Piąta edycja darłowskiego festiwalu Media i Sztuka pokazała, że jego formuła nadal się sprawdza i doskonali, a impreza ma już grono stałych widzów. Niektórzy tylko ze względu na festiwal przyjeżdżają w połowie lipca do Darłówka – z Warszawy, Gdańska, Krakowa czy Katowic.

W tym roku mocno dokuczała pogoda. Sztormy lipcowe potrafią narozrabiać. Jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że wydarzenia festiwalu w większości odbywały się w  hali namiotowej rozstawionej przy samym brzegu morza, można wyobrazić sobie, jakie obawy przeżywali organizatorzy. Konstrukcja hali była oczywiście bezpieczna, ale huczący wiatr utrudniał słuchanie toczących się przy mikrofonie rozmów. Magdalena Burduk, szefowa promocji darłowskiego samorządu a jednocześnie koordynatorka festiwalowych przygotowań w Darłowie, pierwszego dnia imprezy była jak frontowy dowódca: przenieść, zabezpieczyć, osłonić. Jej współpracownicy uwijali się jak w ukropie. Mimo fatalnej, zniechęcającej do wyjścia na dwór pogody, hala była wciąż pełna. Tak jak inne miejsca festiwalowych prezentacji. Plejada kilkudziesięciu znakomitych gości reprezentujących świat dziennikarski, artystyczny, polityki i sportu. Niebanalne spotkania i rozmowy. Było w czym wybierać.

Anna Maria Jopek: „Kochani, dziękuję że mogłam być gościem tak wspaniałego wydarzenia. Wrócę tu jeszcze!”

Oto jak tegoroczną imprezę podsumowuje  Iwona Sznajderska, na co dzień nauczyciel akademicki, która co roku przyjeżdża na festiwal wraz z rodziną z Gdańska:

„Jest to festiwal inny niż wszystkie. Jedyny taki w Polsce, którego wcześniej bardzo brakowało. Jesteśmy przyzwyczajeni, że festiwale to muzyka albo kabaret, który zresztą jest coraz mniej śmieszny i atrakcyjny. Tutaj nagle mamy interesujące wywiady, ciekawe dyskusje. Nie ma żadnej „alei gwiazd”, tylko bezpośrednie kontakty gości między sobą i publiczności z nimi wszystkimi. Zaproszeni ludzie się otwierają. To są wywiady inne niż te, które słyszymy w radiu lub w telewizji. Nie ma presji czasu. Nawet jeżeli pojawi się jakiś ciekawy wątek, można przekroczyć założone ramy czasowe. Jest oddech, jest pogłębienie tematu. Są osobiste, trudne pytania. Niektóre rozmowy odbywają się w kameralnej atmosferze, np. w Hotelu Apollo. Jest naprawdę bezpośredni kontakt publiczności z ludźmi, których zazwyczaj widzimy tylko na ekranach telewizorów. w Darłówku nie patrzymy na nich przez szybę, tylko w tym wszystkim uczestniczymy. Możemy się podzielić własnymi opiniami, a bohater spotkania zwyczajnie, bezpośrednio reaguje.

Ciekawie wygląda kierunek, w jakim festiwal się rozwija. Uczestniczyłam we wszystkich oprócz pierwszego. Pomysł od początku był trafiony. Ogromną wartość ma część związana z ludźmi mediów. Ta część rozwija się znakomicie. Były rozmowy, które ja zapamiętam na całe życie. Na przykład dwa lata temu rozmowa z Teresą Torańską czy Szewachem weissem. Mam tylko małe zastrzeżenia do części muzycznej. Oczekiwałabym nieco innego klimatu. Bardziej pasowałaby mi tu piosenka literacka czy jazz. Festiwal debiutantów dla mnie nie jest najbardziej trafioną formułą. Na festiwal przyjeżdżam z całą swoją rodziną z Gdańska. wynajmujemy pokój i przez cztery dni przeżywamy serię niezwykłych spotkań. widujemy tu zresztą innych, stałych odbiorców. w tym roku spotkałam na przykład panią Zofię Kucównę, która poprzednio była gościem, a w tym roku przyjechała po prostu dlatego, że uznała, że warto.

