A jak absolutnie

Absolutnie subiektywny będzie ten przegląd haseł związanych z „Prestiżem”. I absolutnie szczery.

100 wydanie-1294AMALE

A jak Agrobud

W ciągu ostatnich siedmiu lat ta rodzinna firma i jej przedsięwzięcia gościły na okładkach naszego magazynu trzykrotnie. Jej pierwotną specjalnością była produkcja materiałów budowlanych. Od kilku lat zajmuje się również deweloperką. Na zewnątrz kojarzona głównie z wiceprezesem zarządu Krzysztofem Hendzlem (patrz: Hendzel Krzysztof).

 

A jak Allfood

To jedna z tych koszalińskich firm, które powstały bez rozgłosu i w parę lat (ta konkretnie w sześć) stały się silnymi przedsiębiorstwami. Specjalizuje się w hurtowym handlu mrożonkami – głównie na użytek gastronomii. Klientów ma już w pięciu województwach północno-zachodniej Polski.

Nasze odkrycie ubiegłego roku i okładka z lata zeszłego roku. Kibicujemy takim firmom.

 

B jak Bar Przerwa

Fenomen pod każdym względem. Szymon Wojta (utalentowany menedżer) i Sławomir Nowak (doświadczony szef kuchni) postanowili, że połączą siły, porzucą bezpieczne etaty i otworzą własny lokal. Ponieważ obaj mieli doskonałą opinię i szerokie grono sympatyków, Koszalin wyczekiwał startu ich przedsięwzięcia z zaciekawieniem. Kiedy wystartowali w połowie 2016 roku z Barem Przerwa i Arcycateringiem, okazało się że idealnie trafili w gust koszalinian. Początkowe tłumy można by tłumaczyć chęcią sprawdzenia rynkowej nowości, ale kiedy w marcu tego roku – po niemal trzech latach zwykłej pracy – bar pobił swoje wcześniejsze rekordy frekwencji (730 transakcji kasowych, a więc co najmniej 1000 osób, które zjadły tego dnia posiłek w Przerwie), o przypadku mówić nie można.

Kiedy Bar Przerwa zadebiutował, napisaliśmy o nim w „Prestiżu”. Zapowiedź tekstu umieszczona na naszym profilu na Facebooku uzyskała niepobity dotychczas rekord organicznego zasięgu: ponad 42 000 osób! W stutysięcznym mieście! Sam tekst na naszej stronie internetowej w ciągu pierwszego miesiąca wyświetlania przeczytało 14 777 osób! Rekord, który powoduje, że tekst zatytułowany „Bar Przerwa – tutaj stołuje się Koszalin” jest wciąż w rankingu naszej strony najchętniej najpopularniejszym artykułem. A ponieważ jest dzięki temu na naszej www wyeksponowany, zyskuje kolejnych czytelników. Czas chyba napisać o „Przerwie” nowy duży tekst…

 

Wiesława BarzyckaB jak Barzycka Wiesława

Od dwóch lat w „Prestiżu” zajmuje się marketingiem i reklamą. Czyli robi to, co przez wcześniejsze lat 15. Z tym, że wtedy ona kupowała usługi reklamowe i promocyjne, a teraz je sprzedaje. Jako dyrektor marketingu Galerii Emka była jedną z pierwszych osób, do których poszedłem siedem lat temu po przejęciu roli wydawcy magazynu z zaproszeniem do współpracy. Przyjęła mnie uprzejmie, ale z dystansem. Dopytywała, czy gazeta na pewno się ukaże, i czy na pewno w zapowiadanym terminie oraz deklarowanej objętości. Podobne pytania powtarzały się systematycznie jeszcze przez 2-3 lata co wydanie. W końcu chyba nabrała zaufania.

Była świetnym klientem, bo dostarczała reklamę jako tzw. gotowiec. Tym samym cały proces uzgodnień na linii grafik-klient odbywał się poza mną, a to jedna z najtrudniejszych i najbardziej obciążających rzeczy przy wydawaniu gazety takiej jak moja.

