„Sprawność fizyczna jest najważniejszym czynnikiem pozwalającym na osiągnięcie zadowolenia z życia” – przekonywał Joseph Pilates. Jego słowami kieruje się na co dzień Monika Marszałek – nauczycielka metody Josepha Pilatesa, właścicielka koszalińskiego Studia Pilates Zatrzymaj Czas. Pani Monika podchodzi indywidualnie do każdej osoby, która uczestniczy w jej zajęciach. Wykorzystuje również inne metody pracy z ciałem, tak by było ono piękne i zdrowe, a umysł zrelaksowany.

 

– Kiedy słyszy Pani słowo „pilates”, to co pierwsze przychodzi Pani do głowy?

– Mój styl życia, pasja i chęć zarażania tą pasją innych. Absolutnie, te trzy rzeczy, zawsze kojarzą mi się z pilatesem.

 

– Kiedy pilates pojawił się w Pani życiu?

– To było dawno. Najpierw pojawił się wraz z płytą DVD. Po wypadku, który przeszłam, lekarze stwierdzili, że nie mogę ćwiczyć, nie mogę prowadzić żadnej aktywności fizycznej. To było dla mnie niewyobrażalne, ponieważ jestem stworzona do ruchu i nie wyobrażałam sobie, że nic nie mogę robić. Wtedy trafiłam na płytę z ćwiczeniami pilates i to był mój pierwszy kontakt z tym rodzajem aktywności fizycznej.

Ćwiczyłam, chociaż miałam wyraźny zakaz, ale ja po prostu czułam się po tych ćwiczeniach coraz lepiej. I pomyślałam wtedy, że skoro ja czuję się lepiej, to mój organizm wie, że tak jest dobrze. Jednak nie byłam pewna, czy dobrze wykonuję ćwiczenia. Zaczęłam jeździć na szkolenia. Wtedy tylko dla siebie, bo chciałam, by ktoś nauczył mnie precyzji ruchu, tak bym robiła wszystko zgodnie z metodą Pilatesa. Szkolenia dawały mi wiedzę, a ta sprawiła, że zaczęłam patrzeć na pilates nieco inaczej. Zaczęłam pracować z rodziną. Moim pierwszym i najwierniejszym uczniem został mój tato, który poddał się ćwiczeniom i także szybko zaczął odczuwać wyraźną poprawę, może nie stanu zdrowia, ale takiej ogólnej kondycji psychofizycznej. I tak było przez jakiś czas.

 

– Długo dorastała Pani do decyzji, by otworzyć studio i zostać instruktorką metody Pilatesa?

– Powiem coś, co może wydawać się dziwne, ale zawsze czułam taką potrzebę. Od zawsze lubiłam prozdrowotne formy ruchu. Chodziłam do innych instruktorów na zajęcia, podpatrywałam ich i wyobrażałam sobie, jak ja bym poprowadziła dane ćwiczenia. Nawet kiedy jeszcze nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak pilates. W momencie gdy poznałam tę metodę, po prostu zakochałam się w niej i stwierdziłam, że to jest to! Bo skoro coś pomogło mojemu ciału, wbrew temu co twierdzili lekarze. Pomogło mojemu tacie. To dlaczego nie miałoby pomóc innym ludziom.

Jednak ostateczne podjęcie decyzji o tym, że chcę zmienić swoje życie zawodowe, wcale nie było taki proste. Były osoby, które mnie do tego zniechęcały – może nie wprost, ale czułam taki podtekst w ich wypowiedziach, że zamiast poważnej pracy, w poważnej instytucji, będę „panią od fikołków” – mówiąc kolokwialnie. Jak widać nie posłuchałam ich i wiem, że dobrze zrobiłam. Intuicja podpowiadała mi, że będę w tym naprawdę dobra. Bliskie jest mi zdanie Jacka Walkiewicza – psychologa, która mówi, że „Profesjonalizm nigdy nie jest dziełem przypadku. Pasja rodzi profesjonalizm. Profesjonalizm daje jakość. A jakość to jest luksus w życiu”. Coś w tym jest.
Dlatego też dużą wagę przykładam do tego, z jakimi problemami układu ruchu trafiają osoby, do mojego studia. Bywa tak, że najpierw odsyłam je do innych specjalistów: lekarzy czy osteopatów i dopiero po skończonym leczeniu czy rehabilitacji, możemy zacząć zajęcia profilaktyczne.

