Józef Piłsudski na zainteresowanie ze strony pań nigdy nie narzekał. Sam zaś lubił kobiety z charakterem, silne i pełne pasji. Poza ostatnią fascynacją, młodziutką doktor Eugenią Lewicką, wszystkie jego miłości zaangażowane były w działalność niepodległościową. Z nich zaś Aleksandra Szczerbińska, matka jego córek Wandy i Jadwigi, zajęła w życiu Marszałka szczególne miejsce.

 

Droga_Kobieta_ktora_pokochal_marszalekJej biografia mogłaby posłużyć za scenariusz frapującego filmu. Bohaterka miałaby kilka wcieleń: emancypantki, terrorystki z bojówek PPS, więźniarki politycznej, kochanki, żołnierki, matki i choć mąż nigdy nie był prezydentem Polski – pierwszej damy II RP, a na finał uciekinierki ciężko pracującej na obczyźnie na swoje i córek utrzymanie. Fascynująca postać.

Katarzyna Droga odtwarza jej losy, ale również stara się pokazać Aleksandrę od najdelikatniejszej strony – od strony uczuć. Zadanie karkołomne. Dobrze, że w tytule pojawia, się słowo „opowieść”, bo nie jest to typowa biografia. O ile na temat rozmaitych zdarzeń w życiu Oli i Ziuka istnieje dużo twardych świadectw, to o sferze uczuciowej w sposób niepodlegający dyskusji można napisać niewiele. Można raczej wnioskować pośrednio, a więc snuć zaledwie domysły.

Niemniej autorka wybrała taką ścieżkę jako jedną z głównych osi opowiadania. I powiedzmy to od razu, rekonstrukcja myśli i uczuć to najmniej przekonujący wymiar książki. Starając się odtworzyć sposób myślenia i odczuwania swej bohaterki, często wpada w pułapkę patosu i ckliwości. Egzaltacja jest tu zupełnie niepotrzebna, bo samo zestawienie faktów plus nieliczne wyznania zawarte w zachowanych listach Szczerbińskiej i Piłsudskiego wystarczyłyby do namalowania przekonującego obrazu barwnego związku dwojga nietuzinkowych osób.

Docenić trzeba jednak ogromną pracę dokumentacyjną wykonaną przez Katarzynę Drogę. W efekcie dostajemy opowieść pełną szczegółów, które pozwalają lepiej wyobrazić sobie rzeczywistość czasów wielkiego przełomu, w jakich rozkwitła miłość Aleksandry i Józefa. Młodsza o 15 lat od Piłsudskiego przez niemal 20 lat pozostawała „tą drugą”, kochanką a nie żoną. Kiedy po śmierci pierwszej żony Marszałka, Marii, w końcu wzięła z nim ślub, musiała wkrótce wycierpieć wiele upokorzeń wobec bardzo prawdopodobnych pogłosek o romansie męża z młodą lekarką.

Końcówka XIX i początek XX wieku to nie tylko wydarzenia polityczne, które doprowadziły do odrodzenia niepodległej Polski. To również głębokie przemiany obyczajowe.

Trudno przesądzić, jak duży wpływ na równouprawnienie kobiet w II Rzeczpospolitej miały osobiste poglądy Aleksandry Szczerbińskiej, ale na pewno jakiś miały. Wielekroć rozmawiała o nich z Marszałkiem w czasie, kiedy jego wola w decydującym stopniu wpływała na kształt budowanego na nowo państwa.

Olutka, jak ją nazywał w listach mąż, od wczesnej młodości przekonana była do tego, że kobiety na równi z mężczyznami zdolne są podejmować wszelkie role zawodowe i społeczne. Sama była tego przykładem. Dążyła do zdobycia wykształcenia, od wczesnej młodości pracowała. Miała świadomość, że jej postępowanie wchodziło w konflikt z tradycyjnym wychowaniem „panienki z dobrego domu”, jakie odebrała w rodzinnych Suwałkach. Ale jednocześnie rozumiała, że inaczej być nie mogło, bo co prawda konwenans narzucał młodym kobietom wzór żony i matki, ale praktyka życia pchała je już w inną rzeczywistość. Odbierały przecież wychowanie od matek i babć, które mocno doświadczyły skutków powstania styczniowego. Wiele z nich wcześnie owdowiało albo pozbawione zostało opieki mężczyzn, którzy trafiali do więzień lub na zesłanie. Dotknięte zniszczeniami majątków, konfiskatami i innymi nieszczęściami zdane były na wyłącznie siebie. I w większości potrafiły udźwignąć trudny los.

Wśród takich kobiet wyrastała również Aleksandra. Silniej oddziaływały na nią nie formalne wzory dyktujące co wypada albo nie wypada, ale rzeczywiste doświadczenia dwóch poprzedzających pokoleń. Jej zaś pokolenie najdobitniej pokazało, że kobiety potrafią się bić – i to dosłownie – o wzniosłe ideały i swoje nowe miejsce w porządku społecznym. Wystarczy przywołać tu na dowód fakt udziału pań w niepodległościowej konspiracji na równi z mężczyznami i nawet walkę zbrojną w polskiej armii pod koniec I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej.

Na marginesie: sama Aleksandra za dokonania bojowe uhonorowana została Virtuti Militari i nie była przy tym jedyną kobietą wyróżnioną najwyższym polskim odznaczeniem bojowym. Za nazwisko tych orderów nie dawano.
Wielokrotnie rozmawiała o sytuacji kobiet z Józefem Piłsudskim, przekonywała go do nowoczesnego potraktowania kwestii kobiecej. Nic więc dziwnego, że od początku II Rzeczpospolitej Polki miały pełnię praw politycznych. W ówczesnej Europie nie było to oczywistością, a raczej wyjątkiem. Nic więc dziwnego, że szwedzka dziennikarka robiąc w końcówce 1939 roku wywiad z Aleksandrą Piłsudską na temat sytuacji politycznej w Polsce nie dawała wiary, że w polskim parlamencie obok posłów mężczyzn zasiadały także posłanki.