Tak w ogóle najukochańsi są klienci, którzy wiedzą, czego chcą. Mówią wprost, co im się podoba, a co nie. Wtedy uzgodnienia to 3-4 rundki wymiany mejlowej i po sprawie. Nie zawsze jest tak dobrze. Jeden z klientów wprowadzał poprawki do projektu – już po wstępnej akceptacji – 27 razy. Stanęło na wersji, jaką nasz grafik (patrz: Jurkiewicz „Kreda” Maciej ) przedstawił jako pierwszą. No, cóż – życie.
Wiesia to w naszym malutkim gronie osoba najbardziej uporządkowana, z własnym rytmem pracy i wrodzoną skłonnością do perfekcji. To ostatnie bywa męczące, ale w ostatecznym rozrachunku wychodzi wszystkim na dobre.

Wyładowania atmosferyczne zdarzają się w naszej relacji tylko wtedy, kiedy zderzy się dyrektywność Wiesi z moją dyrektywnością. To nie powinno dziwić: Wiesia przez niemal całe życie „dyrektorowała”, a ja zacząłem pełnić funkcję naczelnego, mając 28 lat (byłem wówczas najmłodszym naczelnym dziennika regionalnego w kraju) i robię to przez całe zawodowe życie. Z Wiesią trudne rozmowy kończą się jak należy (z mojego punktu widzenia). Wiem, ile musi ją kosztować pogodzenie się z moją stanowczością.

Podziwiam ją za optymizm, mimo że los nie oszczędza jej co rusz poważnych sprawdzianów hartu ducha.

lupka2m

B jak bezpłatny

Dla Czytelników nasz magazyn jest bezpłatny. Koszt druku jednego egzemplarza – zależnie od objętości i nakładu – waha się między 4 a 6 złotych netto. Jeśli dodać inne koszty, jasne się staje, że zdobywanie funduszy (wyłącznie z reklam) na każde kolejne wydanie to niezła gimnastyka.

Czasami słyszę: „Dlaczego Prestiż pozostaje pismem bezpłatnym; przecież z pewnością dużo osób gotowe byłoby zapłacić za nie kilka złotych?”

To temat na dłuższy wywód, więc nie będę zanudzał. Ale proszę mi wierzyć: więcej sensu ma obecnie wydawanie pisma bezpłatnego niż płatnego. Zresztą główne trendy na rynku prasowym to już od dekady: bezpłatność i specjalizacja (wybór niszy rynkowej). „Prestiż” spełnia te kryteria, bo jest pismem darmowy i jasno zaadresowanym – do ludzi lepiej niż przeciętnie wykształconych, o dochodach wyższych niż przeciętne, samodzielnie decydujących o swych wydatkach, ambitnych i poszukujących.

 

B jak Bogurski Marcin

Człowiek o niespożytej energii, szerokich zainteresowaniach, piekielnie inteligentny. Jednocześnie niezwykle sympatyczny, kontaktowy i życzliwy. Mistrz w swojej profesji. Prowadzi wspólnie z żoną Moniką znany w mieście i nie tylko w mieście Gabinet Bogurscy.

Kiedy przejmowałem „Prestiż”, reklamował się jeszcze wspólnie z kolegą po fachu Sebastianem Lenkiewiczem. Teraz każdy robi to osobno, ale w uzgodnieniu – naprzemiennie.

Obaj panowie należą do wąskiego grona najwierniejszych reklamodawców (patrz: K jak klienci). Jestem im ogromnie za to wdzięczny, bo dzięki takim osobom „Prestiż” przetrwał najtrudniejsze momenty i zaczął się rozwijać.

 

F jak Firmus

Są tacy, którzy twierdzą, że „Prestiż” to „gazeta Firmusa” (chodzi o dewelopera inwestującego w Mielnie i Koszalinie), bo tak dużo (rzekomo) o nim piszemy. Zapewniam: są firmy, które w „Prestiżu” pojawiają się częściej. Skąd więc to wrażenie wszechobecności Firmusa? Rzecz chyba w tym, że to przykład firmy, która ma bardzo przemyślaną komunikację i zawsze starannie dopracowane przekazy marketingowe.

