Latem czy zimą, w sezonie czy poza nim? Kiedy gwiazdy lubią przyjeżdżać nad Bałtyk i za co kochają polskie morze?

 

AnnaJurksztowicz2Anna Jurksztowicz, piosenkarka

Polskie plaże są wspaniałe. Piasek Bałtyku jest dla mnie porównywalny z karaibskim lub tym białym jak mąka z innych tropików. Opalenizna bałtycka jest świeża, brzoskwiniowa, przynajmniej u mnie. Uwielbiam nasze plaże od Juraty po Hel – zwłaszcza po sezonie, gdy jest pusto. Idealne miejsce dla jogi, rozmyślań i kontemplacji. Lubię Sopot za optymizm i styl. Lubię Świnoujście i Międzyzdroje – bo mogę sobie tam porozmawiać po niemiecku, a ostatnio nawet po ukraińsku. Inne miejscowości też zaczynają mieć piękne, stylowe zakątki, powstają ładne, nowe hotele i apartamenty. Jedyne czego bym sobie życzyła, to żeby ceny były niższe niż bałtyckie fale. No i mogłoby być więcej koszy na plażach tak jak po stronie niemieckiej w Cesarskich kurortach Bansin, Heringsdorf i Ahlbeck.

 

 

R.Rembiszewski3Ryszard Rembiszewski, aktor, prezenter radiowy i telewizyjny

Urodziłem się w Sławnie, na Pomorzu Zachodnim, i pamiętam wakacyjne wyjazdy z rodzicami do Darłówka. Jako młody chłopak lubiłem z kolei lato spędzać w Mielnie. Dziś odwiedzam Bałtyk coraz rzadziej, głównie ze względów zawodowych, przy okazji imprez, które prowadzę, czy festiwali filmowych. Odwiedzam też znajomych w Trójmieście. Moja miłość do Bałtyku jest nieodwzajemniona, bo ja lubię ciepło, a on niestety do takich nie należy. Ale lubię polskie morze we wrześniu. Jego piękne, puste plaże, po których można spacerować, nawet, jak nie ma pogody, a kiedy ma się ukochaną osobę u boku, to już nawet zimny wiatr nie przeszkadza! Natomiast można wdychać jod do woli, co pomaga na głos, a to ważne w moim zawodzie.

 

 

Marzanna Graf i Aleksander Mikołajczak 1Marzanna Graff i Aleksander Mikołajczak, aktorzy, twórcy projektu „Mam Teatr”

Nic tak nie koi jak szum morza. Zawsze tak uważałam – mówi aktorka. – Nawet bohaterka naszej nowej komedii „Trudno uwierzyć” (premiera 5 września br.) powtarza, że jedyne miejsce, gdzie czas się nie liczy to plaża, na której się siedzi i patrzy w morze. Ja nie potrafię leżeć i piec się na słońcu, wolę długie spacery, pływanie, a wieczorem wpatrywanie się w wodę. Od kilku lat, dwa razy w roku jeździmy z mężem do Mielna, do SPA Unitral. Tam naprawdę regenerujemy siły. Wspaniale wygląda Mielno zimą, gdy spadnie śnieg. Spokój, cisza, piękno – jak w bajce.

Ja z kolei mam fantastyczne wspomnienia związane z polskim morzem, ponieważ jako młody chłopak jeździłem z kuzynem do Sopotu – mówi Aleksander Mikołajczak. – Czysta, pusta plaża (nie było jeszcze mody na grodzenie swojego terytorium parawanami), pogoda, nawet zimna woda nam nie przeszkadzała, kąpaliśmy się cały czas. Obecnie z żoną jeździmy przede wszystkim do Mielna. Jak tylko jest okazja, chociaż wolę morze poza sezonem. Ale już samo bycie nad morzem, spacery deptakiem z ukochaną osobą, wdychanie jodu, patrzenie na kłócące się mewy, na szczęśliwych ludzi, którzy przyjechali na wakacje – to jest super sprawa. Gorzej, kiedy jest zimno i zacina deszcz, ale to i tak jest po prostu nasze morze. Zapach rybek, morza przywołują wspomnienia i to jest fajne.

LStanislawska1 fot. M.IwanickaLidia Stanisławska, piosenkarka

Mogę nie być obiektywna, ponieważ właściwie wychowałam się nad morzem. Kocham Bałtyk, jest on częścią mojej młodości, symbolem beztroski. Muszę być tu co roku, żeby uspokoić się, wyciszyć, czerpać energię. Przyjeżdżam o różnych porach roku, ale najbardziej lubię wrzesień, kiedy jest już po sezonie. Wtedy w pełni napawam się pobytem. Choć Bałtyk jest kapryśny i zimny, wolę go od innych mórz. Chłodna woda mi nie przeszkadza, daje orzeźwienie podczas spaceru brzegiem morza. Są tu piękne plaże, jasne, piaskowe, a ja jako Pomorzanka mogę wskazać jeszcze parę zupełnie dzikich miejsc, o których powstała piosenka „Już nie ma dzikich plaż”. Marzyłam, żeby zaśpiewać ją kiedyś patrząc na morze. I udało się. Zaśpiewałam w Ustce, na koncercie przy deptaku, patrząc na fale, plażę i mewy, czyli dokładnie to, o czym jest ten utwór. Takie piękne rzeczy zdarzają się w moim życiu…

