Marta Waluk jest stylistką od wielu lat, a pasjonatką mody od zawsze. Uwielbia to, co robi i zawsze podkreśla, że to najprzyjemniejsza praca, jaką mogła sobie wymarzyć. Wciąż jest w ruchu – na zakupach z klientami, na warsztatach stylu, szkoleniach stylizacji, które prowadzi, sesjach mody (można je oglądać na łamach „Prestiżu”) albo w domach klientów. Przeprowadza analizę kolorystyczną, sylwetki, porządkuje szafy. Te usługi to dobra inwestycja, bo wiedza o tym, w czym naprawdę dobrze wyglądamy, pozwala oszczędzać czas na zakupach, pieniądze w portfelu i nie zapychać szafy masą niepotrzebnych rzeczy: niepasujących, niewłaściwych, tych na „gdy schudnę”, „może kiedyś jeszcze będą modne”, „po domu”. Znamy to? Na pewno. Czas na porządki.
Kobieca szafa to miejsce pełne paradoksów. Pojemna, ale zawsze zbyt mała w stosunku do potrzeb. Jednokolorowa lub we wszystkich kolorach tęczy. Pełna ubrań, ale nie tych, co trzeba. Do tego zdradliwe lustro, które podpowiada nam złe kolory, fasony i utwierdza w błędnych przekonaniach na własny temat. Marta Waluk te problemy rozwiązuje szybko i skutecznie. Zaczyna od właściciela, określając co powinien, a czego nie powinien ubierać. Uczy, jak mądrze kupować, by zawsze być dobrze ubranym. Kończy na wspomnianej szafie, eliminując wrogów i czyniąc ją najlepszą przyjaciółką.

 

Wiosna, lato, jesień, zima

Z pewnością wiele Czytelniczek domyśla się, że nie chodzi o sezonowe zakupy, ale typy urody nawiązujące do kolorystyki i klimatu pór roku. Podział wydaje się prosty, ale gdy zagłębić się w szczegóły, nic nie jest oczywiste, a ostateczny typ jest kombinacją odcienia cery, barwy tęczówki, oprawy oczu i koloru włosów.
Dla Marty Waluk analiza kolorystyczna jest bazą do pracy i jedną z podstawowych usług, jakie oferuje. – Po jej przeprowadzeniu klientka otrzymuje ode mnie indywidualnie przygotowaną analizę-poradnik, a w nim charakterystykę typu urody, wskazówki co do koloru ubrań, biżuterii i makijażu oraz graficzną „ściągę” z próbnikami kolorów, którą może zabrać na zakupy – mówi.

Marta pracuje na czterech podstawowych typach kolorystycznych. – Zawsze zależy mi przede wszystkim na dostarczeniu wiedzy w taki sposób, by była jasna oraz możliwa do wdrożenia w życie dla osoby, która nie spotkała się wcześniej ze skomplikowanymi podziałami na typy urody oraz kolory – wyjaśnia. – Nie chodzi o wyższą matematykę, ale podstawowe i wartościowe informacje, czy jest się typem zimnym, czy ciepłym, czy wybierać pastele czy wyraziste barwy.

Stylistka najpierw przykłada do twarzy klientki folię – złotą lub srebrną, określa, czy klientka jest ciepłym czy zimnym typem urody i wskazuje preferowany rodzaj biżuterii. Potem kładzie na ramiona chusty: śnieżnobiałą i ecru, soczyście czerwoną i malinową, ostry i pudrowy róż itp., by potwierdzić, jakie kolory – ostre czy stonowane – są lepsze. Używa także ram kolorystycznych, czyli dużych prostokątów podzielonych na bloki, które przykłada do twarzy klientki i sprawdza, jakie konkretne barwy i odcienie najlepiej do niej pasują. – Widać to od razu: przy właściwych kolorach twarz nabiera wyrazu, blasku, wygląda świeżo – tłumaczy Marta. – Przy złych gaśnie, szarzeje lub żółknie. Złe kolory wyciągają wszystkie mankamenty – przebarwienia, zaczerwienienia, sińce pod oczami. Analizę przeprowadzam w świetle dziennym, przed lustrem. Klientka powinna być bez makijażu, bo wówczas widać właściwy odcień cery, naturalną oprawę oczu, ewentualne zaczerwienienia, piegi. Im jest naturalniejsza, tym lepiej, bo wystarczy czasem zmienić kolor włosów, czy nałożyć kolorowe soczewki kontaktowe, by zmienić się na przykład z zimy w jesień. Wszelkie zmiany wbrew naturze powodują, że możemy wyglądać korzystnie lub nie – wtedy zachęcam do powrotu do natury.

