Mówi się, że taka kobieta „została na lodzie”. Slogan. Za nim kryje się dramat. Samotne macierzyństwo, samotny poród, samotne opieka nad noworodkiem. I kogo to obchodzi? Na Pomorzu Środkowym istnieje tylko jedna placówka, która zaprasza samotne matki pod swój dach. To dach i mury, które w ciągu 28 lat zniszczały, stały się za ciasne wobec potrzeb. Dom Samotnej Matki w Koszalinie przechodzi więc generalny remont. Warto go wspomóc, bo dobro, które się tu dzieje, służy wszystkim.

Na podwórzu kamienicy przy ul. Wojska Polskiego w Koszalinie pusto. Nie ma dzieci drepczących wokół piaskownicy, matek spacerujących z wózkami ani nawet świateł w oknach budynku. To obejście Domu Samotnej Matki, w którym od ponad 28 lat znajdowały schronienie kobiety z różnych powodów zmuszone do opuszczenia swoich domów, by w spokoju przygotować się do porodu oraz spędzić tu pierwsze miesiące macierzyństwa.
Z początkiem lutego br. plac zabaw stanie się placem budowy. To skutek decyzji o rozbudowie i rewitalizacji DSM. To jedyna na Pomorzu Środkowym placówka opiekująca się kobietami w okresie okołoporodowym i ich potomstwem. Wchodzi ona w skład Caritas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej, obejmującej zasięgiem teren od Kołobrzegu po Słupsk, a na południu po Krzyż Wielkopolski.

O powołaniu DSM zadecydowali radni Koszalina, czyniąc z niego dar dla ojca świętego Jana Pawła II – honorowego obywatela miasta – w dzień jego wizyty tutaj w czerwcu 1991 r. Była to wówczas jedna z pierwszych takich placówek w Polsce.

Od początku istnienia domu znalazło tu schronienie ponad 630 matek i nieco więcej dzieci. Rocznie przewija się przez dom ok. 30 kobiet, nieliczne powtarzają pobyt, czasem zdarza się matka z małym dzieckiem przywieziona z interwencji policyjnej, która spędza tu jedną noc. W placówce – czy raczej pod jej opieką – urodziło się 166 dzieci.

Więcej mam, więcej dzieci

Z początkiem 2020 roku kobiety w trudnej sytuacji zamieszkają tu ponownie. Odnowiony dom przyjmie pod dach nie jak do tej pory 11 matek z 11 dzieci, ale 16 matek z 19 dzieci.

Dzięki adaptacji poddasza powstanie 8 sypialni z łazienkami (w tym 3 dla prowadzących placówkę). Na parterze powstanie kuchnia i pomieszczenia socjalne, tworząc w ten sposób przestrzeń na prowadzenie szkoleń, warsztatów i terapii. W przybudowanym pomieszczeniu gospodarczym staną biuro, zaplecze sanitarne i pokój spotkań. Mieszkańcy będą korzystać z rozwiązań nowoczesnych, w tym dostosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych (m.in. z zewnętrznej windy i wejścia do budynku z poziomu terenu). Nowością będzie pomieszczenie dla matki ze starszymi dziećmi i bawialnia.

Ks. Tomasz Roda, dyrektor Caritas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej podkreśla aspekt rewitalizacyjny inwestycji szacowanej na 3 miliony złotych. Ma to być bowiem nie tylko przebudowa budynku, ale rozszerzenie działań placówki, wśród których jest przeciwdziałanie bezradności matek, sieroctwu, przemocy w rodzinie, ubóstwu i bezrobociu. – Kładziemy akcent na aktywizację społeczno-zawodową, starając się o to, żeby okres pobytu młodej mamy tutaj pomógł jej w zdobyciu zawodu – stwierdza ksiądz Tomasz.

