Kinga Olchowik, właścicielka Szkoły Tańca King DanceTańczyć każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej – dałoby się strawestować słowa znanej piosenki Jerzego Stuhra. Nie ma problemu, kiedy chodzi o domówkę albo wieczór w klubie. Ale gdy mowa o pierwszym tańcu na własnym weselu, sprawa staje się poważna. W tej kwestii coraz więcej par młodych woli rezygnować ze spontaniczności i decyduje się skorzysta ze wsparcia profesjonalistów.
Jeśliby sądzić po udostępnianych w Internecie weselnych filmikach, współczesny pierwszy taniec stał się jednym z najważniejszych i najstaranniej przygotowywanych elementów uroczystości ślubnych. Czasami są to naprawdę imponujące popisy, z całą pewnością długo wypracowywane i na pewno wypracowywane nie samodzielnie, ale przy pomocy nauczycieli tańca.
W Koszalinie usługi takie oferuje na przykład Szkoła Tańca King Dance. Jej właścicielka, pani Kinga Olchowik, komentuje: „Par, które się do nas zgłaszają, jest coraz więcej. Zajęcia dla nich odbywają się indywidualnie, a zaczynają się zazwyczaj od lutego i trwają kilka miesięcy. Choć są i tacy, którzy uczą się jeszcze dłużej. Minimum czasu, żeby się przygotować odpowiednio do wesela, to dwa miesiące przed ślubem z lekcjami odbywanymi raz lub dwa razy w tygodniu.

Państwo młodzi po weselach przysyłają mi filmy z nagranym efektem naszej wspólnej pracy. Ci, którzy idą na moimi radami, są zadowoleni. Nigdy jeszcze nie miałam reklamacji.

Jeśli chodzi o muzykę, zawsze doradzamy parom młodym, żeby poszły w kierunku dla siebie naturalnym. Jeżeli ktoś nie czuje się pewnie w tańcu, nie powinien silić się na jakieś eksperymenty, na siłę opracowywać jakiegoś skomplikowanego układu. Lepiej wówczas skorzystać z klasyki, bo walc wiedeński albo angielski świetnie w takich okolicznościach się sprawdzają. Ci nieco bardziej uzdolnieni ruchowo mogą popróbować rumby. Mija już na szczęście moda na miksy taneczne, polegające na tym, że para robi zestawienie paru melodii w różnych stylach i przygotowuje się taneczne do ich pokazania. To ma być swoista rozmowa w tańcu, ale amatorom rzadko dobrze to wychodzi.

Tak więc pracę z parą zaczynamy od ustalenia, jakie rytmy najbardziej jej pasują. Młodzi są zazwyczaj zdziwieni, jak dużo czasu i wysiłku wymaga dojście do umiejętności swobodnego wykonywania choćby jednego tańca. Od razu wychodzą skutki dyskotek, czyli tańca solowego – po prostu obecnie mało kto umie tańczyć w parze! Trzeba więc wyćwiczyć nawet sposób trzymania dłoni, nie mówiąc już o pocałunków w rękę. Taneczny savoir vivre przydaje się zresztą podczas tańca z gośćmi weselnymi, bo przecież pan młody przez całą noc nie będzie tańczył wyłącznie z panną młodą. Ma pewne „obowiązki”. Dobry obyczaj zobowiązuje go, by zatańczył ze wszystkimi paniami, a minimum to taniec z mamą, teściową, babciami, chrzestnymi…
Większość ludzi twierdzi, że nie umie tańczyć, bo „nie słyszy muzyki”. To nieprawda. Na początku kursu w naszej szkole uczymy słuchania muzyki, później kroków i całej reszty. Tak naprawdę tańczyć umie każdy, bo taniec to naturalny ruch człowieka przy muzyce. Problemem są rozmaite psychiczne blokady. Ale zawsze można znaleźć coś, co do danej pary pasuje i wygląda dobrze.
Podkreślam tę radę dla młodych: przynoście na lekcje muzykę, jaką lubicie. To co jest w tym momencie modne, za pół roku może być już niemodne, ale to co dla kogoś naturalne, pozostanie takie mimo upływu czasu – będzie wygodne i pomocne. Wtedy taniec staje się przyjemnością i to od razu widać. To jest szczególny dzień, który powinien być pod każdy względem udany, nie warto samemu stwarzać trudnych sytuacji.”