Choć klientki usługę analizy kolorystycznej wybierają chętnie i bardzo ją lubią, często nie od razu dają się przekonać do zmian. Korzystne barwy widać gołym okiem, ale upodobania bywają silne. – Nie polega to na tym, że stwierdzam autorytatywnie „jest pani zimą, proszę sobie wybić z głowy pomarańczowy!” – śmieje się Marta. – Tłumaczę, rozmawiam, przekonuję. Przykładam kolejne ramy i pytam: jak się czujesz w tym kolorze? Jak w tym? Słucham kobiet i próbuję wypracować dla nich najlepsze rozwiązanie. Są szczęściary, które wyglądają ładnie w niemal każdym kolorze. Zdarzają się też sytuacje wyjątkowe, kiedy to klientka nie tylko czuje się dobrze w prawie każdym, ale i dobrze w nim wygląda. To niewątpliwie wyjątki. Nie warto niczego trzymać się sztywno i bezdyskusyjnie, warto znać podstawowe zasady. Dla pocieszenia, jeśli któreś barwy bardzo lubimy, a nie są odpowiednie dla naszego typu kolorystycznego, proponuję nosić je w dolnej części stylizacji lub dodatkach: butach czy torebce. Ważne, by odpowiednie kolory nosić przy twarzy, wtedy współgrają one z naszym typem kolorystycznym.

 

Jabłko, gruszka, trójkąt, prostokąt, klepsydra

Drugą częścią usługi jest analiza typu sylwetki. – Najpierw wyciągam miarkę… – zaczyna Marta i widząc moją zaniepokojoną minę, szybko dodaje z uśmiechem: – Nie chodzi o centymetry, ale o proporcje. Mierzę klientkę w trzech miejscach: ramionach, talii i biodrach. W zależności od dysproporcji określam typ. Podobnie jak w przypadku kolorów, nie warto tworzyć rozlicznych i skomplikowanych wzorców, zastanawiać się nad różnicami między kielichem a dzbanem albo jabłkiem i lizakiem (ta ostatnia jest nota bene nazywana sylwetką XXI wieku – mają je panie szczupłe, z powiększonym biustem). Proste symbole lepiej działają na wyobraźnię.
Analizę skonstruowaną indywidualnie do klienta Marta przesyła mailem, wraz z sugerowaną kolorystyką. Znajduje się w nim opis sylwetki, lista fasonów przyjaznych i nieprzyjaznych oraz sugestie dotyczące wszystkich części garderoby, w tym długości rękawów, nogawek czy kształtu dekoltu, także butów, biżuterii, toreb. – Wysyłam klientkom rady co do kroju swetra, dżinsów czy spódnicy. W skrócie piszę, co warto kupić, a czego unikać. To naprawdę ułatwia poszukiwania, przesiewanie ton sklepowych ubrań, nie marnuje się czasu na przymierzanie ubrań, o których z góry wiadomo, że nie będą dobrze leżeć.
Marta przyznaje, że ta część usługi bywa wyzwaniem, bo przyzwyczajenia a propos figury bywają silniejsze od kolorystycznych i kogoś, kto całe życie uwielbiał golfy, trudno przekonać, by zupełnie z nich zrezygnował. – Nie ma złej sylwetki, są tylko źle ubrane – podkreśla Marta. – Każda ma atuty, które warto wydobyć, i mankamenty, które da się ukryć. Do tego właśnie służą ubrania. Nieważne jaki mamy wzrost, wagę, ważne jest nadanie sylwetce odpowiednich proporcji. Dużo gorsze od zaakceptowania faktu, że nie jesteśmy wymarzoną klepsydrą, jest deformowanie figury źle dobranym strojem.

 

Pokaż mi swoją szafę, a powiem ci, czego nie ubierać

Przegląd szafy to wprawdzie osobna usługa, ale Marta Waluk zachęca, by stosować ją w pakiecie z poprzednimi. – Oczywiście w wersji skróconej zawsze określam typ figury i urody – mówi. – To nie tak, że otwieram szafę i wyrzucam to, co mi się nie podoba bez uzasadnienia. Klientka musi wiedzieć, dlaczego i co segregujemy. To ma być świadomy wybór i eliminacja.

Najczęstszy widok po otwarciu szafy? – Czarna otchłań, często czarno-szara, czasem same niebieskości, bo to „służbowy” kolor – wymienia stylistka. – Albo wnętrze pełne trendów: cekiny, błyskotki, panterka i buty z ćwiekami na dokładkę. Totalny misz-masz, nic do niczego nie pasuje. Często okazuje się, że 1/3 to rzeczy „po domu”, stare, znoszone. Klientki czasem przechowują odzież sprzed 15 lat, upychając je na półkach. Generalnie szafy są bardzo różne.

