Zaczęło się trochę od przypadku, ale rozwinęło na skalę, której pięć lat temu nikt nie był w stanie sobie wyobrazić. W tym roku oddanie hołdu bohaterom Powstania Warszawskiego w Sianowie po raz kolejny przybierze formę rekonstrukcji historycznej – zainscenizowanych walk ulicznych. Wszystko oczywiście w godzinie W, czyli o 17.00 w czwartek 1 sierpnia.

Skąd się wziął w Sianowie taki zwyczaj obchodzenia Powstania Warszawskiego? Maciej Berlicki, burmistrz Sianowa, nie ukrywa, że dużą rolę odegrał przypadek: – Pięć lat temu, w 70. rocznicę powstania, szukaliśmy innego niż zwykle sposobu uczczenia tego wydarzenia. Wzorując się na Warszawie, gdzie w wielu miejscach eksponowana jest stylizowana kotwica, czyli znak Polskiego Państwa Podziemnego, postanowiliśmy wywiesić na wieży ratuszowej potężny baner ze zwykłym-niezwykłym napisem „Polska Walcząca – Pamiętamy”. Chodziło o walor edukacyjny i skłonienie ludzi choć do chwili refleksji, również tych przejeżdżających w tym miejscu krajową „szóstką”. Ale zaraz po tym, jak na ratuszu zawisł baner, na gminnym Facebooku pewien człowiek zapytał, czy wiemy, że w Sianowie mieszka powstaniec warszawski. Jak się później okazało, był to syn Aleksandra Kaczorowskiego. Pan Aleksander Kaczorowski, kombatant powstania, senior po dziewięćdziesiątce, cieszy się bardzo dobrym zdrowiem i nadal jest aktywny.

Sianowski park w czasach komunistycznych i jeszcze do 2008 roku park nosił imię Karola Świerczewskiego, później uchwała Rady Miasta zmieniła nazwę po prostu na „Park Miejski”. Ale jeszcze zanim ustawa zaczęła nakazywać dekomunizację nazw, młodzieżówka jednej z partii zrobiła konferencję prasową, na której pokazywała pozostałe w Polsce komunistyczne nazwy i omyłkowo wymieniła Sianów z parkiem Świerczewskiego. Maciej Berlicki wspomina: – Postanowiliśmy wtedy dobitnie podkreślić, że ten patron już zniknął i po rozmowach z panem Aleksandrem Kaczorowskim pięć lat temu, jeszcze w sierpniu, nadaliśmy parkowi imię Powstańców Warszawskich, a panu Aleksandrowi Kaczorowskiemu przyznaliśmy honorowe obywatelstwo miasta.
We wrześniu 2014 roku odbyła zaś się pierwsza rekonstrukcja historyczna jednego z epizodów powstania. – Świetnie nam się współpracuje ze Studiem Historycznym Huzar pana Łukasza Gładysiaka. To on odpowiada za organizację tego wydarzenia i scenariusz. Ale strona rekonstrukcyjna to przede wszystkim Projekt Köslin, grupa Gryf i Rega choć nie tylko, bo przyjeżdżają rekonstruktorzy z całej Polski. Z roku na rok promujemy inne wydarzenia, w innych miejscach Sianowa.

Łukasz Gładysiak jest doktorem nauk humanistycznych w dziedzinie historii, pracownikiem Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu i właścicielem Studia Historycznego Huzar z siedzibą w Sianowie (wcześniej – w Koszalinie). Tak mówi o sianowskich rekonstrukcjach: – Inscenizacja z bardzo lokalnego przedsięwzięcia przekształciła się w wydarzenie, które jest rozpoznawalne w całej Polsce. Na przestrzeni lat, kiedy te prezentacje miały miejsce, mieliśmy uczestników z Raciborza, z Warszawy, Krakowa. Wiadomo, koszalinianie i ludzie z regionu to trzon. W tym roku inscenizacja będzie miała prawdopodobnie miejsce w nowej lokalizacji – przy drodze krajowej nr 6, obok ratusza. Tam jest bardzo ciekawa miejska zabudowa, również zabytkowa brama – niemal symbol Sianowa. Ma ona zagrać bramę Uniwersytetu Warszawskiego. Pokażemy epizod, o którym się mało mówi. Atak na Uniwersytet Warszawski co prawda nie był sukcesem, ale miał znaczenie ze względu na wykorzystanie niemieckiego transportera, który został odebrany nieprzyjacielowi. Chcemy odtworzyć charakterystyczne sytuacje znane ze zdjęć. Brama to główny motyw.

