W tym kraju niemal wszystko imponuje i zachwyca – od restauracji serwujących przepyszne jedzenie, przez bajkowo kolorowe świątynie, po rajskie plaże. Jak cieszyć się tymi atrakcjami bez stresu? Oto garść porad wynikających ze świeżego doświadczenia.

Sektor turystyczny Tajlandii przeżywa rozkwit. Kraj przyciąga turystów unikalnymi atrakcjami, a także otwartością i serdecznością mieszkańców. Od dawna był moim podróżniczym marzeniem. W końcu nadszedł czas, aby skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością.
Jestem przekonana, że wizytę w Krainie Uśmiechu najlepiej zorganizować samemu. I choć jest to nieco czasochłonne, to wbrew pozorom, nie jest trudne.

 

Kiedy jechać?

Sezon turystyczny w Tajlandii trwa od listopada do lutego – panuje wtedy pora sucha, a temperatury, jak na Tajlandię, są przyjemne. Minusem są oczywiście ceny, które w tym czasie znacząco rosną, a absolutny szczyt drożyzny przypada na czas świąteczno-noworoczny.

Wyjazd do Tajlandii można rozważyć także w okresie od maja do połowy października, gdy trwa tam pora deszczowa. Pada wówczas wprawdzie często i intensywnie, ale nie są to ulewy trwające całymi dniami, które znamy z Polski. Zazwyczaj po godzinnym deszczu wychodzi słońce. Plusem tego terminu są o wiele niższe ceny.
Od marca do kwietnia trwa pora gorąca. Temperatury przekraczają wówczas 40 stopni i nie ma mowy o jakimkolwiek zwiedzaniu.

 

Szczepienia

Według informacji ze strony Ministerstwa Zdrowia – żadne szczepienia nie są wymagane, jednak jest kilka zalecanych (dur brzuszny, WZW typu A i B oraz zestaw tężec, polio, błonica). Wiele zależy od tego, co w Tajlandii planujecie robić – zwiedzać, plażować i jeść w polecanych miejscach, czy może buszować po dżungli, jeść na ulicy i szukać przygód w dzielnicy Patpong. Przed wyjazdem warto więc umówić się do lekarza medycyny podróży i z nim skonsultować wątpliwości.

Ja i mój narzeczony nie zdecydowaliśmy się na żadne szczepienia. Zainwestowaliśmy natomiast w dobre ubezpieczenie, które zapewniało nam opiekę zdrowotną, jeżeli byłaby ona konieczna. Przed i w trakcie wyjazdu zażywaliśmy także probiotyki. Warto wspomnieć, że opieka medyczna w Tajlandii jest na naprawdę wysokim poziomie, ale jest też bardzo droga.

Autorka w sanktuarium słoni

Wiza i paszport

Obywatele Polski wyjeżdżający do Tajlandii na mniej niż 30 dni nie potrzebują wizy. Na lotnisku otrzymują tzw. visa on arrival, która jest darmowa. Należy pamiętać jednak o tym, by paszport był ważny jeszcze przez co najmniej 6 miesięcy licząc od daty wyjazdu.

 

Ubezpieczenie

Przed każdą podróżą, szczególnie poza Unię Europejską, gdzie nie obowiązuje karta EKUZ, należy się ubezpieczyć. To punkt w planie przygotowań, na którym nie warto oszczędzać. Poza wysokością kosztów leczenia szczególną uwagę należy zwrócić na zapisy dotyczące bezgotówkowego rozliczania się ze szpitalem, szczepień oraz dopuszczalnej zawartości alkoholu w organizmie.

 

Waluta

Do Tajlandii najlepiej wziąć euro, funty lub dolary (muszą być wydane po 2006 roku), które na miejscu wymienimy na baty tajskie. Część pieniędzy trzeba wymienić już na lotnisku. Jeżeli przygodę z Tajlandią rozpoczniecie – tak jak ja – w Bangkoku, to polecam znajdujący się na najniższym piętrze tamtejszego lotniska kantor Super Rich, który ma najkorzystniejsze kursy.