100 wydanie-1484m

F jak fotografia

Duńscy wydawcy prasowi od 20 lat dysponują narzędziem komputerowym, które odnotowuje i dokumentuje twarze osób pojawiających się w gazecie. Jedna z lokalnych gazet przyjęła sobie za punkt honoru, by każdy mieszkaniec obszaru, na którym ukazuje ten tytuł, pojawił się w druku co najmniej dwa razy do roku.
My takim cudem nie dysponujemy, niestety, ale wiemy, że każdy numer naszej gazety to co najmniej 400 fotografii!

Mamy szczęście do zdolnych fotografów. Wymienię tylko kilka nazwisk: Wojtek Grela, Wojtek Gruszczyński, Marcin Betliński, Iza Rogowska i oczywiście Agnieszka Orsa.

 

H jak Hendzel Krzysztof

Dla wielu postać kontrowersyjna, zawodowo wiceprezes firmy budowlanej (patrz: Agrobud), prywatnie pasjonat motoryzacji i wszystkiego co z nią związane. Eksponatami z jego ogromnego zbioru samochodów i innych pojazdów można by wyposażyć wymarzony przez pana Krzysztofa rodzinny motoryzacyjny park rozrywki. Poświęciliśmy temu pomysłowi jedną z okładek. Do ziszczenia się wizji brakuje… kilkudziesięciu milionów złotych. Gdyby powstał park rozrywki według wizji pana Krzysztofa, byłby atrakcją nie w skali Koszalina i okolic, nawet nie Pomorza, ale całego kraju. Kto wie, może pojawi się ktoś z pieniędzmi, kto w tę wizję uwierzy i zainwestuje jako partner pomysłodawcy.

 

2018a2J jak Jurkiewicz „Kreda” Maciej

W życiu spotkałem tylko dwóch takich grafików. Pierwszym był mój przyjaciel Tomek Piekut-Jóźwicki poznany w Lublinie (2,5 roku byłem tam naczelnym „Dziennika Wschodniego”), drugim właśnie Kreda. Niezwykle kreatywny, pracowity i odporny. Ale przede wszystkim bardzo kompetentny zarówno na poziomie plastyki, jak i techniki.

Pracujemy zdalnie. To znaczy Maciej w Szczecinie, ja/my w Koszalinie. Dopracowaliśmy komunikację perfekcyjnie. Choć czasami żal, że nie rozmawiamy face to face.

Maciej to w Szczecinie ktoś o statusie podobnym do koszalińskiego Cukina, a więc również streetartowiec, malarz, twórca identyfikacji graficznych firm, plakacista. Jak on znajduje czas na to wszystko?
Czasami irytują go wysyłane przez nas słabe materiały, z których musi stworzyć jakiś projekt. Nadużywamy jego kreatywności, ale mamy pewność, że kiedy sytuacja wydaje się beznadziejna, Maciej coś wymyśli.

 

K jak KAdruk

To w tej niedużej drukarni projekty stron „Prestiżu” nabierają materialnego kształtu. Godny polecenia partner biznesowy, który stale unowocześnia park maszynowy i metody pracy.

Kieruję z okazji naszej „setki” gorące podziękowania za doskonałą współpracę do pana Mariusza Kotarskiego, właściciela KAdruku i pana Macieja Kowalika, kierownika produkcji, który pierwsze siwe włosy na młodej głowie zawdzięcza między innymi nam, bo zdarza się nam go stawiać w trudnym położeniu. Dlaczego? Zasadniczo na wyprodukowanie nakładu są potrzebne 3 pełne dni robocze. Tymczasem pan Maciej był w stanie spowodować, że gdy z powodu naszych opóźnień pojawiła się taka konieczność, ten czas skrócił się niemal o połowę. Chapeau bas!

