Z naszego rozpoznania sytuacji wynika, że w tym roku więcej osób niż w latach poprzednich wybiera się na zabawy sylwestrowe do lokali. Czy aż tak dużo, jak na przełomie 1999/2000 – zobaczymy. Ale przecież również sylwester w formie prywatki może być udany. Zapytaliśmy koszalinian o ich „sylwester życia” i o plany na ostatni wieczór roku.

 

Paulina LeszczyńskaPAULINA LESZCZYŃSKA, konsultantka ślubna, właścicielka agencji Wymarzone Wesele

Mój sylwester życia był na Krakowskim Rynku – „Sylwester z TVN”. Pamiętam, jak z mężem nie mogliśmy się doczekać, żeby zobaczyć, jak to wszystko wygląda „od kuchni”. Przyjechaliśmy do Krakowa dwa dni przed sylwestrową nocą – codziennie obserwowaliśmy prężne przygotowania, słuchaliśmy piosenkarzy podczas nagrywania prób, obserwowaliśmy pracowników, którzy stawiali ogromną metalową scenę aż do ostatnich chwil przed koncertem. My – przygotowani – dwie pary skarpetek, ciepłe trapery, kilka warstw okryć wierzchnich, szalik i czapka – wiedzieliśmy na co się piszemy, temperatura sięgała ledwo zera stopni Celsjusza. Ustawieni w ogromną kolejkę czekaliśmy na wpuszczenie nas na rynek. Nie obeszło się bez sprawdzenia torebek i obmacywania w poszukiwaniu niebezpiecznych przedmiotów. I w końcu – weszliśmy! Szybkim krokiem udaliśmy się pod samą scenę. Nie było to łatwe – a co najważniejsze, aby utrzymać swoje miejsce konieczne było zostanie w nim, nie było mowy o pójściu za potrzebą. Całą noc bawiliśmy się w tłumie turystów – zdarzały się nawet ciasne tańce! Pomimo mrozu, tego sylwestra wspominamy bardzo miło. Zobaczyliśmy znanych wykonawców, prowadzących i dużo kamer. Zawsze zastanawiało nas, co się dzieje podczas przerwy reklamowej w czasie transmisji TV. Otóż nic nadzwyczajnego – na scenie były dalsze występy mniej znanych wykonawców.
A w tym roku? Mój mąż zabiera mnie na bal do Warszawy. Gdzie dokładnie? To ma być do końca tajemnica!

 

Olga Roszak PezałaOLGA ROSZAK-PEZAŁA, burmistrz Mielna

Mam kilka takich sylwestrowych wieczorów w pamięci, szczególnie tych wystrzałowych z beztroskich lat młodzieńczych. Przy czym ta „wystrzałowość” miała całkiem inny wymiar niż w obecnych czasach. Jednak dla mnie jako kobiety, samorządowca, i co najistotniejsze od ponad pół wieku mieszkańca mieleńskiej ziemi, duże – wręcz symbolicznie – znaczenie miał Sylwester 2016/2017. Bowiem 01.01.2017 to początek nowej historii, pisanej tu i teraz. To data nadania praw miejskich Mielnu, połączonemu z Unieściem. Pamiętam napięcie na scenie w centrum, nerwowe odliczanie do godziny 24.00 i… szczerą radość tłumu na deptaku. W tym roku tradycji stanie się zadość. Bawię się w moim Mielnie na kolejnym Sylwestrze Miejskim, na który wszystkich już dziś serdecznie zapraszam.

