Zaprzeczają stereotypom. Studiują obok dużo młodszych osób z tą samą a może nawet większą pasją, kreatywnością i energią. Uczelnia, dla której nie rok urodzenia a predyspozycje i chęć zdobywania wiedzy były rozstrzygające, wykazała się otwartością i umożliwiła im studia w zwyczajnym, dziennym trybie.

Niektórzy nauczyciele na kierunku Wzornictwo Politechniki Koszalińskiej są od nich sporo młodsi. Jedni proponują przejście na „ty”, inni pozostają przy oficjalnych formach. Jak zgodnie mówią nasze bohaterki, również koledzy z grup mieli początkowo opory, żeby zwracać się do nich po imieniu, ale bariera wieku szybko przestała istnieć.

 

Zrobić coś dla siebie

Magdalena Kokar jest szczęśliwą mężatką, mamą dwóch dziewczynek. Zanim podjęła studia na Politechnice Koszalińskiej, prowadziła rodzinny biznes. Gdy go sprzedała, stwierdziła, że najwyższy czas zająć się sobą. – Od dawna pasjonowało mnie projektowanie i urządzanie wnętrz. Chciałam, żeby pasja stała się moim zawodem, dlatego zdecydowałam się na studia. Początkowo myślałam o zaocznych, jednak okazało się, że takowe zniesiono i zostały tylko dzienne. Z racji na mój wiek długo zmagałam się z tą decyzją, ale tak bardzo chciałam dowiedzieć się więcej, poznać architektoniczny język i nabyć pewności siebie w tym co robię, że w końcu trafiłam na architekturę wnętrz – wyjaśnia 39-latka.

W jej postanowieniu wspierała ją cała rodzina. – Tak naprawdę jestem tutaj dzięki nim. Od samego początku mi kibicowali i mówili, że dam radę, mimo że sama w to nie wierzyłam – dodaje.

 

Wiek to tylko liczba na papierze

Magdalena Wiśniewska-Kukuła od zawsze chciała zostać projektantką mody. Pierwsze spodnie zaprojektowała w wieku 15 lat, później były sukienki i kolejne oryginalne projekty. – Nigdy nie lubiłam nosić tego samego co inni, chciałam się wyróżniać. Do dziś gdy coś kupuję, to często to przerabiam – mówi.

Przez wiele lat z realizacją marzenia o projektowaniu nie było jej po drodze. Najpierw skończyła etnologię na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, później zrobiła specjalizację z Public Relations na Uniwersytecie Warszawskim. Przez osiem lat pracowała w Straży Granicznej jako wykładowca, prowadziła zajęcia z komunikacji międzykulturowej i wystąpień publicznych. – W międzyczasie pojawiły się dzieci, cudowne bliźniaczki, których wychowanie jest cudowne i inspirujące lecz wymagające i nie było czasu na realizację marzeń. Wiedziałam jednak, że jeśli czegoś się bardzo pragnie, to uda się to osiągnąć – mówi Magdalena Wiśniewska-Kukuła.
Dlatego, choć sama nie wierzyła, że się uda, postanowiła zdawać na studia. – Aby dostać się na pierwszy rok, trzeba zaprezentować przed komisją swoje projekty. Nie sądziłam, że mam wystarczające zdolności, które pozwolą mi studiować. Miałam też obawy co do wieku, czy uda mi się połączyć dom, pracę i rodzinę z uczelnią. Jednak moje córki powiedziały mi „mamo możesz iść na studia pod warunkiem, że będziesz szyła nam ubrania”. Dostałam więc zgodę najważniejszych osób w moim życiu i stwierdziłam, że jeśli nie spróbuję, to będę żałować do końca życia. Stanęłam więc przed komisją ze swoimi projektami i głową pełną pomysłów i się udało. Mam 45 lat i studiuję. Uważam jednak, że wiek to tylko liczba i tak naprawdę mamy tyle lat na ile się czujemy – dodaje. – Nie mogłabym jednak zrealizować swoich marzeń, gdyby nie pomoc mojej rodziny, a w szczególności moich rodziców, którzy wspierają mnie i bardzo pomagają mi w codziennych obowiązkach.

 

Spontaniczna decyzja

Między Larysą Reiske a najmłodszą studentką w jej grupie różnica wieku wynosi 43 lata. – Właściwie mogłabym być jej babcią, ale kompletnie nie czuję, bym odstawała od grupy – mówi 62-latka.

W jej przypadku decyzja o pójściu na studia była spontaniczna. – Przez przypadek w pracowni mojego męża, który pracuje w Instytucie, spotkałam się z profesor Moniką Zawierowską-Łozińską. Padło pytanie „Larysa, co Ty będziesz robić na emeryturze?”. Zażartowałam sobie, że pójdę na studia. Profesor zapytała, czy obiecuję, a ja potwierdziłam. I cóż… musiałam dotrzymać słowa – śmieje się pani Larysa.

Wybór specjalizacji był już przemyślany. – Wydaje mi się, że życie zawodowe jest już za mną. Nie wyobrażam sobie biegania po firmach, bo już swoje w życiu przepracowałam. Mając to na uwadze zdecydowałam się na komunikację wizualną, która nie wyklucza podjęcia się jakiejś współpracy, zlecenia lub czegokolwiek, co mogłabym wykonywać z domu – wyjaśnia studentka.

