Krzysztof Ścibor przepowiada pogodę lotnikom Marynarki Wojennej, koszalińskim mediom, firmom komunalnym, krewnym i sąsiadom.

 

– Gdzie postawić rower? Zgrzałem się jadąc do pana.

– Bo pan się ubrał na czwartek, a jest poniedziałek. W środę trochę popada i dopiero po niej przyjdzie ochłodzenie.

 

– Czy pan kiedyś zmókł?

– Niejednokrotnie, w górach. Ale nie dlatego, że nie przewidziałem deszczu, tylko gdy ma się ograniczony czas urlopu, nie sposób odkładać wycieczki, a nie noszę parasola. Za to dom zbudowałem w absolutnym spokoju, czego nie powiem o sąsiadach. Jednemu utopiła się paleta z dachówką, innemu huraganowy wiatr przewrócił szczytową ścianę, jeszcze innemu zbił otwarte okna, zakopała się w błocie grucha z betonem. Ostrzegałem: nie ciągnij dachówki, bo będzie lało; nie rób teraz wykopu na fundamenty, bo ci zaleje. Ale nie słuchali: „już mam zamówiony transport”, „nie ma czasu na czekanie” – to potem tydzień stał, bo nie mógł się pozbyć wody z tego wykopu.

 

– Teraz nękają pana prośbami o prognozy.

– Non stop. Chcą wiedzieć, czy podlewać trawnik, myć auto albo czy jechać na grzyby. Latem – czy lepiej nad morze, czy nad jezioro; zawsze mówię to samo: jezioro ma 19 stopni, a Bałtyk 14 i niech pan wsadzi nogę. Chyba się Mielnu naraziłem tym żartem.

 

– Wywierają nacisk, że ma być ładnie?

– Da się to nieraz wyczuć. Sądzą, że skoro zajmuję się pogodą, to mam wpływ.

 

– W morzu najlepiej się kąpać, gdy woda zdążyła się nagrzać, czyli latem po południu, a ogólnie we wrześniu.

– Pan myli akweny. Mamy jeszcze wrzesień, niech zerknę: w Kołobrzegu 13,2 stopnia, Ustka i Darłowo 13,4. To nie są temperatury, do których się wchodzi. Żeby lato był udane, morze musi się nagrzewać od kwietnia, a w tym roku nagrzewało się od połowy czerwca. Poza tym wystarczy sztorm i woda robi się o 2-3 stopnie chłodniejsza. A są i inne zjawiska jak odpływ ciepłej wody powierzchniowej w głąb morza przy dość silnym wschodnim wietrze, zgodnie z siłą odśrodkową Coriolisa; wypływa wtedy głębinowa i temperatura raptem spada z 19 do 10 stopni. Morze to duży, dynamiczny zbiornik. Jezioro owszem, wrześniowe jest cieplejsze od powietrza.

 

– Jakieś 9 na 10 naszych rozmów z napotkanymi sąsiadami dotyczy pogody.

– To temat bezpieczny, bo apolityczny i łatwy, ponieważ każdy widzi pogodę i jakoś jej doświadcza, a nawet się „zna”. Ale na własną rękę dawniej umiano lepiej przewidywać pogodę niż teraz. Ponieważ nie było Internetu i ciągłych komunikatów medialnych, powszechnie wnioskowano po chmurach, które jednak mają to do siebie, że może lunąć także przy pogodzie.

 

– Jak za chwilę?

– Teraz nie lunie. Widzi pan te białe, haczykowate chmurki? To cirrusy; są z kryształków lodu, bo na wysokości 5-6 km. Z nich nie popada, ale one pokazują, że te niskie, z deszczem, już idą; za dwa dni pogoda się zepsuje.

 

– A z jakich lunie? Z ciemnych?

– Ciemne oznaczają dużo skroplonej pary wodnej i że już z nich pada. Gdy wiatr je przywieje, zmokniemy. Generalnie, z większości chmur nie ma deszczu: jest 9 rodzajów, a pada z 4.

 

– Każdy ma termometr, a mało kto barometr.

– Jest trochę niedoceniany i po prostu dość drogi. Ale gdy pokazuje spadek ciśnienia, można wnioskować, że pogoda się popsuje.

 

– Rozmawiał pan z góralami, żeby sprawdzić ich renomę?

– Traktuję ich przepowiednie z przymrużeniem oka.

 

– A badał pan celność przysłów?

– Nie, ale mam szacunek. Aura jest powtarzalna, więc mają swoją mądrość.

 

– Moi sąsiedzi też: gdy tylko nadchodzi lato, w największy upał otwierają drzwi i okna korytarza w nadziei na ulgę, a ja wolę zamknąć. Kto ma rację?

– Pan. Pomijając muchy, nieproszonych gości i przeciągi, powietrze zewnętrzne nagrzewa się do 50-60 stopni i jest bardzo dynamiczne; napotykając ciąg, zastępuje to chłodne. Pomijając wietrzenie, ja mam pozamykany dom i dlatego chłodek, bez klimy.

 

– Jakoś nie widzę w pańskim ogródku urządzeń meteo.

– Bo niepotrzebne. Jest sieć stacji na świecie, z czego w Polsce 50 – choćby w samym Koszalinie, Resku czy Darłowie, i one robią tysiące pomiarów temperatury powietrza i punktu rosy (temperatura, przy której skrapla się para, np. mgła czy chmura), wilgotności, ciśnienia, kierunku i prędkości wiatru, rodzaju i podstawy zachmurzenia. Co godzina wrzucają dane do systemu numerycznego. Ja je ściągam akurat z niemieckiego, bo mają najlepszy model prognozowania w tej części Europy; bazują m.in. na kamerach drogowych i częściej niż inni wypuszczają balony – jeden kosztuje 4 tys. zł.

