Jeśli chcesz poczuć się jak na Karaibach, nie musisz wcale tak daleko lecieć. Wystarczy kupić bilet na Sardynię. Ta druga co do wielkości włoska wyspa słynie ze szmaragdowej wody, białych plaż i wydłużającego życie… wina. Nic dziwnego, że upodobali ją sobie celebryci i bogacze.

Sardynia to z pewnością idealnie miejsce dla miłośników natury i wypoczynku w „pięknych okolicznościach przyrody”. Nie znajdziemy tam, poza stolicą wyspy Cagliari i miastem Alhgero, licznych zabytków. Są za to piękne krajobrazy i poszarpana, licząca prawie dwa tysiące kilometrów linia brzegowa.
Skaliste wybrzeże skrywa w sobie piaszczyste plaże, bajeczne zatoki, natomiast ląd – wysokie, trudno dostępne góry i płaskowyże. Do tego szmaragdowa woda i orzeźwiający wiatr sprawiają, że czujemy się jak na egzotycznej wyspie. Nie bez przyczyny Sardynia nazywana jest Karaibami Europy. To raj dla żeglarzy, którzy cumują wielkie jachty w kameralnych miejscowościach, jak choćby Porto Cervo na północnym wschodzie wyspy. Wymuskane miasteczko dla milionerów jest symbolem Costa Smeralda, czyli Szmaragdowego Wybrzeża, najdroższego miejsca na wyspie. Wypoczywają tam gwiazdy biznesu i show biznesu, mody i polityki.

IMG_4745_sardynia

Książęcy raj

Co ciekawe, Costa Smeralda została stworzona nie przez Włochów, lecz przez arabskiego księcia Aga Chana IV, którego tak urzekło piękno tego biednego skrawka wybrzeża i niezwykły kolor wody, że postanowił odkupić je od rybaków i chłopów. Powołane przez niego międzynarodowe konsorcjum wraz z najlepszymi architektami stworzyło tam w latach sześćdziesiątych XX wieku raj na ziemi.

Dzisiaj za wypoczynek w nim trzeba słono płacić, nawet kilka tysięcy euro za dobę w najbardziej luksusowych hotelach Europy. Trzeba przyznać, że książę zadbał o zachowanie naturalnej urody miejsca, nie zezwalając na wznoszenie budynków wyższych niż dwukondygnacyjne, zaśmiecanie krajobrazu reklamami, instalacjami czy obcymi roślinami. Co więcej, rygorystyczne przepisy mówią, że naturalnym budulcem mogą być tylko szlachetne materiały, a kolorystyka elewacji ma nawiązywać do różowo-łososiowych okolicznych granitowych wzgórz. Jedynym odstępstwem jest urokliwy biały kościół Stella Maris (Gwiazda Morza) wkomponowany we wzgórze nad imponującą mariną.

Sardynię, niewiele mniejszą od Sycylii, zamieszkuje trzy razy mniej ludzi, a jej część, zwłaszcza górzysty interior, jest zupełnie dzika. Poziom urbanizacji wyspy jest stosunkowo niewielki, co dzisiaj stanowi jej wielki atut. Sardynia jest wprawdzie oblegana przez turystów, jednak nie znajdziemy tam tak charakterystycznych dla innych europejskich kurortów wysokich hotelowców i zabetonowanego nabrzeża. W trosce o zachowanie unikalnego charakteru wyspy jej władze konsekwentnie zabraniają intensywnej, wysokiej zabudowy.

IMG_4869_sardynia2

Dziewicze plaże

Na spotkanie z niemal nieskażoną naturą wybieramy się na położony na północy Sardynii archipelag La Magdalena, na który dostajemy się wodną taksówką. To wyprawa na cały dzień, gdyż archipelag składa się z kilkudziesięciu wysepek, w większości bezludnych. Są one podobno pozostałością po lądzie, który kiedyś łączył Sardynię z Korsyką, doskonale zresztą widoczną z wysepek archipelagu. Niemal dziewicze kuszą białymi plażami z granitowymi formacjami skalnymi i turkusową wodą. Niektóre z nich padły już ofiarą swojego piękna i zostały zamknięte dla turystów, jak np. Spiaggia Rossa, gdzie występuje unikatowy różowy piasek. Gdy po każdej kolejnej wizycie statku z turystami piasku ubywało, a plaża stawała się mniej różowa, władze zamknęły ją dla ludzi. Cumowanie w pobliżu jest surowo karane i już rzadko kto wywozi stamtąd słoik piasku na pamiątkę.