 

Planowanie „podróży marzeń”

Planowanie ponad trzytygodniowego wyjazdu do Tajlandii musi być sztuką kompromisu. To rozległy kraj z mnóstwem atrakcji. Odległości są duże i nie da się zobaczyć wszystkiego, tym bardziej, że urlop ma być odpoczynkiem, a nie katorgą. Planując podróż do „Krainy Uśmiechu” należy wziąć pod uwagę nasz budżet, styl podróżowania, osobiste preferencje i marzenia (moim było odwiedzenie sanktuarium słoni i mimo wysokiej ceny, był to obowiązkowy punkt wycieczki).

Przygotowania do wyjazdu rozpoczęliśmy 6 miesięcy przed wylotem. Zaczęliśmy od biletów, które bywają największym kosztem wyprawy. Wygodnie do Tajlandii można polecieć liniami Qatar Airways lub Emirates, a tanio UIA lub Air China. My zdecydowaliśmy się na wersję wygodną, którą zdecydowanie polecam. Uwierzcie, że dwa sześciogodzinne loty nawet w najwygodniejszym samolocie są katorgą. Za loty do Bangkoku liniami Qatar Airways, z krótką przesiadką w Doha, zapłaciliśmy 2000 złotych za osobę i w tym terminie była to dobra cena. Jeśli chcecie polecieć tanio (albo raczej taniej) to bilety na loty ukraińskimi liniami można dostać za 1300 złotych. Ceny biletów śledziłam w wyszukiwarce lotów skyscanner.pl oraz kayak.pl.

Kolejnym punktem przygotowań było określenie atrakcji i miejsc noclegowych. Wytrawni podróżnicy, którzy w Azji spędzają kilka miesięcy, stawiają na spontaniczność i rekomendują rezerwowanie tylko pierwszego noclegu. Ja lubię mieć wszystko zaplanowane, więc poza ostatnimi noclegami w Bangkoku, wszystkie hotele rezerwowałam w Polsce przez stronę Booking.com. Można w ten sposób wiele zaoszczędzić. Także tutaj działa zasada „im wcześniej, tym lepiej”. Noclegi rezerwowałam we wrześniu i było to nieco za późno. Wiele atrakcyjnych ofert było już wykupionych. W rezultacie za 20 noclegów zapłaciliśmy 4000 złotych. Spaliśmy w trzygwiazdkowych hotelach i pensjonatach, a na wyspach pozwoliliśmy sobie na więcej luksusu i zdecydowaliśmy się na czterogwiazdkowe resorty.

Co spakować do Tajlandii?

Skoro decydujecie się na samodzielną organizację wyjazdu, to zakładam, że macie w planach przemieszczanie się.
Zdecydowanie polecam więc wzięcie plecaka, który w razie lotów między destynacjami w samej Tajlandii, zmieści się w limicie bagażu podręcznego (maksymalnie 50 litrów). Plecak docenicie także w momencie, gdy łódka dowożąca was na wyspę zatrzyma się 10 metrów od brzegu, a żeby dotrzeć do hotelu będziecie musieli przejść przez plażę.

Zdecydowanie nie ma potrzeby brania nadmiaru garderoby, ponieważ na każdym rogu znajdziecie pralnie, gdzie za kilogram prania zapłacicie 5 zł. Nie zabierajcie też ciepłych ubrań, chyba, że wybieracie się do dżungli na północy kraju.

Pamiętajcie, że aby wejść do tajskich świątyń musicie mieć zakryte kolana i ramiona.
Pakując się, nie zapomnijcie o podstawowych lekarstwach przeciwbólowych, przeciwgorączkowych i przeciwbiegunkowych. Środki na komary lepiej kupić już na miejscu – są dostępne w sklepach popularnej sieci 7-Eleven. Zabierzcie natomiast kremy do opalania z wysokim filtrem UV, ponieważ w Tajlandii są one kilka razy droższe niż w naszym kraju.