 

100 wydanie-1360mK jak klienci

Ludzie, bez których nie byłoby „Prestiżu”. Tak więc magazyn mój jest po części również ich magazynem.
Czasami słyszę zarzut, że w „Prestiżu” reklamują się wciąż ci sami klienci. Postanowiłem więc policzyć, ile podmiotów przewinęło się przez nasze łamy w ciągu ostatnich siedmiu lat. I wyszło, że (nie licząc tego przebogatego wydania) klientów mieliśmy 492!

Nie do wiary, prawda?

 

K jak Kuncer Krzysztof

Nazwisko, które jest marką. Najmocniejszą, bo osobistą. Z jednej strony jako najważniejszy element w nazwie firmy Przedsiębiorstwo Budowlane KUNCER, z drugiej jako człowiek z krwi i kości wyposażony w przymioty, które czynią z pana Krzysztofa autorytet. To dzięki takim osobom w Polsce zdarzył się cud, bo cudem jest to, że w ciągu 30 ostatnich lat nasz kraj odmienił się tak bardzo. To ich ciężka praca, kompetencje, ambicja i upór dały napęd przemianom.

Dla mnie pan dr Krzysztof Kuncer jest również wzorem odpowiedzialnego przedsiębiorcy. Tylko on i grono jego najbliższych współpracowników wie, że w kryzysie tym, o co walczył, było zachowanie miejsc pracy dla ludzi, którzy stanowili człon jego ekip wykonawczych.

Zawsze rzeczowy, rzetelny, precyzyjny, obdarzający współpracowników dużym zaufaniem. Myślę, że dobrze jest mieć takiego szefa.

 

L jak Lenkiewicz

Gabinet państwa Magdaleny i Sebastiana Lenkiewiczów jest nam reklamowo wierny od początku. Sam pan doktor jest osobowościowym przeciwieństwem wspomnianego wcześniej doktora Marcina Bogurskiego (powściągliwość 10/10), ale tak samo błyskotliwy i w swym fachu perfekcyjny.

Jeśli gestem ręki pozdrawia mnie na ulicy „zamaskowana” postać na rowerze, to wiem, że to właśnie doktor Lenkiewicz. Mejle od niego wskazują, że chyba w ogóle nie sypia, bo na przykład jeden był z godziny 1 w nocy, a kolejny został wysłany przed 6 rano… Podziwiam.

100 wydanie-1512m

L jak Loos Jarosław

Przedsiębiorca – ekscentryk o horyzontach dużo szerszych niż tylko biznes. Wciąż najlepiej ubrany mężczyzna w Koszalinie. Nikogo nie zostawia obojętnym wobec siebie. Jedni go uwielbiają, inni nienawidzą. Tak pół na pół, myślę. Buduje firmy, które produkując okna walnie przyczyniają się do poprawy bilansu handlowego z Niemcami i Wielką Brytanią – cała produkcja tam właśnie ląduje.

 

M jak magazyn

Nie chodzi oczywiście o halę z regałami… Jedyna kategoria na rynku prasowym, która wciąż się rozwija, co wyraża się m.in. tym, że powstają nowe tytuły.

Magazyny mają więcej cech wyjątkowych. Czytelnicy na lekturę magazynu poświęcają średnio 99 minut. Liczba 3,4 wyraża średnią powrotów czytelnika do tego samego wydania (numeru), a 3,8 częstotliwość kontaktu z reklamą. Aż 86 proc. czytelników przegląda całe pismo przy pierwszym kontakcie.

Zapytają Państwo, skąd ja to wiem? Nie rzucam tych liczb gołosłownie. Otóż największy wydawca prasy kolorowej w Polsce, Bauer Media Group (inaczej Heinrich Bauer Verlag), zrobiła niedawno dokładne i bardzo rozbudowane badania zachowań czytelników prasy w naszym kraju. Częścią wniosków Bauer się podzielił z innymi wydawcami i stąd przytoczone wielkości.

 

Anna MakochonikM jak Makochonik Anna

Silna osobowość, choć Ania pewnie by się z takim stwierdzeniem nie zgodziła.