Kiedy wydawało się nam, że po kąpielach w krystalicznych wodach wokół wysepek La Maddalena nic już nas nie zachwyci, wybieramy się do Zatoki Orsei po wschodniej stronie wyspy. Ta duża zatoka, dostępna jest właściwie jedynie od strony morza, gdyż potężny masyw górski utrudnia dotarcie do niej niezaprawionym w górskich wędrówkach.

Z portu w Cala Ganone statek zabiera nas na skaliste wybrzeże usiane jaskiniami. Najwspanialsza z nich Bue Marino, ciągnie się głąb góry na 11 kilometrów, z czego część dostępna dla ludzi ma tylko kilometr. Wpływa do niej morze, dlatego idziemy pośród stalagmitów i stalaktytów po drewnianej kładce lub łachach piachu, takich małych jaskiniowych plażach. Ta wielka grota przez stulecia była schronieniem dla fok mniszek, których samice rodziły i wychowywały tam młode. Ginący gatunek foki (w całym basenie Morza Śródziemnego jest ich zaledwie ok. 500) wyniósł się jednak z Bue Marino, przepędzony przez masy odwiedzających to miejsce ludzi. Wreszcie docieramy stateczkiem do słynnych cudownych plaż w niewielkich zatoczkach: Cala Luna, Cala Mariolu i zamykająca od południa zatokę najpiękniejszą z nich – Cala Goloritze. Wizyta na nich rodzi dylemat: które plaże, te z archipelagu La Maddalena czy Zatoki Orsei, zwyciężą w naszym prywatnym rankingu.

IMG_4960_sardynia5

Tajemnicze wieże

Niemal dziewicze miejsca na Sardynii są jej niewątpliwym wyróżnikiem, ale jest jeszcze coś, co znajdziemy jedynie na tej wyspie. To rozsiane po całym jej terytorium nuragi, megalityczne budowle z kamieni w kształcie ściętego stożka, niektóre wysokie na 20 metrów. Najstarsze z wież mają po 4 tysiące lat. Zachowało się około 7000 takich budowli, z czego najbardziej okazały jest kompleks Su Nurami koło Barumini. Naukowcy wciąż toczą spory o przeznaczenie budowli wzniesionych przez tajemniczą, starożytną cywilizację. Rozpalają one też wyobraźnie poszukiwaczy zaginionej Atlantydy. Kultura Nuragijczyków, którzy byli pierwszym znanym nam ludem zamieszkującym Sardynię, z pewnością musiała być bardzo rozwinięta, co wnioskować można z rozmiaru, kształtu i techniki wznoszonych przez nich wież.

IMG_4973_Sardynia4

Jedna wyspa, dwa światy

Są dwie Sardynie, ta na wybrzeżu, i ta w głębi lądu. Na pierwszej kołyszą się na swych jachtach milionerzy, na drugiej – rolnicy hodują owce, kozy i uprawiają wino. To dwa różne światy. Ten prawdziwy oddalony jest od wybrzeża zaledwie kilka kilometrów. Tam żyje się skromnie, a wiekowe domy nie przypominają stylizowanych na stare willi na Costa Smeralda. Tam jada się langusty, w głębi wyspy – pieczone mięsiwa.

Sardyńczycy to dumni, nieco uparci ludzie, których kultura wyrosła z tradycji prostego, pasterskiego górskiego ludu. Mówią dialektem, różniącym się znacznie od włoskiego i nie uważają się za Włochów. Mają głęboko zakorzenione poczucie odrębności i bardzo pielęgnują swoje zwyczaje i kulturę. Czujemy to szczególnie, gdy wjeżdżamy w głąb wyspy przez który ciągną się porośnięte lasem korkowym (Sardynia jest największym producentem korka w Europie) pasma gór Gennargentu, z najwyższym szczytem sięgającym 1830 m.