 

Nie bez tarć, ale domowo

Dom Samotnej Matki jest przeznaczony dla młodych mam (to najczęściej 20-latki), ale nie tylko – najstarsza kobieta, która w nim przebywała, miała 48 lat. Nierzadko to kobiety nie tyle samotne, co takie, których partner nie potrafi o nie zadbać, wycofuje się z relacji z nią, a tym samym z mającym się narodzić dzieckiem. Ten dramat rozgrywa się w najmniej odpowiednim czasie – kiedy większość matczynej uwagi powinna się skierować na zdrowe i szczęśliwe donoszenie ciąży, a potem pielęgnację noworodka.

Jak ten dramat zmierzyć? Zapewne to niemożliwe, ale nie jest to sytuacja bez wyjścia. DSM je znajduje, proponując kobietom nie tylko dach nad głową, poczucie bezpieczeństwa (jeśli kobieta sobie tego życzy, placówka może postarać się, by jej partner nie miał możliwości spotykania się z nią) czy opiekę specjalistów, ale przede wszystkim to, co jest zawarte w nazwie ośrodka: dom. To domowa atmosfera: matki, które połączył podobny los, towarzyszą sobie (nie bez tarć i kryzysowych sytuacji), razem sprzątają i gotują, wspierają się, opiekują się nawzajem swoimi dziećmi i znajdują bratnie dusze.
To również obecność wolontariuszy, którzy przychodzą, by spędzać czas z paniami i ich dziećmi. To przede wszystkim towarzyszenie gospodyń domu – sióstr ze Wspólnoty Dzieci Łaski Bożej, dla których opieka nad młodymi kobietami nie jest wykonywaniem zawodu, lecz sposobem realizacji ich własnego życiowego powołania.

Moja córka jest za ciężka

O siódmej pobudka, toaleta, śniadanie. Potem dyżury, po południu lub wieczorem spotkania ze specjalistami. Wtedy też można liczyć na pomoc super babć – wolontariuszek, które zajmą się dziećmi.

Choć początkowo młodziutkiej Justynie niełatwo było dostosować się do wymogów regulaminu, docenia to, że musiała nauczyć się życia według zasad. Nie palić, nie pić, nie przeklinać. Wracać przed dwudziestą. Jak każda domowniczka pod tymi zasadami złożyła własnoręczny podpis. Toteż dwukrotnie zapłaciła karę za przeklinanie. I to nie złotówkę, tylko po pięć, bo zrobiła to przy dziecku.

Choć tak młoda, ma za sobą związek z alkoholikiem, mieszkanie bez prądu, pozbawienie praw do opieki nad dzieckiem. I własną, nieopanowaną wybuchowość. Tę nauczyła się opanowywać w DSM pod okiem fachowców.
Czego jeszcze tu się nauczyła? Że dziecko można wziąć na kolana. Że można mu pokazać obrazki w książce. Opowiedzieć, co jest na obrazku. – Tu jest koń – próbuje swoich sił.

Rolą terapeutki Agnieszki Jäger jest przekonać ją, że można to zrobić z sercem, wdać się w opowieść o koniu, który pojechał po ziemniaki… – Trzeba je uczyć tego, żeby oderwały się od telefonów i zaczęły mówić do swoich dzieci. Podobnie przytulenia, wzięcia na ręce – wyjaśnia terapeutka. Czasem słyszy ripostę: „ale córka jest za ciężka”. – Tak, ale to słodki ciężar. I musisz ją brać teraz, bo jak będzie miała 16 lat, będzie za późno – podpowiada specjalistka niezaradnym mamom.

