Santorini jest niczym femme fatale: piękna, niebezpieczna i tajemnicza. Jest tak cudowna, że większość zdjęć reklamujących Grecję pochodzi właśnie stamtąd. Jest tak niebezpieczna, że w każdej chwili może wybuchnąć, bo tak naprawdę jest zatopionym w morzu wciąż czynnym wulkanem. I bardzo tajemnicza, gdyż wiele wskazuje, że to… zaginiona legendarna Atlantyda.

Mityczna kraina sprzed kilku tysięcy lat, którą jako pierwszy opisał Platon, miała być miejscem wysoko rozwiniętej cywilizacji, ziemią miodem i mlekiem płynącą, zasobną w bogactwa naturalne, gdzie ludzie żyli dostatnio i szczęśliwie. Aż do czasu, gdy wielkie trzęsienie ziemi spowodowało potop, a wyspa zanurzyła się pod powierzchnią morza i zniknęła. A wraz z nią raj na ziemi.

Zdaniem wielu, opowieść Platona o Atlantydzie to historia położonej w archipelagu Cyklad wyspy Santorini. Prawie wszystko się zgadza, poza usytuowaniem, ale trzeba pamiętać, że Platon pisał o tym prawie dwa tysiące lat po schyłku kultury minojskiej, której kolebką była obok Krety właśnie wyspa Santorini. Zresztą do dzisiaj trwa naukowy spór o lokalizację Atlantydy, a kilka miejsc na świecie rywalizuje o to miano.

3644 lata temu, w 1627 roku p.n.e. nastąpił jeden z największych w historii Ziemi wybuch wulkanu. Siła erupcji była tak wielka, że środkowa cześć wyspy zapadła się na ponad 300 metrów pod powierzchnię morza, tworząc tym samym jedną z największych na świecie kalderę o średnicy 10 km. Eksplozja spowodowała olbrzymią, wysoką na 200 metrów, falę tsunami, która zalała i zniszczyła oddaloną o 110 km północą część Krety. Siła erupcji wyrzuciła do atmosfery olbrzymią ilość pyłu, który na długi czas zablokował dopływ promieni słonecznych, powodując zamarcie życia w regionie.

Poprzedzające wybuch wulkanu kilkudniowe silne trzęsienie ziemi zadziałało niczym alarm i większość mieszkańców zdążyła opuścić wyspę przed erupcją. Tym samym atlantycka cywilizacja i jej spuścizna rozpierzchła się po całej Europie i najprawdopodobniej przekroczyła Atlantyk, a być może nawet stworzyła zręby przyszłych cywilizacji Ameryki Łacińskiej. Bo jak wytłumaczyć znaleziony w Meksyku, w starożytnym mieście Majów Palenque, wizerunek kobiety do złudzenia przypominającej Kleopatrę oraz skarabeusza, chrabąszcza, który nie występuje w Ameryce.

SANTORINI (1)

Tajemnica zaginionej cywilizacji

Z krateru na Santorini wytrysnęło tak wiele popiołu i pumeksu wulkanicznego, że pokrył on wyspę warstwą grubości kilkudziesięciu metrów. Paradoksalnie zadziałał on jak konserwant i strażnik tej spuścizny, dzięki czemu zachowało się wiele śladów kultury minojskiej.

Największym z nich jest znajdujące się na południu wyspy miasto Akrotiri, zwane greckimi Pompejami. Odkrył je w 1967 roku profesor Spiridon Marinatos, który przez lata próbował dociec przyczyn tak nagłego upadku wysoko rozwiniętej kultury minojskiej.

To co odkopał wraz z swoją ekipą w Akrotiri, przeszło jego najśmielsze teorie o stopniu rozwoju tej cywilizacji: świetnie zachowane kilkupiętrowe (!), skanalizowane domy z systemem doprowadzania bieżącej cieplej i zimnej wody oraz z wykutymi z kamienia muszlami klozetowymi. W domach usytuowanych wzdłuż wyraźnie wytyczonych ulic i placów, archeolodzy odnaleźli meble, naczynia, amfory, przedmioty codziennego użytku. Nie znaleźli tam jedynie żadnych kosztowności ani ludzkich szczątków, co potwierdziło ich tezę, że poprzedzające wybuch wulkanu trzęsienie ziemi spowodowało masowy exodus mieszkańców, którzy spakowali najcenniejsze rzeczy i opuścili wyspę.

