Gdyby porównać „Gąskę” Nikołaja Kolady do środka lokomocji, byłby to słynny pociąg Moskwa – Paryż – Moskwa. Tyle samo w tym tekście różnorodności, energii i żywiołowości, co wśród pasażerów pędzącego przez odludzia ekspresu, w którym nie da się zmrużyć oka. Bohaterowie sztuki grają w pędzie, wciąż zmieniając przedziały emocji. Od pierwszego szarpnięcia kołami wiadomo, że ktoś z tej piątki gdzieś wysiądzie, a ktoś pojedzie dalej.

Najnowsza premiera (23 marca br.) Bałtyckiego Teatru Dramatycznego (BTD) w Koszalinie, „Gąska” w reżyserii Pawła Szkotaka, to znakomity koncert rozpisany na pięciu aktorów, dwa akty i cztery instrumenty: miłość, namiętność, wściekłość i pogardę.

 

Teatr w hotelu

Z farsy wchodzimy w komedię, z komedii staczamy się w groteskę, z groteski brniemy w dramat, a wszystko wciąż ze świadomością, że śmiejemy się z siebie. Gra z gatunkami ma drugie dno. „Gąska” na scenie BTD rozgrywa się na tle mrocznych luster, w których odbija się obraz publiczności, co potęguje odczucie, że uczestniczymy w wydarzeniach.

Oto Gąska (Nonna) – młodziutka, atrakcyjna aktorka teatru na prowincji w Dechowsku, która chce grać. Grać na scenie i grać w życiu. Gra więc, uwodząc dwóch dojrzałych mężczyzn – aktora (Fiodor) i dyrektora artystycznego (Wasilij). Pozostajemy w teatrze lub – jak chce autor – w hotelu robotniczym, gdzie artyści mieszkają. Teatr rozgrywa się także między bohaterami, bo poza płomiennym romansem aktor ma również żonę (Ałła), aktorkę z dorobkiem, a dyrektor zakochaną w nim trzecią aktorkę (Diana), która czeka na powrót namiętności kochanka.
Z tak skonstruowanego punktu wyjścia dróg mogło być wiele. Skład emocji i uczuć, na modłę rosyjską, a więc i śmiesznie i strasznie, pędzi na naszych oczach w kierunku rozpadu i rozkładu. Rosjanie nie mają jednak w naturze porażki, Gąska, owszem, wszystkim pokaże zgięte przedramię, sypnie prawdą jak solą na niegojące się rany, ale przy tym ich ocali.

 

Z łóżka – w kapcie

Gdy opada kurtyna, widz ma ochotę ponownie otworzyć drzwi teatru w Dechowsku. Dokładnie takie samo odczucie towarzyszy patrzeniu na świat z okna mknącego pociągu. Nie wszystko udaje się dostrzec za pierwszym razem, a tekst jest niezwykle bogaty w konteksty. Co jednak naprawdę z niego wynika?

Jesteśmy świadkami czegoś na kształt terapeutycznego ustawienia. Koniec wszystkich odmienia. Kobiety tłamszone przez mężczyzn triumfują, każda na swój sposób. Dwie odzyskują kochanków, trzecia świadomie ich poniża, zostawia. Zrzuceni z karuzeli namiętności czterdziestolatkowie wracają do kapci, uświadamiając sobie, że nie zaimponują młodości tylko miłością. Miłość zaś przegrywa, być może dlatego, że oparta jest na zdradzie, intrydze lub pragmatyzmie. Ekspres życia wciąż pędzi, niektórzy pasażerowie właśnie na tej stacji z niego wysiedli.

„Gąska” to kolejny przykład, że rosyjska dramaturgia rozkwita. Nowe pokolenie twórców, podobnie, jak w literaturze i kinie, obficie korzysta z rosyjskiej tradycji ostrej satyry, ale od teraźniejszości odwraca się plecami. W szeroko rozumianej grze upatruje ratunku przed ponurą rosyjską rzeczywistością. Więcej w tych tekstach uniwersalności. Gra Kolady, jak u pisarza Aleksandra Potiomkina, sama w sobie jest życiem, a życie – grą. Wszystko jest grą.

To z pewnością jedno z najlepszych przedstawień BTD w ostatnich latach. Zasługa w tym nie tylko błyskotliwie rozpisanego tekstu i tłumaczenia Jerzego Czecha oraz sugestywnej scenografii przygotowanej przez Damiana Styrnę, lecz przede wszystkim kunsztownej reżyserii Pawła Szkotaka, który w Koszalinie zrealizował już „Świętoszka” (2017) oraz wyrafinowanej gry aktorskiej.

 

Kwintet, czyli sekstet

Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska jako Ałła, Katarzyna Ulicka-Pyda jako Diana, Wojciech Rogowski jako Fiodor i Piotr Krótki jako Wasilij wygrywają wszystkie niuanse i detale swoich ról. Zapominamy o otoczeniu. Widzom udziela się ich nastrój, energia, a to rzadkie sprzężenie. Widać w pracy aktorów ogromne doświadczenie sceniczne, zaufanie do partnera i wiele godzin prób z reżyserem, który dokładnie wie, co i jak chce pokazać.
Sprawnie i wyraziście z trudną i dynamiczną postacią Nonny poradziła sobie Adrianna Jendroszek, absolwentka Akademii Sztuk Teatralnych we Wrocławiu. Młoda aktorka, która ma za sobą współpracę z Agatą Dudą-Gracz i Przemysławem Wojcieszkiem, jest nowym, cennym, obiecującym, potrzebnym zespołowi i dobrze przyjętym przez widzów nabytkiem BTD.
W tym kwintecie wszystko chodzi jak w zegarku, każda relacja jest dopracowana, reakcja przechodzi w akcję, riposta pozostawia nową kreskę na szkicu postaci. Wymaga to jednak od aktorów koncentracji i napięcia, gry totalnej. W tle, za lustrami pojawia się jeszcze cień spacerującego Jacka Zdrojewskiego, który może być narratorem historii, przypadkowym świadkiem lub mityczną postacią spoza krawędzi snu.
„Gąska” to przedstawienie nie tylko godne jubileuszu 65-lecia Bałtyckiego Teatru Dramatycznego i tegorocznych obchodów Międzynarodowego Dnia Teatru. To „lektura obowiązkowa” tego sezonu artystycznego BTD.

 

AUTOR: Andrzej Mielcarek