II Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Broniewskiego ma 70 lat. Ten piękny jubileusz będzie obchodzić we wrześniu 2019 roku. Zjazd absolwentów – po raz trzeci – organizuje Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół „Bronka”. Program już jest, zapisy trwają. Początek: 13 września, w piątek.

II Liceum Ogólnokształcące w Koszalinie powstało w 1949 roku (wówczas jako Liceum Ogólnokształcące Towarzystwa Przyjaciół Dzieci). Jego pierwszym dyrektorem był Wacław Witczyński. Początkowo mieściło się w jednym ze skrzydeł budynku przy ul. Jedności 9, dzieląc mury, boisko i dziedziniec z innymi działającymi tam placówkami edukacyjnymi. W roku 1965 przeniosło się na ulicę Chełmońskiego 7, pierwszego wybudowanego po II wojnie światowej budynku szkolnego. Działa w nim do dziś.

 

 

Swoje imię – Władysława Broniewskiego – szkoła otrzymała 16 lutego 1962 roku. Miesiąc później miała już oficjalną nazwę: Szkoła Podstawowa i Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Broniewskiego w Koszalinie, która obowiązywała do 1963, kiedy podstawówka została przeniesiona do innej siedziby. W 1967 roku do „Bronka” dołączyło Liceum dla Pracujących pod dyrekcją Romana Sierocińskiego, powstałe w 1946 roku. 30 października 1968 roku szkoła, w obecności wdowy po Władysławie Broniewskim, otrzymała sztandar. W kronice pozostał jej pełen wzruszenia pamiątkowy wpis. Na początku roku szkolnego 1983/1984 obie szkoły zostały połączone w Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2 im. Władysława Broniewskiego, a rozłączyły się w roku 2002 roku. Od tego momentu do dziś II LO funkcjonuje jako samodzielna szkoła.
Jej mury opuściło dotąd ponad 10 tysięcy absolwentów. Wśród nich są osoby tak znane jak Marek Kamiński, Stanisław Ciosek, Małgorzata Hołub, Beata Pawlikowska czy Ryszard Ulicki. Grono pedagogiczne liczyło przez siedem dekad 550 nauczycieli.

Początkowo tegoroczny Zjazd Absolwentów miał odbyć się w czerwcu, jednak z wielu powodów termin okazał się niefortunny, a lista uczestników zbyt skromna. Stąd przeniesienie uroczystości na wrzesień. Impreza potrwa dwa dni. Organizatorzy podkreślają, że będzie nie tylko świętem szkoły, ale i miasta. W końcu istniejąca od 1949 roku szkoła jest ważną częścią jego tożsamości.

Obchody 13 września rozpocznie przemarsz uczniów, nauczycieli, absolwentów i przyjaciół, który ulicami miasta dotrze pod ratusz. Finałem będzie koncert „Bronek Koszalinowi” na Rynku Staromiejskim. – To będzie fajne, kolorowe, wesołe widowisko – zapowiada Agnieszka Czajkowska, wiceprezes Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół „Bronka”, rocznik matury: 1988. – Marzy nam się, żeby na scenie wystąpili absolwenci liceum, a na pewno pojawią się artyści koszalińscy.

 

IMG_0615

 

Drugi dzień obchodów rozpocznie poranna msza święta w katedrze. Przedpołudnie uczestnicy zjazdu spędzą na pikniku integracyjnym na dziedzińcu szkolnym II LO. Będzie to rodzaj rozgrzewki przed najważniejszą, główną częścią zjazdu: Balem Absolwenta w Minibrowarze Kowal. Muzycznie poprowadzi go Hirek Wrona, dziennikarz, producent muzyczny, DJ.

Zjazdowi będzie towarzyszyć honorowa zbiórka krwi oraz rejestracja dawców szpiku „Przelew życia”, licytacje, w tym dwóch wycieczek do Skandynawii! W planach jest też turniej brydża między uczniami (przy II LO działa Międzyszkolny Młodzieżowy Klub Brydżowy „Szlemik”) a absolwentami.

