Samochód marki Mercedes-Benz Klasa G (G – jak Geländewagen, z niem. samochód terenowy) jest produkowany od 1979 roku. W ciągu niemal 40 lat stał się legendą motoryzacji. Przechodził po drodze kilka liftingów. Aż pojawiła się  kolejna jego generacja. Nowy jest nieco większy, bardziej luksusowy, ale wciąż tak samo kanciasty. Wielbicie czekali na niego z niepokojem. Mogą odetchnąć z ulgą: nie jest kolejnym miejskim SUV-em. Zapewnia o tym pan Robert Pacewicz, koszalinianin od 20 lat jeżdżący Klasą G, który na naszą prośbę przetestował nową generację.

Prace nad powstaniem klasy G rozpoczęto w 1972 roku. Celem Mercedesa było zbudowanie lekkiego, mocnego i terenowego auta przeznaczonego dla armii z maksymalnym poziomem bezpieczeństwa i komfortu. Powstało auto bardzo charakterystyczne. I o tę wyjątkowość drżeli wielbiciele „Gelend”, jak są one popularnie nazywane, kiedy koncern zapowiedział gruntowne zmiany. Dużo się rzeczywiście zmieniło, ale nie bryła. Choć miejscami wyraźnie zmieniona, nadal pozostaje rozpoznawalna i trudno nową Klasę G pomylić z czymkolwiek innym.

Zachowano m.in. klasyczne kierunkowskazy oraz ogromne, okrągłe reflektory przednie (choć teraz oczywiście LED-owe) oraz typowy dla Klasy G sposób i miejsce montażu zawiasów drzwi.

Koło zapasowe na tylnej klapie? Oczywiście też jest. Dodatkowo spore już i tak auto w nowej generacji „urosło”. Jest o 5,3 cm dłuższe i o 12,1 cm szersze. Różnicę w rozmiarach zobaczymy też w nowym wnętrzu, szczególnie z tyłu. Pasażerowie drugiego rzędu zyskali aż 15 cm miejsca na nogi.

Klasa G nie stała się przez to jednak limuzyną. Nadal jest terenówką z prawdziwego zdarzenia. W porównaniu do poprzednika zwiększono nawet prześwit – teraz wynosi on 24,1 cm (27 cm dla przedniej osi). Kąt natarcia – 31 stopni. Kąt zejścia – 30 stopni. Głębokość brodzenia? Do 70 cm. O 10 cm więcej, niż potrafił znieść poprzednik. Nowa klasa G jest też sztywniejsza i lżejsza (o 170 kg) od poprzednika, a przy projektowaniu zawieszenia pomagali inżynierowie z AMG.

Wnętrze  to zupełnie inna bajka. Tutaj zdecydowano się jedynie zachować najbardziej charakterystyczne elementy, zmieniając wszystko inne.

W środku debiutuje m.in. zestaw podwójnych wyświetlaczy (opcjonalnie) oraz kierownica z touchpadami zamiast przycisków kierunkowych. Również i tutaj nie zabrakło jednak nawiązania do legendy klasy G. Widać do chociażby w kształcie nawiewów środkowych czy głośników na podszybiu.

Kierowca do wyboru ma kilka trybów jazdy – od Comfort, przez Sport, aż po Off-road. Oprócz tego, niezależnie od wyboru jednego z powyższych trybów, po włączeniu blokady dyferencjałów aktywowany zostaje tryb G-Mode, przeznaczony do jazdy w trudniejszym terenie.

Ale oddajmy głos specjaliście – praktykowi. Pan Robert Pacewicz, przedsiębiorca z Koszalina, ma skalę porównawczą, bo jeździ Klasą G od 20 lat. Oto co na jej temat i temat swoich doświadczeń mówi:

„Jeżdżę obecnie piątym autem tego typu i myślę o zakupie szóstego. Ten samochód się kocha, jednak potrzebuje on twardej ręki. Jest oryginalny, bezpieczny, pewny.

Chociaż potocznie nazywa się go SUV-em, jest on autem terenowym, jednym z nielicznych już produkowanych na ramie. Warto to zaznaczyć, bo SUV-ów na rynku jest mnóstwo, a w rzeczywistości są to osobówki dostosowane do jazdy w terenie. Klasa G to samochód terenowy dostosowany nieco do jazdy po równych powierzchniach. To jest zasadnicza różnica. On się dużo lepiej sprawuje w terenie niż na szosie.

Pierwszą G Klasę kupiłem 20 lat temu, pochodziła z 1981 roku. Silnik 240KM, diesel. Była mechaniczna, nie miała żadnej blokady mostów, ale to, co z nią wyprawialiśmy razem z moim serdecznym przyjacielem, do dzisiaj wspominamy jako wielką przygodę. Znajdowaliśmy czasami górki, po których próbowaliśmy jeździć i mówiliśmy do siebie: „Ciekawe jak daleko uda się nam wjechać, bo na szczyt się na pewno nie dostaniemy”. A na szczycie zastanawialiśmy się, jak zjechać bezpiecznie na dół. Ona robiła cuda. Były momenty, kiedy zastanawiałem się, czy się już wywróciła, czy zrobi to za chwilę. Zawsze jednak zachowywała się z klasą. Niesamowity samochód. Do dziś żałuję, że ją sprzedałem.