Nagle znajdujemy się w miejscu, w którym czas się zatrzymał. Wąskie drogi, po których z rzadka przejeżdża samochód, wiją się pośród słabo zaludnionych terenów, na których częściej widać pasące się owce niż ludzi. Bez dobrej nawigacji można się tam zagubić. Surowe, górzyste tereny były przez lata znakomitą kryjówką dla różnej maści bandytów i „janosików”, m.in. górskie miasteczko Orgosolo. Dzisiaj słynie ono z murali o tematyce społecznej i politycznej, wzorowanych na dziełach meksykańskich muralistów, m.in. Diego Rivery. Są one wszędzie: na ścianach domów, sklepów, kościołów, co czyni to miejsce największym w Europie muzeum sztuki zaangażowanej na powietrzu.

IMG_4977_sardynia6

Wino, które wydłuża życie

Górskie tereny położone wokół Orgosolo oraz miasteczek Olieny i Dorgali tworzą szlak winny Cannonau, endemicznego szczepu, z którego obok wytrawnego produkuje się także słodkie wino, przypominające porto. Na Sardynii panują doskonałe warunki do uprawy winorośli, dlatego produkuje się tu wiele odmian, m.in. Malvasię, słodkie Moscato, czy białe Nuragus, sprowadzone na wyspę przez Fenicjan, którego nazwa wywodzi się od prehistorycznych nuragów. Jednak winną gwiazdą Sardynii jest endemiczne Vermentino di Gallura. Białe, wytrawne uprawiane głównie na północno-zachodnim wybrzeżu, ma bardzo mineralny smak z owocowymi świeżymi nutami. To jedyne wino wyspy posiadające najwyższą apelację DOCG.

Z białym Vermentino najlepiej smakują ryby i owoce morza, których na Sardynii nie brakuje. Są tuńczyki, makrele, sardele, okonie i szczupaki morskie oraz bottarga, czyli sardyński kawior. To ikra tuńczyka lub innej ryby suszony i formowany w bloki, które potem cienko pokrojone dodawane są do makaronów i sałatek.

Jednak prawdziwa sardyńska kuchnia to kuchnia wiejska z górskiego wnętrza wyspy. To głównie pieczone na rożnie, doprawiane ziołami, mięsa: jagnięcina i dziczyzna, a także kiełbasy, salami i ser. Najlepszy to owczy pecorino sardo z niepasteryzowanego mleka. Do tego oliwa z oliwek, migdały i pasterski chleb carasau: cienkie, okrągłe, chrupiące placki, które można jeść jeszcze pół roku po upieczeniu.

Wypiek chleba, który składa się z cienkich warstw, to skomplikowany proces. Kiedyś kobiety pomagały sobie, robiąc go wspólnie raz w miesiącu, aby ich mężowie mogli żywić się nim przez długie tygodnie spędzane na wypasie w górach. Choć Sardyńczycy nie uważają się za Włochów, to podobnie jak oni, jedzą makarony. Oczywiście mają własne rodzaje pasty, z których najpopularniejsze to drobny fregula sarda oraz przypominający kluseczki mallareddus. Najczęściej podawane są z gęstym sosem pomidorowym, obficie posypanym pecorino.

W górskich wioskach żyje najwięcej mężczyzn, którzy mają powyżej 85 lat. To jedyne miejsce we Włoszech, a pewnie i w Europie, gdzie żyją oni dłużej niż kobiety. Jak dotąd nie znaleziono przyczyny tego stanu rzeczy. Naukowcy z Uniwersytetu z Cagliari są skłonni więc uznać, że tajemnica tkwi w prostym życiu: pozbawionym chemii, wiejskim jedzeniu, świeżym powietrzu, poruszaniu się o własnych nogach, pogodzie ducha oraz… winie Cannonau. Jak stwierdzili, zawiera ono więcej niż inne wina dobroczynnych procyjanidyn i polifenoli, więc jego codzienne picie przedłuża życie.

IMG_5025_sarydnia7