Jednak najważniejszym dowodem świadczonym o wysoko rozwiniętej kulturze są malowidła naścienne, kolorowe freski. Przedstawiają one m.in. kobiety z pomalowanymi paznokciami, chłopców uprawiających boks, okręty, ciemnoskórego rybaka, zwierzęta, w tym antylopy, ale też lwy i małpy, co może świadczyć o morskich wyprawach nie tylko do wybrzeży pobliskiej Krety, lecz także do Afryki czy Azji mniejszej. Co ciekawe, freski malowane były techniką profilową, z której zasłynęli Egipcjanie. Jednak pod względem artystycznym dzieła z Akrotiri przewyższają egipskie malowidła. Okazały się one tak cenne, że przeniesiono je na fragmentach zdjętych ścian do muzeum narodowego w Atenach.
Do dzisiaj na kilku hektarach odsłonięto w Akrotiri ponad 40 domów. Jednak prawdopodobnie całe starożytne miasto zajmuje obszar 20 ha, dlatego prace archeologiczne wciąż tam trwają. Kieruje nimi córka profesora Marinatosa, który w 1974 roku zginął tam przygnieciony ścianą jednego z odsłanianych domów.

SANTORINI (2)

Najsłynniejszy zachód słońca

Legenda zaginionej Atlantydy przyciąga na wyspę wielu poszukiwaczy jej śladów oraz oczywiście masę turystów. Tych ostatnich wabi głównie niezwykle malowniczy krajobraz Santorini ukształtowany przez niszczycielski żywioł sprzed kilku tysięcy lat.

Nie ma chyba nikogo, kto oparłby się urokowi białych miasteczek zawieszonych na kilkusetmetrowych klifach z widokiem na kalderę i okoliczne wyspy. Dwa najsłynniejsze miasta – stolica wyspy Thira i leżąca na północy Oia, spełnią nasze wyobrażenie o Grecji: białe domy i cerkwie z okrągłymi niebieskimi kopułami, wiatraki, dzwonnice. Plątanina wąskich uliczek, prowadzącej stromo w dół i w górę, którymi przeciskają się obok siebie ludzie i osły. Na pobielanych i nagrzanym słońcem murkach wygrzewają się koty, a na zawieszonych na zboczach klifu tarasach urokliwych knajpek turyści popijają ouzo, anyżową wódkę, która zmieszana z odrobiną wody nabiera mlecznego koloru. Wieczorem w Oia ouzo ustępuje prosecco, a miejsce kotów na murkach zajmują ludzie. Całe tłumy. Masy ludzkich ciał, które pokrywają każdy skrawek publicznej przestrzeni po zachodniej stronie miasta.

Wszystko przez zachody słońca, równie mityczne co Atlantyda. Na wypromowane jako najpiękniejsze na świecie zachody zjeżdżają turyści z całej wyspy. Faktycznie, to piękny widok, ale zachód jak zachód. Z klifu w nadbałtyckim Poddąbiu zobaczymy równie piękny. Oczywiście przy odpowiedniej pogodzie i świetle. I chyba w tym tkwi tajemnica.
Co jednak znaczy siła promocji, a zwłaszcza pewnych rytuałów. Ludzie zajmują miejsca na godzinę, dwie przed zachodem. Ci bardziej zamożni biorą stolik w knajpce, za który restauratorzy życzą sobie o tej porze dnia 100 euro, dorzucając do tego oczywiście butelkę musującego wina. A kiedy pomarańczowa kula topi się w morzu, rozbrzmiewa burza oklasków i strzelają korki od szampanów. Zaczynają grać uliczni grajkowie, z restauracji rozchodzą się zapachy przyrządzanych potraw i rozpoczyna się fiesta. I tak co wieczór miasteczko przeżywa coś na wzór sylwestra.

SANTORINI (3)

Kolory wulkanem malowane

I choć tarasowo położona Oia wydaje się dość swojska, nie wolno dać się zwieść. Z pobielanych domów, między którymi przeciskają się osły, nie wyjdzie raczej stary Grek z długą brodą ani odziana na czarno wdowa, lecz elegancko i światowo ubrani ludzie. Bo większość z tych częściowo wykutych w skale domów to luksusowe apartamenty i hotele, w których doba kosztuje co najmniej kilkaset euro.

Leżąc w basenach na tarasach tych domów goście przezywają swoje prywatne zachody słońca, popijając prawdziwego szampana z kryształowych kieliszków. Robili to przez pewien czas Angelina Jolie i Brad Pitt, którzy podobnie jak inni sławni i bogaci, mieli lub nadal mają tam swoje domy. Bo choć Santorini jest niewielką wyspą, którą można przejechać wzdłuż i wszerz w ciągu jednego dnia, to jej wulkaniczny urok działa nawet na tych, którzy widzieli już wszystko.

To wyspa kolorów, w dużej mierze namalowanych przez erupcję wulkanu: biało-niebieskie miasteczka usytuowane na szczytach czarnych skalistych klifów, w których przebijają czerwone odkryte przez wybuch wulkanu złoża rud żelaza. W dole lazurowe morze, na którym kołyszą się niebieskie rybackie kutry, a w oddali dostojnie suną wielkie białe cruisery, zostawiajac za sobą spienione ślady.
Santorini słynie również z kolorowych plaż: czarna kamienista w Kamari, czerwona w pobliżu Akrotiri i położona nieopodal biała z pumeksowym żwirem. Kolor żółty przebija na wysepce pośrodku kaldery, która została utworzona z siarkowych skał wyrzucanych przez krater czynnego wulkanu zatopionego w morzu. To Nea Kameni, buzujące gorące źródło siarkowodoru, do którego na kąpiele wożą turystów wodne taksówki. Ci, którzy wybierają się tam w klapkach, wracają boso, bo panująca na wysepce temperatura jest w stanie stopić takie podeszwy.

