Krzysztof Sokal z Nadleśnictwa Sławno z zamiłowaniem fotografuje zwierzynę ze szczególnym uwzględnieniem jeleni na rykowisku.

 

Na co o tej porze pan się nastawia?

W czerwcu, kiedy zboża już wysokie – na jelenie, które w tych zbożach żerują. Same łby wystają, a i to raz po raz, więc stosuję sposób „na gwizdnięcie”: gwiżdżę, podnoszą łby, a ja – pstryk. A we wrześniu rykowisko. O tym myślę cały rok.

 

Do jeleni wrócimy. Jest coś bardziej czujnego?

Lis. Ale właśnie mi się udało: odkryłem norę, ze świerku zbudowałem zasiadkę, okryłem siatką maskującą, a jak w maju zaczęły wychodzić już owłosione niedoliski (młode), oniemiałem: dziewięć! W życiu tylu nie widziałem. Zwykle w miocie jest od czterech do sześciu. Wszystkich liszka może nie wykarmić. Znosi im gryzonie, raz nawet kurczaka. Jest ostrożna, ale nie zwraca uwagi na zasiadkę. Najmniej czujne są sarny i dziki, które słabo widzą i pod wiatr można się zbliżyć.

1

Byle nie do lochy z młodymi.

To mit. Atak lochy to ostateczność. Wielokrotnie byłem blisko i zawsze z młodymi odbiegały. Tylko raz locha na mnie ruszyła, ale w sytuacji specyficznej: mały uciekł z zagrody, a gdy go wnosiłem, wydał głos trwogi.

 

Ale wilka by pan uniknął.

Chciałbym się natknąć, jednak ludziom z daleka ustępują. Są niedostępne. Zajmują rozległe terytoria, potrafią w jedną noc przebiec kilkadziesiąt kilometrów i czasem mi mieszają: kiedy przechodzą przez teren między Polanowem a Trzebielinem, gdzie fotografuję rykowisko, wtedy nawet przez tydzień nie ma jeleni.

 

Do jeleni wrócimy. To nic pana nigdy nie goniło?

Szerszenie. Miały gniazdo na ambonie. Dwóch z nas oddaliło się, a trzeci się zabezpieczył i chciał spalić gniazdo. Wtedy się wściekły, część doleciała do nas i jeden użądlił kolegę w głowę. Zaczął puchnąć, miał uczulenie. Na pogotowie zdążyliśmy, jak powiedział lekarz, kilkanaście minut przed czasem.

3

Co jeszcze w lesie może zrobić krzywdę? Potrzask?

Nie natknąłem się, znajdujemy zwykłe druty. Ale kleszcz. Może powodować odkleszczowe zapalenie opon mózgowych, to śmiertelna choroba, na szczęście jest szczepionka; albo boreliozę, śmiertelna nie jest, lecz szczepionki nie ma.

 

Zdarzyło się panu nie zdążyć pstryknąć?

Wiele razy. Trzeba ustawić statyw albo klęknąć, bo to najlepsza perspektywa, mieć dobre światło, odczekać aż nic nie będzie zasłaniało obiektu, a taki jeleń się nie zastanawia; najmniejszy szelest i po fotografii. W ogóle jelenia trudno podejść, bo rzadko wychodzi na przestrzeń, poza tym ma dobry wzrok, słuch i węch.

 

Do jeleni wrócimy. Czego najbardziej pan żałował?

Bielika. Wiedziałem, że przyleci, bo leżała padlina. Czekałem w zasiadce dwa dni, od świtu do zmierzchu. Trzeciego dnia przyleciał! Ale ja miałem snajpera Zenita, w którym trzeba było spuścić przysłonę. Strzelił metal i ptak uciekł. Kiedy indziej też czatowałem dwa dni, a wtedy nadeszli ludzie po drewno… Niemniej, generalnie rolnicy czy pilarze nie płoszą zbytnio zwierząt. Płoszą je dźwięki obce, nieznane, na przykład szelest folii.

5

Pan bezszelestnie schowany, godziny mijają. Co gdy poczuje pan potrzebę?

Do butelki. Raz nie miałem. Po siedmiu godzinach nie wytrzymałem i wyszedłem z kryjówki. W sam raz na żurawia, na którego tak czekałem. I było po nim.

 

Czy pańska wytrwałość i cierpliwość przekładają się na sytuacje ludzkie?

No… właśnie nie bardzo. Temperamenty i zachowania ludzi są mniej przewidywalne od burzy, po której zawsze jest spokój. Pędzące życie z natłokiem obowiązków jest dla mnie trudniejsze niż dogadywanie się z przyrodą. W lesie mam czas pomyśleć i posłuchać, a na przykład w domu nie zawsze.

 

Wróćmy do jeleni.