 

 

Arkadiusz Klimczak kwestionariusz biznesowyARKADIUSZ KLIMCZAK, przedsiębiorca, właściciel m.in. marki akcesoriów telefonicznych LEO

Co roku spędzam sylwester gdzie indziej i w różnym towarzystwie. Ale jedno jest niezmienne – od 23 lat zawsze w parze z żoną. Kiedy siedliśmy, oglądaliśmy zdjęcia, przed oczyma pojawił się nam prawdziwy kalejdoskop. Noce sylwestrowe spędzane w górach, nad morzem, w hotelach, restauracjach, na balach, domówkach, w centrach miast i dziwnych miejscach… Mnóstwo sytuacji ożyło w pamięci – zabawnych, dziwnych lub ciekawych dotyczących nie miejsc, strojów czy jedzenia, ale osób, z którymi spędzaliśmy ten szczególny czas. Dziś dokładnie nie pamiętamy, jaka była pogoda, co było do jedzenia, kto jak był ubrany, czy to był hotel pięciogwiazdkowy czy opuszczony zajazd lub niewykończony domek letniskowy dalekiego znajomego – bez ogrzewania i mebli. To co zwykle wydaje się ważne przed każdą nocą sylwestrową, czyli miejsce, pogoda, jak będziemy ubrani, jaka będzie muzyka, co będzie do picia, jakie będą niespodzianki, jak będzie wyglądała sala do tańczenia, jak będziemy wracać po sylwestrze do domu – po latach tego się nie pamięta. W pamięci pozostają tylko ludzie i emocje. Każdy sylwester spędzony wspólnie z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi i innymi pozytywnymi osobami tworzył niepowtarzalną atmosferę. Najlepsze jest to, że każdy z tych wieczorów był początkiem czegoś nowego, nieznanego, dobrego.

Dzięki tym przemyśleniom łatwiej jest mi dziś planować następny wieczór sylwestrowy, rozpoczynający kolejny nie wiadomo jaki (z założenia – lepszy) rok, nie pod kątem miejsca a osób z którymi chciałbym spędzić tę pierwszą noc najnowszego roku.

Kiedy słyszę pytanie, gdzie spędzę najbliższy sylwester, wolę myśleć z kim go spędzę. Miejsce to sprawa drugorzędna. Rekomenduję te miejsca, gdzie będą osoby, z którymi warto spędzić tę jedną , najbardziej wyjątkową noc w roku. Oczywiście jestem za tym, aby co roku było to inne miejsce…

Kinga OlchowikKINGA OLCHOWIK, tancerka, nauczycielka tańca, właścicielka szkoły King Dance w Koszalinie

Sylwester życia? Mając zaledwie kilka lat, spędzałam sylwestra wspólnie z Dziadkami. Wystąpiłam w przebraniu „Starego Roku”, który przygotował mi Senior naszego rodu. Miałam na sobie „czapkę uszatkę” – relikt minionej epoki, której ponadczasowość podkreślała stylowa maska starego, brodatego jegomościa na mojej dziecięcej buźce. W naszej rodzinie ta maska pełniła wiele funkcji – m. in. co roku 24 grudnia przywdziewał ją bohater wieczoru. Całości dopełniała skóra lisa, przewiązana w pasie sznurem do bielizny. Oj, działo się! Tańce, swawole przy smerfnych hitach i Fun Factory. Ubytek pozostawionej na parkiecie energii bezkarnie uzupełniałam niekończącymi się łakociami! Babcia pozwoliła mi czekać na fajerwerki. Oczywiście mogłam podziwiać je tylko przez okno ale nie przeszkadzało mi to. Trzy widziałam.
W tym roku sylwestra spędzę w Francji z dala od codziennych obowiązków, szalejąc na snowboardzie w śnieżnym puchu.

 

 

 

Agata ZejferAGATA ZEJFER, kosmetolog, właścicielka gabinetu Kosmetologia Interdyscyplinarna Agata Zejfer w Koszalinie

Początek roku to dla mnie przede wszystkim czas podsumowań i tworzenia nowych planów, zgodnych z moim systemem wartości. Zostało mi niewiele ponad dwa lata do magicznej „trzydziestki”, a marzeń jest sporo – chcę je realizować.
Plany na Nowy Rok? Po raz kolejny uczczę go w podróży. To one sprawiają, że zaczynam dostrzegać więcej, nabieram nowej, szerzej perspektywy. Podróże sprawiają, że żyję BARDZIEJ. W poprzednim roku świętowałam w Omanie, w tym czas na jeszcze dalszy kierunek.