I pojemne. Rzeczy mamy ewidentnie za dużo. Przegląd ma więc czas nielimitowany. Rekord Marty Waluk to sześć godzin. Jak przedrzeć się przez gęstwinę wieszaków i sterty półek?
– Metodycznie – odpowiada. – Przed zajrzeniem do szafy, wiem z jaką klientką mam do czynienia i od razu wskazuję, co powinno zniknąć. W szafie trójkąta znajduję kolekcję golfów – eliminujemy, w szafie zimy pomarańczowe i miodowe swetry – żegnamy. Organizujemy trzy sterty. Rzeczy odrzucone trafiają na pierwszą. Można je oddać lub sprzedać. Druga sterta to rzecz, co do których mamy wątpliwości i trzeba je zmierzyć, ocenić, przemyśleć. Trzecia to rzeczy do przeróbek. Nie sztuka wyrzucić rzeczy i zostawić klientkę z pustymi wieszakami. Czasem wystarczy lekko coś przerobić, skrócić, by pasowała jak ulał. Namawiam też do zakupu maszynek i szczotek, które potrafią nadać ubraniom drugie życie. Bardzo często pomocy wymaga bielizna. To niezwykle istotna rzecz, bo od tego czy jest dobrze dobrana, zależy, jak leżą na nas ubrania. Za małe majtki skutkują efektem tzw. czterech pośladków, za mały stanik – wylewaniem się biustu i cięciem pleców na pół. Oczywiście nie zaglądam do szuflad z osobistymi rzeczami, wiele widzę na pierwszy rzut oka i podaję wskazówki.

 

Z uśmiechem, ale bezpośrednio

Znakiem rozpoznawczym Marty Waluk jest uśmiech, pogodne usposobienie i otwartość. Te cechy sprzyjają w kontaktach z kobietami, które przecież zdarza się jej krytykować. – To nie krytyka, ale życzliwość – prostuje stylistka. – Podchodzę do pracy z humorem, pracuję w swobodnej atmosferze, ale muszę być stanowcza. Zawsze dbam o to, żeby klientki nie urazić, jednak stawiam na bezpośredniość. Gdy klientka pokazuje rzecz, twierdząc że jest super, a nie jest – mówię to bez ogródek. Większość pań potrzebuje szczerości. Nie jestem ekspedientką ze sklepu, dla której we wszystkim wygląda się najlepiej. Chodzi o to, żeby wyglądała naprawdę dobrze, by ubrania pasowały do wieku, zawodu, sylwetki. Każda klientka jest moją wizytówką, dlatego wielką wagę przykładam do tego, by wyglądała pięknie, zgodnie ze swoim typem urody oraz sylwetki.

Przegląd szafy kończy stworzenie spisu brakujących rzeczy. Klientka wyposażona we wskazówki jest przygotowana do zakupów, z Martą lub nie. Do niczego po przeglądzie nie jest zobligowana. – Nie narzucam się – zaznacza stylistka. – Jeśli woli samodzielne łowy, wysyłam podpowiedzi, gdzie i co warto kupić, czasem nawet konkretny model, podaję kilka linków do sklepów on-line. Co klientka zrobi z moimi poradami to jej prywatna sprawa. Bardzo mi zależy, by odczarować wizerunek stylistek jako osób wyniosłych, przemądrzałych, który czasem kreują media. Pouczanie, wciskanie rzeczy na siłę nie jest w moim stylu. Jaki sens ma zachęcanie do zakupu czegoś, co być może nawet pasuje do sylwetki i ma odpowiedni kolor, skoro się zwyczajnie klientce nie podoba? Taka rzecz na pewno trafi na wieszak. Staram się natomiast uczyć mądrych wyborów. Namawiam na stworzenie zestawu must have, czyli bazy, do której można dołączać wybrane trendy.

Z pewnością lepiej zainwestować w analizę siebie lub szafy niż wydać pieniądze na nietrafiony ciuch. Wiedza, którą klientki nabywają podczas współpracy z Martą, sprawia, że zakupy są przemyślane i popełniają mniej „modowych” gaf. – Z usługi analizy oraz przeglądu szafy korzystają raz, na wiele lat lub decydują się na zakupy sezonowo, ale ze mną – mówi Marta. – Wtedy mają gwarancję, że szafa jest dobrze zaopatrzona.

Wszystkie usługi można zamówić osobno, ale istnieje możliwość ich połączenia. Pakiet metamorfoza jest bardzo atrakcyjny nie tylko dla tego, że pozwala skompletować szafę od a do z, ale jest też atrakcyjny pod względem ceny (wszelkie szczegóły można znaleźć na stronie martawaluk.pl).