Już wszystko zaplanowałem. We wrześniu żona urodzi Laurę, więc tym razem do trzech tygodni wypoczynkowego dodam dwa tacierzyńskiego, dwa opieki i jakoś podzielę czas na rodzinę i rykowisko.

10

Zadrży pan z emocji?

Tak. Zawsze czekam cicho i zamaskowany, ale trudno z 10 metrów opanować oddech i czynności. To stresujące sekundy, sporo zdjęć zmarnowałem. Wtopiony w świt, czuję się częścią przyrody, ale czasem nie radzę sobie, kiedy wychodzi na mnie 50 jeleni, a największemu mogę zajrzeć w oczy.

 

Umie pan je zwabić?

W Technikum Leśnym w Warcinie próbowaliśmy wabić z użyciem rury do odkurzacza. Efekt był taki, że wszystko uciekło. Lepsza jest łodyga barszczu Sosnowskiego, oczywiście gdy już nie jest groźny i po wysuszeniu. Ale nie wabię. Znam miejsca, poza tym targam sprzęt, odzież przeciwdeszczową, prowiant, a gdzie tu jeszcze jakieś rury.

 

Od czego się zacznie?

Najpierw jest ryk tęskny: byk szuka. Wiele kilometrów czasem pokona. Wyciąga język ku górze i tak węszy. Biega, aż znajduje i obejmuje chmarę. Oczywiście nadchodzą następne byki, dlatego i ryk tego samca jest następny: ja mam tę chmarę!

7

Jest czujny, czy wariuje?

Wariuje. Obiega chmarę, pilnuje i kopuluje. Jest zajęty, a nie czujny. A już gdy toczy walkę z rywalem, oba w ogóle niczego nie zauważają. Co innego samice. Pozostają ostrożne, a kiedy coś przestraszy licówkę (wiodącą), wszystko przepadnie, bo za nią z cielakami uciekną inne, a za łaniami byki.

 

Wszystkie łanie kryje jeden?

Tak, chociaż wokół gromadzą towarzysze-kibice. Ryczą tęsknie wieloma głosami – nazywamy to oborą. Byk panujący nad chmarą oczywiście cały czas biega i pilnuje, ale raz po raz kopuluje i wtedy nie ogarnia wszystkiego. Gdy więc czasem jakaś samica odskoczy, kibice próbują skorzystać. Kiedy zaś trafi się konkurent porównywalny z dominującym, toczą pojedynek. Z tym że najpierw chodzą bok w bok – to tzw. marsz równoległy. Gdy żaden nie odpuści, następuje walka wprost. Rzadko groźna dla byków. Zabić może głównie stary, który już ma niebogate poroże – tzw. szydła, czyli gołe tyki; nimi może przebić.

 

Inne zwierzęta albo pana byk zaatakuje?

Jest podniecony, bojowy, ale pogonić może lisa, natomiast dziki, które nie przejmują się rykowiskiem, obserwuje i przeczekuje. Człowieka unika, bo to wróg, obca woń. Poczuje odwiatr i w popłochu, na ślepo ucieknie. Chociaż raz byk pokiereszował mój odstawiony rower.

16

Biega, walczy, kryje. To go wykańcza. Ile łań mu przypada?

Na Pomorzu Środkowym 30-40. Ma tyle testosteronu, że wytrzymuje kondycyjnie, mimo że przez ten czas (około czterech tygodni) w ogóle nie je. No, ale też traci na wadze nawet 25 procent. Toteż takiego już październikowego nazywamy spadłym albo pobekanym. Jest istotnie zamęczony.

 

Wiem, że także pan poluje. Ma pan satysfakcję, gdy wceluje w zwierzę kulą?

Strzelam może sztukę na rok, w polowaniu zbiorowym, a w ostatnim roku wcale. Nie wychodzi mi to. Lubię bitki z dzika, ale mięso wolę kupić od nadleśnictwa. Satysfakcję mam fotografując, choćby i polujących.

 

Wróćmy do jeleni. Wolno strzelić byka podczas godów?

Niestety tak. Tak jak ja z aparatem, niektórzy myśliwi wręcz czekają na ten strzał cały rok. Są dyskusje i wiele głosów, żeby zakazać. Ja jestem przeciwny zabijaniu samców, gdy głupieją.

18


 

twarzKrzysztof Sokal zdobył II miejsce w kategorii sceny myśliwskie konkursu im. Włodzimierza Puchalskiego organizowanego przez „Łowca Polskiego” – za zdjęcie myśliwych podchodzących o godzinie 4 dziki w rzepaku w okolicach Polanowa w pow. koszalińskim. Duże powiększenie trafi we wrześniu na pokonkursową wystawę w warszawskim Muzeum Jeździectwa i Łowiectwa.