 

 

 

 

 

 

Andrzej MielcarekANDRZEJ MIELCAREK, właściciel i wydawca miesięcznika „Prestiż Magazyn Koszaliński”

„Sylwester życia? Jeszcze w akademiku, końcówka lat 80. Trzeci rok studiów. Dość spontaniczna impreza. Umówiliśmy się w parę osób, że przyjedziemy z domów wcześniej i już na miejscu wymyślimy, dokąd pójdziemy na zabawę. Tak się złożyło, że tak samo pomyślały nasze sąsiadki z pokoju obok i pokoju poniżej (pokoje były czteroosobowe). Urządziliśmy sobie coś, co młodzi nazywają „biforkiem”. Tak się wszystkim spodobało, że następnego dnia, w sylwestra, nikomu się już nie chciało nigdzie chodzić, a raczej zrobić powtórkę. Dołączyło do nas jeszcze parę osób i była naprawdę super impreza. Siłą rzeczy podzielona na dwa czy trzy pokoje. Bufet – wałówka z domów, z trunkami było gorzej (jeszcze obowiązywały przydziały kartkowe), ale jakoś starczyło. Muzyka kompletnie wymieszana: aktualny polski rock, trochę disco z Zachodu i klimaty z lat 60. Nie należę do zawziętych tancerzy, ale wtedy tańczyłem do upadłego. Koło północy połączyło się w jedno więcej takich imprez jak nasza. No i wtedy po raz pierwszy zwróciłem uwagę na moją przyszłą żonę…
A w tym roku? Po paru latach „domowych” wybieramy się z żoną na prawdziwy bal. Dokąd – decyzja jeszcze nie zapadła. Jak i nierozstrzygnięte jest, czy pójdziemy sami, czy z przyjaciółmi. Negocjacje trwają.

 

Marta WalukMARTA WALUK, stylistka

Sylwester to wyjątkowy dzień, pełen przemyśleń o roku, który lada chwila się zakończy. O spełnionych postanowieniach, planach oraz o tych, które czekają na nadchodzący czas. Z roku na rok mój sylwester jest wyjątkowy, inny i za każdym razem przeżywam go inaczej. Sylwester życia spędzam każdego roku – cieszę się za każdym razem oraz doceniam niezależnie od tego czy Nowy Rok powitam z kieliszkiem szampana w domu, na wykwintnej kolacji z bliskimi, balu czy imprezie z przyjaciółmi. Staram się doceniać każdy dzień i każdą chwilę spędzać tak, by była ona „sylwestrem życia”. W tym roku nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, jak przywitam Nowy Rok – być może podziwiając wieżę Eiffla czy w klimatycznej chatce w górach z bliskimi. Najważniejsze z kim, miejsce odgrywa drugorzędną rolę.

 

Beata Sawa-JavanoskaBEATA SAWA-JAVANOSKA, wicedyrektor Koszalińskiej Biblioteki Publicznej

Sylwester życia? Wbrew pozorom to nie jest takie proste pytanie. Starannie przygotowywane imprezy jak sylwester, przynajmniej w moim przypadku, wcale nie należały do najbardziej wartych zapamiętania. Ale jak w poszperam dobrze w pamięci, to przypomina mi się jedna z takich imprez sylwestrowych w toruńskim akademiku, w klimacie typowo studenckim. To był już piąty rok studiów, za chwilę ruszaliśmy w świat i pewnie dlatego tak dobrze się bawiliśmy i cieszyliśmy się swoim towarzystwem, że aż musiały interweniować panie portierki. Udanych sylwestrów było potem co najmniej kilka, jeden na plaży przy ognisku, oczywiście nie całą noc. Ale na szczęście nie tylko w młodości człowiek dobrze się bawi. Dwa lata temu w domu u przyjaciół ze sporą grupą znajomych w różnym wieku tańczyliśmy do białego rana, rano skarżąc się nie tylko na ból głowy, ale i mięśni. Mój przepis na udanego Sylwestra? Po pierwsze fajni ludzie, po drugie luźna atmosfera, po trzecie super muzyka, najlepiej rockowa, ale nie tylko. I chyba to nie jest jednak przepis na bal sylwestrowy. A w tym roku jaki sylwester? Spontaniczny.

