„Kim jesteśmy? Po pierwsze MAMAMI!” – takie hasło widnieje na internetowej stronie Stowarzyszenia „Mama w Mieście Koszalin” (SMwMK). W 2017 roku Stowarzyszenie otrzymało statuetkę Koszalińskiego Lidera NGO, rozbiło bank dotacji z programu „Społecznik” i uzyskało fundusze z Budżetu Obywatelskiego 2017 na realizację swoich projektów. Dziewczyny są zgrane, ambitne i zdeterminowane, a dzięki temu skuteczne w działaniu na rzecz mam. Pomagają, wspierają, motywują, a wszystko to pro publico bono, w czasie wolnym, z poczucia wspólnoty i chęci integracji.

Stowarzyszenie powstało trzy lata temu. Wyłoniło się z facebookowej grupy założonej przez Anitę Rączkę. Strona wciąż działa, zrzesza 8,5 tysiąca osób i pełni funkcję wygodnego kanału komunikacji, forum i banku pomysłów. – Jako grupa nieformalna nie mogłyśmy jednak zdziałać niczego konkretnego – wyjaśnia Anita Rączka. – Pomyślałyśmy, że musimy się zrzeszyć, aby móc o coś zawalczyć, na przykład występować po środki finansowe. Najpierw zgłosiło się kilka chętnych. Do założenia Stowarzyszenia potrzebowałyśmy 25 mam – założycielek. Czynnych członkiń Stowarzyszenia jest teraz ok. dziesięć. Mamy też rzeszę sympatyków wspierających nasze działania, włączających się w nie, a więc tworzymy naprawdę sporą społeczność.

– Jesteśmy równoważne – podkreśla Aleksandra Kowalska. – Dzielimy się funkcjami i zadaniami nie według hierarchii, ale potrzeb i predyspozycji. Pracujemy w mniejszych i większych zespołach oddelegowanych do poszczególnych przedsięwzięć, by nie rozpraszać odpowiedzialności, ale zasadnicze decyzje podejmujemy demokratycznie.

Siła Stowarzyszenia, jak podkreśla, tkwi w różnorodności: wieku, zawodów i doświadczenia życiowego. Są w nim dwudziesto- i pięćdziesięciolatki, młode mamy i babcie, matki jedynaków, ale i sześciorga dzieci. – Jedna jest prawniczką, inna psychologiem, inna zarządza nieruchomościami, a jedna… naprawia czołgi. Musiałyśmy wypracować formułę wspólnego działania, bo tam gdzie jest wiele osób nietrudno o chaos. Mamy różne umiejętności, odmienne charaktery, temperamenty, wiedzę życiową i staramy się optymalnie wykorzystywać nasze zdolności.

Dziewczyny działają stricte charytatywnie, a jedynym źródłem utrzymania Stowarzyszenia są darowizny, składki członkowskie i pieniądze z podatkowe 1%. – Starcza na czynsz za wynajem siedziby i księgowość – śmieje się Joanna Wójcik. – Działamy po godzinach, w czasie wolnym, czasem kosztem życia rodzinnego, ale bliscy i przyjaciele nas nie tylko rozumieją, ale i pomagają.

Tym większe wrażenie robi aktywność Stowarzyszenia MwMK, która nie tylko nie ustaje, ale nie zwalnia tempa. Od trzech lat bez przerwy prowadzi sztab pomocowy dla mam w sytuacjach kryzysowych, a każdego roku uruchamia kilka innych – mniejszych i większych – projektów: duże zbiórki żywności, rozdaje wyprawki szkolne, organizuje badania przesiewowe, warsztaty, bale i imprezy dla dzieci. – Inspiracją są czasem rozmowy w grupie, komentarze – mówi Anita Rączka. – Ktoś podlinkuje coś interesującego, zwróci uwagę na problem, zagadnienie, podsunie pomysł. Odcedzamy te informacje, wyławiamy najciekawsze, analizujemy i zastanawiamy, w jakiej formie je przełożyć na konkretne działania. Spotykamy się co miesiąc, rozmawiamy, planujemy. Czasem coś co wydaje się świetne i potrzebne, niekoniecznie się sprawdza i na odwrót – nam się wydaje, że coś świetnie wymyśliłyśmy, a rzeczywistość to weryfikuje.

Tak było z pierwszą inicjatywą jeszcze grupy, a nie stowarzyszenia – remontem oddziału dziecięcego Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie – będącą pretekstem do powołania profilu „Mama w mieście Koszalin” na Facebooku. Plan był ambitny, jednak mimo ogromnego zaangażowania, pukania do drzwi wielu instytucji, zebrania pięciu tysięcy podpisów popierających wniosek, remontu nie udało się sfinalizować. Ale dziewczyny się nie zrażają i dzielnie działają w innych obszarach.

W połowie września br. zakończyła się druga edycja akcji „Nie nowotworom u dzieci” realizowanej z Fundacją Ronalda McDonalda (pierwsza miała miejsce w maju 2017), w ramach której przez przebadanych zostało blisko tysiąc dzieci (USG jamy brzusznej, tarczycy, węzłów chłonnych, moszny u chłopców). Tegoroczna akcja została sfinansowana z Koszalińskiego Budżetu Obywatelskiego 2018 (całkowity koszt to 89 tysięcy złotych), poprzednia z KBO 2017.