Urszula Dudziak: „Kocham Darłowo. Mam nadzieję wrócić do Was za rok z moją córką i zespołem”

To mówi samo za siebie. A jak sprawa wygląda z perspektywy samorządu? Po co ten wielki wysiłek? Zapytaliśmy o to Arkadiusza Klimowicza, burmistrza Darłowa, współpomysłodawcę – wraz z red. Cezarym Łazarewiczem – festiwalu Media i Sztuka: – Festiwal to dzieło zbiorowe. Przygotowuje go nie tak znowu liczna, ale grupa pasjonatów, moich współpracowników, ludzi bardzo zaangażowanych i oddanych, o dekadę lub dwie młodszych ode mnie. Traktują oni swoją pracę jak pasję i to daje taki znakomity efekt. Bo ta praca wymaga poświęcenia mnóstwa czasu i energii. Często po godzinach lub w sobotę i niedzielę.

A dlaczego to robimy? Bo widzimy, że jest to impreza, którą polubiło wiele osób. A więc robimy ją dla nich. wiemy, że jest grupa ludzi, którzy przyjeżdżają do Darłówka specjalnie na festiwal. I ona rośnie! Są to osoby z Krakowa, warszawy, Katowic. Z niektórymi znamy się już osobiście.

Danuta Stenka: „To był niezapomniany czas. Dziękuję i do zobaczenia!”

Robimy ten festiwal również dlatego, że przynosi korzyść miastu. Ugruntowuje markę naszego kurortu jako niebanalnej miejscowości nadmorskiej. Dzięki niemu się wyróżniamy. Możemy zaproponować ofertę kulturalną najwyższej próby. Dlatego Darłowo postrzegane jest jako ciekawe miejsce do wypoczynku. Jest również trzeci powód. Mówię to nieco z przymrużeniem oka, ale dzięki festiwalowi spełniamy swoje własne marzenia.

Wojciech Mann: „Teraz wiem, dlaczego radiowa Trójka tak lubi przyjeżdżać do Darłowa.”

Po prostu zapraszamy tych, których chcielibyśmy całkiem prywatnie poznać, a są to najwybitniejsi w Polsce artyści i dziennikarze. Ja na przykład zawsze marzyłem, żeby poznać osobiście legendarnego przywódcę wrocławskiej Solidarności Józefa Piniora. To postać niemal mityczna, człowiek, który uchronił tuż przed stanem wojennym ogromną kwotę składek członkowskich związku przed zajęciem przez komunistów. Później te pieniądze posłużyły do finansowania działalności konspiracyjnej w latach 80. Z tych pieniędzy były wypłacane zapomogi rodzinom ludzi prześladowanych, powstawały z nich wydawnictwa podziemne. A co mnie w tym roku zaskoczyło? Zaskoczyła mnie i jednocześnie ucieszyła ogromna frekwencja. Spodziewaliśmy się, że dużo słuchaczy może być na spotkaniu z wojciechem Mannem, Danutą Stenką, wojciechem Pszoniakiem, ale jednak frekwencja była bardzo wysoka na wszystkich prezentacjach. Nawet na bardzo hermetycznych tematycznie spotkaniach – jak choćby z szefem Związku Banków Polskich, panem Krzysztofem Pietraszkiewiczem czy profesorem Grzegorzem Kołodką. Była obawa, że te nazwiska i tematy nie przyciągną uwagi, a sala w Hotelu Apollo pękała w szwach. Przyrost zainteresowania jest przeogromny. To nas cieszy, bo dowodzi, że festiwal jest potrzebny i że warto go robić dalej.