 

Transport

Z lotniska do centrum Bangkoku najtaniej jest się dostać pociągiem „Airport Rail Link”. Bilet, a właściwie żeton na przejazd, kupimy na najniższym poziomie lotniska, tuż przed wejściem na stację. Kurs do centrum (stacja Phaya Thai) kosztuje około 5 zł za osobę. Stamtąd możemy przesiąść się w nadziemną kolejkę BTS lub w metro.
Jeśli hotel znajduje się w okolicach Wielkiego Pałacu, to najlepiej zamówić taksówkę lub Graba (tajski Uber), ponieważ poza autobusami, nie jeździ tam żadna inna komunikacja miejska. Cena za trasę z lotniska wyniesie około 50 zł (dochodzi opłata lotniskowa oraz koszt autostrad). Poza tym taksówki w Bangkoku są bardzo tanie, ale zawsze trzeba pytać o taksometr (taxi-meter) inaczej na pewno przepłacimy. My najczęściej korzystaliśmy z Graba, którego zamawialiśmy przez aplikację w telefonie. Cena była z góry podana, a trasę można było kontrolować. Przejazd Grabem kosztował tyle samo, co korporacyjną taksówką, a nie trzeba było męczyć się z wyjaśnianiem celu podróży.

Będąc w Tajlandii nie można nie skorzystać z tuk-tuka – rikszy, która jest wręcz symbolem Azji. Tutaj już żaden cennik nie obowiązuje – zapłacisz tyle, ile wytargujesz. Wiele osób przestrzega przed kierowcami, którzy nie dość, że jeżdżą jak szaleńcy, to próbują wozić turystów po „zaprzyjaźnionych” miejscach. My mieliśmy szczęście i trzy razy trafiliśmy na sympatycznych i skłonnych do negocjacji kierowców. Choć każdy z nich jeździł jak szalony, to czuliśmy się bezpiecznie.

Bangkok warto zobaczyć także z perspektywy wody. Przejażdżka tramwajem wodnym po rzece Menam to nie tylko dobra opcja transportu, ale także atrakcja sama w sobie, szczególnie wieczorem lub o zachodzie słońca. Najlepiej wsiąść do jednej z łódek, którymi podróżują mieszkańcy miasta. Są one bowiem kilka razy tańsze niż te dla turystów.

Popularnym środkiem transportu jest także skuter, który w Tajlandii często pełni funkcję taksówek. My nie odważyliśmy się wsiąść na niego w Bangkoku, ale wypożyczyliśmy go podczas pobytu na wyspie. Koszt to 25 zł za dzień.

Przed wypożyczeniem koniecznie trzeba dokładnie obejrzeć skuter, a najlepiej zrobić zdjęcia każdej usterki, aby uniknąć późniejszego obciążenia kosztami naprawy. Aby legalnie poruszać się skuterem, należy mieć prawo jazdy kategorii A, a wiele wypożyczalni przy podpisywaniu umowy wymaga zostawienia paszportu. Należy też pamiętać o tym, że w Tajlandii ruch odbywa się lewą stroną jezdni – dla wielu może być dużą barierą. Litr paliwa kosztuje około 4 zł.

Pomiędzy miastami najlepiej podróżować autobusami lub pociągami. Bilety bez problemu dostaniemy w kasie na dworcu. Dłuższe trasy jak np. z Bangkoku na wyspy warto pokonywać samolotem. Przy wcześniejszej rezerwacji loty wewnątrzkrajowe kosztują około 70 zł za osobę (Bangkok-Krabi). Cena za lot może więc wynieść tyle samo, co za podróż lądem, a zaoszczędzimy bardzo dużo czasu.

Fascynująca przyroda - niby wiemy, czego się spodziewać, ale rzeczywistość przerastasta wszelkie wyobrażenia

Co warto zobaczyć?

Większość turystów swoją przygodę z Tajlandią zaczyna w Bangkoku. Obowiązkowymi wręcz miejscami do zobaczenia są Wat Pha Kaew z Wielkim Pałacem, Wat Pho, Wat Traimit, świątynia Wat Arun, Złota Góra oraz dom Jima Thompsona. Warto udać się na zakupy na Chatuchak Market (jeden z największych na świecie targów), na imprezową Khao San Road oraz do Parku Lumphini i tam wypatrywać waranów. Doskonałym miejscem na wieczorny spacer jest także dzielnica Chinatown, która jest królestwem ulicznego jedzenia.

