chaos-narodziny-nowej-naukiŻycie w nieładzie

A co by było, gdyby okazało się, że matematyka, fizyka, chemia i biologia, których uczymy się w szkołach opierają się na monstrualnym kłamstwie? Podobnym do tego, które jest naszym udziałem kiedy wpatrujemy się w niebo. Światło wędruje wprawdzie z oszałamiającą prędkością 300 tys. km na sekundę, ale gwiazdy, na które patrzymy są naprawdę bardzo daleko. I na przykład światło mknące do nas z gwiazdy Syriusz potrzebuje na przebycie tej drogi ponad 8 lat. Co oznacza, że kiedy patrzymy na Syriusza na nocnym niebie, to nie widzimy jego obecnego obrazu, ale ten sprzed 8 lat. A taka galaktyka Andromedy? Jej widziany przez nas obraz pochodzi sprzed 2,5 miliona lat. A przecież w tym czasie Andromeda mogła się np. zderzyć z inną galaktyką… Jednym słowem piękny obraz rozgwieżdżonego nieba nad naszymi głowami to potężne kosmiczne kłamstwo. Podobnie jest z naukami ścisłymi i właśnie o tym pisze w pasjonujący sposób James Gleick. Na czym polega sztuczka w tym wypadku? Na nieuwzględnianiu przez uczonych tego, co fachowo nazywa się zaburzeniami wynikającymi z wrażliwości na warunki początkowe. Prościej? Spotykamy się z tym na co dzień. Ktoś spóźnia się na autobus, który kursuje co 10 minut, ale w konsekwencji tego niewielkiego spóźnienia spóźnia się na pociąg, który kursuje co trzy godziny. Jednym słowem: mała perturbacja może mieć olbrzymie konsekwencje. Powodować chaos. Naukowcy – o czym pisze Gleick – nauczyli się przez stulecia nie widzieć chaosu, czyli nieładu. Pytali: jakiż jest pożytek z nieładu? W swoich cudownie zamkniętych równaniach dążyli do jednego celu: odkrycia regularności. Takich właśnie równań i definicji uczymy się w szkołach. Tylko, że to nieprawda. Kiedy naukowcy przechodzili do udowadniania swoich równań na drodze eksperymentu, wyniki zachowywały się dziwacznie. Wtedy „zapominali” o sprawie uznając, że eksperyment musiał być zły. Pierwszym, który złamał tę niepisaną umowę był amerykański matematyk i meteorolog Edward Lorenz, który odkrył i zredefiniował właściwości chaosu, który nas otacza. Tak narodziła się nowa nauka.

James Gleick: „Chaos. Narodziny nowej nauki”, Wydawnictwo Zysk i S-ka

 

philip k. dickO czym śnią pisarze?

Nie wiem, czy to przypadek (w miarę upływu lat coraz trudniej przychodzi mi wiara w przypadki), ale wszystkie książki, które recenzuję w tym miesiącu traktują – mniej, lub więcej – o dochodzeniu do prawdy. O ile w przypadku „Chaosu…” chodziło o prawdę naukową, o tyle w biografii Philipa K. Dicka istotą dociekań będzie prawda o człowieku. Zwany „Dostojewskim literatury fantastyczno – naukowej”, a także coraz częściej „największym pisarzem amerykańskim XX wieku” Philip K. Dick powiedział w którymś z wywiadów: „Mój główny temat brzmi: kto jest człowiekiem, a kto tylko się nim wydaje lub za takowego podaje?”. I faktycznie, w większości z 37 powieści, które napisał, drążył ten właśnie temat na poziomie filozoficznym, oczywiście używając do tego osobliwego sztafażu fantastyki. Na przykład w swojej słynnej książce: „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” (zekranizowanej przez Ridleya Scotta – „Łowca androidów”) zderzył ze sobą człowieka i jego wytwór – perfekcyjnie humanoidalnego androida, który myśli, czuje i współodczuwa i zadał swoje niepokojące pytanie: czy taki „produkt” jest człowiekiem? Przy okazji tych rozważań, jakby zupełnie od niechcenia, Dick wmontowywał w swoje – pisane w latach 50. i 60. XX wieku powieści i opowiadania (tych ostatnich napisał blisko sto) różne pomysły, które dzisiaj są rzeczywistością, takie jak: globalna sieć informacyjna, telefony komórkowe, system inwigilacji i kontroli komputerowej, dopasowywanie informacji do zainteresowań odbiorcy, itp. Tych trafnych prognoz dotyczących przyszłości jest u Dicka takie multum, że nie dziwi podtytuł biografii Anthony’ego Peake’a: „Człowiek, który pamiętał przyszłość”. Faktycznie Peake, oprócz tradycyjnie biograficznych informacji na temat pisarza skupia się również na jego ewentualnych zdolnościach prekognicyjnych (oznaczających wiedzę o zdarzeniach w przyszłości, której nie można wywieść z bieżącego stanu wiedzy). Lektura obowiązkowa dla „dickologów” i konieczna dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tym niezwykłym pisarzem.

