Czy warto na nowo podejmować tematy, które wydają się już do cna wyeksploatowane? Cezary Łazarewicz swoim rewelacyjnym reportażem historycznym o okolicznościach i następstwach zabójstwa Grzegorza Przemyka udowodnił, że warto. Słusznie zgarnął za to Nagrodę Literacką Nike 2017 jako pierwszy w jej historii laureat – reporter. Teraz dostarcza kolejnego argumentu. Niedawno, 14 marca, premierę miała jego opowieść o słynnej Ricie Gorgonowej.

Proces Gorgonowej śledziła w 1932 roku cała Polska. Rozpalał on nie tylko wyobraźnię czytelników prasy, ale wywoływał również spory o charakterze ideologicznym i prawniczym.

 

koronkowa_robotaOto przed sądem staje młoda kobieta oskarżona o zamordowanie uderzeniami twardego przedmiotu w głowę i pośmiertne zdeflorowanie 17-letniej córki swego konkubenta Henryka Zaremby, znanego lwowskiego architekta. Jest od niego kilkanaście lat młodsza, zależna materialnie, a on postanowił właśnie zerwać z nią związek, nie zważając na fakt, że mają wspólną trzyletnią córeczkę Romanę. Później okaże się, że w momencie aresztowania Rita jest w ciąży z drugim dzieckiem Zaremby (Ewa urodzi się już w więzieniu a później zostanie matce odebrana).

W obronie sądzonej w procesie poszlakowym guwernantki odzywają się głosy lewicowej i rodzącej się feministycznej publicystyki.

Podnosi ona fakt, że nie ma niezbitych dowodów winy, a jedynie poszlaki. Komentuje, że trudno mówić o sprawiedliwym procesie młodej kobiety, utrzymanki, w sytuacji, kiedy zarówno sąd zawodowy jak i 12-osobową ławę przysięgłych stanowią sami mężczyźni w raczej starszym wieku. To miałoby z klucza decydować o nieżyczliwym nastawieniu do oskarżonej.

Jednak tego typu zastrzeżenia obalają liczni komentatorzy procesu – prawnicy, także współcześni, z którymi rozmawiał Cezary Łazarewicz. W ich ocenie proces był prowadzony rzetelnie i drobiazgowo. Sąd zasięgał opinii wielu biegłych, przesłuchiwał mnóstwo świadków – nawet takich, których związek ze sprawą i uwikłanymi w nią osobami był bardzo luźny lub odległy.

To jednak powodowało, że przewód sądowy trwał długo. Prasa codzienna i brukowa miała pożywkę miesiącami. Dziennikarze początkowo zdawali się nie zdradzać wątpliwości co do winy Emilii Margerity Gorgon, z domu Ilić, wówczas trzydziestojednoletniej porzuconej przez męża cudzoziemki (urodziła się w Dalmacji i jako 15-latka wyszła za Polaka służącego w armii austro-węgierskiej). Z czasem w gazetowych publikacjach zaczęły pojawiać się wątpliwości, a nawet nuty współczucia. Sama Gorgonowa stała się postacią pop kultury, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, wręcz celebrytką. Zamieszkała w zbiorowej wyobraźni Polaków do tego stopnia, że niegrzeczne dzieci straszono: „bo przyjdzie Gorgonowa i cię zabije”.

Życie Rity i jej proces opisane zostały w setkach, jeśli nie tysiącach artykułów. Wątek ten pojawia się również w książkach, wspomnieniach, zapiskach. Cezary Łazarewicz przekopał się przez ten ogromny materiał. Większą część jego opowieści stanowi odtworzenie wydarzeń (losów bohaterów i rozprawy sądowej) na podstawie tych właśnie źródeł. Mamy więc próbę zrelacjonowania dramatycznych godzin w nocy z 30 na 31 grudnia 1931, kiedy życie straciła Lusia (Elżbieta Zarembianka) i rozpoczęło się policyjne dochodzenie, ale również kluczowych momentów śledztwa i procesu.

To co jednak najciekawsze, to pójście przez Cezarego Łazarewicza dalej i szukanie ciągu dalszego dziejów Gorgonowej oraz jej córek. Nie będę zdradzał szczegółów, żeby nie odebrać czytelnikom przyjemności zagłębienia się w te pasjonujące historie. Tu kryje się największa wartość książki. To już nie jest względnie proste zdanie relacji ze „sprawy Gorgonowej”. To samodzielne odkrycie i narysowanie dramatycznych dziejów konkretnych ludzi w konkretnych okolicznościach. Ludzi noszących na sobie piętno, od którego nie byli w stanie się nigdy uwolnić i które kreowało ich losy. Naprawdę poruszające, bo nie będące wytworem wyobraźni scenarzysty telenoweli, ale przejmującym autentykiem.

Sama zaś końcówka „Koronkowej roboty” to z jednej strony odkrycie kompletnie nieznanych okoliczności z życia Rity Gorgonowej, o której – wydawać by się mogło – słuch zaginął w momencie, gdy opuściła więzienie na skutek amnestii ogłoszonej po agresji hitlerowskich Niemiec na Polskę, a z drugiej – postawienie hipotezy odnośnie okoliczności jej śmierci. Podkreślmy: hipotezy wartej pióra wytrawnego autora kryminałów. A może ciągu dalszego napisanego przez zdolnego reportera?

W 1977 roku premierę miał film „Sprawa Gorgonowej” w reżyserii Janusza Majewskiego. Wystąpili w nim znakomici aktorzy, a rolę tytułową zagrała Ewa Dałkowska. Na nowo wzbudził on dyskusje wokół śledztwa, procesu i wyroku. Niczego nie rozstrzygał, pozostawiał pytania. Został świetnie odebrany przez krytykę i widzów.
Opowieść napisana przez Cezarego Łazarewicza prowokuje do tego, by powstał kolejny film. Już nie dramat sądowy, jak wspomniany obraz Majewskiego. Raczej coś w stylu „Przypadku” Krzysztofa Kieślowskiego. Znów można by zbudować wielowariantowe życiorysy bohaterek – obu córek Rity Gorgonowej. Albo skupić się tylko na pani Ewie, którą życie strasznie sponiewierało, nie pozwalając zaznać spokoju nawet na stare lata.

Cezary Łazarewicz 2

Książka Cezarego Łazarewicza należy do tych, które raz otwarte nie pozwalają się zamknąć i odstawić na półkę, zanim nie zobaczymy ostatniej kropki. Autor ułatwia czytelnikowi jej pochłanianie, dzieląc tekst na doskonale przemyślane całostki, które niczym kostki mozaiki odkrywają zdarzenia, ludzi, domysły, fałszywe albo zaskakujące tropy. Wykonał przy tym kolosalną pracę, wybierając z ogromnego materiału to co niezbędne – bez efekciarstwa i przegadania. To jest rzeczywiście koronkowa robota.