O spektaklu „Czekamy na sygnał” już mówi się jako o jednym z najważniejszych koszalińskich wydarzeń kulturalnych 2017 roku. Premiera, bardzo oczekiwana, miała miejsce 9 września w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym. Została przyjęta entuzjastycznie, zarówno przez starszych, jak i młodszych widzów. O uniwersalność przekazu zdolną połączyć pokolenia wcale nie jest łatwo, podobnie jak niełatwo stworzyć rzecz na wskroś autentyczną.

Spektakl jest pierwszym „dzieckiem” Stowarzyszenia Aktorzy po Godzinach, utworzonego na początku 2017 roku przez aktorów Bałtyckiego Teatru Dramatycznego. Zaczynem były organizowane od ponad roku „Czytania po godzinach” w Centrali Artystycznej. Zamierzeniem jest realizowanie różnych inicjatyw, pomysłów i eksperymentów, w ramach współpracy z Bałtyckim Teatrem Dramatycznym. Projekty Stowarzyszenia mają uzupełnić jego ofertę i będą ujmowane w repertuar sceny.

Dla porządku: reżyserami spektaklu są Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska i Wojciech Rogowski (aktorzy, oboje również w nim grają). Producentem – Marcin Borchardt, prezes stowarzyszenia. Autorem tekstu – Tomasz Ogonowski, nowej aranżacji wykorzystanych utworów rockowych z lat 80. – Tymon Tymański, scenografii – Beata Jasionek, opracowania graficznego (plakat) – Monika Łozińska-Zawierowska, a multimediów Łukasz Skyw Wasilewski. W spektaklu grają również: Dominika Mrozowska, Katarzyna Ulicka-Pyda, Artur Czerwiński, Piotr Krótki, Jacek Zdrojewski oraz Marcin Borchardt.

izabela rogowska -6

 

Choć role zostały rozdzielone, czuje się, że efekt jest dziełem grupy entuzjastów, w której hierarchia jest raczej umowna. Paliwem tej maszyny jest prawdziwe zaangażowanie we wspólną ideę, poczucie tworzenia czegoś ważnego, a przede wszystkim dobrowolnego. Spektakl naprawdę powstawał „po godzinach”, a lista osób które wsparły projekt finansowo, merytorycznie lub dobrym słowem jest bardzo długa.

Na pomysł spektaklu z piosenkami z lat osiemdziesiątych wpadli Dominika Mrozowska i Marcin Borchardt. Powiernik pomysłu, a ostatecznie autor tekstu, Tomasz Ogonowski, wspomina: – Zaproponowałem, by sięgnąć do głębszego źródła, czyli muzyki punkowej i nowofalowej tamtych lat, niepopularnej oficjalnie, a bardzo popularnej nieoficjalnie, ze świetnymi tekstami. Czasy były tak podłe, że nie miały szansy na przebicie. Mój tekst jest rodzajem oddania im sprawiedliwości dziejowej. Powstał z potrzeby serca naszej trójki.

Osią wydarzeń jest grany przez dwóch aktorów Wojtek – niegdyś naiwny buntownik z irokezem, dziś rozczarowany sobą, otoczeniem, światem frustrat. Starsza wersja Wojtka (Wojciech Rogowski) spogląda w przeszłość na „tamtego siebie” (Wojciech Kowalski) i zadaje sobie kilka niewygodnych pytań, na które zresztą nie udziela sobie odpowiedzi. Czasy inne, ale jakby podobne, ludzie inni, ale jakby tacy sami i znowu jest jakby beznadziejnie.

Współistnienie sceniczne dwóch czasów podkreśla na poły retro, na poły nowoczesna scenografia, ale też zaskakujące momentami, choć trafione aranżacje Tymona Tymańskiego. – Muzyka alternatywna, dla której aktem twórczym jest wewnętrzny imperatyw, jest przedsionkiem sztuki. Zawsze mówi coś przeciwko społeczeństwu, modzie, coś co artystę uwiera. Vis a vis stoi podaż, czyli rzeczy masowe. Muzyka lat osiemdziesiątych zasługuje na szacunek, jest dla mniej ważna, wzrosłem na niej i mam ciarki, kiedy jej słucham. Jestem dumny, że biorę udział w takiej inicjatywie, unikatowej na skalę Polski.

izabela rogowska -9

Są w spektaklu momenty znakomite – jak na przykład poruszający monolog Wojciecha Rogowskiego, kapitalnie zaśpiewane utwory na czele z „Strzeż się tych miejsc” Klausa Mitffocha i „Diabłami” Apteki (oba w wykonaniu Żanetty Gruszczyńskiej-Ogonowskiej) i porażające, jak zbiorowe wykonanie „Mojej krwi” Republiki.
Trzeba w końcu powiedzieć, że „Czekając na sygnał” jest spektaklem bezbłędnie napisanym, wykonanym, równym, spójnym, sprawnym, z kapitalną choreografią Arkadiusza Buszki, reżysera, choreografa, aktora Teatru Współczesnego w Szczecinie.

Trudno powiedzieć, co wstąpiło w naszych aktorów, że grają jak opętani, ale niech w nich pozostanie. Jest w tym groza i groteska, ironia i powaga. Karykatura i uśmiech, choć raczej w rodzaju tego po zjedzeniu cytryny. Są manifesty lęków i przeczuć, wyrażanych za pośrednictwem uderzających aktualnością teksów pisanych kilka dekad temu przez poetów alternatywy. Wersy Kazika Staszewskiego, Tomka Lipińskiego, Lecha Janerki, Grzegorza Ciechowskiego, Jędrzeja Kodymowskiego brzmią dziś niepokojąco współcześnie. Recenzować ich po prostu nie wypada.

Choć bohaterem i adresatem spektaklu jest człowiek bliżej lub dalej „po czterdziestce” i to w jego emocje tekst uderzy pewnie najmocniej, pewne rzeczy będą tu wspólne każdej grupie wiekowej. Idee wolności – osobistej i twórczej, strach przed agresją i nienawiścią, brak akceptacji wobec przemocy i opresyjnej władzy. Tytułu spektaklowi użyczyła otwierająca go i puentująca piosenka Brygady Kryzys. Jest symboliczny i jak całość wielowymiarowy. Z jednej strony osadza widzów muzycznie w latach osiemdziesiątych, ale równie dobrze może być wołaniem aktorów o wyzwania artystyczne albo wyrazem niepokoju obywateli wobec chwiejności realiów społecznych. Sygnałem gotowości do zmiany. Całość na pewno jest hołdem złożonym Muzyce, Sztuce i Słowu. I kulturze, która czasem ratuje od emocjonalnego samobójstwa.

 

izabela rogowska -14