Niestraszny im silny wiatr, deszcz i niskie temperatury. Ciężko trenują mimo nie najlepszych warunków w bazie. Dzięki wytrzymałości, motywacji i ambicji osiągają doskonałe wyniki. Z ostatnich Mistrzostw Polski wrócili z medalami. – Tak dobrego sezonu w koszalińskim żeglarstwie nie było od co najmniej dwudziestu lat – mówi z dumą Borys Boratyński, wicekomandor Jacht Klubu Koszalin.

 

Jacht Klub Koszalin istnieje od pięciu lat. Powstał na bazie Uczniowskiego Klubu Żeglarskiego (UKŻ) Koszalin. Cały sprzęt oraz młodzi żeglarze UKŻ przeszli pod skrzydła nowego klubu i dzięki temu mogli dalej się rozwijać pod okiem doświadczonego trenera Marka Dudyka i Borysa Boratyńskiego. Ten drugi jest także wicekomandorem i zawodnikiem. W sumie w klubie jest trzech szkoleniowców. Wszyscy swoje funkcje pełnią społecznie. Udaje im się pogodzić życie zawodowe, rodzinne i pasję, jaką jest żeglarstwo i przekazywanie o nim wiedzy młodszym pokoleniom.

 

 

Jak wychować mistrzów?

Borys Boratyński od ponad dwóch lat ma pod swoimi skrzydłami zawodników trenujących w klasie Europa, młodych ludzi w wieku od 15 do 19 lat. Sezon, podczas którego dla podopiecznych Jacht Klubu Koszalin prowadzone są treningi trwa od marca do listopada, a czasem nawet grudnia. Zajęcia w roku szkolnym odbywają się w każdą sobotę i niedzielę. W wakacje treningi odbywają się kilka razy w tygodniu. Organizowane są też półkolonie dla najmłodszych żeglarzy. Swoje umiejętności żeglarze mogą testować podczas regat. Te trwają od maja do końca października. W tym czasie odbywa się około dwudziestu imprez w całym kraju, w których uczestniczą koszalinianie.

 

DSC05591

Medalowy sezon

Ten sezon koszalińscy żeglarze z Jacht Klubu mogą zaliczyć do bardzo udanych. Z mistrzostw polski, które odbyły się w połowie września w Gdańsku, podopieczni Borysa Boratyńskiego wrócili z medalami. Alicja Pyda zdobyła złoto w kategorii juniorek, Marcin Kozieł wywalczył brąz w kategorii juniorów, a jego siostra Marta uplasowała się na czwartym miejscu. Bardzo dobrze poszło też trenerowi – Borys Boratyński w kategorii seniorów uplasował się na szóstym miejscu.

– To są znakomite osiągnięcia – podkreśla szkoleniowiec. – Takie, których w koszalińskim żeglarstwie nie było od wielu, wielu lat. Udało się nie tylko dzięki talentowi młodych ludzi, ale także dzięki wielu godzinom spędzonym na treningach i startach w regatach. Myślę, że mobilizuje ich też to, że mają pływającego trenera i na każdych zawodach starają się być przynajmniej jedno miejsce przede mną – dodaje ze uśmiechem, Borys Boratyński.

Na tym nie koniec sukcesów, bo Alicja i Marcin są też zwycięzcami Pucharu Polski juniorów w klasie Europa. Wysokie drugie miejsce w klasyfikacji juniorek zajmuje również Marta Kozieł, a ich trener w swojej kategorii uplasował się na drugim miejscu.

 

 

Koszalińscy mistrzowie

Osiemnastoletnia Alicja Pyda jest uczennicą I LO w Koszalinie. Żegluje od dziewięciu lat. Swoją przygodę z wodą zaczynała od pływania wpław. Po kilku latach basen zamieniła na jezioro i łódkę. Pasją do tego sportu zaraził ją tato. – Żeglowanie to wspaniała rzecz. Można poczuć się wolnym. Pogłówkować. Rywalizować z innymi – wymienia Alicja i dodaje: – Jak ma się doświadczenie, to żeglowaniem można się bawić. Połowę życia spędziłam na wodzie, a bycie w łódce mnie uspokaja. To są chwile, w których mam czas dla siebie. Odcinam się od tego wszystkiego, co jest na lądzie.

