Słabo ocenialiśmy kilka ostatnich spektakli Bałtyckiego Teatru Dramatycznego. Były to głównie farsy. Na najnowszą premierę czekaliśmy więc z pewną obawą. Na szczęście prawo serii nie zadziałało i „Mayday” w reżyserii dyrektora teatru – Zdzisława Derebeckiego – okazuje się zgrabnie zagraną komedią, która spełnia podstawowe zadanie: bawi i rozśmiesza.

Tytułowe wezwanie „ratunku/pomocy” („mayday”) wykrzykuje nieco zakręcony taksówkarz bigamista, któremu z powodu nieprzewidzianego zdarzenia grozi dekonspiracja. Wcześniej udawało mu się tak lawirować, że choć jego dwie żony mieszkały w tym samym mieście, nic o sobie nie widziały. Taksówkarz miał bowiem swoisty system, według którego spędzał czas przy boku każdej z nich nie wzbudzając nieufności drugiej. Zawód pozwalał tłumaczyć nocne nieobecności co drugi dzień. Ale jak to się mówi, sprawa się rypnęła, gdy posypał się grafik oszusta.

Nie sposób nawet z grubsza streścić intrygi, bo jest naprawdę skomplikowana. Dość powiedzieć, że mimo strasznego zaplątania wydarzeń i beznadziejności swego położenia, nasz bohater wychodzi – na swój sposób – z opresji obronną ręką.

„Mayday” to jedna z najczęściej granych na świecie fars z dorobku Brytyjczyka Ray’a Cooney’a. Doskonały tekst jest fundamentem sukcesu koszalińskiego wystawienia, ale bez sprawnej reżyserii i trafnie dobranej obsady rzecz by się zapewne nie powiodła.

Publiczność wybucha śmiechem co chwila. I to jest najlepsza recenzja spektaklu. Prosty zabieg, jakim było wplecenie koszalińskich nazw albo odwołań do powszechnie kojarzonych postaci dodatkowo podkreśla komizm niektórych sytuacji.

 

Ray Cooney „Mayday”, Bałtycki Teatr Dramatyczny, premiera 6 stycznia 2018 roku
Reżyseria: Zdzisław Derebecki
Obsada: Żaneta Kamila Kurcewiczówna, Anna Podgórzak, Katarzyna Ulicka-Pyda, Bartosz Budny, Wojciech Kowalski, Piotr Krótki, Wojciech Rogowski, Jacek Zdrojewski
Scenografia: Wojciech Stefaniak
Muzyka: Adrian Adamowicz