„Bronek” ma za sobą kilka zjazdów. Stowarzyszenie zorganizowało trzy z nich. W pierwszym, w 2009 roku, uczestniczyło 460 osób. – Sześćdziesięciolecie liceum przypadło na rozkwit portalu Nasza Klasa – mówi Leszek Kołecki, prezes Stowarzyszenia, matura 1977. – Ludzie niezwykle entuzjastycznie reagowali na takie inicjatywy. Mieli ze sobą bieżący kontakt za pośrednictwem portalu, łatwo było im się zorganizować, działał czynnik sentymentalny. Po prostu chcieli się spotkać „w realu”. Później zainteresowanie nieco osłabło. W 65-leciu uczestniczyło 350 osób. Nie ukrywam, że obecna liczba zapisanych uczestników nie jest imponująca, ale wciąż liczymy, że finalnie będziemy świętować w równie licznym, co dawniej, lub większym gronie.

 

IMG_0701

 

Najczęściej na zjazdy przyjeżdżają absolwenci 20 lub 30 lat po maturze. Bywają też uczniowie bardzo dawnych roczników. To samo dotyczy pedagogów. – Wydaje się, że starsi ludzie czują większą więź ze szkołą niż młodzi – mówi Leszek Kołecki. – Co ciekawe, częściej są to osoby mieszkające poza Koszalinem, nawet za granicą, rzadziej koszalinianie. Chcielibyśmy szczególnie ich zachęcić do udziału w zjeździe. Tych osób jest mnóstwo, czasem II LO kończyły kolejne pokolenia tej samej rodziny. Staramy się do nich dotrzeć na różne sposoby – poprzez media, stronę internetową, media społecznościowe.

Agnieszka Czajkowska wspomina: – Pierwszy zjazd, w którym brałam udział miał miejsce w 1999 roku, na pięćdziesięciolecie II LO. Dowiedziałam się o nim przypadkiem, namówiła mnie koleżanka. Byłyśmy jedyne z mojego rocznika, najmłodsze, ale bawiłyśmy się świetnie. Spotkałyśmy naszych nauczycieli, zwiedzałyśmy szkołę, bal był jak zawsze fantastyczny. Atmosfera za każdym razem jest inna, ale zawsze super. Ludzie mają sobie mnóstwo rzeczy do opowiedzenia, wymieniają się wspomnieniami, wzruszają. Nie mogą się ze sobą nagadać.
– Zazwyczaj już po godzinie, towarzystwo zaczyna się mieszać – uśmiecha się Leszek Kołecki. – Nie tylko rocznikami. Uczniowie integrują się z nauczycielami, bywa że przechodzą z nimi na „ty”. Nagle okazuje się, że surowy profesor prywatnie jest przesympatycznym człowiekiem. Można z zupełnie innej perspektywy spojrzeć na siebie, szkołę. To są niezapomniane wrażenia.

Zjazd Absolwentów jest opłacany wyłącznie z biletów wstępu. Dlatego tak ważne jest, by nie zapisywać się na ostatnią chwilę, ale z wyprzedzeniem, pozwalającym na swobodę organizacji. Koszt wzięcia udziału w pikniku to 30 zł, w balu – 250 zł.
Listy roczników są umieszczone na stronie bronek.koszalin.pl. Tam można także znaleźć wszelkie przydatne informacje.

 

bronek-zjazd

 

 


Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół „Bronka” powstało z inicjatywy Wiktora Kamieniarza, po objęciu przez niego stanowiska dyrektora szkoły. Jednym z założeń była integracja środowiska szkoły – byłych absolwentów i ówczesnych uczniów. Oficjalnie powołane zostało w 2008 roku, a w rok później zorganizowało Zjazd Absolwentów na jubileusz 60-lecia II LO.

Kilka lat temu Stowarzyszenie uzyskało status organizacji pożytku publicznego, a tym samym możliwość pozyskiwania pieniędzy z 1 procenta podatków. Wspomagane przez sponsorów wspiera finansowo uczniów w trudnej sytuacji, opłaca dokształcanie do egzaminów do „Bronka”, funduje nagrody w szkolnych konkursach. Obecnie prowadzi zbiórkę na rozbudowanie klasy informatycznej.