Po wielu tygodniach Justynie coraz lepiej idzie kierowanie swoim postępowaniem. – Tu się nauczyłam gotować – mówi i jako swoje sztandarowe danie wymienia gołąbki w sosie pomidorowym. – I zajmować się dziećmi. Wcześniej mnie nie słuchały, na wszystko im pozwalałam. Już wiem, że zanim powiem swoje zdanie, najpierw muszę je wysłuchać. No i nie umiałam się z nimi bawić. Teraz na spacerze biegamy razem po całym placu zabaw.
Marzy o własnym mieszkaniu, stałej pracy i dobrym mężu, który pokocha jej maluchy. Wieczorem, gdy po „Ojcze nasz” kładzie je spać, całuje je, wyznaje miłość. To najważniejsza z nabytych tu umiejętności. Sama w rodzinnym domu tego nie zaznała. I najsłodsza, bo w odpowiedzi słyszy głos synka mówiącego w półśnie: kocham cię, mama…

3 stycznia, 2 czerwca

Nie wszystkie kobiety ze swoim nierozwiązanym dramatem niechcianego macierzyństwa przekraczają próg DSM. Są takie, które decydują się tu zajrzeć ledwie na moment, najkrócej jak się da. Otworzyć okno życia i umieścić w nim ruszający się ciepły tobołek. Musnąć wystający policzek, spojrzeć po raz ostatni.

Na szczęście w Koszalinie, jak w wielu miastach w Polsce, jest takie okno życia – na parterze DSM od strony ul. Wojska Polskiego. Ciepłe (utrzymuje stałą temperaturę), zapewniające natychmiastową pomoc dziecku (chwilę po alarmie zjawia się tu dyżurująca siostra i rozpoczyna procedurę, której częścią jest wezwanie karetki i przewiezienie noworodka na oddział szpitalny) i anonimowe (nie ma kamer, kobieta zdąży odejść niezauważona).
Pierwszy taki uzasadniony alarm rozległ się 3 stycznia 2016 r. o godz. 1.48 i postawił na nogi siostrę Malwinę Iwanicką. – Kiedy wszystkie zeszłyśmy na dół, zobaczyłyśmy, że to jest chłopczyk, jeszcze z niezawiązaną pępowiną, owinięty jedynie w bluzę dorosłej osoby – opowiada siostra. Danuta Gobosz. – Był zmarznięty, prawie nieubrany. Kwilił. Włożyłyśmy go do tzw. ciepłego gniazdka, żeby się rozgrzał. Jest to łóżeczko, które, zgodnie z procedurami, jest zawsze ciepłe.

To była najzimniejsza noc w tamtym sezonie. Pozostawienie noworodka choć na chwilę w temperaturze minus kilkunastu stopni Celsjusza mogło być dla niego zabójcze.

Drugi i jak dotąd ostatni alarm rozdzwonił się 2 czerwca 2018 roku o 18.43. Postawa gospodyń miejsca pokazuje, że siostry zapewniają porzuconemu dziecku nie tylko opiekę i bezpieczeństwo, ale też uczucie, którego prawdopodobnie nie otrzymało od rodziców.

Siostra Barbara Wilkowska, kierowniczka DSM, nie kryła radości z faktu, gdy po raz drugi ocalało tu ludzkie życie. Wyraźnie poruszona opowiada o swojej pierwszej reakcji na płaczącą dziewczynkę: – Jest piękna. Powiedziałam jej wiele razy, że ją kocham, że jest chciana i potrzebna. Ona tego nie rozumie, ale jestem przekonana, że jakoś to do niej dociera.

Okno funkcjonuje w Koszalinie od 17 czerwca 2009 roku. Siostra Barbara podkreśla, że zadania domu, wyznacza jego imię: „Dar Życia”. – Pragniemy, by życie ludzkie było tu chronione, i to od poczęcia do naturalnej śmierci – mówi o misji swojej wspólnoty. – I nasz dom służy temu, by wszystkie dzieci mogły się urodzić. Opieką obejmujemy szczególnie te matki, które są w trudnej sytuacji, a które być może, gdyby nie ten dom, to nie urodziłyby swoich dzieci.

 

Bez habitu, za to całym sercem

Domem, od początku jego istnienia, zajmują się siostry ze Wspólnoty Dzieci Łaski Bożej. To stowarzyszenie sióstr bezhabitowych, czyli nie noszących habitów czy zakonnych sukni. Strojem, który je wyróżnia, ubieranym szczególnie w święta, są brązowe spódnica za kolano i taka garsonka oraz biała bluzka.