 

Bartłomiej FirletBartłomiej Firlet, aktor („Ojciec Mateusz”)

Nie lubię Bałtyku za to, że jest prawie 500 km od mojego domu. Morze odwiedzałbym najchętniej raz w tygodniu. Lubię przestrzeń wokół siebie! Patrząc na morze, czuję spokój. Uwielbiam to uczucie. To taki stan medytacji. Czasem łapię się na tym, że tylko patrzę na wodę i to jest super. Spacer po długich piaszczystych plażach, czy po prostu gapienie się na fale i przepływające statki. Uwielbiam zapach Bałtyku. Przechodzę przez lasek wydmowy, pojawia się piasek, szum i woda. Ten moment jest super. Najlepiej, jak jest pusta plaża.

Ja jestem „wodnym stworzeniem”, bo uprawiam różne sporty wodne od lat, ale Bałtyk jest troszkę dla mnie za zimny i fale do surfingu mogłyby być większe. Bałtyk jest bardziej do oglądania, ale i mimo tego i tak jestem kilka razy do roku na polskim wybrzeżu. Nad morzem odcinam się od miasta, pracy, ale jeszcze chętniej odbieram telefony z dobrymi wieściami np. nowymi propozycjami. Myślę, ze mógłbym żyć nad Bałtykiem. Wieczorem grać w teatrze, a w ciągu dnia pływać na desce. Raz na jakiś czas zagrać w dobrym filmie w smogowej Warszawie. To byłoby coś…

 

Jędrzej TaranekJędrzej Taranek, aktor („Ojciec Mateusz”, „Underdog”)

Pochodzę z Gdańska, więc można powiedzieć, że morze mam we krwi. Chociaż słyszy się głosy, że Zatoka Gdańska to nie morze, ja swoje wiem – to jest jednak Bałtyk! Zastanawiam się czasem, jak to możliwe, że mając go na wyciągnięcie ręki, nigdy nie uprawiałam żadnych sportów wodnych, a zawsze mnie do nich ciągnęło…

Pamiętam natomiast, że kiedy byłem w podstawówce, Tata często zabierał mnie na wycieczki do Portu Północnego. Kiedyś zagadał do nas marynarz, czy nie chcielibyśmy popłynąć z nim na redę po statek. Do dziś pamiętam, jak się cieszyłem, kiedy dał mi przez chwilę posterować. Nie przerażała mnie nawet straszliwa mgła, panująca wokół, do momentu, kiedy przed nam nie pojawiła się dosłownie znikąd ogromna ściana stali! To był ten statek, po który płynęliśmy! To było niesamowite przeżycie, które pamiętam do dziś.

Dziś rzadko odwiedzam Bałtyk, przeważnie przy okazji świąt i uroczystości rodzinnych. Najbardziej lubię go od późnej jesieni do wczesnej wiosny, nie tylko ze względu na brak tłumów, ale przede wszystkim dlatego, że dla mnie morze musi być wzburzone. Kiedy wieje, są fale i wtedy coś się dzieje, Bałtyk opowiada swoją historię. Czy brakuje mi morza? Bardzo. Przestrzeni, tego widoku, kiedy aż po horyzont nie ma nic. Zapachu morsko-leśno- wydmowego, no i wiatru. Dlatego morze wolę zdecydowanie zimą, wtedy bardziej wieje.

 

 

Aldona Orman3Aldona Orman, aktorka („Klan”, „Barwy szczęścia”)

Na wakacje jeździmy z córką (Idalką – przyp. red.) więc nie interesują nas dyskoteki i tego typu atrakcje. Staramy się wybierać takie miejscowości, w których znajdziemy ciszę, spokój, a także coś, co ją zaciekawi. Lubię wybierać miejsca, w których nie tylko przyjemnie spędzimy czas, ale Idalka będzie mogła zobaczyć coś wartościowego i czegoś się nauczyć. Pierwszym miejscem, które przychodzi mi do głowy, jest Wyspa Wolin i przytulna, urokliwa Wisełka niedaleko Międzyzdrojów. Tam podziwiamy piękne wybrzeże klifowe. Idalka porównała je sobie z klifami w Portugalii, które widziała wcześniej. Drugą atrakcją nadmorską, która zrobiła na niej wrażenie, były ruchome wydmy koło Łeby w Słowińskim Parku Narodowym. Nie mogła się nadziwić, że każdego dnia wyglądają inaczej. Lubię też Półwysep Helski, ale ten poza znanymi miejscowościami. Każdemu radzę, żeby wsiadł w samochód lub autobus i wyjechał kawałek dalej, na pustą plażę, gdzie naprawdę można odpocząć.