Wysiadamy na jednej z ponad 300 stacji metra. Giniemy w kilkunastomilionowym tłumie. Przechodzimy przez szerokie ulice, nad głowami wiszą wieżowce. Poniżej stoją skulone knajpki i podwórka. Pekińska kuchnia w osiedlowych restauracyjkach smakuje najlepiej.

Przez kilka dni mieszkamy w bloku. Nie wiem, ile dokładnie ma pięter, możliwe że około trzydziestu. A dokładniej dwadzieścia dziewięć, bo piętro czwarte formalnie nie istnieje. Nie ma go na przycisku w windach i podobnie – numer czwarty nie figuruje na żadnych drzwiach. Czwórka przynosi w Chinach katastrofalnego pecha, więc lepiej nie kazać nikomu pod nią mieszkać.
aDSC_0038

2008

Kiedy ósmego sierpnia Li Ning został uniesiony przez liny w powietrze, żeby rozpalić znicz olimpijski, wybiła godzina dwudziesta. Na przywilej bycia gospodarzem olimpijskim Chiny czekały długo. Ósemka to szczęśliwa liczba Chińczyków, stąd ceremonia otwarcia została wyznaczona właśnie na ten czas.

Urbanistyczne przygotowania do olimpiady zakładały rozległe plany przebudowy miasta. W jego centrum, zaraz obok nowej wizytówki Pekinu – Ptasiego Gniazda – wybudowano dwukilometrowy deptak wraz z kompleksem parkowym. Oprócz terenów zielonych stworzono także wioskę olimpijską. Nowe obiekty stanęły na miejscu zabytkowej części stolicy Chin.

Dawniej tętniły tutaj życiem hutongi – szeregi połączonych ze sobą parterowych domków. Życie płynęło w nich tradycyjnie, według hierarchii społeczeństwa. Biedne dzielnice hutongów przecinała siatka dróżek, które w deszczowe dni zamieniały się w błoto. Dzielnice bogate gościły zagraniczne placówki dyplomatyczne i handlowe. Większość uliczek była tak wąska, że można było przez nie przejechać jedynie rowerem.

Dzisiaj życie w hutongach snuje się zdecydowanie biednie, nierzadko wciąż nie ma tam kanalizacji. Z drugiej strony zagląda do nich coraz więcej turystów złaknionych ciszy i spokoju, a nie tylko pekińskiej gigantomanii. Liczba hutongów zdecydowanie jednak maleje. Od 1949 roku zmniejszyła się z 7 tysięcy do 2 tysięcy. Na początku 2008 roku wyburzono kolejne domostwa. Zajęło to najpewniej dosłownie kilka dni. Wkrótce potem rozpoczęły się 29. Igrzyska Olimpijskie.

Z tej okazji Pekin wzbogacił się także o dwa gigantyczne obiekty – Ptasie Gniazdo i Kostkę Wody. To nazwy dwóch największych i najsłynniejszych projektów. Pierwszy z nich to stadion, mogący pomieścić 90 tysięcy widzów. Projekt konstrukcji o misternie zaprojektowanej plątaninie belek i drutów powstał w szwajcarskiej pracowni Herzog & de Meuron. Drugi to kryta pływalnia, ze ścianami zewnętrznymi stylizowanymi na wielkie pęcherzyki wodne. Tym razem był to projekt rodzimy, który już po zakończeniu Igrzysk zgarnął wiele międzynarodowych nagród. Oba natomiast zyskały rzesze fanów, którzy przyjeżdżają je zobaczyć nie mniej często niż Zakazane Miasto.

 

35.05

Trzydziesty piąty dzień maja to specjalny dzień w chińskim kalendarzu internautów. To data stworzona na potrzeby ominięcia cenzury. Trzydziestego piątego maja można bowiem obchodzić zakazaną rocznicę wydarzeń z placu Tiananmen. W dniu, w którym my obalaliśmy komunizm, chińscy studenci stawiali czoło własnej władzy.

