestem bardzo pracowita, ale muszę się najpierw nagadać. On wie, że musi wysłuchać, aż sobie ponarzekam, wyleję wszystkie żale, a później i tak zrobię swoje.

 

– Uważasz, że dla sportowca istnieje takie sformułowanie „osiągnęłam już wszystko”?

– Myślę, że każdy sportowiec powinien indywidualnie się określić. Ostatnio czytałam ciekawą rozmowę ze złotą medalistką Igrzysk Olimpijskich w wioślarstwie, Magdaleną Fularczyk-Kozłowską, która całe swoje życie poświęciła temu, by ten medal zdobyć. Gdy już osiągnęła cel i zakończyła karierę to nie mogła znaleźć sobie miejsca i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Moim celem także jest medal na Igrzyskach, chociaż już teraz mogę powiedzieć, że jestem spełnionym sportowcem. Osiągnęłam więcej niż kiedykolwiek w życiu marzyłam i planowałam.

 

– Czy to oznacza, że zbliżasz się do zakończenia sportowej kariery?

– Na pewno nie zamierzam tego robić przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio. Ale to prawda, że powoli myślę o sportowej emeryturze. Chciałabym powiększyć rodzinę, a nam kobietom trudno jest wówczas trenować dalej. Więc tak, powoli zaczynam o tym myśleć, jednak nie szczególnie intensywnie. Wciąż cieszę się treningami i reprezentowaniem Polski. Okres, w którym podejmę ostateczną decyzję na pewno nadejdzie.

 

– I co wówczas?

– Nie mam wygórowanych marzeń. Moim największym jest posiadanie zdrowej i szczęśliwej rodziny.