Każdy wyjazd Marty Wapondi Gbati-Piaskowskiej do Togo oznacza, że w jej rodzinnym Bassar coś się zmieni. Ostatnio z uzbieranych przez nią pieniędzy powstał trzeci, bardzo potrzebny budynek miejscowej szkoły podstawowej przeznaczony dla najmłodszych uczniów. Teraz pani Marta zaczyna zbierać na instalację elektryczną, bo w szkole nie ma prądu. Mówi o tym gdzie tylko może. Apeluje również do Czytelników „Prestiżu” o wpłaty na użyczone przez księży werbistów subkonto bankowe.

 

Pora żniw. W Togo nadal niemal 70 procent społeczeństwa utrzymuje się z rolnictwa. Dominują proste uprawy, a podstawą codziennego menu jest kukurydza, proso, fasola. Koszt dziennego wyżywienia jednej osoby to mniej niż równowartość złotówki.

Pora żniw. W Togo nadal niemal 70 procent społeczeństwa utrzymuje się z rolnictwa. Dominują proste uprawy, a podstawą codziennego menu jest kukurydza, proso, fasola. Koszt dziennego wyżywienia jednej osoby to mniej niż równowartość złotówki.

 

Jak podkreśla Marta Wapondi Gbati-Piaskowska, poprosiła księży werbistów o możliwość skorzystania z ich konta, żeby zapobiec podejrzeniom, że jest interesowna i że używa podarowanych pieniędzy na swoje potrzeby. W rzeczywistości do tego co wpłacą darczyńcy, dokłada zawsze również coś od siebie, choć jej możliwości finansowe są skromne.

Marta to jej imię z chrztu, które nosi obok pierwotnego – Wapondi. Jako jedyna z dziewięciorga rodzeństwa ukończyła szkołę podstawową. I to tylko dzięki temu, że zanim szła na lekcje, każdego dnia rano pracowała, pomagając mamie.

 

Wnętrze jednego z wcześniej wyremontowanych staraniem pani Marty budynków szkolnych w Bassar.

Wnętrze jednego z wcześniej wyremontowanych staraniem pani Marty budynków szkolnych w Bassar.

 

Los uśmiechnął się do niej, bo mogła uczyć się dalej w technikum prowadzonym przez siostry zakonne. Ale nadal pracowała – w kuchni ośrodka misyjnego.

W szkole poznała swojego przyszłego męża. Młody ksiądz z Polski był katechetą. To on namówił Wapondi do przyjęcia chrztu: – Spędzaliśmy z Romanem dużo czasu, zbliżyliśmy się do siebie. Inni księża i siostry zakonne widziały, co się dzieje. Wnioskowali do przełożonych w Polsce, by zabrali Romana z Togo. I tak się stało. Wrócił do Polski, ale tylko na chwilę – mów pani Marta.

Roman zdecydował, że zaproponuje Marcie małżeństwo i przyjazd do Polski. Wystąpił – zgodnie z kościelnymi procedurami – o zwolnienie z obowiązków stanu kapłańskiego i je uzyskał. Nadal jednak utrzymywał ze zgromadzeniem księży werbistów kontakty, które po jego śmierci przed 10 laty kontynuuje Marta.

 

Drewno jest najdroższym z materiałów budowlanych. Dlatego to, które posłużyło za więźbę dachową nowego budynku, było przechowywane w otoczonej murem posesji należącej zamożnego mieszkańca Bassar. Pierwszy z prawej stoi hinduski duchowny, który z ramienia zgromadzenia księży werbistów doglądał budowy.

Drewno jest najdroższym z materiałów budowlanych. Dlatego to, które posłużyło za więźbę dachową nowego budynku, było przechowywane w otoczonej murem posesji należącej zamożnego mieszkańca Bassar. Pierwszy z prawej stoi hinduski duchowny, który z ramienia zgromadzenia księży werbistów doglądał budowy.

 

Początki wspólnego życia były dla obojga trudne. On musiał odbyć dodatkowe studia, by móc pracować jako terapeuta w ośrodku szkolno-wychowawczym, ona zaś musiała zaaklimatyzować się w obcym kraju i trudnym dla niej klimacie. W Polsce znalazła się w 1989 roku i jak wspomina, przeżyła szok: listopad, krótkie i zimne dni, trudności z zakupem produktów żywnościowych jakie znała.