W Sianowie pojawi się transporter, który jest wierną repliką Szarego Wilka, o którym mówi Łukasz Gładysiewicz. Wokół niego skupią się odgrywane sceny. Zagra około 50 rekonstruktorów, a do tego pojawi się profesjonalna pirotechnika, broń sprowadzona ze Szczecina z tego samego miejsca, z którego użyczano broń do filmów takich jak „Kamienie na szaniec”.
Łukasz Gładysiak zapowiada jeszcze jedną atrakcję: – Po raz pierwszy pojawi się samolot. Przyleci nim pilot z Piotrkowa Trybunalskiego. Samolot pomalowany będzie na niebiesko jak niemieckie samoloty wojskowe. Start odbędzie się w Zegrzu Pomorskim. Będzie zainscenizowany nalot niemieckiego myśliwca – bardzo widowiskowy element.

Można się zastanawiać, jak udaje się zgrać tak dużą grupę osób, by każdy wiedział co i kiedy ma robić. Jak podkreśla dr Gładysiak, członkowie grup rekonstrukcyjnych są jak aktorzy a plan wydarzenia jest napisany jak klasyczny scenariusz. W tym roku do wspomnianych 50 „zawodowców” dołączy grupa harcerzy z Koszalina. Harcerze zagrają role epizodyczne i poboczne. Wszystko tak jak w teatrze.

Łukasz Gładysiak komentuje: – W Sianowie powstała nietypowa sytuacja. My jako pasjonaci historii, zaraziliśmy naszą pasją przedsiębiorców, na przykład Norberta Koselskiego – szefa Bokaro, czy Grzegorza Kruka prowadzącego firmę reklamową Kruart. Powstała synergia między lokalnym biznesem, rekonstruktorami a samorządem. W skali ogólnopolskiej to rzadkość, bo zazwyczaj w innych częściach Polski rekonstrukcje opierają się na współpracy rekonstruktorzy – biznes albo rekonstruktorzy – samorząd. W Sianowe jest inaczej i to bardzo pomaga. Chciałbym tu podkreślić rolę burmistrza. Dzięki niemu Sianów podjął się inscenizacji dużej bitwy, zaryzykował i to się udało.

Dlaczego dorośli, stateczni ludzie angażują się w takie spektakle, poświęcając swój prywatny czas i pieniądze? Wspomniany Norbert Koselski, dyrektor Bokaro, wyjaśnia: – To głównie pasja historyczna, którą chcemy się dzielić z innymi. Tworzymy opowieści o różnych ważnych wydarzeniach w formie, która dla młodszego pokolenia jest atrakcyjniejsza niż na przykład książka. Tu są emocje, mundury, broń. To działa na wyobraźnię. Nigdy nie brakuje widzów, a więc jest to atrakcyjna forma propagowania wiedzy historycznej.

Projekt Köslin od początku bierze udział w sianowskich rekonstrukcjach. Grzegorz Kruk, właściciel Studia Reklamy Kruart, tak to komentuje: – Co roku bierzemy udział w około 10 wydarzeniach. Sianowskie jest najbliższe geograficznie, ale jeździmy do różnych miejsc w kraju, tak jak nasi przyjaciele przyjeżdżają tutaj. Oprócz inscenizacji na żywo, jesteśmy zapraszani do udziału w filmach, także produkowanych przez zagraniczne stacje telewizyjne. Wszystko dlatego, że dbamy o każdy szczegół związany z odgrywaną formacją wojskową. Czy ludzie nie mają nam za złe, że występujemy w mundurach niemieckich? Wszyscy mają już chyba świadomość, że to co pokazujemy, to tylko odtworzenie określonych sytuacji, więc reagują dojrzale. Bierzemy na siebie trudne role, bo wiemy, że nie po naszej stronie w tych bitwach jest sympatia widzów – śmieje się pan Grzegorz.
Norbert Koselski dodaje: – W naszym kręgu, środowisku rekonstruktorów, jest wielu przedsiębiorców. Nie liczymy czasu i pieniędzy, jakie pochłania nasza pasja. Mamy z tego mnóstwo frajdy, bo pokazujemy mało znane momenty historii. Na przykład mało kto wie, że w samej Warszawie Niemcy urządzili obóz koncentracyjny. Zeszłoroczna rekonstrukcja pokazywała ten epizod powstania. Odtworzyliśmy sceny odbicia więźniów Gęsiówki, czyli obozu przy ulicy Gęsiej. W ataku tym powstańcy uwolnili kilkuset więźniów.

– Uważamy, że takie żywe lekcje historii są czymś lepszym niż sztampowe uroczystości. Współpracujemy z Centrum Szkolenia Sił Powietrznych w Koszalinie, dzięki czemu w części oficjalnej mamy asystę honorową, apel pamięci i salwę honorową. Później jest część rekonstrukcyjna – mówi Maciej Berlicki, burmistrz Sianowa. – Wszystko zawsze kończy się to ogniskiem i koncertem. Nie inaczej będzie w tym roku. Już dzisiaj zapraszamy serdecznie do Sianowa 1 sierpnia.