Trzy siostry z tej wspólnoty zajmują się prowadzeniem DSM, inne zamieszkują dom macierzysty w Lipiu koło Świdwina, w którym odbywają się sesje rekolekcyjne dla młodzieży i dorosłych.

Jeszcze inne siostry – a wszystkich jest obecnie 19 – animują spotkania ewangelizacyjne w szkołach, parafiach, są katechetkami, pracują w kościołach i seminarium duchownym.
Każda z tych kobiet zdecydowała się na radykalny styl życia, który – choć nieco surowy i nakierowany bardziej na dobro innych niż własne – umożliwia pełniejsze oddanie się czynom miłosierdzia oraz głoszeniu Ewangelii. Nie byłoby jednak tych pragnień w ich sercach, gdyby nie dar powołania, które odkryły w pewnym momencie życia jako zaproszenie Boga do oddania Mu w ten sposób całych siebie. To bardzo osobiste i głębokie przeżycie jest na tyle autentyczne, że każda z kobiet dobrowolnie rezygnuje z życia rodzinnego, małżeńskiego, na rzecz dobra innych ludzi. Co ciekawe, Wspólnota Dzieci Łaski Bożej to pierwsza i jak dotąd jedyna żeńska wspólnota typu zakonnego, która zrodziła się w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej istniejącej od roku 1972 .

Przystań tylko dla katoliczek?

Choć DSM to katolicka placówka, kieruje swoją ofertę do wszystkich kobiet, bez względu na wyznanie. O przyjęciu do niej nie decydują żadne zewnętrzne uwarunkowania: ani religijność, ani poglądy, ani status materialny czy społeczny, ale realna potrzeba kobiety. To właśnie misja Caritas: realizować dobroć miłosiernego Boga wszędzie, nieść ją do centrów miast, ale i szukać potrzebujących wsparcia na opłotkach.

– Każdy, kto zwraca się do nas o pomoc, ten ją otrzyma – zapewnia ks. Tomasz Roda. – Caritas nigdy nie patrzy na wyznanie czy poglądy polityczne, nikogo nie dyskryminuje. Roztaczamy opiekę nad wieloma osobami, które nie są związane z Kościołem katolickim. Czasem są to osoby o zupełnie odmiennych poglądach niż chrześcijańskie, ale skoro wołają o pomoc, to jesteśmy właśnie dla nich.

Jedynym warunkiem by zamieszkać w DSM jest zgoda na zasady tu panujące: nie tylko poddanie się przepisom porządkowym, ale też współpraca ze specjalistami, dzięki którym niezaradne mamy mają szansę się szkolić, aktywizować zawodowo, adaptować społecznie, a przede wszystkim porzucać dawny sposób myślenia.
Na ten sukces samotnych matek, ale też tysięcy innych podopiecznych Caritas w naszym regionie, pracuje sztab ludzi. Część to pracownicy etatowi, jest ich 91, z czego 23 zatrudnia centrala Caritas w Koszalinie. Znakomita większość współpracowników Caritas działa nieodpłatnie. To dorośli i młodzi wolontariusze. Parafialne Zespoły Caritas istnieją w 180 parafiach (na 221 istniejących w diecezji) i gromadzą blisko tysiąc osób. W 130 szkołach działają Szkolne Koła Caritas, a w nich ponad 2300 dzieci i młodzieży. Stu młodych szkoli się na liderów wolontariatu w Young Caritas.

 

A co, jeśli kiedyś znowu…?