Jednak z czasem sprawy układały się coraz lepiej. Urodziły się dwie córeczki. Rodzina osiadła na stałe w Modrzewcu pod Świdwinem, gdzie Roman znalazł pracę zgodną z nowym wykształceniem, a Marta pracowała jako szkolna sprzątaczka. Ale przyszła choroba Romana i ciężka – ostatecznie przegrana – trzyletnia walka z nowotworem.

Marta została sama z obowiązkami mamy dwóch dorastających i studiujących dziewcząt. Kiedy otrząsnęła się z najgorszego, myślała coraz częściej o swoich bliskich w Togo. To dlatego siedem lat temu pojechała odwiedzić ich po raz drugi od momentu opuszczenia Afryki.

 

Przyszli kilkuletni uczniowie przed jeszcze nieukończoną szkołą.

Przyszli kilkuletni uczniowie przed jeszcze nieukończoną szkołą.

 

Polska była już krajem względnie zamożnym, a w Togo nic się nie zmieniło, a może nawet pogorszyło. Zobaczyła w rodzinnym Bassar zniszczoną szkołę, w której w dramatycznie złych warunkach uczyło się kilkaset dzieci.
Postanowiła działać: – Ja wiem, jaką wartość ma wykształcenie – mówi. – Sama, żeby się uczyć, musiałam pracować. I taki jest nadal los większości dzieci w Togo. Tylko dzięki wykształceniu mają one szansę na lepsze życie. To co mogłam zrobić, to poprosić ludzi w Polsce o pomoc.

Najpierw zawiozła dwa tysiące złotych od siebie, potem udało się uzbierać 12 tysięcy złotych. Mało? Na warunki tongijskie to ogromna kwota – równowartość ośmioletnich zarobków jednej osoby na państwowej posadzie. Trzeba pamiętać, że Togo to jeden z najbiedniejszych krajów świata z produktem krajowym brutto na głowę mieszkańca wynoszącym 670 dolarów amerykańskich rocznie (dane wg Banku Światowego z 1918 roku; polskie PKB per capita wynosi 15 431 dolarów).

 

Marta przywiozła dary również dla jednego z pobliskich przedszkoli.

Marta przywiozła dary również dla jednego z pobliskich przedszkoli.

 

Togo uzyskało niepodległość w 1960 roku. Wcześniej było protektoratem niemieckim, a później po połowie francuskim i brytyjskim. Rebelie i walka o władzę rujnowały kraj, który obszarowo mniejszy od Polski sześć razy, zamieszkiwany jest przez około sześć milionów ludzi mówiących w 45 dialektach. Według najnowszych danych statystycznych 40 proc. Togijczyków to analfabeci. Nie ma tam żadnej zorganizowanej przez państwo opieki medycznej. Leczyć się można tylko za prywatne pieniądze, a tych brakuje większości ludzi. Utrzymują się – o ile w ogóle pracują – po połowie z drobnego handlu i rolnictwa. Budownictwo i przemysł mają marginalne znaczenie. Kraj poza złożami fosforatów nie ma żadnych surowców naturalnych.

Marta najpierw sfinansowała wykonanie 20 ławek szkolnych i 20 taboretów dla dzieci ze szkoły w Bassar. Później miał się odbyć remont dachu , ale pilniejszą potrzebą okazało się otynkowanie i pomalowanie ścian oraz zrobienie schodów. Kolejny etap to wspomniany nowy dach.

Pieniądze wpłacają indywidualni darczyńcy, ale większość Marta zdobywa sama – na przykład sprzedając kalendarze ze zdjęciami swojego autorstwa. Gości również w polskich szkołach, gdzie opowiada dzieciom o Togo i zbiera datki.

 

Marta Wapondi Gbati-Piaskowska z nauczycielami z Bassar. Mężczyzna z prawej to dyrektor szkoły, muzułmanin. Inni nauczyciele to chrześcijanie.

Marta Wapondi Gbati-Piaskowska z nauczycielami z Bassar. Mężczyzna z prawej to dyrektor szkoły, muzułmanin. Inni nauczyciele to chrześcijanie.

