_MG_0505Artura trudno zastać w domu. Jeśli nie przebywa na rekonstrukcyjnych manewrach, nie skacze ze spadochronu albo nie wędruje po nieuczęszczanych szlakach gdzieś w Polsce, to prawdopodobnie leży w hamaku w środku pobliskiego lasu. W „międzyczasie” planuje swoje rozliczne aktywności.

Pochodzi z Braniewa, ma 34 lata. W 2002 roku przeprowadził się do Koszalina. Z wykształcenia jest inżynierem budownictwa, absolwentem Politechniki Koszalińskiej. Do niedawna pracował w Eco-Wind Construction S.A., a w tym roku założył własną firmę SURFA Outdoor, która prowadzi szkolenia outdoorowe i survivalowe dla dzieci, młodzieży, dorosłych, wyjazdy integracyjne.

Najnowszy pomysł: udział w zawodach psich zaprzęgów Fjällräven Polar w Norwegii. O przyjęciu do międzynarodowej ekipy decydują głosy. Kiedy powstaje ten tekst, Artur jest czternasty w Europie Centralnej (głosowanie trwa do 14 grudnia br.). W swoim zgłoszeniu napisał: „Outdoor to mój drugi dom. Podziwiam naturę z głębi serca. Zachwyca mnie jej kruchość i surowość zarazem.”

Pasję do natury w pewnym stopniu zaszczepił w nim dziadek, zabierając do braniewskich lasów czy na wspólne wędkowanie. Po drodze pojawiły się inne pasje związane z ulubioną dziedziną – historią. Jeszcze w podstawówce zapisał się do szkolnego kółka modelarskiego. Specjalizował się w modelarstwie redukcyjnym (wiernie odtwarzane modele pojazdów historycznych), brał udział w wielu zawodach, zdobywał na nich nagrody, a figurki, pojazdy i puchary szczelnie wypełniają przydomowy schowek. Dziś jest sędzią modelarskim III klasy LOK i członkiem Koszalińskiego Plutonu Modelarskiego, choć samo hobby zeszło na drugi plan.

Chris_Holandia (531)

Na pierwszym pozostaje rekonstrukcja. Jest dowódcą Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Jack of Diamonds”, odtwarzającej przede wszystkim jednostki amerykańskie z okresu II wojny światowej. Założył ją wspólnie z kilkoma przyjaciółmi w 2008 roku, a oficjalny debiut grupa miał uczestnicząc w VI Międzynarodowym Zlocie Historycznych Pojazdów Wojskowych w Bornem Sulinowie, w 2009 roku. – Zaczynaliśmy od rekonstrukcji drugowojennych jednostek amerykańskich, teraz rekonstruujemy także polskie, brytyjskie czy nawet kanadyjskie. Bierzemy udział w inscenizacjach, zlotach historycznych w całej Polsce, bywaliśmy na planach filmowych – między innmi programu Bogusława Wołoszańskiego. Jednym z najciekawszych i najważniejszych naszych inicjatyw było nawiązanie współpracy z Muzeum Wyzwolenia Groesbeek w Holandii (Nationaal Bevrijdingsmuseum 1944-1945). Byliśmy tam w kilkukrotnie na obchodach rocznicowych Operacji Market-Garden (największa operacja desantowa II wojny światowej) i spotkaliśmy wielu weteranów, którzy lądowali w tym miejscu ponad 70 lat wcześniej. To było dla nas wielkie przeżycie.

Druga pasja Artura: outdoor i survival. Czym się różnią? – Definicja survivalu trochę się rozmyła przez wiele forów internetowych i ludziom się wydaje, że jak wyjdą do lasu i pogryzą ich meszki, to już jest hard core – tłumaczy. – Outdoor to z definicji spędzanie czasu na łonie natury. Survival z nazwy oznacza przetrwanie, więc chodzi raczej o przebywanie w trudnych, wymagających warunkach. Zaczyna się wtedy, gdy wszystko zawiodło.

Obiema dziedzinami Artur interesuje się od dawna, od kilku lat profesjonalnie się nimi zajmuje. Nie tylko uczestniczy w krajowych i zagranicznych szkoleniach z topografii, procedur survivalowych czy psychologii survivalu, ale sam szkoli innych. – Dysponując prywatnym terenem niedaleko Koszalina organizujemy zajęcia dla wszystkich grup wiekowych – od najmłodszych (nawet siedmiolatków), poprzez młodzież oraz dorosłych czy grupy zorganizowane. Na takich zajęciach – całodniowych czy trwających kilka dni – uczymy zarówno podstaw przebywania w terenie: od odpowiedniego doboru odzieży czy sprzętu, poprzez naukę topografii czy procedur survivalowych, które można wprowadzić także do życia codziennego na przykład, gdy zgubimy się w obcym mieście. Budujemy schronienia, używając płacht biwakowych czy konstruując je z materiałów dostępnych pod ręką, rozpalamy ogień metodami improwizowanymi, filtrujemy wodę, uczymy bezpieczeństwa posługiwania się nożem, siekierą czy nawet jak przygotować sznurek z pokrzyw.

W prywatnych outdoorowych wyprawach często towarzyszy Arturowi Tola. Formalnie – średniej wielkości rudy wielorasowiec zabrany z podkoszalińskiego schroniska, z usposobienia – pies wyczynowy, uwielbiający ruch i wycieczki. – Wystarczy, że wyjmę z szafy plecak czy sprzęt, już jest gotowa i w miejscu nie może usiedzieć – mówi Artur. – Podobnie działa na nią słowo „las”. Tola zdobyła już ze mną Izery i Karkonosze, stając się ulubienicą napotkanych turystów. Biega luzem albo idzie na smyczy, żeby nie wytracała energii, biegając w kółko, oczywiście na terenie parków narodowych również. Śpi najchętniej w śpiworze albo mojej kurtce, przypięta na kilkumetrowej smyczy, żeby mogła w nocy swobodnie wyjść, ale żeby nie uciekła spłoszona.