Później kupiłem piękną „trzysetkę” benzynową z 1991 roku w automacie, na kołach 16-calowych. Skupiała w sobie wszelkie cechy samochodu terenowego, ale już bardziej komfortowego i dobrze zachowującego się na asfalcie. Paliła dużo, więc postanowiłem ją „zagazować”. To była najgorsza rzecz, jaką mogłem zrobić. To nie są silniki do wprowadzania takich przeróbek. Osoba, która ode mnie auto odkupiła, zlikwidowała instalację gazową.

Później kupiłem „400” z 2001 roku, w Niemczech, za dobre pieniądze. V8, diesel. Piękne auto, fantastycznie się zachowywało. Pojeździłem nim sporo.

Kolejna Klasa G była kupiona od człowieka, którym był Rosjanin z Hamburga. Miałem dużo szczęścia, bo to była krótka seria – Grand Edition, limitowana seria. Ciekawostka – sprzedałem ją… Rosjaninowi, ale z Torunia.

Stąd wniosek, że masa ludzi marzy o tym aucie ze względu na wygląd i legendę, a nie ze względu na twarde dane techniczne. Nie mają pojęcia jak się zachowuje na szosie, ile pali. Nie wiedzą, że wymaga wielkiego skupienia podczas jazdy.

A ja w końcu kupiłem w salonie Mercedes-Benz Mojsiuk auto, którego używam obecnie. Według specjalnie dla mnie przygotowanej konfiguracji, nowe, z założeniem, że będę nim jeździć do końca życia. Uwielbiam to auto. Zmienialiśmy z żoną w międzyczasie różne auta, ale to ciągle z nami pozostawało. Żona się śmieje, że nie chce żadnego innego. Silnik dieslowski, a mam wrażenie, że takie silniki z fantastycznym momentem obrotowym najbardziej pasują do terenówek.

Wreszcie nowa generacja, którą testowałem. Jestem miło zaskoczony. Jako konserwatysta po pierwszym rzucie oka z zewnątrz pomyślałem sobie: „Jakie będzie to moje autko po zmianach”. Czas idzie do przodu i także tutaj musiały nastąpić zmiany. Podsumuję to w ten sposób: „Jeżeli trzeba było zmieniać G Klasę, to właśnie tak, jak to zrobiono”. Samochód jest niesamowicie wygłuszony. Ma fantastyczną trakcyjność.  W porównaniu z poprzednią generacją, jedzie tak, jak kierowca sobie życzy, a nie jak mu się czasami zachciewa. Trzyma się szosy jak dwuipółtonowy bolid. Jeździłem tą czterolitrową „pięćsetką” benzynową z odczuciem, że mam w ręku coś doskonałego. Wiele rzeczy jest zmienionych, ale – podkreślam – tak jak powinno być to zrobione. Pozwala delektować się jazdą. Każda zabawa kosztuje. Pieniądze wydane na paliwo warte były każdego przyciśnięcia pedału gazu. To super zabawka. Jestem samochodziarzem i potrafię to docenić. I pewnie będę jeździł szóstą w moim życiu „Gelendą”, ku uciesze syna i żony, bo i im się bardzo spodobała nowa generacja.”

 


 

Dane techniczne Typ G 500

Pojemność skokowa (średnica x skok) 3982 cm3
Wydajność znamionowa 310 kW
Wydajność znamionowa 422 KM
Prędkość obrotowa silnika 5250-5500 obr./min
Prędkość maksymalna 210 km/h
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h 5,9 s
Max. prędkość silnika 6300 1/min
Skrzynia biegów – rodzaj auto.  
Rodzaj paliwa S  
Średnie zużycie paliwa (min.) 11,5 l/100km
Średnie zużycie paliwa (max.) 12,1 l/100km
Norma emisji Euro 6d-TEMP  
Emisja CO2 (min.) 263 g/km
Emisja CO2 (max.) 276 g/km
Zamknięta przestrzeń bagażowa 454 l
Rozstaw osi 2890 mm
Wymiar i charakterystyka opon przednich 265/60 R 18 110V  
Wymiar i charakterystyka opon tylnych 265/60 R 18 110V  
Dopuszczalna masa całkowita 3150 kg
Masa własna pojazdu 2429 kg
Dopuszczalna liczba miejsc siedzących 5  

 

Zapraszamy do Autoryzowanego Salonu Mercedes-Benz Mojsiuk
w Starych Bielicach 128 k/Koszalina, tel.: +48 94 34 77 372

Polub nas na Facebooku – Mercedes-Benz Mojsiuk