Do dzisiaj, 27 lat po tych wydarzeniach, czwarty czerwca podlega cenzurze. Z tego powodu chińscy działacze społeczni i rodziny ofiar tamtych zamieszek, ciągle szyfrują tę datę. W ten sposób czwarty czerwca staje się trzydziestym piątym maja czy też funkcjonuje pod liczbą 64 jako kombinacja czwartego dnia szóstego miesiąca. Wszystkie po jakimś czasie są wykrywane i blokowane w Internecie. Rodziny ofiar masakry na placu Tiananmen wciąż nie otrzymały oficjalnych przeprosin ani zadośćuczynienia. Jedyne na co mogą mieć nadzieję, to to, że ich dzieci odnalazły na Tiananmen niebiański spokój. Codziennie o wschodzie słońca wciągana jest tam flaga Chińskiej Republiki Ludowej, która wciąż upamiętnia reżim, a nie ofiary. Byli nimi przede wszystkim studenci oraz robotnicy, w sumie – według oficjalnych statystyk rządu chińskiego – około 240 osób. Kolejni protestujący zostali skazani na karę śmierci lub długoletnie więzienia. Tutaj przed czołgami stanął anonimowy człowiek, znany potem ze słynnego zdjęcia jako Tank Man. Ci, którzy przeżyli zostali rozpędzeni za pomocą czołgów i broni maszynowej.

Protest, pochwalany przez prawie trzy czwarte mieszkańców Pekinu, miał na celu poparcie dla wprowadzenia reform politycznych i demokratyzacji życia publicznego. Mimo że te wydarzenia odbiły się echem na całym świecie, do dziś na Tiananmen nie ma pomnika upamiętniającego te dni. Kawałek dalej natomiast wśród balustrad i granitowych słupów w kryształowej trumnie na postumencie z czarnego marmuru spoczywa Mao.
Wewnątrz 798

798

 

Hala, do której wchodzimy, mogła służyć jako magazyn lub mieściła linię produkcyjną. Ma kształt łuku, tylko jedna ściana jest prosta. U jej szczytu znajdują się małe okienka. Od kamiennej posadzki wieje chłodem. Pośrodku wciąż stoją okrągłe kamienne podesty – przypominające stoły. Ciężko się domyślić, jaką funkcję pełniły pierwotnie. Na samym końcu znajduje się malutki sklepik, a w nim obrazy, miniatury, grafiki. Na ścianie naprzeciwko: graffiti – wielki portret Mao w kolorach fluorescencyjnych. Jego autorem jest Madsteez – znany amerykański artysta.

Odblaskowy Mao doskonale wpisuje się w estetykę dzielnicy 798. To pofabryczna część Pekinu. Dawniej produkowano tutaj urządzenia radiowe – obecnie wystawia się sztukę, sprzedaje płyty, organizuje performance’y, stawia instalacje. Chińska bohema znalazła tutaj swoje miejsce w 1996 roku. Obchodzono wtedy 60. rocznicę zwycięstwa Chińczyków w Wojnie Antyjapońskiej. Kiedy z tej okazji postanowiono zorganizować wystawę rzeźb, na część bohaterów tamtych czasów brakowało w Pekinie wystarczająco dużej przestrzeni. Odkrycie hali w opuszczonej fabryce urządzeń radiowych zapoczątkowało rozwój kulturalny na jej terenie. Cały kompleks to zbiór budynków, pawilonów, warsztatów, wypełnionych dzisiaj pracowniami artystów i galeriami sztuki, głównie alternatywnej. Pomiędzy nimi biegną wąskie uliczki i ciasne zakręty, pną się bluszcze. Z bram lecą Beatlesi, progresywny rock albo najnowsze płyty chińskich DJ-ów.

980

Nie sposób zajrzeć wszędzie, a na pewno nie do wszystkich budynków. Spacer między nimi daje poczucie przestrzeni oraz pojęcie o wielkości Państwa Środka. Dziewięć tysięcy pomieszczeń, 980 budynków, wszystko zamknięte i zakazane. Na dachach czerwone dachówki, ściany pomalowane na żółto – oba te kolory wspólnie tworzą symbol władzy cesarskiej. Co roku przemierza przez jego dziedzińce 7 milionów turystów. Zakazane Miasto jest już dozwolone.

Poszczególni władcy zamieszkiwali pałac nieprzerwanie od 1420 roku. Kiedy ostatni z nich, Puyi, abdykował w 1912, jeszcze przez kolejne 12 lat przemierzał sale i budynki umieszczone w części wewnętrznej i kładł się spać z widokiem na misternie zdobione dachówki. Kiedy w latach sześćdziesiątych XX w. w Chinach przebiegała rewolucja kulturalna, w Mieście stacjonowało wojsko, czuwające nad tym, by nie wtargnęła do środka Czerwona Gwardia – krewka i zapalczywa komunistyczna organizacja młodzieżowa. Obecnie, aż do 2020 roku, nieustannie trwa remont poszczególnych części kompleksu. Absolutnie nie ma takiego drugiego miejsca na świecie. Gigantomanię Chińczycy mają we krwi.