Solidnie opanowała rzemiosło dziennikarskie. Umie napisać, umie zredagować. Dla laików ktoś piszący w gazecie to redaktor. Na zasadzie, że profesorem jest nauczyciel szkoły średniej – owszem. Ale w rzeczywistości piszący to reporter albo publicysta, a redagujący to właśnie redaktor. Każdy redaktor prasowy jest dziennikarzem, ale nie każdy dziennikarz redaktorem. Ania jest dziennikarką, czyli sprawną autorką, ale również redaktorką. Zaryzykowałbym twierdzenie, że w Koszalinie jedną z nielicznych prawdziwych redaktorek i redaktorów.

Jeszcze jedną zawodową zaletą Ani jest jej kompetencja językowa. Biegłość w polszczyźnie to coraz rzadsze zjawisko. Zapanowało wszechobecne językowe niechlujstwo. Nawet ludzie wykształceni kaleczą język polski. Ba, niektórzy łatwo poddają się żargonom, dlatego w ich mowie pieniądze stają się „środkami”, a rozwiązania, urządzenia, aplikacje są „komuś dedykowane” zamiast „wymyślone albo przeznaczone dla kogoś”. Nad nieodmienianiem nazwisk już nie będę się rozwodził, bo z pasją Don Kichota i niestety skutecznością Syzyfa robią to od lat między innymi prof. Jan Miodek i prof. Jerzy Bralczyk.

100 wydanie-1336m

Mateusz MałeckiM jak Małecki Mateusz

Najmłodszy w gronie twórców „Prestiżu”. Dlatego zajmuje się Internetem. Zdolny grafik komputerowy, ambitny, z dużą wiedzą o internetowym marketingu. Autor naszej strony www.

Jest jednoosobową firmą, więc jak większość ludzi „samozatrudnionych” wiecznie pracuje i brakuje mu stale czasu. Ale jednocześnie jest bardzo terminowy, dokładny i rzetelny.

Godny polecenia jako projektant stron. Uważnie wysłuchuje klienta, zanim mu coś zaproponuje.

 

M jak Mojsiuk

Właściwie to „M jak Mojsiukowie”. Najpierw państwo Irena i Kazimierz, a później ich córki: Agnieszka, Hanna i Katarzyna. Firma założona przez państwa Mojsiuków obchodzi w tym roku czterdziestolecie. Powstała w 1979 roku jako rzemieślniczy warsztat samochodowy przy ulicy Zielonej w Koszalinie.

Obecnie Grupa Mojsiuk to pracodawca zatrudniający w Koszalinie, Szczecinie i Gorzowie Wielkopolskim już około 500 osób. Reprezentuje trzy mocne marki motoryzacyjne: Mercedes-Benz, Honda i Peugeot. Stworzyła również własną: Centrum Blacharsko-Lakiernicze Mojsiuk.

Zżyłem się z rodziną państwa Mojsiuków – śmiało tak mogę powiedzieć. „Spotykamy” się w gazecie w każdym wydaniu. Tak, w każdym wydaniu była reklama Firmy. Ale spotykamy się również w dosłownym znaczeniu tego słowa, omawiając nie tylko sprawy zawodowe. Sporo rozmów dotyczy na przykład rozmaitych działań charytatywnych i innych prospołecznych, w które Firma i jej Właściciele się angażują.
Jak już wielokrotnie tu pisałem: bez reklamodawców nie byłoby „Prestiżu”. Dlatego z całego serca dziękuję.

 

Agnieszka Orsa (1)O jak Orsa Agnieszka

Szczerze mówiąc, nie pamiętam, kiedy zrobiła dla „Prestiżu” pierwsze zdjęcia i w jakich okolicznościach. Wydaje się, że jest z nami od zawsze.

Jest fotograficznym samoukiem. Nadal się uczy, do czego przyznaje się bez skrępowania. I to budzi mój szacunek.
Jest osobą bardzo sympatyczną i otwartą. Ma dar wywoływania uśmiechu nawet na najbardziej pochmurnych twarzach.

