Według jej pomysłu urządzone są popularne w Koszalinie Prywatka czy Viva Italia. Sonia Huczko zajmuje się projektowaniem wnętrz lokali gastronomicznych i takich punktów usługowych jak salony fryzjerskie, kosmetyczne, biura. Jednak jak podkreśla, ma do zaoferowania coś więcej, bo również całościowe zarządzanie marketingiem.

 

Sonia Huczko– Od czego zaczyna pracę projektant wnętrza restauracji?

– Pierwszy krok to wyobrażenie sobie przyszłego charakteru miejsca. Jeśli jest to restauracja, pub czy klub, musimy mieć pomysł powiązany z menu, z tym co dany restaurator serwuje. Gdy mamy na przykład kuchnię śródziemnomorską, to pójdziemy w klimat morski, skojarzenie z tawerną – kolorystykę bieli, niebieskiego, piaskowego koloru, motywy ryb. Stoły z drewna, które ma sprawiać wrażenie wyciągniętego wprost z wody.

 

– Od kogo więcej zależy: właściciela czy projektanta?

– Nie ma prostej zasady. Kiedy wchodzi się do lokalu, w którym właściciel chce coś zmienić, ale nie wie jak i co, więcej do powiedzenia ma projektant. Ja na przykład przygotowuję trzy koncepcje nawiązujące do menu i od tego zaczynamy. A jeśli jest to lokal całkiem nowy, tworzony od podstaw tak jak było w przypadku Prywatki, to wtedy wymyślam od początku propozycje wyjściowe, przedstawiam je klientowi i on się decyduje, co w nawiązaniu do tego będzie serwował.

 

– Prywatka to bardzo popularny lokal w Koszalinie, choć niewielki. Odbywa się tam dużo spotkań towarzyskich. W jakim stopniu forma, pomysł plastyczny, wyposażenie zdecydowały o powodzeniu?

– To była praca twórcza – moja i pięciu współwłaścicieli, w jej trakcie pojawiało wiele spontanicznych zmian. Sprawdziło się nawiązanie do lat 80. Założeniem było: „wchodzimy i czujemy się jak w mieszkaniu”. Stąd „pokoiki”, bar jest kuchnią, mamy pokój nastolatka, salon z meblościanką… Wszystko miało przywołać dobre wspomnienia. Udało się to uzyskać, więc lokal cieszy się dużą popularnością.

 

– Zupełnie inny charakter miała nieistniejąca już burgerownia Viva Americano. Na co tam położyła pani akcent?

– Klimat amerykański wydał się oczywistością. Byłam wcześniej w Stanach Zjednoczonych, obserwowałam tam różne lokale. I chciałam te moje inspiracje przełożyć na ten projekt. Statua Wolności, amerykańskie tablice rejestracyjne, flaga amerykańska to akcenty jednoznacznie kojarzące się z Ameryką. Wszystko po to, żeby pasowało do serwowanego jedzenia.

Prywatka 3

– Jeszcze inna pani praca to Weranda, która była poprzedniczką Villi Italii przy Galerii Emka. Jak widać, lokale udają się lub nie udają. Nie żal projektantowi, że lokal przestaje funkcjonować?

– Projekt to jedno. Później przychodzi rola menedżera i marketingu. Dla klienta ważne jest pierwsze wrażenie. Wchodzi, patrzy, ocenia, a czasem nawet nie wchodzi a tylko zagląda przez szybę. Jeśli w tych pierwszych sekundach coś mu się spodoba, wejdzie i zamówi posiłek. Wtedy rolę gra już więcej elementów, doznań. Ważna jest przestrzeń, obsługa, czas oczekiwania, zapach unoszący się z kuchni, muzyka… Jeśli to wszystko dobrze na niego wpływa, to spodziewa się, że jedzenie też będzie dobre. Ale jeśli na tym polu się zawiedzie, najciekawszy wystrój wnętrza nie wystarczy, żeby zechciał tam wrócić. Tak więc projektant ma ograniczony wpływ na powodzenie działalności lokalu.

 

– Na czym polegał Pani pomysł na wnętrze Werandy?

– Weszłam do tego namiotu, bo to był wcześniej namiot, a właściciel dał mi zadanie uczynienia tego miejsca przytulnym i ciepłym. To dopiero było wyzwanie! Ponieważ nie było tam ogrzewania, przez stworzenie klimatu i atmosfery, kolorystykę miało się pojawić poczucie ciepła. Udało mi się to osiągnąć materiałami, poduszkami na siedzeniach, kwiatami a’la oranżeria, ciepłym światłem (na każdym stoliku stała mała lampka z żółtym światłem), palące się świeczki.

Viva Americana

– Wracając do wątków marketingowych. Jakie są podstawowe zabiegi, których może użyć menedżer lokalu, żeby zachęcić ludzi do zajrzenia gdzieś po raz pierwszy? Co jest najważniejsze w podejściu do klienteli?