Marcin Kozieł jest rówieśnikiem Alicji. Żegluje od jedenastu lat, a na co dzień uczy się w koszalińskim „elektroniku”. Próbował już wielu sportów, ale jak mówi, wystarczyło że raz wsiadł do łódki, przepłyną się nią i już wiedział, że to dyscyplina dla niego. Największą satysfakcję daje mu samo pływanie. – Schodzę na wodę i zostawiam wszystkie problemy na lądzie. Jestem wolny – podkreśla osiemnastolatek.

Kończący się niebawem sezon jest dla niego najlepszym w karierze. Wywalczył brąz na Mistrzostwach Polski i zdobył Puchar Polski juniorów. Marcin już dziś wie, że żeglarstwo to długoterminowa przygoda, którą będzie kontynuował przez kolejne lata. Przymierza się do udziału w mistrzostwach Europy i Świata w 2018 roku. – Za moje osiągnięcia chcę podziękować trenerom i rodzicom, którzy mają bardzo duży wkład inwestując w mój żeglarski rozwój i potrzebny sprzęt – podkreśla Marcin.

 

DSC05594

Żeglarskie szachy

Żeglarstwo tak jak każda dyscyplina sportowa wymaga poświęceń i predyspozycji zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Bardzo istotna jest wytrzymałość, m.in. na warunki atmosferyczne. – Trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby pływać przez kilka godzin w mokrych rzeczach przy temperaturze dziesięciu czy piętnastu stopni – podkreśla trener koszalinian.

Pogoda płatała figle zawodnikom Jacht Klubu między innymi podczas Mistrzostw Polski. Wiatr wiał z siłą od 7 do 8 stopni w skali Beauforta, a fale miały od 2 do 3 metrów wysokości. W efekcie zawodnicy wielokrotnie wywracali się podczas wyścigu.

Trzeba więc być bardzo wytrwałym, żeby nie poddać się kapryśnej aurze i ekstremalnie trudnym warunkom. – Istotna jest też umiejętność analitycznego myślenia – dodaje Borys Boratyński. – Rozgrywanie wyścigu jest jak gra w szachy. Trzeba obserwować wiatr i rywali oraz przewidywać, co stanie się za chwilę.

 

 

Mistrzowie z kontenerów

Do pełni szczęścia trenerom i zawodnikom Jacht Klubu brakuje mariny z prawdziwego zdarzania. Takiej, która miałaby hangar z zapleczem socjalnym, toaletami, szatniami i magazynem na sprzęt.

– W tej chwili nasza baza to dwa kontenery połączone blaszaną wiatą. Bez prądu, bieżącej wody i toalety – mówi Borys Boratyński i dodaje. – Przebieranie się w takich warunkach, zwłaszcza jesienią i wczesną wiosną do przyjemnych nie należy. Mało komfortowe zaplecze nie zachęca młodych ludzi do rozpoczęcia przygody z żeglarstwem. Podczas ubiegłorocznego naboru kilku rodziców zrezygnowało z zapisania dzieci na zajęcia.

– Jak zobaczyli, że w kontenerach nie ma szafek na rzeczy ani szatni, to się rozmyślili – wyjaśnia trener. – Tak naprawdę chyba jesteśmy jedynym klubem, który nie ma takiego zaplecza – dodaje Alicja Pyda. – Jak wracamy z wody, to marzniemy. Toi-Toi’a mamy tylko na sezon. Prysznic po treningu to powinna być podstawa, ale my takiej możliwości nie mamy.

Trenerzy dwoją się i troją, żeby zrekompensować braki w bazie. Każdy zawodnik otrzymuje od klubu łódkę, czerpak, gąbkę i kamizelkę. To nie tylko oszczędza rodzicom wielotysięcznych wydatków, ale ma także wartość pedagogiczną. Uczestnicy zajęć rozliczani są bowiem z tego, czy łódka po treningu jest czysta. Zawodnicy pod czujnym okiem trenerów wykonują też drobne naprawy. Jednak szkoleniowcy Jacht Klubu Koszalin nie ukrywają, że liczą na przychylność władz Koszalina, bo miasto planuje budowę mariny. – Mamy nadzieję, że także nasze potrzeby, czyli hangar z zapleczem socjalnym, zostaną uwzględnione w projekcie – mówi Borys Boratyński i podkreśla. – To będzie inwestycja w młodych ludzi, którzy zyskają w ten sposób szansę rozwijać swoje talenty i zdobywać medale dla Koszalina.