Jej pracowitość dorównuje talentowi. Jeśli przyrzecze zdjęcia na określony termin, można być pewnym, że się nie spóźni. Laicy myślą pewnie: co to jest zrobić zdjęcie? Otóż sama praca na planie fotograficznym to tylko cząstka wysiłku. Obróbka zdjęć na użytek kolorowe magazynu to prawdziwa katorga. Aga ją mężnie znosi.

 

P jak „Press”

Redakcja „Press”, renomowane pismo branży medialnej i marketingowej, jakiś czas temu ogłosiła ranking najlepszych bezpłatnych magazynów miejskich. Nie wygraliśmy, ale wspólnie z naszym „starszym bratem” ze Szczecina zajęliśmy miejsca 4/5; lepszy w opinii jury okazał się „brat młodszy”, czyli „Prestiż Magazyn Trójmiejski”. Ale mamy satysfakcję, bo w pierwszej dziesiątce rankingu byliśmy jedynym tytułem nie ukazującym się w wielkim mieście, a niedużym w sumie Koszalinie.

 

Joanna RadziunR jak Radziun Joanna

Jej domena to marketing i reklama. W „Prestiżu” od pół roku. Wcześniej już z sobą pracowaliśmy – w niegdysiejszym „Głosie Pomorza”, który zlał się w jedno z „Głosem Koszalińskim” (w Koszalinie ostała się ta marka, w Słupsku „GP”).

Świetny handlowiec. Zna rynek jak mało kto. Sympatyczna, konkretna, umie asertywnie rozmawiać z klientami. Ale również ogromnie życzliwa. Jak trzeba, to walczy ze mną o interes klienta (na przykład o stronę w magazynie, na której zależy klientowi; zazwyczaj ustępuję).

W biurze jest w stanie wysiedzieć dziennie góra 2-3 godziny. Potem idzie na jedno spotkanie. Tak mówi. Wraca pod koniec dnia i opowiada, kogo odwiedziła (średnio trzech klientów, a bywa że sześciu). I to jest jedna z licznych zalet Asi jako sprzedawcy. Są, niestety, na świecie handlowcy i dziennikarze oglądający świat przez telefon. Potem się dziwią, że inni mają lepsze wyniki pracy.

Asia ma tyle energii, że potrafi nią zarażać. To dla mnie ważne, bo moja życiowa bateria rozładowuje się szybciej. Dzięki Joannie dzielącej ze mną biuro nabieram siły i optymizmu. I to kolejna wielka jej zaleta w moich oczach.

 

S jak Snoch Natalia

Fotografuje modę i ludzi jak nikt inny w Koszalinie. Współpracuje ze stałym teamem: Marta Waluk (stylistka), Karolina Maciejewska (makijażystka), Angelika Karabin (modelka).

Jak mówi, fotografuje, bo lubi. I to widać w jej zdjęciach. Ale fotografia to nie jest jej główne zawodowe zajęcie, a szkoda. Spokojnie mogłaby pracować dla najlepszych polskich magazynów.

W tym wydaniu mogą Państwo oglądać efekt sesji, którą dziewczyny przeprowadziły w apartamentach Dune Resort w Mielnie. Wykonały ją specjalnie na setne wydanie. Przyznacie, że robi wrażenie.

100 wydanie-1366m

S jak suplement

Moi współpracownicy zapowiedzieli, że napiszą do niniejszego „Alfabetu” suplement, który będzie o mnie. No, ciekawe… Ale obiecałem, że nie zmienię ani słowa.