Dramat samotnej kobiety, która czeka na pojawienie się na świecie dziecka, może wiązać się z kryzysami, jakim serdeczna rozmowa czy stworzenie bezpiecznej przystani nie zaradzi. W sukurs idzie doświadczenie Caritas, która za pośrednictwem zespołu interdyscyplinarnego zapewnia jej wsparcie psychologa, prawnika, terapeuty. A także wolontariuszy, którzy nie wyręczając, pomogą jej np. uzyskać akt urodzenia, numer PESEL, czy zarejestrować się do przychodni specjalistycznej. To ma wielkie znaczenie, wszak wskutek wyuczonej bezradności nawet te proste zabiegi stanowią dla tych mam wyzwanie.

Ponadto ta i inne placówki Caritas współpracują z instytucjami miejskimi jak MOPR, poradnie psychologiczno-pedagogiczne, grupy Al-Anon.

Podopieczne Caritas otrzymują wsparcie w staraniach o mieszkanie socjalne czy chronione, o opiekę nad dzieckiem lub miejsce w żłobku i wreszcie o zdobycie zawodu i pracy, która pomoże jej się usamodzielnić. W DSM kobieta – z każdego zakątka Polski – może spędzić miesiące przed i po porodzie, łącznie rok, przy czym okres ten bywa przedłużany. Na dalszym etapie życia może liczyć na inny dom Caritas – Centrum Kryzysowe dla Kobiet i Kobiet z Dziećmi, mieszczące się w Koszalinie na ul. Harcerskiej 17, gdzie przyjmowane są koszalinianki z tzw. przemocy. To dom otwarty 24 godziny na dobę, gdzie trafiają kobiety z interwencji policyjnej lub same – w ucieczce przed fizycznym lub psychicznym znęcaniem się partnera. Centrum Kryzysowe prowadzą osoby świeckie, posiadające wymagane kwalifikacje zawodowe. Przebywa tu zazwyczaj kilka kobiet z dziećmi. Mieszkanki w ramach zawieranego kontraktu podejmują współpracę z psychologami, terapeutami.
Centrum Kryzysowe podejmuje też akcje antyprzemocowe – spotkania informacyjne i szkoleniowe, mające na celu przełamanie tabu, jakim wciąż jest w społeczeństwie przemoc mająca miejsce za drzwiami domów.
Caritas uczestniczy też w ministerialnym programie pomocy osobom pokrzywdzonym w wyniku przestępstw, ich bliskim i świadkom takich zdarzeń, prowadząc cztery punkty konsultacyjne – dwa w Koszalinie oraz w Kołobrzegu i Ostrowcu.

Jeden dom, wiele potrzeb

Roczny remont, który rozpoczyna się właśnie w Domu Samotnej Matki to ogromne koszty. Część budowlano-remontowa jest w zasięgu możliwości inwestora, o ile rynek nie zaskoczy go znacznymi podwyżkami cen i usług. – Natomiast wciąż poszukujemy sponsorów, którzy pomogą nam w wykończeniu ośrodka – precyzuje ks. Tomasz Roda. – To mogą być nie tylko darowizny pieniężne, ale też rzeczowe, które pomogą wyposażyć go w meble, dywany, biały montaż i płytki ceramiczne. Na wyposażenie czeka też kuchnia, jadalnia, sale specjalistyczne, bawialnia czy plac zabaw. To o tyle istotne, że zgodnie z planami rewitalizacji, będziemy mogli przyjmować także starsze dzieci mam, które oczekują na poród młodszego rodzeństwa.

 

 


Darczyńcy, którzy chcieliby wesprzeć tę placówkę, mogą wpłacać darowizny na konto 79 1020 2791 0000 7402 0265 4838 z dopiskiem „remont”.

W przypadku darowizn rzeczowych można kontaktować się z sekretariatem Caritas przy ul. Domina 8 w Koszalinie (tel. 94 342 36 90) lub z dyrektorem ks. Tomaszem Rodą (troda@caritas.pl).
Wsparciem dla diecezjalnej Caritas, które pomoże rozwijać także inne jej działania, jest przekazanie na jej rzecz 1 proc. podatku (nr KRS 0000 274 950).
Tekst i zdjęcia: Katarzyna Matejek, tygodnik „Gość Niedzielny”