– Mamy teraz marketing opinii, rekomendacji, który jest online i oczywiście marketing szeptany, czyli polecenia, kiedy jeden drugiemu mówimy „tu byłem, zostałem fajnie obsłużony, dobrze zjadłem”. Ale głównie szukamy informacji w Internecie, gdzie zjeść, gdzie pójść do kosmetyczki czy fryzjera. Kluczowe są media społecznościowe, różnego rodzaju grupy jak np. „Mama w mieście”, gdzie dziewczyny wymieniają się informacjami na temat różnych usług w Koszalinie. Tam należy prowadzić takie działania jak umieszczanie zdjęć potraw, fryzur czy zabiegów kosmetycznych. Użytkowniczki to komentują, udostępniają, informacja się rozpływa coraz szerzej. Tak więc podstawą jest dać się łatwo znaleźć. Jeśli restauracja czy salon kosmetyczny nie mają strony internetowej, która łatwo się wyświetla na telefonie, to tak jakby wcale tej strony nie miały. To dodatkowo sposób na stały kontakt z klientem. Jeśli na przykład był on niezadowolony z wizyty u nas, bo długo czekał na obsługę, można mu to wyjaśnić, udobruchać go.

 

– Jakieś inne zabiegi?

– Choćby zasada „wyjdź na zewnątrz”. Stąd tzw. potykacze z bieżącą ofertą albo promocjami typu „Happy Hours” czy „Oferta na lunch”. Do tego koniecznie zdjęcia, jak najwięcej zdjęć. I tu znów wracamy do Internetu. Ułatwienie klientom pierwszego kontaktu, rezerwacji albo dostawy do domu umożliwiają wygodne aplikacje na smartfony i inne urządzenia mobilne. Ważne jest również, czasem pomijane, zbieranie informacji zwrotnych od klientów.

 

– Niby oczywiste to wszystko, a jednak nie wszyscy to stosują.

– Klient ma czuć w restauracji, u fryzjera, u kosmetyczki, że jest dla menedżera ważny. W tak niewielkim mieście jak Koszalin łatwo wywołać efekt indywidualnego podejścia. Mamy w mieście stosunkowo mało restauracji. Nietrudno więc zapamiętać powracających klientów. Jeśli nawet drobnym gestem zasygnalizujemy, że go rozpoznajemy i że pamiętamy jego preferencje, będzie się czuł doceniony, „dopieszczony”.

Weranda

– Restauracja to jedno, ale jak wyróżnić się poprzez projekt biura czy salonu kosmetycznego? To wydaje się już tak mocno konwencjonalne. Jak tutaj znaleźć nową ideę, nowy pomysł – poza licytacją na wartość mebli czy urządzeń?

– To co powiedziałam o lokalach gastronomicznych, ważne jest również w salonach fryzjerskich, kosmetycznych, w poczekalniach lekarzy i prawników. Klient ma się czuć od progu dobrze. Nawet jeśli jakieś miejsca prowokują do wykorzystania konwencjonalnych „rekwizytów”, to jednak zawsze pozostaje wystarczająco duży margines swobody, by się wyróżnić. Czasem można to osiągnąć jedną komodą w odpowiednim kolorze, czy ciekawą fototapetą w przypadku usług fryzjerskich.

 

– Projektantów wnętrz jest coraz więcej i widać, że ta dziedzina się rozwija. Ale to dotyczy głównie projektowania wnętrz mieszkalnych. Zajmuje się Pani dziedziną, która jest niszowa. Czemu zainteresowała się Pani akurat projektowaniem lokali usługowych?

– Najpierw ukończyłam liceum plastyczne, później studiowałam marketing i zarządzanie w Poznaniu, a dodatkowo ukończyłam w Szczecinie public relations. To wszystko niejako zlało się w jedno, a ponieważ siedzi we mnie dusza artystyczna poszłam w kierunku wystroju wnętrz użytkowych. Poczułam, że jest to moja pasja, coś co kocham, w czym się realizuję, co daje mi niezwykłą satysfakcję. Wykorzystuję doświadczenia z pracy czysto marketingowej, bo taką wcześniej również wykonywałam.

 

– Czyli rozumiem, że jeśli znajdzie się dzisiaj klient, który będzie urządzał restaurację, to Pani równie chętnie zajmie się urządzeniem jej wnętrza, jak i jej marketingowym później?

– Mam takie kompetencje i chętnie się nimi dzielę. To trudna praca, ale jak robi się coś z pasją, efekty muszą być dobre. Pomysł na lokal jest pewną całością, w której projekt wykończenia stanowi ważny ale tylko element. Projektant bierze na siebie tylko część odpowiedzialności za powodzenie jakiegoś biznesowego przedsięwzięcia. Jak nie boję się odpowiedzialności w pełnej skali.

Prywatka 1