Trychologia (z gr. trikhos – włos) zajmuje się włosami, a raczej skórą głowy. Nie ma nic wspólnego z fryzjerstwem ani stylizacją. Leczy, zapobiega chorobom, uczy właściwej pielęgnacji. Agata Zejfer jest dyplomowanym analitykiem trychologii, jedynym w Koszalinie, członkinią Międzynarodowego Stowarzyszenia Trychologii Estetycznej, a od roku 2017 Polskiego Stowarzyszenia Trychologicznego. W swoim Studiu Kosmetologii przyjmuje pacjentów zmagających się z problemami dotyczącymi skóry głowy, wypadania włosów, a nierzadko z tego powodu również psychiki. Jak w całej praktyce stawia na podejście holistyczne. – Włos jest na końcu – podkreśla. – By był zdrowy, trzeba zadbać o cały organizm.

 

 

3P1A5101– Problemy z włosami, ich wypadaniem, choroby skóry głowy są powszechne, ale sama trychologia nie jest jeszcze popularna.

– Rzeczywiście, trychologia dopiero się rozwija i to powoli. Dotąd skórą głowy zajmowali się wyłącznie dermatolodzy. W większych miastach są trycholodzy, ale ogólnie jest ich niewielu. To trudna specjalizacja, bo wymaga łączenia wiedzy z różnych dziedzin. Ja zajęłam się nią, bazując na doświadczeniu kosmetologicznym. Wiem, jak działa organizm, na czym polega mikroodżywanie, znam podstawy endokrynologii, umiem współpracować z pacjentem. Dopiero mając takie podstawy, możemy kierować się w stronę trychologii. Nie zgadzam się, by podejmować ją jak osobną część działalności, bez wcześniejszego gabinetowego przygotowania. Sama wciąż się uczę, szkolę, uczestniczę w kongresach trychologicznych. Co bardzo mnie cieszy, coraz więcej osób wie, że trychologia istnieje i korzysta z tego typu leczenia. Grupa pacjentów trychologicznych jest obszerna: od dzieci, osób młodych, kobiet w średnim wieku, mężczyzn z przerzedzeniem w środkowej części skóry głowy po osoby starsze. Przyjeżdżają nie tylko z Koszalina, ale również z innych, oddalonych miejsc w Polsce.

 

– Skąd u pani zainteresowanie trychologią?

– Moim pierwszym wyborem była kosmetologia. Trychologia fascynuje mnie, bo mam do czynienia z cięższymi przypadkami. W kosmetologii raczej skupiamy się na poprawie urody, w trychologii – leczymy. Nie ukrywam, że z pacjentami trychologicznymi lubię pracować, gdy relacja jest bliższa, więcej rozmawiamy, mam okazję lepiej poznać taką osobę. To istotne, bo od włosów się zaczyna, ale okazuje się, że problemy mają źródło w psychice lub na nią wpływają. Mam wielu pacjentów, dla których utrata włosów czy ich przerzedzenie prowadzi do ogromnych kompleksów, utrudnia codzienne funkcjonowanie bądź w ogóle wyłącza z życia. Prowadzę na przykład dwudziestoletnią dziewczynę z bardzo przerzedzonymi włosami. Kiedy zaczęłyśmy pracować, była społecznie wycofana, a teraz, po czterech miesiącach, gdy poprawiła się jakość jej włosów, stała się śmielsza, zaczęła studia. Współpraca z takimi pacjentami to dla mnie ogromna odpowiedzialność, ale i satysfakcja,

 

– Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się pacjenci?

– Największą grupę stanowią dorośli z wypadającymi włosami, przy czym są tego różne przyczyny. Druga grupa to pacjenci z atopowym zapaleniem skóry głowy, łuską, podrażnieniami, zaczerwienieniem, świądem, a więc dolegliwościami bardzo uciążliwymi w życiu codziennym, powodującymi duży dyskomfort. Najczęściej są one indukowane stresem, niewłaściwą pielęgnacją, koloryzacją. Trzecia grupa to osoby borykające się z łupieżem i przerzedzeniem włosów, które utrzymuje się po wypadaniu włosów. Leczę także dzieci, na przykład z łysieniem plackowatym.