SANTORINI (4)

Jedyne takie wino na świecie

Wulkanicznemu pochodzeniu zawdzięcza swój niezwykły smak endemiczne wino ze szczepu asertico. Santoryńskie winnice w niczym jednak nie przypominają tych znanych nam z innych części Europy. Nie są tak malownicze jak włoskie czy hiszpańskie. To niskie, sięgające kolan krzewy, prowadzone w kształt spiral po ziemi tak, aby w sposób naturalny wchłaniały rosę z wulkanicznego piachu. Nie są w żaden sposób palikowane ani podtrzymywane, lecz wiązane w „kok”. Dzięki temu roślina wyciąga z ziemi minerały, które nadają charakterystyczny smak asertico.

Kiedy otwieramy butelkę, uderza od razu zapach ziemi i cytrusów. Schłodzone smakuje wyśmienicie, a jeszcze bardziej, gdy pije się je ze świadomością, że można się nim rozkoszować praktycznie tylko na Santorini. Powierzchnia wyspy jest bowiem tak mała, że na uprawę wina nie pozostaje wiele miejsca. To wpływa na jego dość wysoką cenę i ograniczone możliwości eksportu. W Polsce dostępne jest m.in. wino Atlantis.
Większość win z Santorini to wina białe, czerwone też oczywiście są tam produkowane, w tym słodkie i półsłodkie, ale według mnie lepiej pozostać przy tych pierwszych. Może dlatego, że bardziej pasują do gorącego klimatu oraz swojskiej, ale jakże smakowitej greckiej kuchni. Nawet białe wina domowe, podawane w dzbankach, dobrze podkreślają smak tamtejszych potraw.

SANTORINI (6)

Greckie smaki

Tajemnica greckiej kuchni tkwi w prostocie i najwyższej jakości produktów. Weźmy za przykład dobrze nam znaną sałatkę grecką. Rzadko kiedy ta zrobiona w Polsce po powrocie z greckich wakacji smakuje tak samo. To wszakże kwestia klimatu. Pomidory, papryka, ogórek i cebula, często zerwane z przydomowego ogródka, są nasiąknięte słońcem. Dojrzałe, słodkie i pachnące. Do tego dorodne oliwki, gęsta oliwa tłoczona u sąsiada, aromatyczne zioła prosto z ogrodu i grubo połamana feta z owczego zmieszanego z kozim mleka. Jeśli zamówimy do tego ciepłą pitę (okrągłe chlebki z mąki pszennej i drożdży) i tzatziki, czyli gęsty jogurt ze startym ogórkiem i czosnkiem, najemy się do syta.

Tzatziki i pita są dodawane głównie do mięs, przede wszystkim jagnięciny i baraniny, choćby w słynnych souvlakach i kebabach. Te ostatnie nie przypominają jednak tych popularnych u nas tureckich, do których opiekane na ruszcie mięso tknie się na cienkie plastry. Greckie kebaby to zrobione z mielonego, mocno doprawionego ziołami mięsa, małe grillowane kiełbaski. Ten sam gęsty jogurt, będący podstawą dodawanego do mięs tzaziki, polany tamtejszym miodem i posypany orzechami, to z kolei klasyk greckiego śniadania.
Tym, czym dla Włochów jest lasange, tym dla Greków musaka. Moja ulubiona grecka potrawa to rodzaj zapiekanki, w której warstwami układa się cienkie plastry ziemniaków, bakłażanów, pomidorów, mielonego mięsa, zalanej beszamelem, posypanej serem i odprawionej odrobiną cynamonu. Ciężkie, kaloryczne i syte, ale jakże pyszne.

Nie byłoby greckiej kuchni bez świeżych ryb i owoców morza, wyławianych każdego dnia z oblewających wyspę wód Morza Egejskiego. Grillowane, smażone, gotowane są tak dobre, że poza dodaniem soli, ziół i cytryny, nie wymagają wyrafinowanych sposobów przyrządzania. Pyszne są też dolmades, czyli gołąbki, które wypełnia ryż z wołowym lub jagnięcym mięsem w ziołach, ale tu są one zawijane w… liście winogron.

Santorini, choć niewielka, ma wszystko, co potrzebne najbardziej kapryśnemu przybyszowi. To zresztą mekka malarzy i fotografów. Zapierające dech w piersiach widoki gwarantują, że nawet amator przywiezie stamtąd wspaniałe zdjęcia. To również idealne miejsce dla romantyków i na podróż poślubną. Miłośnicy historii i poszukiwacze Atlantydy tez powrócą do domu z mocnymi wrażeniami.