 

– No to równie dobrze jak pańskie biuro, prognozę dla Koszalina i okolic może opracować Warszawa.

– Niezupełnie. Duże biura opracowują prognozy dość ogólne. Jeśli w Szczecinku popada, to już im się sprawdziło, że miało padać na Pomorzu. Tylko gdzie Szczecinek, a gdzie Sianów? Ja ślęczę nad lokalnymi wyrywkami.

 

– Jak daleko w przyszłość sięga dokładna prognoza?

– W Europie do 7 dni, w USA do 14, potem robi się chaos w komputerach, nie radzą sobie z natłokiem danych. Te amerykańskie i tak są bardziej wydajne niż w NASA, to właśnie przez meteorologię przepływa największa liczba informacji.

 

– Tymczasem prognozy przypominają diagnozę lekarzy Matołka: jak nie umrze, to żyć będzie.

– No tak, wiatr słaby i umiarkowany, miejscami porywisty, zachmurzenie z dużymi przejaśnieniami, ale możliwe opady i burze. Ale to jest to, o czym mówiłem: im prognoza bardziej ogólna, tym słabsza. Do tego dochodzi umiejętność interpretacji danych przez synoptyka, a nawet intuicja i zdolność do pewnego ryzyka w ocenie sytuacji. Zdarzało mi się skorzystać z doświadczenia i podać prognozę lepszą, niż wskazywały wszystkie modele.

 

– Jakaś wpadka?

– Bywało, że miało padać, a świeciło słońce. Ale rzadko, poza tym wpadka byłaby wtedy, gdybym nie przewidział czegoś groźnego, np. huraganu, a to mi się nie zdarza. Zjawiska mogące zrobić krzywdę przewiduję zawsze, choć czasem z naddatkiem: informuję o burzy od Pojezierza Drawskiego po Koszalin, a pioruny biją tylko w jeziora.

 

– Wskutek mylnej prognozy lotniczej może coś spaść.

– Nie znam aż takiego przypadku, ale prognozując trzeba być blisko, na lotnisku, i dawać komunikat co 30 minut.

 

– W Darłowie macie ponoć osiem śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych, a samoloty w Siemirowicach…

– Wolałbym się nie zagłębiać w te kwestie.

 

– Hm, jak to dociekliwość wchodzi w krew. Jak uniknąć pioruna?

– Całkiem uniknąć się nie da, bo wyładowania są nieprzewidywalne. Ale statystycznie piorun najczęściej uderza w to, co najbliżej chmury i w urządzenie pod napięciem. Dlatego lepiej nie chować się przed deszczem pod drzewem, a w domu wszystko odłączyć od sieci, zwłaszcza gdy przewody zewnętrzne są naziemne.

 

– Czy istnieje pogoda ładna albo brzydka, skoro każda wynika z natury?

– To skrót myślowy oznaczający przydatność pogody w danej sytuacji, zresztą relatywną. Jeśli chcę grillować, a leje, to dla mnie pogoda jest zła albo brzydka, a dla rolnika, któremu ma rosnąć – dobra. Ładna to skojarzenie z przyjemnym, brzydka z dyskomfortem.

 

– Jak pan ocenia mikroklimat Koszalina?

– Ma najwięcej dni pochmurnych na Wybrzeżu Środkowym, Słupsk odwrotnie. Może dlatego, że na wysokości Koszalina jest to wcięcie w brzegu Bałtyku. Deszczowo różnic nie ma, tylko te chmury, a jesienią i zimą mgliście. Natomiast większy wiatr jest między Łebą a Władysławowem.

 

– Wie pan już o naszej zimie?

– Dzięki modelowi amerykańskiemu, tylko oni sięgają do sześciu miesięcy. Grudzień będzie o 1,5 stopnia cieplejszy niż średnia wieloletnia, a styczeń i luty o 2 stopnie. Opady w grudniu w normie, styczeń mokry (także deszcz i deszcz ze śniegiem), luty w normie. Czyli zwłaszcza styczeń wilgotny: odwilże i mrozów jak na lekarstwo.

 

– Wiem, globalne ocieplenie.

– Nikt go nie udowodnił. Regularne pomiary robi się od stu lat, a to nic jak na wzrost średniej o stopień, o którym się bębni. W następnym stuleciu może spaść. Przy ostatnim huraganie podchwycono, że przeszedł od Afryki do Zatoki Meksykańskiej, bo powstał nad ciepłym Atlantykiem, ale zapomniano dodać, że do huraganu potrzebne jest zarazem chłodne powietrze. Co nie znaczy, że nie warto ograniczać różnych emisji, w tym dwutlenku węgla.

 

– Na czym polega fenomen prognozy? Czy komuś potrzebna, czy nie, każdy ogląda, słucha i czyta, jakby od tego zależało jego życie.

– Weźmy prezenterów telewizyjnych: mężczyźni przystojni, kobiety piękne, rewia ubiorów, przystępny język, wpadające w ucho dygresje. To się sprzedaje. Z kolei w Internecie szczególnie ludzie młodzi lubią porównywać różne prognozy, a potem wyżywają się na forum.

 

– A… czemu swoje biuro Calvus zarejestrował pan jako „artystyczną i literacką działalność twórczą”?

– Aluzję rozumiem, ale tak są poukładane te klasyfikacje. Przy tym modele numeryczne, na których pracuję, to wykresiki i cyferki, które dopiero muszę przełożyć literacki język, a dla gazet jeszcze przygotować grafikę. Ale nie mam siebie za twórcę.