 

 

Jak w rodzinie

Okazało się, że różnica wieku nie jest barierą nie do pokonania. – Młodsi studenci mówią do nas po imieniu. Faktycznie długo nie mogli się przemóc, ale już nie ma problemu. Jeden z kolegów wita mnie zawsze słowami „cześć mama”, dla mnie nie jest to żaden problem i absolutnie mnie to nie razi – mówi Magdalena Wiśniewska-Kukuła i dodaje, że wszyscy studenci wspierają siebie nawzajem. – To są studia artystyczne, gdzie trzeba zakupić różne materiały potrzebne do wykonania projektu. To wszystko kosztuje, a jak wiemy student nie ma tych pieniędzy w nadmiarze. Każdy stara się wykonać swoje projekty jak najlepiej , ale też tak, by nie zbankrutować. Wszyscy więc sobie pomagają i doradzają, gdzie można wykonać jakąś usługę dobrze i tanio. Nie ma wśród nas jakiejś zawziętości i to jest fajne. Nie wiem czy tak jest na wszystkich uczelniach, czy to może fenomen tych studiów artystycznych. Jedno jest pewne, że bez wsparcia rodziny, pomocnej dłoni innych studentów , jak również bez wykładowców, którzy wspierają nas w różnych sytuacjach ciężko byłoby odnaleźć się na takich studiach – mówi pani Magdalena.

Wykładowcy również traktują je tak samo jak innych. – Zdarza się, że jesteśmy od nich starsze, ale wiem, że wiek nie ma żadnego znaczenia. Często sami proponują przejście na ty, ale jeśli nie wystąpią z taką propozycją, to oczywiście obowiązuje forma grzecznościowa. Najbardziej cieszy to, że wykładowcy są nastawieni przychylnie do studenta, a nie przeciwko niemu. Wiem, że jak mam z czymś problem, to mogę się do niech zwrócić i zawsze wyciągną pomocną rękę. Czujemy się tutaj jak jedna wielka rodzina. Panująca w Instytucie przyjaźń i tolerancja jednego człowieka do drugiego jest wspaniała – dodaje Larysa Reiske.

 

Wyjątkowe projekty

Magda Kokar wszystkie stworzone aranżacje traktuje jak swoje dzieci. – Ostatnio zrobiłam projekt 120-metrowego mieszkania w kamienicy we Wrocławiu. Jest to moja duma, ale tak naprawdę, w każdy projekt wkładam całe serce. Każde mieszkanie ma swój charakter, a aranżując je, odnoszę się do tego kto w nim zamieszka. Osoba, która korzysta z mojej pomocy, chce stworzyć swoją indywidualną oazę i ja staram się jej ją dać – wyjaśnia.

Studenci komunikacji wizualnej uczą się tworzyć projekty okładek książek, czasopism, czy opakowań różnych produktów. Larysa każdy pomysł pokazuje najpierw swojemu synowi. – Musimy stworzyć coś, co zachęci potencjalnego klienta do nabycia produktu. Gdy mój syn, widząc mój projekt, mówi „mamo jesteś wielka”, to moje serce rośnie. Choć nasz dzień trwa nawet 20 godzin, to człowiek wie, że robi to co kocha – podkreśla.
Prace studentek biorą udział w różnych wystawach i pokazach. – W ubiegłym roku po raz pierwszy zaprezentowałam swoją większą kolekcję. Była pokazana wśród innych projektów uczestniczek koła The Nord Fashion podczas czerwcowego Fashion Day oraz na wystawie w Centrum Kultury 105. Pojawiły się nawet pytania, gdzie można kupić te rzeczy – mówi Magdalena Wiśniewska-Kukuła.

 

Mobilizacja do życia

Jak podkreślają nasze bohaterki – warto w życiu zaryzykować i postawić na siebie. – Nie interesuje mnie nudne życie na emeryturze. Były chwile zwątpienia, czy aby na pewno dam sobie radę, ale te studia dają mi tyle frajdy, że postanowiłam nie odpuszczać. To wszystko mnie nakręca i podnosi na duchu. Bycie studentką to fantastyczna przygoda – zapewnia Larysa Reiske.

Wszystkie powtarzają też, że studia bardzo je dowartościowały. – To właśnie tutaj uwierzyłam i przekonałam się, że jestem w stanie zrobić bardzo wiele rzeczy. Tak naprawdę każdy przedmiot daje nam coś nowego, zajęcia są rozwijające, a nowe zadanie pobudza szare komórki do myślenia. W dodatku, jeśli ktoś to doceni i pochwali, to dodaje skrzydeł – mówi Magdalena Wiśniewska-Kukuła.

Niechętnie myślą o zakończeniu nauki. – Nie spodziewałam się, że tak polubię te studia, studentów i wykładowców. Sama siebie zadziwiam. Chociaż studia zajmują nam naprawdę wiele czasu i czas na relaks jest mocno ograniczony, to już teraz zastanawiam się, jak to będzie, gdy się obronię. Powinnam zacząć tworzyć firmę, a ja myślę o „magisterce”. Nie mogę sobie wyobrazić, że to się tak po prostu skończy – śmieje się Magda Kokar.