 

Przy okazji niedawnego pobytu w Afryce Marta Wapondi Gbati-Piaskowska mogła zobaczyć budowę trzeciego budynku szkolnego w Bassar, przeznaczonego dla najmłodszych dzieci, a sfinansowanego ze zbiórki przez siebie zorganizowanej: – Ludzie wpłacają pieniądze na subkonto u polskich werbistów, oni przelewają je werbistom w Togo, a tam są kupowane za to materiały budowlane. Ten osobny budynek dla osiemdziesięciorga maluchów był konieczny, bo wcześniej uczyły się one ze starszymi dziećmi w okropnych warunkach i ścisku.
W budowie uczestniczyła cała społeczność wioski. Prace nadzorował jeden z księży, werbista Hindus, który jest również nauczycielem. Powstał budyneczek, który nam wydałby się bardziej dużą altaną niż szkołą w naszym znaczeniu, ale w tamtym klimacie okazuje się w zupełności wystarczający.

Pani Marta komentuje: – To nie jest ostatnia potrzebna tam rzecz. W całej szkole nie ma elektryczności. Postanowiłam, że znowu poproszę ludzi w Polsce o pomoc. Jak się uda uzbierać pieniądze, do szkoły zostanie doprowadzony prąd i zostaną zainstalowane liczniki przedpłatowe. Dzięki temu będzie można używać tam na przykład komputerów. To znaczy jak się uda na nie znaleźć pieniądze… To studnia bez dna, ale uważam, że pomagać trzeba. Ja znalazłam się w lepszych warunkach życiowych i na ile mogę i umiem, to pomagam.
W Togo, jak w całej Afryce, jest bardzo wysoki przyrost naturalny. Co drugi mieszkaniec kraju nie przekroczył 18. roku życia! Dla porównania: w Polsce zaledwie co piąty. Zdobycie wykształcenia jest dla Afrykanów szansą lepszego życia – często na emigracji, którą ułatwia fakt, że nauka szkolna odbywa się w języku francuskim i według francuskich standardów. W coraz większej liczbie szkół dzieci od małego uczą się zresztą również języka angielskiego albo niemieckiego. – Matura i nawet studia nie dają gwarancji pracy na miejscu i w wyuczonym zawodzie. Młodzi ludzie łapią się jakiegokolwiek zajęcia, a wielu szuka szczęścia za granicą – mówi pani Marta. – Sfrustrowani starają się wyjechać na przykład do Europy. Jeśli tam się znajdą, pomagają rodzinom. Nasze pięć złotych wystarcza na wyżywienie jednej osoby przez tydzień.

Jak podkreśla pani Marta, mimo biedy i trudnych warunków życia Togijczycy to ludzie pogodni i życzliwi. Potrafią się cieszyć z tego co mają. Potrafią również okazać wdzięczność, kiedy spotyka ich wsparcie.

 

Jeśli mają Państwo wolę wspomóc to, co robi Marta Wapondi Gbati-Piaskowska na rzecz szkoły w Bassar, mogą to Państwo uczynić, wpłacając dowolną kwotę na otwarte przez księży werbistów subkonto:
Referat Misyjny Księży Werbistów, 14-520 PIENIĘŻNO
Nr rachunku 42 1240 1226 1111 0000 1395 9119
z dopiskiem „SZKOŁA TOGO”
Sześciomilionowa ludność Togo to mieszanka języków i religii. Zgodnie żyją obok siebie chrześcijanie (połowa ludności – po równo: katolicy i protestanci), muzułmanie (ok. 20 proc.) i wyznawcy lokalnych obrządków – głównie animizmu. Tymczasem w nieodległej, dużo bogatszej i większej Nigerii (200 mln mieszkańców), nie ma dnia, by z rąk wyznawców islamu nie ginęli chrześcijanie.

Przyszli kilkuletni uczniowie przed jeszcze nieukończoną szkołą.

Przyszli kilkuletni uczniowie przed jeszcze nieukończoną szkołą.

 

Wnętrze nowej szkoły: wszystko nowe, świeże i jasne

Wnętrze nowej szkoły: wszystko nowe, świeże i jasne

 

Szkoła gotowa. Za chwilę pierwszą lekcję odbędą w niej najmłodsi uczniowie.

Szkoła gotowa. Za chwilę pierwszą lekcję odbędą w niej najmłodsi uczniowie.