Kiedy stoi się na dachu jednego z najwyższych budynków w Nairobi – Kenyatta Conference Center – można objąć wzrokiem niemal całe miasto. Naokoło wieżowca, który swoim kształtem nieco przypomina palmę, znajdują się siedziby banków, wysokie przeszklone wieżowce, ministerstwa. Nieco dalej, na horyzoncie po wschodniej stronie miasta, przebiega ledwo widoczna kreska coraz to niższych domów. To oddalone, ciche dzielnice, gdzie główna zabudowa opiera się na parterowych domkach, a rano można usłyszeć piejące koguty.

 

Inną dzielnicą jest leżące na zachód od centrum Westlands – to część bogaczy, willi, gdzie jest więcej zieleni i ewidentnie więcej pieniędzy. Z dachu centrum konferencyjnego nie widać slumsów, znajdują się na wschodnich rubieżach miasta.

Nairobi to tętniące życiem czteromilionowe miasto. Centrum nieprzerwanie zalewane jest przez nowe strumienie ludzi biegnących do pracy, sprzedających na ulicy gazety, losy na loterię, naganiaczy szukających chętnych na ostatnie miejsca w busie w dowolnym kierunku. Co jakiś czas spotyka się ulicznego mówcę ćwiczącego się na pastora, który przemawia do ludzi zgromadzonych na placu. To co łączy te wszystkie dzielnice, to unoszący się wszędzie pył.

kenia 2

Pośród tego wszystkiego Nairobi chowa w niepozornych uliczkach centra kulturalne, galerie sztuki, przestrzenie artystyczne, grafficiarzy pracujących tuż za murem, muzyków grających na osiedlowych festiwalach czy w slumsach. Przy jednej z większych ulic, nieco poza centrum, znajduje się miejsce, do którego nie dociera pył z brudnego miasta – iHub – największa przestrzeń coworkingowa i pierwsze tego typu miejsce w całej Kenii. W sali znajduje się trochę biurek, sporo osób siedzi na pufach, piłkarzyki stoją w tylnej części sali. W rogu znajduje się kawiarnia z antresolą. Drzwi na balkon, który biegnie dookoła budynku są otwarte. Oprócz Kenijczyków jest też kilku białych, głównie robiących lokalny research dla swoich pomysłów. To tutaj młodzi Afrykańczycy zaczynają swoją drogę w realizacji start-upowych pomysłów. iHub to na pewno największa i najbardziej rozpoznawalna przestrzeń tego typu w całym regionie Afryki Wschodniej. Powstała w 2010 roku i to stąd wyszły na świat znane kenijskie start-upy, które dzisiaj liczą swoich użytkowników w milionach.

 

Mimo że obecnie najprężniej działające środowisko start-upowe w Afryce znajduje się w RPA, to Kenia plasuje się zaraz na kolejnym miejscu na podium, jeśli chodzi o cały kontynent. W swoim regionie jest jednak liderem. Kiedy przeszukamy Internet w poszukiwaniu najbardziej obiecujących afrykańskich start-upów ostatnich kilku lat, większość z nich ulokowana jest właśnie w Kenii.

Jako przykład dobrze rokującego biznesu można podać WeFarm. To platforma dla rolników, służącą do wspólnej wymiany doświadczeń oraz wiedzy. Kolejnym przykładem rozwijającego się startupu jest SleepOut – platforma zbierająca informacje oraz ceny dotyczące zakwaterowania. Platforma powstała z pasji fotografowania, a jej założycielem był Kanadyjczyk mieszkający na malutkiej wyspie Lamu na Oceanie Indyjskim, należącej do Kenii. W tym kraju też ostatecznie rozwinął swój pomysł do rangi powszechnie używanego przez podróżników i biznesmenów portalu.

 

Jednak niewątpliwie najsłynniejszym produktem kenijskich programistów jest Ushahidi, co w języku suahili oznacza „dowód”. To też nazwa aplikacji, na którą popyt miała wpływ sytuacja polityczna. Kiedy wybory prezydenckie w 2007 roku pociągnęły za sobą pasmo przemocy, kilku aktywistów mieszkających w Nairobi użyło map dostępnych w aplikacji Google Maps, by użytkownicy mogli na nich zaznaczać miejsca, w których doszło do starć. Wystarczyło, że świadek przemocy wysyłał SMS–a pod wskazany numer lub wiadomość e–mail z opisem oraz lokalizacją, a informacja była publikowana na mapie Google.

Aplikacja Ushaidi, mimo że została stworzona w oparciu o wydarzenia rozgrywające się w Kenii, była w ciągu kolejnych kilku latach używana także w innych krajach. W RPA służyła do oznaczania na mapie antyimigranckich aktów przemocy, do których doszło w 2008 roku. Al Jazeera używała Ushaidi do zbierania zeznań naocznych świadków podczas konfliktu w strefie Gazy. Poza tym aplikacja była używana w Chile i na Haiti po trzęsieniach ziemi czy w Rosji podczas fali pożarów, by zaznaczać miejsca, w których potrzebna była pomoc wolontariuszy. Ushaidi sprawdziła się podczas kataklizmów od Australii po Stany Zjednoczone i pomagała śledzić akty przemocy m.in w Indiach.