 

Anna MakochonikPost Scriptum

Wspomnienie lat spędzonych w „Bronku” naprawdę mnie wzrusza. Nie wiem, czy były najpiękniejsze, ale na pewno niezapomniane. Naukę w szkole rozpoczęłam w 1994 roku. Pierwsze dwa lata trwale zniechęciły mnie do przedmiotów ścisłych. I do szkoły w ogóle. Z podstawówki, gdzie na uczniów dmuchano i chuchano, a największym stresem była recytacja wiersza na środku klasy, trafiłam do miejsca, gdzie nikt się z nami nie patyczkował. Poza tym wylądowałam w klasie biologiczno-chemicznej (wychowawcą był Zenon Plata), co było lepsze tylko od umieszczenia mnie w klasie matematyczno-fizycznej. Po dwóch latach przeniosłam się do klasy humanistycznej i robiłam głównie to, co od zawsze lubiłam: czytałam i pisałam. Szkołę z tego czasu wspominam naprawdę entuzjastycznie.

Generalnie lata liceum pamiętam przez pryzmat ludzi. Nauczycieli – tych… trudnych, ale i wspaniałych, jak Zbigniew Molesztak, historyk uwielbiany przez kolejne pokolenia absolwentów. Surowy, nieprzejednany w stosowaniu swoich zasad nauczania, wymagający, ale przy tym sprawiedliwy, konsekwentny, prowadzący lekcje z pasją, człowiek ogromnej wiedzy i sympatii do młodzieży. Historii nie znosiłam, mimo to zdałam z niej maturę. Cudem. Opanowałam bowiem jedynie Polskę pierwszych Piastów i taki temat pojawił się na egzaminie.
Miło wspominam także dyrektor Zofię Molesztak, dzięki której do dziś potrafię złożyć zdanie po łacinie i Wincentego Kuklińskiego – wychowawcę w klasie humanistycznej, u którego zaliczyłam jedyną w życiu jedynkę z polskiego za uporczywe nieprzeczytanie „Potopu”. Dzięki profesor Małgorzacie Gonet udało mi się nie tylko zdać do następnej klasy z chemii, ale też nie wysadzić szkoły podczas przeprowadzania eksperymentów. Zdarza nam się spotkać na ulicy i spędzić dłuższą chwile na pogawędce.

Szkoła nie była tak piękna jak dziś, ale miała niepowtarzalny klimat i urok, który do dziś w niej pozostał. Pamiętam każdy jej zakątek. Wszyscy byliśmy wtedy zakochani, raczej nieszczęśliwie. Sytuacje towarzyskie zmieniały się jak w kalejdoskopie, a szczegóły omawialiśmy w tzw. palarni za szkolnym śmietnikiem (oczywiście nikt nie palił papierosów!!!), na parapetach, w bufeciku z pączkami, na korytarzach pod klasami, doprowadzając nauczycieli do szału siedzeniem na ziemi. Każdy z nas wyglądał inaczej, a im dziwniej, tym lepiej. Nie mieliśmy telefonów komórkowych, Internetu, wypracowania pisaliśmy odręcznie, komputer miało niewielu z nas. Czytaliśmy mnóstwo książek, zdarzało nam się amatorsko dyskutować o filozofii Schopenhauera, bo nigdy później tak dobrze nie rozumie się bólu istnienia, jak w wieku 16 lat. Na wycieczkach szkolnych poświęconych wizytom na wystawach oraz zwiedzaniu zabytków celebrowaliśmy raczej sztukę życia towarzyskiego niż samą sztukę.

Szkolną ławkę – dosłownie! – dzieliłam z Anną Popławską i Agnieszką Gontar, przez chwilę także ze śp. Julią Markowską (Julka zmarła kilka lat temu). Ławka musiała mieć specyficzne właściwości, bo wszystkie pracujemy lub pracowałyśmy w mediach. O losach zawodowych pozostałych kolegów z obu klas wiem niewiele. Niektórzy zostali prawnikami, lekarzami, wykładowcami uczelni. Dotąd – niestety – nie udało nam się spotkać w komplecie. Może czas to zmienić?
Anna Makochonik, klasa IV C i IV D, matura 1998.