3P1A5306

– Skąd u dzieci tak poważny problem?

– Powodem jest stres – związany z kłopotami w szkole czy domu. Obciążenie takiej młodej psychiki często ma efekt w postaci fizjologicznej, odbija się na włosach. Łysienie plackowate jednak stosunkowo łatwo poddaje się leczeniu. Gdy ustąpi przyczyna, wspomagane terapią trychologiczną włosy zaczynają odrastać. Trzeba jednak działać szybko.

 

– Stres to najczęstsza przyczyna problemów ze skórą głowy. Co jeszcze?

– Przyczyn jest kilka. Podstawową jest brak prawidłowej higieny okołomieszkowej. Pielęgnacja sprowadza się do zakupu drogeryjnego szamponu czy odżywki, które najczęściej dobieramy pod kątem tego, czy nam się podoba konsystencja, zapach, opakowanie, a nawet czy ładnie wygląda na półce w łazience. Nijak się to ma to fizjologii skóry głowy. Nie jesteśmy w stanie utrzymać jej w zdrowiu albo po prostu sobie szkodzimy. Detergenty spłycają naskórek, dochodzi do podrażnień. W ten sposób mogą działać szampony, odżywki, lakiery, pianki, farby, suszenie włosów ciepłym powietrzem, a u mężczyzn – stosowanie jednego środka do higieny ciała i włosów.

 

– Czyli sami pracujemy na problemy, które się pojawią?

– Tak. Do niewłaściwej pielęgnacji należy dodać niedobory żywieniowe. Jeśli nie mamy w pożywieniu odpowiedniej ilości białka, komórki włosowe nie będą poddane procesowi podziałów międzykomórkowych, a więc nie będą rosły. Kolejne przyczyny to: zbyt mała ilość żelaza, niedobory witaminy D3, choroby tarczycy, nadmiar testosteronu, zaburzenia flory jelitowej. Te ostatnie powodują problemy z wchłanianiem i nawet jeśli się dobrze odżywiamy, możemy mieć problemy ze zdrowiem.

 

– W skrócie – problem z włosami oznacza mniejszy lub większy problem z organizmem.

– Skóra głowy jest miernikiem kondycji ogólnej. Jeśli coś złego dzieje się w organizmie, będą to sygnalizować włosy, a także paznokcie. To są tkanki, których ciało nie potrzebuje, więc będą zaopatrywane w ostatniej kolejności.

 

– Jak wygląda diagnozowanie skóry głowy?

– Konsultacja trwa około półtorej godziny. W pierwszej kolejności przeprowadzam wywiad trychologiczny, który obejmuje różnego rodzaju pytania na temat zdrowia, trybu życia, aktywności, pracy, sposobów pielęgnacji. Podstawą jest badanie za pomocą trichokamery, która w 250-krotnym powiększeniu pokazuje skórę i pojedyncze włosy. Często pobieram włos, by zbadać jego cebulkę. Kolejny etap to badania, na które kieruję: morfologia, analiza pierwiastkowa, badanie flory bakteryjnej, nietolerancji pokarmowych. Muszę sprawdzić, czy problem jest wynikiem zaniedbania, czy ma poważniejsze źródło w organizmie. Inaczej terapia będzie nieskuteczna i problem wróci. Następnie dobieram program leczenia, który obejmuje zalecenia pielęgnacji poza gabinetem i zabiegi.

 

– Jakie?

– Najczęstszym zabiegiem, jaki wykonuję, jest mezoterapia igłowa. W zależności od problemu dobieram preparat do wstrzyknięcia. Od peptydów na wypadanie włosów, przez witaminy z grupy B, które hamują łojotok, po mikroelementy. Składniki wprowadzane są za pomocą igły na głębokość około 2 mm. Drugi zabieg to karboksyterapia – również w postaci iniekcji – mająca na celu stymulować krążenie wokół mieszków włosowych i zwiększyć przestrzeń dla ich wzrostu. Nie może być ona jednak stosowana przez osoby z chorobami autoimmunologicznymi, czyli np. bielactwem czy chorobą hashimoto, zawsze wcześniej to badam.

