Probiotyki, prebiotyki czy synbiotyki: który z preparatów najlepiej jest wybrać, gdy stosujemy antybiotykoterapię? I jak właściwie działają one w ludzkim organizmie?

Niektórzy naukowcy sugerują, że wewnątrz nas żyje drugi organizm, złożony z miliardów bakterii, bytujących w naszych jelitach. Skład mikroflory jelitowej jest dla każdego unikalny, może jednak zmieniać się z czasem pod wpływem wielu czynników, w tym sposobu odżywiania się, stresu czy stosowanych leków – w szczególności antybiotyków.

W normalnych warunkach w naszych jelitach dominują sprzyjające nam bakterie (głównie kwasu mlekowego), a szkodliwe patogeny stanowią zaledwie 10 procent całej mikroflory. Dieta bogata w proste cukry, nadmiar stresu czy leczenie antybiotykami może zachwiać tą kruchą równowagą, powodując nadmierne namnażanie się szkodliwych drobnoustrojów, produkujących amoniak, azotyny, aminy i inne substancje podrażniające układ pokarmowy oraz prowadzące do nieprzyjemnych zaparć, biegunek czy nawet uszkodzeń jelit. Receptą na ten stan jest przywrócenie prawidłowych proporcji między „dobrymi” i „złymi” bakteriami. W tym właśnie celu stosuje się probiotyki.

 

„Dla życia”

Nazwa priobotyk pochodzi od greckich słów „pro bios”, czyli „dla życia”. Po raz pierwszy użytą ją w 1954 roku w pracy o niekorzystnym wpływie antybiotyków oraz korzystnym wpływie niektórych bakterii na florę jelitową. Pierwsza definicja pojawiła się dekadę później i za probiotyk uznawała „substancję wytwarzaną przez mikroorganizmy, stymulujące wzrost człowieka i zwierzęcia”. Dzisiejsza definicja WHO z 2002 roku za probiotyki uznaje „żywe organizmy, które podawane w odpowiednich ilościach wykazują korzystne działanie zdrowotne”. Probiotykami są głównie bakterie (z rodzaju Lactobacillus oraz Bifidobacterium), choć mogą to też być grzyby (np. drożdżaki Saccharomyces animalis). Żeby mogły być one uznane za probiotyki, muszą pochodzić z flory jelitowej zdrowego człowieka, mieć historię bezpiecznego ich stosowania w przeszłości, brak działań ubocznych, być konkurencyjne wobec mikroflory już obecnej w jelitach oraz być odporne na działanie kwasu żołądkowego.

 

Skwaśniałe? To dobre!

Choć pierwsza definicja probiotyku pochodzi sprzed ponad pół wieku, to ludzkość probiotyki stosowała od tysiącleci. Już w starożytności na Bliskim Wschodzie, w Rzymie oraz w Grecji spożywano sfermentowane produkty mleczne, które pomagały w leczeniu chorób układu pokarmowego oraz pobudzały apetyt. Gorącym orędownikiem pozytywnego wpływu bakterii kwasu mlekowego na zdrowie człowieka był Ilja Miecznikow, laureat Nagrody Nobla z dziedziny medycyny z 1908 r. Uważał on, że źródłem zdrowia i długowieczności bułgarskich chłopów jest spożywanie dużych ilości jogurtów.

I to właśnie w jogurtach, kefirach, maślance, skwaśniałym mleku czy kiszonej kapuście i ogórkach możemy znaleźć probiotyczne bakterie. Niekiedy jednak równowaga w jelitach jest zbyt zaburzona, żeby udało się ją przywrócić dietą bogatą w produkty fermentacji mlekowej – wtedy najlepiej jest sięgnąć po suplementy z liofilizowanymi bakteriami. Liofilizacja oznacza usuwanie wody z zamrożonego preparatu, a dla bakterii oznacza po prostu przejście w stan uśpienia. Preparaty probiotyczne stosowane są również miejscowo po antybiotykoterapii w kuracjach ginekologicznych.

 

Uczta dla bakterii

Wspomniane wcześniej prebiotyki są niczym innym, jak „ucztą” dla bakterii probiotycznych. Pod względem chemicznym są do fruktooligosacharydy, np. inulina czy oligofruktoza. Występują naturalnie w niektórych produktach roślinnych, w tym w karczochach, cykorii, szaparagach czy czosnku. W żadnym razie prebiotyki nie mogą zastąpić probiotyków, mają za zadanie tylko ją wspomagać.
Coraz częściej można usłyszeć o synbiotykach, dostępnych na aptecznych półkach. Takie preparaty są połączeniem probiotyków (a więc bakterii) i prebiotyków (czyli jedzenia dla nich). Na razie zbyt niewiele badań sprawdzało, czy takie połączenie jest lepsze niż każdy z produktów osobno, dlatego nie można jednoznacznie określić, czy warto sięgać po synbiotyki podczas kuracji antybiotykowych.