Zawsze podkreślam, że pilates to nie rehabilitacja, tylko profilaktyka. Choć warto zauważyć, że większość fizjoterapeutów w swojej pracy wykorzystuje właśnie metodę Pilatesa.

 

– I to już był początek Pani pracy jako instruktorki prozdrowotnych form ruchu?

– W pewnym sensie tak, bo po okresie pracy z rodziną, przyszedł czas, by wyjść do ludzi. Pierwsze zajęcia prowadziłam w świetlicy wiejskiej, dla mieszkańców wioski, w której mieszkam. I proszę sobie wyobrazić sobie, że ta grupa jest ze mną do tej pory. Od czterech lat wspierają mnie, pomagają i w zasadzie mogę powiedzieć, że się zaprzyjaźniliśmy. Oni także, czując efekty ćwiczeń, zachęcali mnie do otwarcia własnego studia. Swoją wiedzą chciałam się dzielić z jak największą liczbą osób, bo widziałam jej efekty. Zaczęłam prowadzić zajęcia pilatesu i zdrowego kręgosłupa w Koszalinie, w klubach osiedlowych oraz w Centrum Medyczno-Rehabilitacyjnym Remedica. W międzyczasie stale podnosiłam swoje kwalifikacje, bowiem ciało ludzkie, narządy układu ruchu fascynują mnie i wciąż chcę wiedzieć więcej.

 

– Czy pilates to tylko ćwiczenia własnego ciała? Czy w tej metodzie korzysta się także z różnego rodzaju przyrządów?

– Od niedawna mam na wyposażeniu Studia, Pilates Arc – składający się z dwóch części, wszechstronny korektor, dzięki któremu można lepiej wzmacniać i rozciągać kręgosłup. To nowoczesna forma Spine Corectora – urządzenia zaprojektowanego przez samego Josepha Pilatesa, do korekcji kręgosłupa. Łuk tego sprzętu, idealnie dostosowuje się do krzywizn kręgosłupa, odciążając go. Siedzisko jest podwyższone, co pozwala na idealną stabilizację ciała i odciążenie tych części ciała, które tego wymagają. A Pilates Arc, to nie koniec, bo przymierzam się do kolejnego zakupu, ale to na razie sfera planów.

 

– „Pilates, to gimnastyka, dla pań” – spotyka się Pani z taką opinią?

– W Koszalinie dosyć często, ale w innych, większych miastach jest naprawdę sporo mężczyzn, którzy polubili tę metodę. W Europie Zachodniej, znakomita większość szkoleniowców pilatesu, to właśnie mężczyźni, tak jak sam jej twórca – Joseph Pilates. Jeżeli więc znajdzie się kilku panów, którzy chcieliby ćwiczyć pilates, to zapraszam do mojego studia.

 

– Czy po tylu latach wie już Pani o pilatesie wszystko, czy raczej ma Pani poczucie, że jeszcze musi się uczyć?

– Powiem tak: jestem dyplomowanym nauczycielem metody Pilatesa i to daje mi uprawnienia do nauczania innych, którzy chcieliby zostać trenerami tej metody, mimo to cały czas czuję niedosyt. Uważam, że nasze ciało jest niesamowite i chyba do końca życia będę czuła potrzebę dokształcania się. Cały czas pojawia się coś, co mnie ciekawi. A im więcej wiem, tym tych ciekawych tematów staje na mojej drodze coraz więcej. Stąd też pewnie wzięło się moje zainteresowanie całym układem ruchu człowieka. Jeżdżę nie tylko na szkolenia pilatesowe, ale z jogi, metody Feldenkraisa, konsultuję się z fizjoterapeutami czy osteopatami. Szukam najlepszych i najbezpieczniejszych rozwiązań dla naszego ciała.

Szukając nauczyciela czy fachowca w danej dziedzinie, należy przede wszystkim sprawdzić jego kwalifikacje. Zdrowie i zadowolenie moich klientów przynosi mi niezwykłą radość – cieszę się, że mogę tego doświadczać każdego dnia. Gwarantuję, że w moim Studiu – Zatrzymaj czas, w przyjaznej, kameralnej i zacisznej atmosferze można wyrzeźbić silne, sprawne ciało. Sprawić, by ruchy nabrały gracji dzięki elastyczności mięśni, a sylwetka się wysmukliła.

Staram się, by po ciężkim dniu uczestnicy zajęć wychodzili do domów odprężeni, zrelaksowani, z chęcią do kolejnych działań, a przede wszystkim z dużą dawką pozytywnej energii.