Kenia ponownie skorzystała ze swojego rodzimego produktu podczas zamachu w centrum handlowym Westgate Mall w Nairobi w 2014 roku – wtedy aplikacja pomagała zlokalizować miejsca, w których można było oddać krew na rzecz pomocy ofiarom. Ushaidi zyskało prestiżową nagrodę The MacArthur Award. Jej twórcy nie stoją w miejscu – to właśnie część z nich zapoczątkowałą jedno z najbardziej twórczych miejsc na mapie Nairobi – iHub – centrum coworkingowe i akcelerator startupów. Pierwsze takie miejsce w Kenii.

Kolejnym przykładem sukcesu kenijskich startupowców jest Eneza Education. To kolejny startup, który powstał z potrzeby zmiany społecznej. To platforma łącząca uczniów z nauczycielami, obecnie największa tego typu inicjatywa w całej Afryce. Dzięki niej, dzieciaki z biedniejszych rodzin, których nie stać na korepetytorów i które dotychczas zostawały z tyłu, mają wreszcie możliwość nadrobienia braków. Eneza zanotowała już prawie 900 tysięcy unikalnych użytkowników, logujących się z całej Kenii, z czego dużym sukcesem jest przyciągnięcie użytkowników z mniej stabilnych regionów takich jak Gharrisa przy granicy z Somalią, czy tych mieszkających w Daadab – największym na świecie obozie dla uchodźców, głównie somalijskich, który znajduje się właśnie w Kenii. Dzięki aplikacji, z której używanie kosztuje 10 szylingów kenijskich tygodniowo (około 50 groszy), uzyskuje się dostęp do konsultacji z nauczycielami online, a w przypadku nieobecności na lekcjach, samemu można zapoznać się z tematem. Aplikacja wyrosła w nowoczesnym biurze iHub. Obecnie twórcy pracują nad wersją pilotażową na rynek w Tanzanii i Ghanie.

kenia 3


iHub daje kilka możliwości rozwoju swoich pomysłów, a wszystko zależy, jaki rodzaj członkostwa wybierzemy. White members mogą korzystać z przestrzeni raz w tygodniu, za darmo. Wielu z nich mieszka na co dzień poza Nairobi i nie korzysta z tej możliwości, jednak chcą być częścią społeczności, otrzymywać newslettery czy od czasu do czasu brać udział w niektórych spotkaniach, które są organizowane we współpracy z Google czy Miscrosoft. Kolejnym stopniem są green members – mają oni nieograniczony dostęp do przestrzeni coworkingu. Na tym etapie członkostwo w dalszym ciągu jest darmowe. Green members pracują nad rozwojem swojego pomysłu, jednak jeszcze na nim nie zarabiają.

iHub prowadzi monitoring projektów swoich członków i śledzi ich poszczególne etapy. Kiedy członkowie zaczną zarabiać na swoich startupach i w przestrzeni iHub prowadzą biznes, przechodzą na wyższy poziom członkostwa, stają się red members. Muszą zapłacić za dostęp do przestrzeni iHub. Taka opłata wynosi 7500 szylingów kenijskich czyli około 75 euro za miesiąc.

 

Rozwijające się startupy mogą przejść do siostrzanego produktu iHub czyli do przestrzeni m:lab. To inkubator znajdujący się piętro niżej, który udostępnia swoje biura najprężniej rozwijającym się startupom, gdzie mogą one przebywać od 6 do maksymalnie 18 miesięcy. Po takim czasie startup powinien się usamodzielnić – o tym wszystkim opowiada Egra, pracująca w iHub na stałe. Spotykamy się w małej sali konferencyjnej, ściany obrandowane są logami firmy Miscrosoft, która między innymi wspiera z iHub. Firmy jednak nie działają tu na zasadzie inwestora pieniężnego – zamiast inwestycji gotówkowej proponują wybranym startupom narzędzia, specjalne szkolenia, czy darmowe korzystanie z proponowanych przez nich programów i aplikacji.

 

Dodatkowo, startupy z całej Afryki Wschodniej, konkurują ze sobą w ramach PIVOT East – corocznego konkursu, odbywającego się już od pięciu lat. Tegoroczna edycja będzie miała miejsce 15 listopada w Nairobi. To największe tego typu przedsięwzięcie w regionie, które łączy startupy z inwestorami. Konkurs otwarty jest dla startupów pochodzących z Ugandy, Kenii, Tanzanii, Rwandy, Demokratycznej Republiki Konga, Burundi, Etiopii, Sudanu lub Sudanu Południowego – z krajów, które stereotypowo nie kojarzą nam się z nowoczesnymi startupami, ale raczej z biedą lub wojną. Czas jednak może popatrzeć na te miejsca trochę szerzej i przez unoszący się pył zobaczyć także możliwości technologiczne.