Anthony Peake: „Philip K. Dick – człowiek, który pamiętał przyszłość”, Dom Wydawniczy Rebis

 

odpłaszczenieJak poszerzyć obraz świata

Kiedy myślimy o komiksach, zwykle przed oczami stają nam obdarzeni niezwykłymi zdolnościami umięśnieni faceci w łopoczących na wietrze pelerynach, którzy mają założone slipy na kolorowe trykoty. Ten obraz wzmacnia, trwająca od dekady moda na ekranizacje komiksów powstałych w połowie ubiegłego wieku w dwóch czołowych wydawnictwach publikujących opowieści rysunkowe dla dzieci i młodzieży: Marvel i DC Comics. Tymczasem, jest to obraz kłamliwy i bardzo krzywdzący dla sztuki, jaką bez wątpienia jest powieść graficzna dla dorosłych. Dwa przykłady: „Maus. Opowieść ocalałego” – porażająca, uhonorowana w 1992 roku Nagrodą Pulitzera powieść graficzna autorstwa amerykańskiego rysownika Arta Spiegelmana o piętnie jakie pozostawia w człowieku doświadczenie Holocaustu oraz „V jak Vendetta” Alana Moore’a i Davida Lloyda – mroczna, orwellowska wizja Anglii w okowach systemu totalitarnego, będąca krytyką ślepego posłuszeństwa władzy. Do tego nurtu należy bez wątpienia „Odpłaszczenie” Nick Sousanisa, amerykańskiego artysty rysownika i wykładowcy na Uniwersytecie Stanowym w San Francisco. To swoisty traktat filozoficzny dotyczący prawdy na temat tego jaką rolę w postrzeganiu rzeczywistości stanowią informacje docierające do nas w postaci obrazów z reklam, banerów, wystaw sklepowych, telewizora, Internetu. Sousanis, krok po kroku, za pomocą niezwykle wysmakowanych, pięknych, czarno-białych rysunków pokazuje do czego doprowadziło nas „płaskie” postrzeganie świata narzucone przez wspomniane media. Używa do tego metafory leżącej na brzegu stołu monety. Kiedy patrzymy na nią z góry, widzimy ją w całej okazałości. Możemy się cieszyć jej widokiem. Natomiast kiedy zaczniemy patrzeć na nią pod coraz mniejszym kątem, zbliżając twarz do powierzchni stołu, okrągły kształt zaczniemy widzieć jako owal, a potem płaską, nieatrakcyjną linię. Ale tytuł „Odpłaszczenie” daje nadzieję: oznacza, że Sousanis podpowiada w swoim traktacie jak wyjść z tej matni i poszerzyć sposób postrzegania spłaszczonego obecnie obrazu świata. Zachęcam do poznania tej bardzo ciekawej podpowiedzi.

Nick Sousanis: „Odpłaszczenie”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka

 

siódma funkcja językaSzalony kryminał

Wariacka książka. Z jednej strony kryminał (z elementami powieści spiskowej), który czyta się jednym tchem, z drugiej przystępny traktat filozoficzny dotyczący prawdy o języku, którym się na co dzień posługujemy. Zacznijmy więc od języka, bo on w tym szalonym kryminale jest najważniejszy. Otóż istnieje sześć podstawowych funkcji (czyli zadań) każdego języka. Od najbardziej oczywistej – poznawczej, która pozwala nam przekazywać i odbierać informacje, przez metajęzykową, która ma na celu sprawdzenie czy nasz odbiorca nas rozumie (używamy jej np. zadając w trakcie rozmowy pytanie: „Rozumiesz, o co mi chodzi?”), aż do funkcji poetyckiej, która pełni rolę estetyczną i jest rodzajem zabawy słowem (jej przykłady znajdziemy w wierszach, tytułach gazetowych, sloganach reklamowych). Tymczasem osią intrygi w książce Laurenta Bineta jest odkrycie przez francuskiego językoznawcę Rolanda Barthesa tytułowej siódmej funkcji języka, która jest swojego rodzaju magiczną mocą: wypowiedzenie słów staje się dla odbiorcy rozkazem. Jednym słowem: używanie tej funkcji pozwala przejmować pełną kontrolę nad działaniami ludzi. Barthes, tuż po odkryciu siódmej funkcji ginie w zaaranżowanym wypadku samochodowym. A że jego śmierć następuje na czwartej stronie książki, dalej jest tylko ciekawiej. W grę o tak dużą stawkę jaką jest bez wątpienia odkrycie tajemnicy siódmej funkcji włączają się: bułgarskie i francuskie służby specjalne, kandydaci na prezydenta Francji François Mitterrand i Valéry Giscard d’Estaing (rzecz dzieje się w 1981 r.), mafia sycylijska, organizacje terrorystyczne oraz… cała plejada najsłynniejszych filozofów tamtych czasów, z Umberto Eco na czele. Prowadzący śledztwo komisarz Jacques Bayard i jego pomocnik młody doktorant filozofii Simon Herzog docierają w tej plątaninie osób i zdarzeń do zupełnie szalonych odkryć. Powieść Bineta określana jest jako: „thriller intelektualny”, „filozoficzna bomba” i „językowy majstersztyk”. Zapewniam, w żadnym z tych trzech określeń nie ma ani krzty przesady.

Laurent Binet: “Siódma funkcja języka”, Wydawnictwo Literackie