Prezentujemy Państwu szerzej wnętrza, które były scenerią urodzinowej sesji fotograficznej naszego zespołu. Chodzi o Dali Aparthotel przy ulicy Wyspiańskiego w Koszalinie. Za przemianą dwurodzinnego przedwojennego domu w dziewięć apartamentów o różnej powierzchni stoi pani Patrycja Bokiej, wspierana przez najbliższych. Dzięki ich pracy niemal zrujnowany budynek przekształcił się w ozdobę ulicy.

 

Patrycja BokiejO całym procesie mówi sama pani Patrycja Bokiej: – Pierwotnie kupiłam tylko połowę tego liczącego ponad 100 lat domu. Ściślej – parter z przynależną połową strychu. Chciałam tam urządzić mieszkanie na własny użytek. Sądziłam początkowo, że mam jednego sąsiada, czyli właściciela mieszkania na piętrze. Tymczasem okazało się, że właściciel to tak naprawdę 11 skłóconych ze sobą osób z cząstkowymi prawami do spadku. Zaczęłam ich szukać z pomocą prawnika, bo dane w księgach wieczystych pochodziły z 1979 roku. Chodziło mi o zachęcenie ich do wspólnego remontu obiektu – elewacji i części wspólnych. Okazało się, że nikt nie jest tym zainteresowany poza mną. Zaproponowałam więc, że odkupię ich udziały. Na podpisanie aktu notarialnego stawiła się jedenastka w komplecie, w tym dwie osoby z zagranicy. Cała ta operacja pochłonęła pół roku. Wtedy wiedziałam już, że nie będzie to mieszkanie, ale aparthotel. Sama dużo podróżuję i zatrzymuję się właśnie w takich miejscach. To co innego niż typowy, bezduszny pokój w hotelu. Poza noclegiem aparthotele oferują coś z domu – własny styl, a w sensie praktycznym również możliwość samodzielnego przygotowywania posiłków. To bardzo wygodne.

 

Remont i doprowadzenie domu do obecnego stanu zajęło z kolei trzy lata. Pierwszych gości przyjęliśmy 1 maja ubiegłego roku.

Zanim jednak to nastąpiło, trzeba było znaleźć oryginalny pomysł na to miejsce. Siadłam kiedyś z kieliszkiem wina w ręku nad grubym albumem malarstwa i wtedy zaświtała mi myśl, że doskonałą inspiracją do projektu urządzenia wnętrz będzie malarstwo. Wahałam się między Picassem a Dalim. Ostatecznie wybrałam Dalego. Pomysłowi przyklasnęli moi bliscy, którzy w różny sposób wszyscy związani są ze sztuką. Rozwiązania to w 90 procentach moje pomysły. Pomagała mi je ubrać w konkret przyjaciółka – plastyczka. Swój wkład miał również mój tato, który wraz z mamą odbudował wcześniej przez długie lata zabytkowy dwór w podkoszalińskim Policku.

Nasz budynek przeszedł całkowitą metamorfozę. Kiedy mój mąż zobaczył go w pierwotnym stanie, stwierdził, że nie warto w niego inwestować. Ja jednak miałam już wtedy wyobrażenie, jak to będzie wyglądało w przyszłości. Ulica Wyspiańskiego powoli zmienia się dzięki staraniom prywatnych właścicieli mieszkań, ulokowanych w okolicznych starych kamienicach. Wszystko wygląda coraz lepiej. Przydałby się remont samej ulicy. Aż się prosi, żeby ściągnąć asfalt i odkryć zabytkową kostkę brukową, wymienić chodniki, zainstalować stylowe lampy uliczne. Rozmarzyłam się… Taka inwestycja zależałaby od samorządu. Może jednak kiedyś władze miejskie dojdą do wniosku, że warto?