Kluki są na końcu dróg – to kusi, zwłaszcza że blisko: z twojej plaży do krajowej szóstki, nią do Słupska, tu na Łebę i zaraz po Łokciowym jesteś. Czy uda ci się pogadać ze Słowińcem? Nie. To znaczy – prawie nie.

Jeśli jesteś zwykłym letnikiem, folder ci powie, że Kluki to dawna wieś słowińska nad Łebskiem w Słowińskim Parku Narodowym, ze skansenem Muzeum Wsi Słowińskiej, gdzie w każdą niedzielę wakacji natkniesz się na imprezę ludową, a od wtorku do soboty (do 12 VIII) na prezentacje dawnych zajęć, stale zaś na sklepik z rękodziełem w chałupie Zagrody Reimanna.

Jeśli jesteś letnikiem z wyobraźnią i ciekawym niepowierzchownie, spróbujesz znaleźć Słowińców. Ich dusze kręcą się po obejściach, zaglądają do chałup, a nawet – ma się rozumieć z czystej ciekawości – do garnków. Przysiadają za stołem, nasłuchują, czy o nowym świecie opowie im radio z owalnym głośnikiem, do którego schodzili się sąsiedzi, nakręcają blaszany budzik, kręcą kółkiem maszyny do szycia, poprawiają bety na łożu małżeńskim, a w szopie kiwają głowami na podarte sieci.

Dosłowniej znajdziesz Słowińców na starym cmentarzu przy drodze za wsią – jedynym słowińskim, od 1980 zamkniętym dla pochówków, przejętym przez muzeum. Od XVIII w. nagrobki pamiętają mieszkańców Kluk Smołdzińskich i nieistniejących już Kluk Żeleskich. Szczególnie intrygują 83 żeliwne krzyże w kilkunastu typach, powstałe na zamówienie w odlewniach Słupska i Sławna. Mówią o ludziach zmianami pisowni słowiańskich nazwisk: ostatni chowani potomkowie Słowińców czuli się Niemcami – jak ci nieliczni, którzy się ostali, i jak ci przyjeżdżający z Niemiec.

Nadzwyczajne rozmowy

– Zdarzali się tacy, którzy odpowiadali „nie wiem”, „nie pamiętam”, ale większość się otworzyła. Wspominali sami z siebie, szczerze i ze łzami – mówi etnolog Joanna Jagoda, której rozmowy z potomkami Słowińców muzealnicy sfilmowali; fascynująca płyta „Zatrzymać czas” jest do kupienia w skansenie. – Pytałam o dziecięce zabawy, szkołę, kulinaria, rzemiosła, tańce, śpiew, obyczaje, obrzędy, a nawet przesądy. Bardziej otwarcie niż miejscowi opowiadali ci, co przyjechali z Niemiec. Może dlatego, że zaraz odjechali, więc nie krępowała ich spodziewana ocena sąsiadów. Charlotte Skuriat z domu Judaschke, przeszło 80-letnia pani, w detalach opisała przestrzeń pobliskiej Gardny. Mężczyźni szczegółowo omawiali, jak paśli gęsi i pomagali ojcom przy sieciach, a kobiety o pomaganiu w kuchni. O tym jak przyjeżdżały kino, karuzela, a nawet o życiu karczmy, chociaż koniec wojny przerwał to, gdy mieli po parę lat.

Do płyty dołączony jest katalog z prywatnymi zdjęciami od potomków Słowińców – wszystkich poruszył zwłaszcza rodzinny albumik Erny Wolf z d. Barnow, wielkości książeczki do nabożeństwa.

 

Gdzie ci Słowińcy?

O tajemniczych Słowińcach powiada się nawet, że nie istnieli. – Byli, tylko ulegli germanizacji – wyjaśnia Henryk Soja, kierownik muzeum w Klukach. – Po rozbiorach Polski przyszedł Zwang (przymus), który przerwał ciągłość ich istnienia jako grupy kojarzonej z Kaszubami. Są tylko potomkowie. Przyjezdni, z którymi rozmawiała Joanna Jagoda, opuścili Polskę w ramach łączenia rodzin po układzie Brandt-Cyrankiewicz z 1970 r. Ale większość wysiedlono w latach 1947-48. Zresztą, oni czuli się Niemcami, wielu chciało wyjechać; napływający Polacy nie najlepiej się odnosili do tych luteranów, a Rosjanie i szabrownicy z głębi kraju kradli im dobytek. Wcześniej, przez lata tworzenia skansenu, zdołaliśmy zachować materialne pamiątki po Słowińcach. Teraz, poprzez sfilmowane rozmowy, wykorzystaliśmy ostatnią chwilę na uratowanie tego, co bardziej ulotne i odchodzi z ludźmi.

 


Skoro odwiedzisz Kluki, rozejrzyj się. Słynne Ruchome Wydmy w Słowińskim Parku Narodowym: wspiąwszy się na największą – Górę Łącką między Bałtykiem a jeziorem Łebsko z widokiem na oba – stracisz dech z wysiłku i wrażenia, jakie robi piaskowy ogrom, ziarnkiem po ziarnku zasypujący las. Kolejne atrakcje wspinaczkowe to latarnia morska w Czołpinie i legendarna góra Rowokół, w przeszłości ważny ośrodek religijny pogan. Odsapniesz wśród wypchanych eksponatów Muzeum Przyrodniczego w Smołdzinie, a rybę zjesz wracając w Gardnie Małej lub Wielkiej.

 

Główna izba chałupy Alberta Klücka z Kluk Żeleskich, lata 20-30.

Główna izba chałupy Alberta Klücka z Kluk Żeleskich, lata 20-30.

Salonik w chałupie Keitschicków z Kluk Żeleskich, lata 40.

Salonik w chałupie Keitschicków z Kluk Żeleskich, lata 40.

Sypialnia Keitschicków.

Sypialnia Keitschicków.

Mołnia (od kaszubskiego môłniô – błyskawica, bo ma biały zygzak na łbie); jedna z trzech muzealnych klaczy zimnokrwistych.

Mołnia (od kaszubskiego môłniô – błyskawica, bo ma biały zygzak na łbie); jedna z trzech muzealnych klaczy zimnokrwistych.

Joanna Jagoda przeprowadza wywiad z Charlotte Skuriat z d. Judaschke z Gardny Wielkiej, urodzoną w 1927 r.

Joanna Jagoda przeprowadza wywiad z Charlotte Skuriat z d. Judaschke z Gardny Wielkiej, urodzoną w 1927 r.

Karl Jost w łodzi wypełnionej wodorostami wykorzystywanymi do użyźniania ziemi. Jezioro Gardno, 1938.

Karl Jost w łodzi wypełnionej wodorostami wykorzystywanymi do użyźniania ziemi. Jezioro Gardno, 1938.

Herwig Pollex z koniem w klumpach (na tylnych nogach), które zakładano, by kopyta nie grzęzły w torfowej ziemi. Kluki, lata 70.

Herwig Pollex z koniem w klumpach (na tylnych nogach), które zakładano, by kopyta nie grzęzły w torfowej ziemi. Kluki, lata 70.

Obwoźna sprzedaż rondli.

Obwoźna sprzedaż rondli.

Rodzina Barnow. Na kolanach dziadka wnuk Heinz. Kluki, 1952.

Rodzina Barnow. Na kolanach dziadka wnuk Heinz. Kluki, 1952.