Takich lokali jak kawiarnia Pod Bramą bardzo w Koszalinie brakuje. Miejski styl, niezobowiązująca, swobodna atmosfera, smaczne przekąski, dobra kawa. W centrum, ale na uboczu. Marta Pawelec, właścicielka, stworzyła miejsce, w jakim sama lubiła bywać. Idealne na chwilę oddechu w czasie dnia albo popołudniowe rozmowy w miłym towarzystwie.

W menu Kawiarni Pod Bramą znajdziemy przekąski słodkie i wytrawne. Te pierwsze to codziennie inne, świeże ciasta i desery, do wyboru z cukrem lub bez. Właścicielka jest dietetyczką i propagatorką zdrowego żywienia, więc w swoim lokalu proponuje i coś dla łasuchów nie liczących kalorii, i miłośników fit żywienia lub osób, które z różnych powodów muszą ograniczać cukier.

Hitem wśród przekąsek słonych są panini, włoskie kanapki na ciepło z pysznym nadzieniem. Można też zamówić tosty i sandwiche. I znów – w różnych wersjach: dla mięsożerców i wegetarian, mniej lub bardziej dietetyczne, od klasycznych z pieczarkami czy szynką, po buraka z kozim serem, szarpaną wołowiną czy karmelizowaną cebulą z serem pleśniowym. – Wszystkie receptury są moje – podkreśla Marta Pawelec. – Czuwam nad menu, gotuję, pilnuję, żeby było smaczne, dobrze przyprawione, staram się do przepisów przemycać zdrowe składniki. Nie używamy żadnych półproduktów, mięsa pieczemy lub grillujemy, zamiast majonezowych stosujemy sosy na bazie jogurtu, dodajemy sporo warzyw, sałaty. Oczywiście w tostach jest ser, ale za to wysokiej jakości. Pieczywo jest dla nas specjalnie wypiekane, nie ma mowy o przemysłowym czy mrożonym.

Jedzenie można zamówić na wynos, ale… szkoda nie zjeść go na miejscu. Lokal położony jest w centrum miasta, ale z daleka od śródmiejskiego harmidru. Niedaleko położone są szkoły, nieco dalej wydział uczelni, stąd częstymi gośćmi bywają uczniowie i studenci. Kawiarnia nie obciąży ich budżetu, bo przekąska z kawą kosztuje tu nieco ponad dwadzieścia złotych, a ma wielkość porządnego lunchu. Na miejscu można popracować, spotkać się z przyjaciółmi, na randkę, biznesowo albo przeczekać deszcz. – Nie chciałam, żeby to była kawiarnia, do której wchodzi się szybko wypić kawę i wychodzi, ale gdzie przyjemnie jest posiedzieć, pogadać, spędzić czas, poczytać gazetę, zagrać w planszówkę – mówi właścicielka.

Wnętrze jest na tyle duże, że da się rozmawiać swobodnie przy rozstawionych szeroko stolikach. Każdy zakątek jest inny, od bardzo przytulnych z kwiecistymi kanapami, po bardziej industrialne, przy których można wygodnie rozłożyć się z laptopem. Większość stoi pod wielkimi oknami z widokiem na ulice lub drzewa, które zwłaszcza w ciepłych miesiącach otaczają lokal zielenią. Mimo że kawiarnia mieści się przy ulicy, jest cicho. – Chciałam urządzić ją eklektycznie, zgodnie z dobrą zasadą, że najlepiej wyglądają wnętrza, w których pozornie nic do siebie nie pasuje – uśmiecha się Marta. – Wcześniej działał tu klub, część z jego wystroju została, tworząc fajne, trochę loftowe tło. Ciągle coś dokupuję, dostawiam, ale bez zagracania powierzchni.

Stoliki da się łączyć, więc można do kawiarni Pod Bramą wpaść większą grupą, z paczką przyjaciół, zorganizować okazjonalną imprezę czy szkolenie firmowe (na miejscu dostępny jest ekran). Latem na zewnątrz rozstawiane są parasole i leżaki. Ucieszą się też mamy z dziećmi – w głębi lokalu jest duży kącik zabaw dla maluchów. Co ważne, kawiarnia jest dostosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnością wewnątrz i na zewnątrz za sprawą wygodnego podjazdu.

kaw. -0432

Właścicielka w kawiarni organizuje Pod Bramą warsztaty skutecznego odchudzania – pierwsze spotkanie miało miejsce na początku grudnia, kolejne są w planie. Będą się odbywać cyklicznie, raz w miesiącu. – Trochę edukuję na nich ze zdrowego żywienia, trochę razem gotujemy, ale to też fajna propozycja na wspólne spędzenie czasu – zachęca Marta Pawelec. Sama realizuje w kawiarni dwie pasje – do gotowania i zawodową. Jest dyplomowaną dietetyczką i jeśli nie jest w kawiarni, to przyjmuje pacjentów w gabinecie. Wcześniej przez dziesięć lat pracowała w urzędzie, co kompletnie, jak sama mówi, nie pasuje do jej temperamentu. Lubi ludzi, gwar, ruch, jest gadułą, uwielbia rozmawiać i jeśli tylko mają ochotę, chętnie konwersuje z gośćmi.

Od zawsze lubiła też gotować i robiła to na tyle dobrze, że na otwarcie własnej knajpki bliscy namawiali ją od dawna. Z kolei do samego miejsca ma stosunek nieco sentymentalny, bo jest absolwentką liceum ekonomicznego położonego po drugiej stronie ulicy. Kiedy dowiedziała się, że działający tu klub się zamyka, pomyślała, że lepszego czasu ani miejsca na otwarcie kawiarni nie znajdzie. Najbardziej cieszy się, że koszalinianie polubili jej lokal, że przychodzą do niego i starsze panie na ploteczki przy ciastku, i panowie w garniturach, młodzi ludzie i zakochane pary, a niektórzy spędzają tu pół dnia. Wszyscy są mile widziani.