 

Z wizytą w domu króla

Wybierając się do Wat Pha Kaew trzeba nastawić się na kilometry zwiedzania w dużym upale i wielkim tłumie, dlatego podstawowym wyposażeniem powinna być butelka wody. Aby wejść do kompleksu należy mieć odpowiedni strój, który zakrywa ramiona i kolana.
Budowę kompleksu rozpoczęto w 1782 roku. A na otoczonym murem terenie znajduje się ponad 100 budowli. Jednym z najważniejszych budynków jest Wielki Pałac, który do 1946 roku był oficjalną rezydencją króla. W dalszym ciągu odbywają się w nim najważniejsze uroczystości dworskie i państwowe, w tym koronacje królewskie.

Kolejnym ważnym, o ile nie najważniejszym miejscem na terenie kompleksu jest świątynia, która kryje w sobie najbardziej czczony w tym kraju wizerunek Szmaragdowego Buddy. Zaledwie 66-centymetrowy posążek jest celem pielgrzymek milionów Tajów.

Na terenie świątynnym znajduje się jeszcze kilka budowli wartych uwagi m.in. Złota Czedi, która kształtem przypomina dzwon, a w jej środku umieszczone są relikwie Buddy. W otaczających kompleks krużgankach można natomiast podziwiać sceny z eposu Ramakien. To 178 kompozycji przedstawiających historię walki dobra ze złem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Spotkanie z leżącym Buddą

Nieopodal Wat Phra Kaew znajduje się wybudowany w XVI wieku kompleks Wat Pho. Na jego terenie zgromadzono ponad tysiąc wizerunków Buddy, a najsłynniejszym jest Leżący Budda. Posąg ma 46 metrów długości i 15 szerokości i ledwo mieści się w przeznaczonej dla niego świątyni. Budda leży z głową opartą na ręce – to moment, w którym przechodzi w stan nirwany. Na ścianach znajdują się malowidła przedstawiające poprzednie wcielenia oświeconego, zaś wzdłuż jednej z nich znajduje się 108 misek, do których wrzuca się monety – ma to zapewnić szczęśliwe życie.

Drugim co do ważności miejscem w kompleksie jest kaplica Phra Uposot, wewnątrz której znajduje się posąg medytującego Buddy. Został on uratowany z dawnej stolicy Ayutthayi, a w jego podstawie znajdują się prochy króla Ramy I.

Należy pamiętać, że do wizerunków Buddy nie wolno obracać się plecami ani siadać ze stopami skierowanymi w ich stronę. We wszystkich świątyniach należy także zdejmować obuwie.
W samym centrum kompleksu znajdują się cztery stupy, które wybudowano na cześć pierwszych władców z dynastii Czakri. Budowle są ozdobione ceramicznymi płytkami, co tylko potęguje ich wyjątkowość.

 

Miasto świątyń i drapaczy chmur

Będąc w Bangkoku warto także odwiedzić świątynię Wat Traimit z imponującym 3-metrowym posągiem Buddy, który w całości wykonany jest ze złota i znajdującą się na drugim brzegu rzeki świątynię Wat Arun ozdobioną korowymi mozaikami z rozbitej chińskiej porcelany. To w jej wnętrzach mieścił się początkowo posąg Szmaragdowego Buddy. Polecam także włożyć nieco wysiłku i wejść na Złotą Górę, z której roztacza się przepiękny widok na panoramę miasta.

Ciekawą atrakcją będzie także odwiedzenie znajdującej się na 83. piętrze restauracji w Baiyoke Tower II, który jeszcze parę lat temu zaliczany był do najwyższych wieżowców na świecie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Uliczne przyjemności

Nie można pisać o Bangkoku, nie wspominając o ulicznym jedzeniu. Jeśli będziemy wybierać miejsca, w którym jedzenie przygotowywane jest na bieżąco, to nie trzeba obawiać się żołądkowych rewolucji. W Bangkoku warto wybrać się do dzielnicy Chinatown, gdzie jedzenie jest tanie i autentyczne tajskie. Koniecznie trzeba spróbować takich dań jak: Pad Thai, Tom Yum, Som Tam, Khao Pod, a przede wszystkim deser Mango Sticky Rice i owoce morza, które w Tajlandii są naprawdę tanie. Wszystko popijamy wodą prosto z kokosa.