 

– Co można zrobić w domu?

– W gabinecie stosuję to, czego pacjent sam nie zrobi. Na zabiegi spotykamy się najpierw raz w tygodniu, potem raz na dwa, później raz w miesiącu. Pacjent dostaje ode mnie również rozpiskę z zaleceniami pielęgnacji domowej – pilingi, masaże głowy – oraz preparaty lecznicze, suplementy, kosmetyki o odpowiednim ph, maski, ampułki i lotiony na bazie składników aktywnych dobranych do problemów. Jestem pod tym względem bardzo rygorystyczna. Terapia trychologiczna to obopólna praca – pacjent tak samo jak ja – musi włożyć w nią dużo pracy, ale wszystko się zwraca.

 

okładka– Ile trwa cała terapia?

– Na szczęście leczenie trychologiczne, za co uwielbiam tę dziedzinę, daje szybkie i namacalne efekty. Po trzech miesiącach obserwujemy zaprzestanie wypadania włosów i początek zagęszczenia. Po pół roku zmiany widać gołym okiem i mniej więcej tyle trwa leczenie w gabinecie. Po zakończeniu zabiegów nadal trzeba przyjmować suplementy, wykonywać masaże głowy. Włosy, które zastymulujemy do wzrostu, będą przecież potrzebowały odpowiedniego środowiska. Jeśli nałożymy na nie farbę, wypadną w pierwszej kolejności. Czasem terapia musi być rozłożona na wiele lat, nawet do końca życia. Często używam porównania, że skóra głowy jest jak ziemia. Jeśli pole uprawiamy dobrze i systematycznie, wyrosną nam zdrowe rośliny. Jeśli używamy tylko pestycydów, roślina wyrośnie, ale szybko obumrze.

 

 

 

– Dlaczego warto zdecydować się na konsultację trychologiczną?

– Choćby po to, żeby wiedzieć, czy i jaki mamy problem. Podczas konsultacji mogę doradzić, jak się zdrowo odżywiać, zbadać skórę głowy, grubość włosa, ilość włosów wyrastających z mieszka. Edukacja i poradnictwo to jednak tylko 30 procent ewentualnej pracy. Doradzam prewencyjnie także osobom, które nie borykają się z konkretnym problemem, ale chcą utrzymać dobrą kondycję włosów. Bliska jest mi idea „healthy aging”, zamiast „anti aging”. Czyli: akceptujemy że organizm się starzeje, ale staramy się o niego dbać tak, by proces był wolniejszy, jak najmniej szkodliwy.

 

– Z tego co pani mówi, właściwie większość z nas nie wie, jak prawidłowo dbać skórę głowy.

– Niestety. Osób prawidłowo dbających o skórę głowy jest może pięć procent. Pacjenci na konsultacji bywają przestraszeni, dowiadując się, jakie błędy czy zaniedbania popełniają. Jednak uświadomienie ich w tej kwestii to pierwszy krok do efektywnej terapii.

 

– Jakie to błędy najczęściej?

– Podstawowym zaniedbaniem jest brak regularnego złuszczania skóry głowy, a więc stosowania peelingów – które w przeciwieństwie do szamponów rozpuszczają obumarłe komórki, łój, nie doprowadzając tym samym do zatkania ujść mieszków włosowych, z których wyrastają nowe włosy. Rzadkie mycie głowy to kolejny mit, nieprawdą jest, że codzienna higiena skóry głowy prowadzi do wypadania włosów. Ta wiedza jednak nie jest powszechna, wręcz niedostępna. Pierwszy krok – zdobycie wiedzy – jest najważniejszy. Choćby po to, by uprzedzić ewentualne lub większe problemy. Im szybciej zadziałamy, tym lepiej.