 

W jak Wachowicz Anna

Anna, z domu Ołów, dziewczyna rodem z Polanowa. Moja dziennikarska wychowanka. Razem ze swym przyszłym mężem Piotrem pojawiła się kiedyś podczas rekrutacji w mojej ówczesnej redakcji (lokalne wydanie „Gazety Wyborczej” – tak, tak, kiedyś w Koszalinie ukazywały się 4 dzienniki, wliczając to mutację „GW”, która u szczytu rozwoju miała redakcję liczącą 13 dziennikarzy etatowych). Oboje pisywali u nas, dopóki nie ukończyli studiów. Później „wyemigrowali” do Szczecina. To właśnie od Ani, wtedy szefowej ekipy handlowej szczecińskiego „Prestiżu”, dowiedziałem się o tym, że koszaliński „Prestiż” jest do kupienia. Na to się nie zdecydowałem, ale wziąłem tytuł w dzierżawę. Wykupiłem go dwa lata później.

 

100 wydanie-1456m

Suplement

Trudno pisać o szefie, bo można zostać posądzonym albo o próbę pochlebstwa, albo o danie upustu złośliwości. Zaryzykuję. Pierwsze pewnie skwituje uśmiechem, drugie tym bardziej. W naszym redakcyjnym rankingu cech Andrzeja pojawiły się: sumienny, oczytany, piekielnie inteligentny, pracowity, skuteczny, asertywny, taktowny, wyważony w opiniach, komunikatywny, cierpliwy, wyrozumiały, przyjazny, ciepły, życzliwy, dobry gospodarz, lubiany, ma światły umysł i świetne pióro, dobry człowiek.

Oboje cierpimy na przypadłość zwaną prokrastynacją, czyli uporczywe odkładanie obowiązków na później, co sprawia, że gdy zbliża się deadline, jesteśmy półżywi ze stresu. Może dlatego, gdy spóźniam się z oddaniem tekstu, a robię to nagminnie, mimo nieukrywanego zniecierpliwienia, kiwa głową ze zrozumieniem.
Choć żyje w permanentnym stresie, zajmuje się mnóstwem rzeczy (pisze, redaguje, sprzedaje reklamy, szkoli) i jest w nieustannym niedoczasie, rzadko się irytuje. Raczej do wewnątrz. Wybucha sporadycznie, ale jeśli w ogóle to spektakularnie. Na co dzień człowiek wysokiej kultury, spokojny, zrównoważony potrafi zagrzmieć tak, że gołębie z podwórka pod naszą redakcją udają się pod ratusz. Denerwują go nie ludzie, a zachowania, postawy, złośliwość martwej natury i nieodmienianie nazwisk. Jednak nawet w dużej złości nikogo nie obraża. Poza tym szybko się uspokaja. W pochwałach jest nienachalny. Gdy nic nie mówi, to znaczy że jest ok, gdy nie jest ok – mówi o tym uprzejmie, acz stanowczo, ale gdy mówi „dobra robota”, to można mieć pewność, że tak jest. Robi to mniej więcej raz na rok, więc szału nie ma.

Budzi respekt. Nie tylko ze względu na wzrost i chmurne spojrzenie, ani nawet fakt, że rozmówcy słucha w milczeniu, nie zdradzając emocji. Przede wszystkim imponuje wszechstronną wiedzą, erudycją i ogromnym doświadczeniem. Z moją skłonnością do budowania zdań wielokrotnie złożonych, zazdroszczę mu umiejętności syntetyzowania zjawisk, przeprowadzania logicznego wywodu i wyrażania myśli w sposób klarowny i konkretny. Pewnie dlatego często zapraszany jest do różnego rodzaju dyskusji i programów publicystycznych. Jest niezwykle uczciwym człowiekiem. W życiu, w pracy, w opiniach. Różni nas światopogląd – jest konserwatystą i nie zgadzamy się w wielu kluczowych kwestiach, ale z uwagą słucham jego argumentów.

Mam dwa autorytety zawodowe, jednym z nich jest Andrzej. Pracę w dziennikarstwie rozpoczął w 1991 roku, kiedy miałam 11 lat i pisałam swoje pierwsze wypracowania. Za dwa lata będzie obchodził trzydziestolecie pracy zawodowej. Cóż mogę dodać, poza tym, że cieszę się, że mogę się czegoś od niego nauczyć?