 

Agnieszka StrojnaAGNIESZKA STROJNA, właścicielka Biura Podróży AgaHoliday w Koszalinie

Podróże to moja pasja, więc mój najlepszy wyjazd sylwestrowy połączony był oczywiście ze zwiedzaniem. Ten szczególny czas spędziłam z przyjaciółmi w Paryżu 10 lat temu. Najpiękniejszym przeżyciem tego dnia był rejs po Sekwanie. Niesamowite wrażenie robią widoki, które można podziwiać z oszklonej łodzi: Wieża Eiffla, Notre Dame, Conciergerie. Podczas kolacji zasmakowaliśmy dań kuchni francuskiej a to wszystko przy muzyce na żywo.

Fajnie, że polecieliśmy samolotem, więc sama podróż nie była męcząca. Zwiedzanie Paryża to już czysta przyjemność, dopisała pogoda sylwestrowa i nastrój zabawy. Miasto oferuje wiele i dla każdego, bez względu na to, czy lubisz piękne katedry, czy galerie sztuki i muzea, czy jednak wolisz podziwiać przecudne widoki. Dlatego warto wybrać się tu na kilka dni, by poczuć prawdziwy klimat miasta i przywitać w nim Nowy Rok. Polecam wszystkim, którzy oczekują niezapomnianych wrażeń z sylwestra w przepięknej scenerii Paryża.
Co do planów w tym roku to czeka nas przednia zabawa sylwestrowa w zacnym gronie przyjaciół i znajomych w Koszalinie. Miejsca nie zdradzę, ale jak to się mówi, nie ważne gdzie, ważne z kim, a zabawa na pewno będzie udana!

 

Sylwia Rybak GarczarekSYLWIA RYBAK- GARCZAREK, menedżer hotelu Verde w Mścicach

 

Najlepszy sylwester? Dwa lata temu. Mieliśmy mnóstwo gości, impreza była bardzo udana. Może wyda się to zaskakujące, że mówię o sylwestrze w pracy. Ale tak wyglądają moje wszystkie sylwestry, odkąd pracuję w Verde. I nie znaczy to, że czegoś żałuję. Taka jest po prostu swoistość mojego zawodu. Można zażartować, że nie świętuje ktoś, żeby świętować mogli inni. Zawsze „odbijam” sobie to w czasie karnawału, czyli w styczniu, lutym. W hotelu już przygotowujemy się do tegorocznego sylwestra. Jesteśmy przekonani, że nasi goście będą zadowoleni. Dla nas to najważniejszy cel!

 

 

Ewa ZemłaEWA ZEMŁA, architekt (prowadzi własne biuro projektowe)

Nie wiem, dokąd w tym roku pójdę albo pojadę. Od dawna decyduję w ostatniej chwili i takie decyzje okazują się najlepsze. Jak coś zaplanuję z wyprzedzeniem, to albo coś nie wychodzi, bo pojawi się na przykład choroba, albo sylwester jest do bani.
W ramach takich spontanicznych pomysłów przeżyłam niesamowity sylwester we Lwowie. To była wycieczka autobusowa. Wszystko pod górkę. Najpierw straszna pogoda. Długa jazda. Później stanie na ukraińskiej granicy. Kto ją przekraczał, wie o czym mowa. Na miejscu hotel nie taki, jak obiecywano. Marne jedzenie. No niby dramat. Ale impreza wspaniała. Przypadkiem dobrała się taka świetna grupa, że zabawa była fenomenalna, do białego rana. Wszyscy zapomnieli o niedogodnościach. Na dokładkę następnego dnia ruszyliśmy na zwiedzanie i zwiedzaliśmy tak, jakbyśmy poprzedniej nocy nie przetańczyli.
Inny szczególny sylwester to ten milenijny. Pojechaliśmy z synem, Piotrem, do Paryża. Klimat miasta, bawiące się Pola Elizejskie. To zapada w pamięć na długo.