Tajlandia to także królestwo masażu. Na gabinety masażu natkniecie się w każdej miejscowości. Warto skorzystać z oferowanych w nich usług, szczególnie po intensywnym zwiedzaniu, ponieważ cena jest niewielka, a ulga dla stóp niewyobrażalna.

Ile dni warto spędzić w Bangkoku? Odpowiedzi na to pytanie przed wylotem szukałam w wielu miejscach. Większość osób poleca zostanie tam przez 2-3 dni, niektórzy sądzą także, że powinno się go całkowicie ominąć, co według mnie byłoby niewybaczalnym błędem. My spędziliśmy tam 4 dni i uważam, że to jest wystarczający czas.

 

Historyczne miasto

80 kilometrów od Bangkoku znajduje się Ayutthaya – dawna stolica Syjamu. Miasto było kiedyś najbogatszym i jednym z najnowocześniejszych miejsc na świecie. Dziś o jego przeszłości przypominają imponujące ruiny. W 1991 roku historyczne miasto wpisano na listę UNESCO. Do Ayutthayi można dotrzeć pociągiem z drewnianymi ławkami, którym podróżują mieszkańcy Tajlandii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ciemna strona historii

Miejscem, które znajdowało się na liście moich marzeń było sanktuarium dla słoni. Jego właściciele ratują zwierzęta, które drastycznymi sposobami zmuszane były do pracy w przemyśle turystycznym. W sanktuarium to turysta pracuje na rzecz zwierząt – przygotowuje im jedzenie, karmi je i myje. Jedno z takich miejsc znajduje się w pobliżu Kanchanaburi – miasteczka, w którym podczas II wojny światowej Japończycy wykorzystywali alianckich jeńców wojennych i robotników z Azji do budowy torów kolejowych. Trasę nazywa się Koleją Śmierci, ponieważ w trakcie jej budowy zginęło 100 tysięcy osób. 300-metrowy most kolejowy znajdujący się na rzece Kwai przypomina o tych mrocznych czasach.

 

Egzotyczne tajskie wyspy

Wiele osób, gdy myśli o Tajlandii widzi rajskie plaże. Problem pojawia się, gdy trzeba wybrać tę, którą odwiedzimy. My postawiliśmy na wybrzeże Andamańskie. Rozpoczęliśmy od Ao Nang, które stanowiło bazę wypadową na pobliskie wyspy. Wycieczki można kupić w znajdujących się na każdym kroku punktach turystycznych. Ceny są mocno zawyżone, więc trzeba się targować. My zbijaliśmy je o niemal połowę. Z Ao Nang warto popłynąć na plażę Railay, Maya Bay oraz wyspę Hong. Ostatnie dni spędziliśmy na odpoczynku na Koh Lancie. To tam wynajęliśmy skuter i odkrywaliśmy ukryte plaże. Stamtąd też udaliśmy się na wycieczkę ze nurkowaniem do przepięknego Parku Narodowego Koh Rok.

 

„W Tajlandii tanio to już było”

Trzytygodniowy wyjazd do Tajlandii kosztował nas 14 tysięcy złotych za dwie osoby, przy czym naprawdę kupowaliśmy to, na co mieliśmy ochotę. Koszty podwyższył 3-dniowy pobyt w Kambodży, do której pojechaliśmy zobaczyć kompleks świątyń Angkor oraz duże zakupy na targu. Dla jednych taki wydatek to bardzo dużo, dla innych niewiele. Według nas to odpowiednia cena za podróżowanie w standardzie europejskim, z równoczesnym poznawaniem lokalnej kultury. Jeśli chcecie obniżyć koszty, wystarczy lecieć tańszymi liniami, jechać tuż przed sezonem i spać w tańszych hotelach. Uważam, że taki wyjazd można zamknąć w 10 tysiącach złotych za dwie osoby, ale zgadzam się trochę ze stwierdzeniem jednego z podróżników, że „w Tajlandii tanio to już było”. Niektóre miejsca są nawet dwa razy droższe niż pięć lat temu.

 

Autor: Ewelina Żuberek