Dzięki pieniądzom z Programu Społecznik Koszalińskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, udało się powołać do życia Bibliotekę Świadomego Rodzica, internetową wypożyczalnię. – Kupiłyśmy komplety cenionych, mądrych książek oraz gry edukacyjne – mówi Joanna Kamińska, pomysłodawczyni projektu. – Pakiety wypożyczamy mamom na trzy tygodnie, a one przekazują je kolejnym. Książki wędrują więc z domu do domu, a rodzice oszczędzają pieniądze na te drogie rzeczy.

Fundusze Społecznika pozwoliły też na sfinansowanie w koszalińskich przedszkolach warsztatów manualnych, które prowadzi Joanna Wójcik. – Tworzymy z maluchami ozdoby, zabawki i inne przedmioty, wykorzystując niestandardowe materiały i narzędzia – mówi. – Zajęcia są nieodpłatne, cieszą się dużym zainteresowaniem, a placówki same zgłaszają się do nas o ich poprowadzenie.

Sztandarowym przedsięwzięciem Stowarzyszenia od samego początku jest sztab pomocowy „Mama mamie”. – Raz w tygodniu między 17 a 19 można do naszej siedziby przy ulicy Racławickiej przynieść niepotrzebne rzeczy – zachęca Aleksandra Kowalska. – W grę wchodzi wszystko: wyprawki, wózki, przewijaki, łóżeczka, pieluchy, ubrania, buty, zabawki, gry, kosmetyki, a nawet żywność. Gdy wiemy, że mama jest w sytuacji awaryjnej, nagłej, potrafimy na szybko zorganizować, co trzeba. Mamy mogą się do nas zgłaszać przez nasze strony internetowe. Staramy się w miarę możliwości weryfikować te zgłoszenia, żeby rzeczy trafiały do najbardziej potrzebujących, ale nie wymagamy żadnych zaświadczeń.

Potrzeby są ogromne. Bywa, że do sztabu miesięcznie zgłasza się nawet pięćdziesiąt osób. Sztab zakłada raczej pomoc jednorazową, wyjątkowo długotrwałą, a wsparcie ma wymiar nie tylko materialny. – Poza doraźną pomocą stawiamy na rozwiązania systemowe, pozwalające zmienić kiepską sytuację mam na stałe – podkreśla Aleksandra Kowalska. – Pomagamy napisać CV, uzyskać wsparcie prawne itp. Chodzi o to, żeby mamy w kryzysie skutecznie odbijały się od dna, a nie opierały wyłącznie na pomocy z zewnątrz. Zdarza się, że te którym kiedyś pomogłyśmy, ustabilizowały swoje życie i teraz same przynoszą do nas rzeczy.

Sztabem zarządza Katarzyna Jagiełło. Na co dzień pracuje jako nauczycielka, a w stowarzyszeniu opiekuje się także dwoma facebookowymi grupami licytacyjnymi. Jedna prowadzona jest na cele statutowe, druga jest ukierunkowana na leczenie bądź rehabilitację dzieci. – Udaje się zbierać duże kwoty, ludzie nas znają i ufają nam – mówi. – Wiedzą że pieniądze trafiają tam, gdzie powinny, wszystko jest przejrzyste. Mnóstwo osób przekazuje nam fanty: ubrania, biżuterię, przedmioty użytku domowego, a firmy vouchery na swoje usługi. Czasem rzecz o pierwotnej wartości 5 zł sprzedaje się za 300 zł, a nierzadko wygrywający przekazują wylicytowaną rzecz do ponownego wystawienia. Gdy pomożemy jednemu dziecku, grupa jest przypisywana następnemu – dodaje Katarzyna Jagiełło.

Dziewczyny przyznają, że praca na rzecz Stowarzyszenia nie jest łatwa. Wymaga poświęcania sporej ilości czasu, wytrwałości, cierpliwości i kompromisów. – Wszystko trzeba wychodzić, wyprosić, znaleźć czas na wizyty w urzędach – mówi Aleksandra Kowalska. – Ale z drugiej strony jest ogromna satysfakcja, kiedy się uda.

Motywacje do pracy są różne. – Od wewnętrznych typu chęć niesienia dobra, sprawiania, że Koszalin będzie lepszym, fajniejszym miejscem do życia, po poczucie bycia potrzebnym – mówi Anita Rączka. – Myślę, że ważna jest też ta nasza, mam, integracja, wspólne organizowanie imprez, wzajemne wsparcie, bycie ze sobą, robienie czegoś pożytecznego.

Plany na przyszłość? – Musimy postarać się o dochodowość – mówi Aleksandra Kowalska. – Do pozyskania są duże fundusze, ale dopóki jesteśmy stowarzyszeniem niedochodowym są dla nas niedostępne. Tymczasem chcemy robić warsztaty, festiwale, projekty na dużą skalę. Chciałybyśmy zatrudnić osobę, która zajęłaby się logistyką działania stowarzyszenia w ciągu dnia, bo wszystkie pracujemy i możemy się nim zajmować jedynie popołudniami, a to również rodzi ograniczenia. Jaką będziemy mieć osobowość prawną zdecydujemy do końca roku. Ważną rzeczą jest też remont siedziby sztabu. – Musimy zwiększyć jego powierzchnię ze względu na ilość przedmiotów i ich gabaryty. Potrzeba nam rąk do pracy i zdolnych fachowców. Na zatrudnienie firmy remontowej nas nie stać, nasi mężowie mają ograniczone umiejętności. Może wśród czytelników znajdzie się ktoś, kto chciałby nam pomóc?

Wszystkich, którzy chcieliby pomóc Stowarzyszeniu lub skontaktować się z nim polecamy adresy: stowarzyszeniemwmk.pl, sztab.kryzysowy@gmail.com oraz strony na Facebooku.